PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (6 grudnia 2002)


ANDRZEJ KORASZEWSKI

Czy Polacy wybija sie
na uczciwosc?

Jaka jest w Polsce skala tolerancji dla nieuczciwosci? To interesujace i trudne pytanie. O korzystaniu z pirackich programow komputerowych mowi sie w towarzystwie bez zadnych zahamowan; mowienie o "lewych" zwolnieniach z pracy i oszukiwaniu Urzedu Skarbowego tez nie wzbudza obaw, ze mozemy narazic sie na spoleczne potepienie; mowiac o lapowkach daje sie juz tylko do zrozumienia, ze cos trzeba bylo "zalatwic".

Kiedy kilka lat temu przeprowadzono we Wloszech sondaz opinii publicznej, okazalo sie, ze polowa mieszkancow tego kraju nie uwaza kradziezy za grzech, powszechna jest opinia, ze "wszyscy kradna", co piaty badany stwierdzal, ze omijanie prawa przez obywateli jest usprawiedliwione "zlodziejstwem politykow", co dziesiaty, ze kradziez usprawiedliwiaja "zlodziejskie podatki nakladane przez panstwo", a siedem procent bylo zdania, ze nie ma nic zlego w kradziezy, jesli jej ofiara padaja ludzie bogaci.

Publikowane na lamach krajowej prasy reportaze pokazuja, ze w spoleczenstwie polskim przyzwolenie dla kradziezy jest na podobnym lub wyzszym poziomie. Sa to jednak tylko domysly. Nie wiem, jakie bylyby wyniki analogicznych badan w Polsce, ale bodaj bardziej interesowalaby mnie rzetelna analiza propagowania lekcewazenia prawa przez takie grupy, jak prawnicy, ksieza, dziennikarze, politycy.

Czy istnieje mozliwosc znalezienia jakiejkolwiek strategii prowadzacej do wzrostu poszanowania prawa w spoleczenstwie polskim? Odnosze wrazenie, iz wielu zakladalo, ze najwieksza sila propagujaca poszanowanie prawa bedzie "z natury swej prawa i uczciwa" inteligencja. Inni pokladali tu wieksze nadzieje w oddzialywaniu Kosciola. Nadzieje te zawiodly i obawiam sie, ze musialy zawiesc. Jedyna szansa wydaje mi sie poszukiwanie drogi do zwiekszenia spolecznego konsensusu, akceptacji panstwa, do rozwiazan systemowych wymuszajacych poszanowanie prawa.

W mojej mlodosci wiele czasu poswiecalismy rozwazaniom nad legitymacja wladzy. Twierdzilismy, ze komunistyczna wladza ma slaba lub ze nie ma tej legitymacji wcale. Te stwierdzenia powiazane byly przede wszystkim z systemem wyborow, ktory po pierwsze zadnego wyboru nie dawal, a po drugie zawieral elementy przemocy.

Zjawisko legitymacji wladzy jest jednak znacznie bardziej skomplikowane. Po ostatnich wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych prasa (nie tylko w Polsce, ale rowniez w innych krajach Europy) wyrazala przekonanie, ze prezydent Bush bedzie bardzo slabym prezydentem, bo ostatecznie o jego wygranej rozstrzygnela decyzja sadu. Autorzy tych rozwazan nie zastanawiali sie nawet nad faktem, ze w wiekszosci panstw europejskich legitymacja wladzy jest z reguly znacznie slabsza, ze wymuszajacy dwupartyjnosc amerykanski system wyborczy automatycznie gwarantuje silniejsza legitymacje anizeli reprezentacja oparta na procentach skladanych, gdzie slynne jezyczki u wagi z reguly reprezentuja zupelnie marginalne grupy spoleczne (a bywaja kraje, w ktorych rzady stanowia wylacznie koalicje splatanych jezyczkow u wagi). Nie musze chyba nikogo przekonywac, ze slaba legitymacja wladzy sklania do lekcewazenia praw, sklania do lekcewazenia wladzy wykonawczej, ustawodawczej i sadowniczej.

Stosunkowo niedawno Ralf Dahrendorf pisal na lamach Gazety Wyborczej o zmierzchu parlamentow. Sadze, ze oglaszanie smierci parlamentaryzmu jest rownie przedwczesne, jak oglaszanie smierci polskiej inteligencji. Europejski parlamentaryzm byl jednak chorowity od zawsze. Francuski pisarz Jean-Francois Revel kpi w swojej ostatniej ksiazce z twierdzen francuskich intelektualistow o slabosciach amerykanskiej demokracji i cichutko przypomina, ze przez ostatnie 220 lat w Stanach Zjednoczonych ani przez chwile nie bylo dyktatury, podczas gdy historia Europy w tym okresie to imponujaca kolekcja despotyzmow i dyktatur. Sam problem parlamentaryzmu wydaje sie jednak z punktu widzenia poszukiwan drogi do poszanowania prawa przez spoleczenstwo nieslychanie istotny.

Czy procesy globalizacji, ponowne pojawienie sie silnych instytucji ponadnarodowych i zrzekanie sie czesci suwerennosci narodowej na rzecz owych instytucji musza prowadzic do zmierzchu parlamentaryzmu? Brytyjski pisarz Larry Siedentop w wydanej niedawno ksiazce Democracy in Europe wyraza przekonanie, ze to, czego dzisiejsza Europa potrzebuje najbardziej, to solidnej debaty konstytucyjnej. Takiej debaty, jaka towarzyszyla narodzinom Stanow Zjednoczonych.

Siedentop przypomina, ze Monteskiusz, a za nim wiekszosc autorytetow europejskich, byl przekonany, ze wzrost wielkosci panstwa nieuchronnie prowadzi do despotyzmu. Gwarancja autonomii lokalnej byla jego zdaniem silna arystokracja, a oslabienie jej przywilejow oznaczalo oddanie calej wladzy w rece despoty. Znacznie pozniej Alexis de Tocqueville z ogromnym zainteresowaniem obserwowal umiejetnosc samoograniczania sie arystokracji brytyjskiej i jej gotowosc dopuszczenia do przywilejow wladzy klasy sredniej. Jego prawdziwa fascynacja byly jednak Stany Zjednoczone, nowy twor panstwowy, z zalozenia calkowicie sprzeczny z europejskimi wyobrazeniami o panstwie. Powstawalo panstwo oparte na zasadzie rownosci praw swoich obywateli, panstwo, w ktorym skrupulatnie wazono szale wladzy ustawodawczej, sadowniczej i wykonawczej, w ktorym debate konstytucyjna w niemalym stopniu dominowaly ustalenia dotyczace podzialu kompetencji miedzy wladza federalna i stanowa, tak izby scedowanie na wladze federalne elementow suwerennosci nie oznaczalo calkowitej utraty suwerennosci. Powstawalo panstwo oparte na spolecznym konsensusie, w ktorym konstytucja tworzyla sprawne mechanizmy zabezpieczajace, izby wladza rzeczywiscie pochodzila z mandatu wyborcow i ustanawiajace zasady rozstrzygania kwestii spornych tak, aby zminimalizowac mozliwosc klotni o legitymacje wladzy. (Okazalo sie, ze fakt, iz ostatecznie to decyzje prawnikow zadecydowaly o tym, kto zostal mieszkancem Bialego Domu, w najmniejszym stopniu nie podwazyl autorytetu nowego prezydenta).

Siedentop zwraca uwage na to, ze w Stanach Zjednoczonych warstwe polityczna stanowia prawnicy. Ta warstwa polityczna jest oczywiscie otwarta, ale przygotowanie do zawodu polityka prowadzi nieodmiennie przez studia prawnicze. Prawo i prawnicze dyskusje sa dla Amerykanow znacznie wazniejsze niz dla Europejczykow. W Europie stopniowe wypieranie arystokracji jako warstwy politycznej otwieralo droge do sporow, czy jej miejsce maja zajac ludzie oswieceni, czy uposazeni, czy wreszcie cieszacy sie tylko poparciem ludu demagodzy. (Nasz polski spor o inteligencje to element zabawnego sporu o miejsce po arystokracji). Roznica miedzy jakimkolwiek parlamentem europejskim a amerykanskim Kongresem jest zasadnicza - w Ameryce prawo stanowia demokratycznie wybrani prawnicy, w Europie prawnicy borykaja sie z interpretacja praw stanowionych przez ludzi majacych silne przekonania i zatwierdzanych w drodze politycznego przetargu.

Sila amerykanskiego prawa jest z jednej strony jego rzetelna podstawa prawnicza, a z drugiej niekwestionowana legitymacja tak wladzy ustawodawczej, jak i sadowniczej i wykonawczej, przy czym ta legitymacja ma w Ameryce wyraznie odmienny charakter niz w Europie. (Kiedy we Francji po raz pierwszy prezydent i rzad wywodzili sie z roznych opcji, wszyscy zastanawiali sie, jak oni sobie poradza i czy nie dojdzie do politycznego pata, uniemozliwiajacego sprawne rzadzenie panstwem; kiedy w Stanach Zjednoczonych Kongres i rzad sa dzis z jednej opcji politycznej, wielu ludzi wyraza obawy, czy nie bedzie to zagrozeniem dla amerykanskiej demokracji).

Larry Siedentop twierdzi, ze Unia Europejska nie jest zadnym zagrozeniem dla europejskiej demokracji ani dla europejskiego parlamentaryzmu, pod warunkiem jednak, ze Europa bedzie miala dobra konstytucje gwarantujaca przejrzysty system federalny, pozwalajacy na uzyskanie akceptacji praw zarowno tych stanowionych na poziomie federalnym, jak i panstwowym. Glownym problemem, zdaniem tego autora, jest pytanie o to, co zrobic, aby obywatele Zjednoczonej Europy uznali europejskie prawa i europejskie wladze za swoje.

Moglby ktos pomyslec, ze bardzo daleko odszedlem od pytania o poziom akceptacji nieuczciwosci w Polsce. Mam nadzieje, ze nie, ze dosc oczywisty dla mnie zwiazek miedzy legitymacja wladzy, sposobem stanowienia praw oraz ich akceptacja przez spoleczenstwo jest oczywisty nie tylko dla mnie. Slaba legitymacja wladzy prowadzi do nagminnego u nas zadania selektywnego poszanowania prawa. Czesc praw uwaza sie za "absurdalne" i publicznie wzywa sie do ich bojkotowania, inne uwazany za poniekad "naturalne" i zadamy ich przestrzegania. (Oczywiscie decyzja o tym, ktore prawa sa "absurdalne" a ktore "naturalne", jest nasza prywatna decyzja). Zadanie selektywnego poszanowania praw prowadzi nieuchronnie do powszechnego lekcewazenia prawa oraz do powszechnej niecheci do egzekwowania prawa.

Z wielu wzgledow jestem zwolennikiem ordynacji wyborczej opartej na jednomandatowych okregach i prowadzacej do systemu dwupartyjnego, a wiec silnych partii politycznych, zawodowych politykow, klarownych opcji. Z wielu wzgledow nie interesuja mnie dalsze spory o role i miejsce inteligencji w polskim zyciu spolecznym. Z wielu wzgledow z przykroscia wspominam moja rozmowe z ponadstuletnim juz wowczas prezydentem Edwardem Raczynskim o szansach swiezo odzyskanej wowczas niepodleglosci - Raczynski najbardziej obawial sie zapieklego partyjniactwa, rozrywania kraju przez ludzi roszczacych sobie prawo do przemawiania w imieniu narodu; obawial sie milczenia owiec cierpiacych na nadmiar przewodnikow.

Niedawne oskarzenie Polski przez politykow holenderskich, ze jestesmy krajem powszechnej korupcji i powszechnego lekcewazenia prawa, wywolalo fale oburzenia w calej polskiej prasie i niemal grozilo zjednoczeniem polskiej areny politycznej. Bronilismy naszej niewinnosci solidarnie, we wszystkich okopach, normalnie sluzacych do ostrzeliwania sie nawzajem. Gotowi bylismy postrzegac za ta ocena bardzo przyziemne, merkantylne motywy Holendrow. Nie bylismy gotowi przyznac tylko jednego, ze stworzylismy panstwo, w ktorym czlowiek probujacy przestrzegac praw tego kraju uznawany jest za oblakanego.

Pytanie, czy Polacy wybija sie na uczciwosc, jest pytaniem otwartym. Chwilowo nic nie zapowiada nawet debaty nad tym pytaniem.

Dobrzyn nad Wisla, listopad 2002 r.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail