JAN ZIELINSKI
Pod innym katem
Spirala
i sztacheta
Dwa tomy listow Zbigniewa Herberta ukazaly sie niemal rownoczesnie, do tego stopnia, ze - choc z roznych wyslane wydawnictw - tego samego dnia trafily do mojej bernenskiej skrzynki. Chronologicznie nieco szerszy zakres ma korespondencja z Jerzym Zawieyskim - obejmuje lata 1949-67, podczas gdy korespondencja z Henrykiem Elzenbergiem - lata 1951-66. Z kolei korpus pierwszej korespondencji jest szczuplejszy, obejmuje 74 pozycje, podczas gdy drugiej - 115. Nie tylko osoba autora Pana Cogito laczy oba tomy. Redaktorem korespondencji z Zawieyskim jest Pawel Kadziela, redaktorem korespondencji z Elzenbergiem - Barbara Torunczyk, ale obszerne przypisy do listow opracowal wraz z nia tenze Pawel Kadziela. Obie ksiazki maja podobna koncepcje edytorska: najpierw listy, w ukladzie chronologicznym, potem aneks, zawierajacy zalaczone do listow albo w inny sposob z nimi zwiazane teksty literackie (przede wszystkim nieznane wiersze Herberta). Tom Herbert-Elzenberg wzbogacaja podobizny rekopisow wierszy Herberta i Elzenberga (ktory byl nie tylko filozofem, ale i poeta) oraz niektorych listow i kart pocztowych. W edycji Biblioteki "Wiezi" (Zawieyski) przypisy figuruja pod kolejnymi listami, w edycji "Zeszytow Literackich" (Elzenberg) za aneksem, sa bowiem, jako sie rzeklo, wyjatkowo obszerne, wiec wlamane w tekst glowny utrudnialyby lekture. Kazdy tom ma oczywiscie note wydawnicza. Pierwszy przedmowa poprzedzil Jacek Lukasiewicz, drugi poslowiem opatrzyla Barbara Torunczyk. Oba opracowane sa bardzo starannie, z pietyzmem godnym wielkiego poety i jego szacownych korespondentow.
*
Herberta, zakladam, przedstawiac nie trzeba, wiele sie o nim ostatnio pisze. Partnerzy listowego z nim dialogu sa mniej powszechnie znani, warto ich moze zatem choc pokrotce przedstawic. Z wieku pierwszenstwo nalezy sie filozofowi. Henryk Elzenberg urodzil sie w roku 1887, jako dziecko zostal z powodow zdrowotnych wyslany do Szwajcarii. Tutaj uczeszczal do szkol (matura w roku 1905 w Genewie), tu tez wykladal w latach 1910-12 literature francuska na uniwersytecie w Neuch^atel. W latach miedzywojennych byl wykladowca estetyki i filozofii na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, po wojnie zostal profesorem Uniwersytetu Mikolaja Kopernika w Toruniu. W chwili, gdy rozpoczyna sie korespondencja z Herbertem, jest juz odsuniety z powodow politycznych od zajec dydaktycznych, nadal jednak prowadzi prywatne seminarium filozoficzne dla swoich uczniow. Przejsciowo wykladal jako romanista w Poznaniu, po pazdzierniku znow byl czynny jako profesor w Toruniu. Elzenberg jest autorem prowadzonego przez dziesieciolecia dziennika, ktorego poprawione i uzupelnione wydanie ukazalo sie w br. w Toruniu (532 strony), a ktory znany jest milosnikom madrych ksiag, poczawszy od pierwszego wydania w roku 1963, jako Klopoty z istnieniem. Aforyzmy w porzadku czasu. Herbert w poznym tekscie Polecam - odradzam (1994 r.) pisal: "Jest to dzielo olsniewajace; prowadzony przez szescdziesiat lat pamietnik intelektualny, ktory przemawia do kazdego dojrzalego i wrazliwego czytelnika bogactwem mysli, watkow, pytan o filozofie, rzeczy przyziemne i ostateczne. Jedna z nielicznych ksiazek, ktore sprawiaja, ze czytelnik staje sie lepszym czlowiekiem". Henryk Elzenberg zmarl w roku 1967.
Jerzy Zawieyski (1902-69), pisarz katolicki. Zaczynal swa kariere jako aktor (gral w Reducie). Pisal z poczatku powiesci, od polowy lat 30. takze dramaty, z ktorych najwieksza popularnosc zyskal przed wojna Powrot Przeleckiego, po wojnie zas - Rozdroze milosci. Byl dzialaczem KIK-u, poslem kola "Znak" oraz, w latach 1957-68, czlonkiem Rady Panstwa. Podobnie jak Elzenberg prowadzil dziennik, ktorego rekopis znajduje sie obecnie w zbiorach Biblioteki Narodowej. Ponadto Zawieyski wydawal w kolejnych tomach (Brzegiem cienia, W alei bezpozytecznych rozmyslan) cos, co mozna nazwac dziennikiem lektur. W roku 1958 Herbert opublikowal w Tygodniku Powszechnym obszerny wywiad z Zawieyskim (tekst ten wszedl tez do ksiazki Zawieyskiego Droga katechumena). Nazwal w nim Zawieyskiego pisarzem "subtelnym i nielatwym".
*
Kim byli dla Herberta? Stosunek do Elzenberga mozna scharakteryzowac podobnie, jak Czeslaw Milosz okreslil ostatnio swoj stosunek do Oskara Milosza: czeladnik wobec mistrza. Slowa "Moj Mistrz. Henryk Elzenberg" widnieja na teczce, w ktorej Herbert przechowywal papiery dotyczace torunskiego filozofa. Sam podpisywal sie w listach "Zbigniew Herbert, uczen", "uczen Herbert", "oddany uczen", "wierny uczen", raz nawet: "tepy ale oddany uczen". Raz arcytrafnie: "Zbigniew Herbert, poszukiwacz dna". Elzenberg byl dla niego mentorem, byl przewodnikiem po krainie filozofii, w pewnym sensie takze wzorcem moralnym. Ale w obcowaniu z Elzenbergiem (ktory zreszta sam daleki byl od stereotypu profesora filozofii) Herbert zdal sobie sprawe, ze jego prawdziwym, wlasnym powolaniem nie jest czysta filozofia, tylko poezja, czesto filozoficzna badz filozofujaca, ale jednak poezja. Wzajemnie, Elzenberg, ktory sam paral sie poezja, nalezal do niewielu ludzi, ktorzy w latach 50. rozumieli poezje Herberta i potrafili wiesc z nia fascynujacy dialog. Jako czlowiek madry, pogodzil sie z mysla, ze Herbert nie zostanie jego wymarzonym, doskonalym uczniem i nastepca, ze nie bedzie zawodowym filozofem.
Natomiast Zawieyski jawi sie w swietle wydanej obecnie korespondencji jako starszy brat i spowiednik Herberta. Nawet zanim jeszcze przeszli na "ty", Herbert pisal do starszego kolegi: "jest Pan moim spowiednikiem", "jest Pan moim Jedynym Starszym Bratem, do ktorego mam absolutne zaufanie i u ktorego doznaje pomocy". Pomoc to byla przewaznie duchowa, w formie pociechy badz rad moralnych i literackich; raz przybrala ksztalt bardziej materialny, kiedy to po interwencji Zawieyskiego Herbert otrzymal zgode na stale zameldowanie w Warszawie i przydzial na kawalerke (zabawnie pisze o nowym zyciowym wcieleniu starszego przyjaciela w liscie z 29 marca 1957: "mysle o Tobie, ze w tej chwili siedzisz moze na pozlacanym fotelu, a Twoi poddani cisna sie i wtykaja w reke rulony petycji o medal, mieszkanie lub szczescie doczesne. Badz dla nich dobry i wyrozumialy").
Rzecz ciekawa: pomimo ze ramy czasowe obu tomow w duzej mierze sie pokrywaja, Herbert utrzymuje wiezi listowe z Elzenbergiem i z Zawieyskim jakby zupelnie niezaleznie od siebie. W korespondencji z Elzenbergiem nazwisko Zawieyskiego nie pojawia sie ani razu! W korespondencji z Zawieyskim Elzenberg pojawia sie zaledwie trzy razy. Dwa u Herberta, kiedy pisze: "Ostatnio wzruszyl mnie bardzo moj Mistrz prof. Elzenberg" (zaproponowal poecie pozyczke) oraz: "Bowiem ´istota zycia jest zgrozaª, jak mowi moj umierajacy Mistrz Elzenberg". Raz u Zawieyskiego, gdy komentuje odpowiedz Elzenberga na ankiete "Znaku" o ksiazkach, ktore wywarly na respondentow decydujacy wplyw w ksztaltowaniu swiatopogladu i postawy moralnej (odpowiedz ta zostala przedrukowana w tomie korespondencji z Elzenbergiem). Zawieyski pisze: "Ibsen i Berent - to swietny klucz do zrozumienia Panskiego Profesora. Ale ci dwaj pisarze, niestety, bardzo mnie odpychaja" - i tu chyba, w wyborach estetycznych, mozemy szukac wytlumaczenia braku czestszych przeplotow personalnych pomiedzy oboma tomami.
*
Sposob opracowania obu tomow (przy czym edycja Biblioteki "Wiezi" jest ladniejsza typograficznie, wydanie "Zeszytow Literackich" zas bogatsze materialowo) pozwala na poglebiona lekture nowej calosci, jaka rodzi sie z wierszy i listowych do nich komentarzy. Modelowym niejako przykladem bedzie tu niewatpliwie dedykowany Elzenbergowi wiersz Herberta Do Marka Aurelego (imienia cesarza-filozofa prozno by szukac w indeksie korespondencji z Zawieyskim...). Sprobujmy na podstawie listow, przypisow i komentarzy te calosc zrekonstruowac.
Oto 16 grudnia roku 1951 poeta pisze do filozofa: "Czytalem takze w przekladzie Marka Aureliusza i ksiazke Pana Profesora o jego etyce. Mysle nad nim nie bez smutku i rozczarowania, a zanim to sie ulozy w logiczne tezy, zanotowalem wrazenie". Potem nastepuje tekst wiersza, na tyle znanego, ze nie bede go przytaczal. Na dole strony autoironiczny przypisek Herberta (do slow: okrzyk trwogi/ ktorego nie zna twa lacina): "Jak z tego fragmentu wynika, autor nasz zna M. Aureliusza tylko ze slyszenia, gdyz jak wiadomo Rozmyslania pisane byly po grecku i nosza tytul Eis heauton [...]". Tyle tekst drukowany. Barbara Torunczyk zamiescila tez podobizne tego waznego listu, obok nastepnych wersow (to lek odwieczny ciemny lek/ o kruchy ludzki lad zaczyna// bic I zwyciezy Slyszysz szum) widac dorysowana zamaszyscie przez Elzenberga klamre i dopisane slowo: "Tiutczew!". Z przypisow dowiemy sie nie tylko, ze Herbert czytal Rozmyslania w przekladzie Tadeusza Sinki (1937 r.), ze ksiazka Elzenberga nosila tytul Marek Aureliusz. Z historii i psychologii etyki (1922 r.), a w archiwum poety zachowal sie jej egzemplarz z wlasnorecznymi podkresleniami. Dowiadujemy sie tez, ze Elzenberg powracal do Marka Aureliusza i pozniej, na przyklad w roku 1944, kiedy przezywal kryzys filozoficzny, i w roku 1952, kiedy napisal wiersz ze znamiennymi slowy: I kochac sie jak sie kocha twarz zmiennych oblokow,/ Jak usmiech fal bezgrzesznych i traw lesnych sklony. Ze Herbert "podzielal zastrzezenia Elzenberga" wobec stoicyzmu. Ze wiersz, z dedykacja dla Elzenberga, ukazal sie w debiutanckim tomie Herberta Struna swiatla.
W odpowiedzi (z 29 grudnia 1951 r.) Elzenberg dystansuje sie od swojej ksiazeczki o Marku Aureliuszu ("jest blada i niemrawa: pisana jako praca habilitacyjna, z przekonaniem duzym do stoicyzmu, owszem, ale bardzo malym do samego aktu habilitacji i do profesora, u ktorego ja robilem"), chwali wiersz Herberta, ktory wywolal w nim ("bardzo zreszta pochlebne") skojarzenie z Tiutczewem ("taki znany piekny wiersz, gdzie glob sie toczy wsrod szumiacego i grozacego chaosu") i kwestionuje trzy wyrazenia: "larum gwiazd", "zburzy twe litery" oraz "spokoj zdejm". W dalszym ciagu listu konkretyzuje zarzuty: zaklada, ze u Herberta jest obraz maski, ewentualnie zbroi, on sam zas widzi Marka, ktory zdejmuje szyszak - "a to sie chyba mija z intencja. Przyjac ten zwrot czysto slownie (nie realizujac obrazowo wcale) tez trudno, bo zestawienie slow zbyt twarde i nie daje zadowolenia czysto jezykowego".
Tak o poezji nie pisze uczony filozof, tak pisze ktos, kto sam ma dusze poety i zna sie na poetyckim rzemiosle. Autorzy przypisow odsylaja do konkretnego wiersza Tiutczewa (choc moim zdaniem chodzi raczej o Wizje, a nie o Ostatni kataklizm), pokazuja na przykladach z pism Elzenberga motyw walki czlowieka z chaosem, wskazuja tez na kontekst obrazu szyszaka. Herbert w kolejnym liscie (z 10 stycznia 1952 r.) dziekuje za ocene "wierszyka" i przyznaje, ze otrzymal "trzy celne strzaly". "Larum gwiazd" - nie wie, skad mu sie to wzielo. Piszac o burzeniu liter myslal o antykwie - o "okraglych, spokojnych inskrypcjach". Zas "spokoj zdejm" to miala byc maska... albo zbroja... a ewentualnie takze szyszak - "w kazdym razie cos, co falszuje, ukrywa nagiego czlowieka i naga prawde". Przyznaje: "wiersz powstal w nastroju duzego napiecia emocjonalnego przy ograniczonej kontroli organow intelektualnych". Elzenberg w kolejnym liscie (6 lutego 1952 r.) sklonny jest sie wycofac z pierwszego zarzutu - moze to tylko "zaskakujaca niezwyklosc zestawienia", ktora "moze byc i przedmiotem uznania".
W roku 1953 Herbert wydrukowal wiersz Do Marka Aurelego w Tygodniku Powszechnym, opatrujac go dedykacja dla swego mistrza. Elzenberg dziekowal (6 kwietnia 1953 r.): "tak to i ta moja troche mdla i szara ksiazeczka doczekala sie pewnej nobilitacji".
7 czerwca roku 1954 Elzenberg wyslal Herbertowi pocztowke (reprodukowana w ksiazce) ze zdjeciem rzymskiego popiersia Marka Aureliusza i zaleceniem: "ma do Pana wyglosic karcaca i budujaca przemowe, prosze go wlozyc pod poduszke i nasluchiwac". Poeta odpowiedzial (20 lipca): "Zgodnie z poleceniem wsadzilem Marka Aureliusza (z koniem) pod poduszke, szepce mi w ucho cytaty z Rozmyslan. Kiedy probuje oponowac, macha reka i odjezdza". Na okladce tomu widzimy fragment tegoz pomnika: twarz Marka, w ktorej jest spokoj, glowa konia, w ktorej maluje sie "odwieczny ciemny lek" i reka cesarza, wyciagnieta "ponad ciemnosc". Trudno o lepsza ilustracje wiersza, ktory zwiazal poete-filozofa z filozofem-poeta.
*
Niekiedy czytelnik musi sam podejmowac trud wedrowki wsrod tekstow. Warto. Oto na przyklad w tym samym liscie Herberta, w ktorym posyla on Elzenbergowi wiersz Do Marka Aurelego, znajdujemy informacje, ze poeta uczy sie laciny po to, by zrozumiec Lukrecjusza: "Zaczelo sie od tego, ze wzialem do reki De rerum... i ze zgroza stwierdzilem, ze nic nie rozumiem. Ale wiersz podobal mi sie bardzo - lot wloczni. Chodze takze na wyklady prof. Krokiewicza o Lukrecjuszu. Jednak to jest naprawde bardzo nieszczesliwy poeta. Przywiazany do filologicznego rydwanu tlucze [! - powinno byc: tlucze] umeczona glowa odarty z poezji - nagi i zhanbiony. Zaczynam go bardzo lubiec". Lukrecjusz, porownany tu do trupa Hektora wleczonego przez zwycieskiego Achillesa, budzi wspolczucie Herberta jak obdzierany przez Apollina ze skory Marsjasz w pozniejszym, jednym z najbardziej znanych wierszy poety. A Hektor, przypomnijmy, powroci w zakonczeniu slynnego Przeslania Pana Cogito jako jeden z nielicznych przodkow duchowych, "obroncow krolestwa bez kresu i miasta popiolow".
W edycji "Zeszytow Literackich" znajdziemy obszerne objasnienie na temat wykladow Adama Krokiewicza o Lukrecjuszu ze wzmianka o tym, ze jest on autorem przekladu - proza - glownego dziela tego mysliciela (O rzeczywistosci ksiag szesc, Wroclaw 1958 r., nawiasem mowiac przeklad ten ukazal sie po raz pierwszy w roku 1923), znajdziemy tez bardzo trafne zestawienie sformulowania "naprawde bardzo nieszczesliwy poeta" z tym, co na ten temat pisal Elzenberg w znanym Herbertowi szkicu Lukrecjusz i religia materializmu. Wydawcy listow odsylaja przy tym do swych wczesniejszych objasnien, w ktorych wskazywali na mozliwosc interpretacji Herbertowskiej Trzciny poprzez to, co o Lukrecjuszu pisal w tym wlasnie szkicu Elzenberg. Tylko enigmatyczny "lot wloczni" zawisl jakby w powietrzu.
Siegnijmy po Strune swiatla, pierwszy tom wierszy Herberta, wydany w roku 1956. A w nim po wiersz o paradoksalnym tytule, laczacym w dwoch slowach tradycje biblijna i antyczna:
Wersety panteisty
Zatrac mnie gwiazdo
- mowi poeta -
przeszyj mnie strzala odleglosci
wypij mnie zrodlo
- mowi pijacy -
do dna mnie wypij do nicosci
niech mnie wydadza dobre oczy
pozerajacym krajobrazom
slowa co mialy chronic cialo
niech mi przepasci przyprowadza
gwiazda w czolo korzen zapusci
zrodlo twarz mi odczlowieczy -
potem obudzisz sie milczacy
w dloniach bezruchu
w sercu rzeczy
Przytoczylem ten wiersz w calosci, poniewaz krzyzuje sie w nim kilka istotnych watkow badz to przewijajacych sie przez korespondencje Herberta z pierwszej polowy lat 50., badz stanowiacych jej podskorne tlo. Z jednej strony klopoty Herberta z oficjalnym katolicyzmem, skazujace go na jakas "wlasna, kieszonkowa religie", przed czym sie bronil, odczuwajac potrzebe "gestu sakralnego, dymu i beku zwierzat ofiarnych" (list do Elzenberga, zapewne z 4 kwietnia 1954 r.). Z drugiej ponure realia stalinowskiej nocy: oczy, co czlowieka "wydadza" krajobrazom, wciskajaca sie w czolo, zapuszczajaca w nim korzen gwiazda, zrodlo, co twarz "odczlowieczy". Do tego dochodzi zapewne alkohol jako forma odreagowywania trudnej do zniesienia rzeczywistosci - "pijacy" to zarazem czlowiek szukajacy ucieczki w nalogu ("do dna mnie wypij") i mysliciel, czerpiacy ze zrodla madrosci, ale znajdujacy w nim nicosc.
Zakonczenie (w sercu rzeczy) odsyla do tytulu glownej ksiazki Lukrecjusza, owego "panteisty". Natomiast w slowach przeszyj mnie strzala odleglosci dostrzec wypadnie parafraze tego "lotu wloczni" z listu do Elzenberga. Jesli zajrzec do przedwojennego poetyckiego przekladu Edwarda Szymanskiego, wydanego posmiertnie dopiero w roku 1957 (o przygotowaniach do tej edycji pisze Elzenberg w jednym z listow do Herberta), to tam tez nie znajdziemy wloczni, tylko "lotna strzale", ktorej pocisk moze "poleciec lekko, dokad mierzone bylo", chyba ze "cos mu sie oprze i w dalszym biegu wstrzyma". W oryginale jest podroznik ku najdalszym brzegom, co ciska lotna wlocznie; jej lot, niezaleznie od tego, czy ciagly czy przez cos przerwany, zmusza nas do przyznania, ze wszechswiat rozciaga sie wszedzie i nie ma granic. Lot wloczni, ktory tak zafrapowal Herberta, jest u Lukrecjusza dowodem na nieskonczonosc. Tudziez na jej sens i harmonie.
*
W jednym z pozniejszych listow ponownie mowa jest o Lukrecjuszu; Herbert pisze: "Jesli dojde do niego, to zrobie to jak zwykle po spirali, bladzac (´bladzenie jako najpewniejszy sposob dojscia do celuª; mam wstret do prostych drog - to dobre dla traktorow)". Tego przeciwstawienia - spirali i traktora - nie nalezy rozumiec w kontekscie rzekomych sladow UFO, wyciskanych na polach w roznych krajach Europy. Ta spirala jest piekna odpowiedzia Herberta na socrealizm, jest bezposrednia reakcja na tytul ksiazki Witolda Zalewskiego Traktory zdobeda wiosne (1950 r.). Odpowiedzia, ktora, nawiasem mowiac, zbliza go do sposobu uprawiania poezji przez Wata ("Poezja Aleksandra Wata jest jak spirala [...]", jesli wolno mi tu zacytowac poczatek Spowiedzi syna krolewskiego - wstepu do Wierszy wybranych Wata). I ktora bliska jest filozoficznej metodzie dochodzenia do prawdy: oplotkami, przez stopniowe przyblizenia.
*
O ile korespondencja z Elzenbergiem odslania przede wszystkim (choc przeciez nie tylko) filozoficzne zaplecze poezji Herberta, o tyle korespondencja ze "spowiednikiem" Jerzym Zawieyskim wiele mowi o dusznych rozterkach. W tomie tym wiecej tez znajdziemy nigdy dotad niedrukowanych wierszy Herberta. Niedrukowanych nie dlatego, ze gorsze, tylko dlatego, ze w planie biograficznym wiazaly sie z konstelacja zaniechana, z miloscia, ktora nie miala miec przyszlosci. Tym niemniej sa to wiersze Herberta i dobrze, ze teraz ukazuja sie chocby w aneksie do tomu korespondencji. Sposrod wielu wybieram na koniec jeden, poniewaz jest mi najblizszy. Wiersz, w ktorym z samookresleniem cierpliwy jak sztacheta rymuje sie, zauwazmy, niedopowiedziane, ale podskornie obecne slowo: "poeta".
Pod oknem
Nigdy cie miec nie bede calej
zawsze obrazek, usmiech, skrawek
Glowa ulotna i czysta
plecy nasiakle cieniem
dlonie jak ptaki w powietrzu
Tak moge caly wieczor stac
pod Twoim oknem ukochana
cierpliwy jak sztacheta
Waska jest przerwa w firankach
jak strumien w ktorym sie widzi
odbicie drzew piekniejsze od nich
Tak caly wieczor moge stac
pod twoim oknem zapatrzony
w przerwe firanek w ktorej moze
bede Cie widzial do polowy
jezeli aniol bialych drzwi
otworzy skrzydla.
*
Jest w tych dwoch tomach duzo wiecej: spora dawka polityki,
wiele rozwazan etycznych, biezace oceny literackie, dojrzewanie
wielkiego poety. Kazdy czytelnik znajdzie w nich swojego Herberta
i swoje fascynacje. Gdyby jednak wskutek jakiejs dziwnej katastrofy
z obu nakladow mialo ocalec po jednym egzemplarzu, a z nich
tylko kilka wyrwanych stron, o Marku Aureliuszu, o locie strzaly,
przeciwstawionej traktorom spirali i o kochajacym poecie,
co czeka cierpliwy jak sztacheta, oprawilbym te kilka stron
w zlote ramki. Jak rzadkie ryciny. Albo jak kamyk, ktory jest,
jak wiadomo, stworzeniem doskonalym.
____________________________________
Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, Korespondencja.
Redakcja i poslowie: Barbara Torunczyk, "Zeszyty Literackie",
Warszawa 2002, s. 240 plus indeks nazwisk.
Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja
1949-1957. Z autografu do druku przygotowal i przypisami
opatrzyl Pawel Kadziela, wstep napisal Jacek Lukasiewicz.
Biblioteka "Wiezi", Warszawa 2002, s. 189 plus indeks.
Obie ksiazki mozna zamowic w Ksiegarni Nowego
Dziennika - tel. (212) 594-2266 wew. 17, e-mail: ksiazki@dziennik.com
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |