IZABELA BOZEK
Kobieta
w czerwonych koralach
Kobieta jedzie do Monachium. Potem do Berlina. Do Krakowa. I znow do Monachium. Jeszcze plynie statkiem z Hiszpanii do Wloch, leci samolotem do Nowego Jorku, wraca do Krakowa. Za chwile spakuje walizki i wsiadzie w pociag do Wiednia. Ta kobieta byla kiedys dziewczynka w czerwonym plaszczyku; dzis zaklada czerwone korale.
W swojej pierwszej ksiazce Dziewczynka w czerwonym plaszczyku Roma Ligocka przekazala nam obraz dziecka, ktore jest jednoczesnie starsza kobieta, w ktorej tkwi mala dziewczynka. Mala dziewczynka nie wie, ze jest w niej starsza kobieta. Dziewczyna wchodzaca w zycie, mloda kobieta zakladajaca rodzine nie pojmuje, ze jest w niej wciaz piecioletnie dziecko. Tocza ze soba nieustanna walke, spieraja sie ze soba cale zycie. Zadna z nich nie zwycieza i pomimo walki pozostaja ze soba w symbiozie.
Przerazajacy obraz Holocaustu ogladany z perspektywy metra, moze stu dziesieciu centymetrow wysokosci zaskoczyl czytelnikow dojrzaloscia, doglebnoscia i niezwykla wrecz pamiecia detalu. No, ale w dziewczynce w czerwonym plaszczyku malarka musiala tkwic od zarania.
I oto mamy nastepna ksiazke Romy Ligockiej - Kobieta w podrozy. Interesujace jest to, ze miala byc pierwotnie opatrzona tytulem pochodzacym z jednego z zawartych w niej opowiadan: Usmiech i roza. Tytul Kobieta w podrozy wynikl z wywiadu, udzielonego przez autorke Rzeczpospolitej. I trzeba przyznac, ze to tytul znacznie bardziej trafny, znacznie bardziej wymowny. I prawdziwy.
Na ksiazke sklada sie 26 opowiadan-obrazkow. Niektore sa jednostronicowymi miniaturkami opisujacymi zdarzenie, chwile, jakies tu i teraz; inne - nieco dluzsze - dzieja sie na kilku plaszczyznach, przywoluja umarlych ludzi, zapomniane zdarzenia. W Pozdrowieniu przeszlosci (jakze ironiczny tytul) na ruchomych schodach na Marienplatz w Monachium starszy elegancki mezczyzna nie moze wyminac podrozujacej kobiety, ktora z jakiegos powodu nie podporzadkowuje sie ustalonemu porzadkowi stania po prawej i wymijania lewa strona. Szczekliwa komenda "Isc z lewej! Stac z prawej! Marsz!" wywoluje natychmiastowa i - w przypadku naszej bohaterki i narratorki - naturalna reakcje. Odkrzykuje ona natychmiast "Sieg Heil!". I to wszystko. Sekundy, ulamek chwili. A przeciez dostajemy pelny i zamkniety obraz. Ocalona z Holocaustu, obciazona gorzka pamiecia dorosla kobieta i mala dziewczynka, ktora reaguje spontanicznie na wspomnienie wywolane znana i znienawidzona komenda.
W Czajniku zakup nowego imbryka staje sie pretekstem do rozwazan o zyciu i smierci, o egzystencji i samotnosci osieroconych przedmiotow. Kolejka jest dluga, sprzyja rozmyslaniom, ktore nagle zakloca mlody rozsierdzony mezczyzna, walczacy zajadle o swoje w tej kolejce miejsce. I znow, w doroslej kobiecie wybierajacej potrzebny domowy sprzet i czekajacej w ogonku do kasy dochodzi do glosu mala dziewczynka, ktora wie wiecej, niz dziewczynki wiedziec powinny: "Pan umrze" - mowi, bo ona wie juz to, czego nie wie ow mlody mezczyzna. Wie to, czego on jeszcze dlugo wiedziec nie bedzie.
Czytelnik Kobiety w podrozy towarzyszy Ligockiej w jej krotszych i dluzszych wyprawach. Dzieja sie one nie tylko w przestrzeni miedzy Krakowem a Monachium czy Berlinem a Wiedniem, ale takze w czasie, w odleglosciach "przed wojna", w latach piecdziesiatych, w szescdziesiatych, dzis wreszcie. Podrozujemy razem do przedwojennego Krakowa, wdychamy zapach roz oplatajacych altanke, jestesmy swiadkami pierwszych pocalunkow, koncertow muzycznych i - smierci, ktora takze odwiedza to miejsce. Autorka przywoluje rodzinne historie, anegdoty, zdarzenia, ktore minely, miejsca nalezace juz do kogos innego, czule wspomnienia drobiazgow i dzis niewaznych spraw. Niewaznych jednak tylko do chwili, kiedy sie o nich nie przypomni, bo - opowiedziane - nabieraja zycia, rumiencow, zaczynaja na powrot oddychac. To chyba cecha niezwyklego pisarstwa Ligockiej, ze widzi sie "mala zolta kuleczke jeszcze przez kilka sekund widoczna na blekitnym niebie"; czuje sie wyraznie palacy skwar upalnego dnia, blekit nieba jest gleboki i czysty, a obraz malego kanarka niewprawnie wzlatujacego w gore kaze nam zamknac szybko oczy w bezradnym oczekiwaniu na jego upadek i smierc.
Wlasnie, smierc. Mimo ze w opowiadaniach Ligockiej jest wiele zabawnych momentow, radosnych chwil i dowcipow sytuacyjnych, to jednak czytajac opis nawet tych radosnych i lekkich zdarzen czujemy podskorny smutek i czekanie na nieuchronnosc. Przeciez rozbawiona babcia, kupujaca zabawki i przescigajaca sie z wnuczkiem w psikusach i zartach, nadrabia stracony kiedys i ocieniony smiercia czas. Trzy dziewczynki w jasnych sukienkach towarzysza cioci Romie w wyprawie na cmentarz, ale nagle droga przez zarosniete mogily zmienia sie w droge meki, w blocie i zimnie, wsrod wrzaskow i strzalow. To bezlitosna pamiec przywoluje meczace wspomnienia. Nie mozna sie od niej uwolnic, ale czy trzeba?
A przeciez nie tylko smierc jest tu obecna, bo i nowe, wydawaloby sie, nieobciazone tragizmem zycie. Syn autorki, Jakub, pojawia sie juz w dedykacji: "Znowu dla Jakuba". Dla Jakuba, ktory urodzil sie po wojnie, nie musial chowac pod stolem i ma jasne wlosy. Ale - jak dowiadujemy sie z niektorych opowiadan - ta szczesliwa sytuacja nie oznacza wcale, ze Jakub nie jest obciazony przeszloscia w podobny sposob jak jego matka. To juz nie jego pamiec, to pamiec przekazana, ale ta takze bywa bolesna. Rownie trudne jest takze poszukiwanie tradycji przez Jakuba, mozolne odtwarzanie zydowskich korzeni, proba odbudowania wiezi, ktore mialy byc bezpowrotnie zniszczone.
Na okladce ksiazki widnieje portret kobiety bez wieku. Odwrocona do czytelnika plecami, z glowa przykryta kapeluszem, spod ktorego wymyka sie wezel wlosow, trzymajac w rekach podrozne torby, oddala sie w nieznanym kierunku. Nie wiemy, dokad idzie, dokad zmierza. A przeciez chyba niedluga to bedzie podroz, bo w perspektywie delikatna kreska rysuje sie mur, ktory zagrodzi jej przejscie. Czy nie jest to mur pamieci towarzyszacej pisarce? Wydaje sie, ze Ligocka - ktora ma swoje wlasne upiory przeszlosci - oswoila je i wcale nie pragnie sie z nimi rozstawac; sa nieodlaczna czescia jej egzystencji, jej pisarstwa, jej malarstwa. Towarzyszac jej w opowiadaniach z tomu Kobieta w podrozy jestesmy swiadkami zmagan z wlasna trudna pamiecia. Bronia, ktorej Ligocka uzywa i wykorzystuje z wprawa, jest ironia. Czasem smutna, czasem niespodziewana i nieoczekiwana, ale - skuteczna. Przyzwalajaca czytelnikowi na oswojenie dystansu czasu i odrebnosci losu.
Zastanawiac by sie mozna, jaka bedzie nastepna ksiazka Romy Ligockiej. Czy autorka podejmie probe jeszcze glebszego wejscia w swoja i swojej rodziny historie? Czy tez z podobna jak dotad pasja, zamilowaniem do detalu, zartem, dowcipem, a jednoczesnie gleboka zaduma wyjdzie naprzeciw nowym wyzwaniom. Ostatecznie jest kobieta w podrozy - kto wie, dokad jeszcze sie uda?
--------------------------
Roma Ligocka, Kobieta w podrozy. Przelozyla
Slawa Lisiecka, rysunki autorki. Wydawnictwo Literackie, Krakow
2002, s. 178.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |