WOJCIECH JOZEF BURSZTA
Teatr Jerzego Grotowskiego
Kultura rocka:
styl zycia - styl pamieci
Tak
naprawde nie planowalismy az tak dlugiej kariery.
Chris Squire
Gdyby ktorys z szacownych obroncow tzw. kultury wysokiej,
zwlaszcza z polowy ubieglego wieku, ujrzal tytul anonsujacy
ten tekst, popadlby bez watpienia we frustracje. Jak mozna
bowiem zestawiac tak szacowne slowo, jakim jest "kultura",
z jakims jezykowym nowotworem, w jednym ze swych znaczen obscenicznej
zreszta proweniencji, tylko po to, aby opisac cos, co samo
w sobie jest kultury zaprzeczeniem! "Kultura" i "rock" jako
zbitka pojeciowa to klasyczny oksymoron, a wiec niedorzecznosc.
Nie brak i dzisiaj zwolennikow podobnego myslenia, alisci
bardziej juz stonowanego i mniej tym samym wplywowego. Kto
czytal Kundere, Blooma i innych zasluzonych obroncow kultury
wysokiej, wie, o co chodzi. Chociaz wiec nadal "kultura rocka"
brzmi zapewne dla wielu ludzi co najmniej zagadkowo, takie
skojarzenie nie budzi juz oporu. Nie tym jednak watkiem zamierzam
sie tutaj zajac. Zasygnalizowalem go jednak z pelna premedytacja.
Dlaczego? Ano dlatego, ze chce - jako dziecko rocka i antropolog
w jednej osobie (inne identyfikacje w tym momencie sa mniej
istotne) powiedziec teraz, co nastepuje. Po pierwsze, jako
ktos, kto rockowa edukacje uwaza za istotny element tozsamosci,
mowie, pisze i bije sie o kulture rockowa rozumiana zarowno
jako byt "historyczny", ale i jak najbardziej wspolczesny,
choc nieporownywalny z ta pierwsza kulturowa sytuacja. Po
drugie - jako antropolog kultury - wiem doskonale, jak wzgledne
sa wyroki dotyczace wartosci. To, co dla dziadkow i moich
rodzicow bylo znakiem degrengolady kultury, negacja zasad
spolecznych znanych "od zawsze", dzis jest klasycznym, a wiec
lepszym okresem zycia wiekszosci rodzicow, ba - jest takze
moim "lepszym swiatem", a wypowiadam sie jako zaawansowany
czterdziestolatek. Rock nie przestaje tez fascynowac najmlodszych
pokolen, choc wcale to znow nie oznacza, ze panuje zgoda,
czym wlasciwie rock byl i jest w historii kultury, jaka role
odgrywa w indywidualnej biografii, jaki jest - jesli jest
- jego przyszly los.
Postawmy najpierw sprawe na ostrzu noza. Dla wielu rock to
juz tylko i wylacznie przeszlosc, podobnie jak muzyka Beethovena
i Wagnera. Tak mysli Holly, zdolna szansonistka, bohaterka
powiesci [sic!] Britney i Lynne Spears Piosenka milosci.
Gdy przychodzi jej zdawac egzamin wstepny ze spiewu w szkole
dla przyszlych wokalistow, Holly denerwuje sie, ale w koncu:
"Tym razem zaspiewala w odpowiednim rytmie i tempie. Miala
taka nadzieje. Nastepnie przyszla kolej na piosenke Paula
Simona i inne dwudziestowiecznych klasycznych kompozytorow.
Zaspiewala - znala je od dawna". Dla Britney Spears, alter
ego Holly, cala tradycja rockowa to juz zatem "klasyka",
co nie przeszkadza jej spiewac skadinad I love rock'n'roll.
Dla prawdziwych milosnikow tej piosenki brzmi to jak obraza,
naruszenie swietosci przez plastikowa popkulturowa lalke,
sezonowa gwiazdke, ktorej swiatopoglad jest jawnym zaprzeczeniem
tych wszystkich wartosci, jakie pierwotnie uosabial tytul
slynnej piosenki. Jakie to sa jednak wlasciwie wartosci?
*
Kazdy z nas opowiada, rzecz jasna, glownie wlasna, prywatna
historie rocka. Stad nie ma i nie bedzie zgody co do podstawowych
nawet kwestii. Decyduje o tym przede wszystkim fakt, iz rock
jest na rowni doswiadczeniem jednostkowym, jak i zbiorowym.
Z antropologicznego punktu widzenia interesuje mnie jednak
w tym miejscu kontekst kulturowy, z ktorego muzyka rockowa
wyrosla, w jakim sie rozwijala jako forma ideologii i w jakim
dzisiaj tkwi juz jako propozycja "niszowa". Dopiero w obrebie
tego kontekstu style i formy muzyczne nabieraja znaczenia,
pojawiaja sie dodatkowe, "wspomagajace" sygnifikacje, ktore
pozwalaja rockowi funkcjonowac jako sposob wyrazania doswiadczen
codziennego zycia. Muzyka rockowa nie jest ani muzyczna refleksja
na temat rzeczywistosci, ani jedynie forma rozrywki, jest
o wiele bardziej zlozona caloscia - rodzajem kultury.
Uzywam tutaj slowa "kultura" w tradycyjnym rozumieniu, a
wiec na oznaczenie wyroznionego stylu zycia, zawierajacego
sie zarowno w formach symbolicznych, jak i banalnych przedmiotach
materialnych. Slusznie napisal przed laty Simon Frith, ze
"publicznosc rockowa nie jest bierna masa, konsumujaca nagrania
jak platki sniadaniowe, ale tworzy aktywna spolecznosc, czyniaca
z muzyki symbol solidarnosci i inspiracji dla roznorodnych
dzialan".
Warto jednak w tym miejscu poczynic jedno wazne zastrzezenie.
Jesli mowi sie o "kulturze" w sensie przyjetym w humanistyce,
rzecz idzie zawsze o obowiazujace wzory zycia, a wiec o to,
jak zostalismy socjalizowani, jak funkcjonujemy w spolecznych
ukladach, jakimi wartosciami sie kierujemy, slowem, jaki "pomysl
na zycie" kultura nam oferuje. W przypadku kultury rocka wiadomo
od razu, iz jest to de facto rodzaj subkultury, cos,
co "zdarza sie" wlasciwie na marginesie naszego codziennego
wprzegania sie w kierat obowiazujacych norm spolecznych. Anglosasi
mowia w tym sensie o leisure time, o czasie wolnym,
poswieconym na wypoczynek, sport, alkohol, seks i inne uzywki.
Krytycy rocka, i nie tylko rocka, sugeruja w slad za tym,
ze to wlasnie jest odpowiedni kontekst pisania o "kulturze
rocka". Moim zdaniem maja tylko czesciowa racje. O czym dalej.
Rock nie jest muzycznym srodkiem ekspresji mlodego pokolenia,
ktore przerzuca sie od jednej mody do drugiej, starajac sie
wypelnic swoj leisure time. Taka wizje naszego fenomenu
wmawia nam komercyjny przemysl muzyczny. To on zacheca nas
do nieustannej zmiennosci, co rusz oferujac "nowe, fenomenalne
zjawisko na scenie rockowej". W rzeczywistosci kazda z rockowych
form stylistycznych wiaze sie z konkretnymi spolecznymi doswiadczeniami
i kulturowym kontekstem, w ktorym istnieje na dlugo po tym,
jak media stracily nia zainteresowanie. Nawet w latach 60.,
a wiec wowczas, gdy wydawalo sie, ze sa tylko The Beatles,
nie zapomniano o klasycznym rock'n'rollu; mial on caly czas
swoich zapamietalych wielbicieli i wykonawcow, wspolnie tworzacych
odrebna formacje.
Rock nigdy nie rozwijal sie linearnie jako proces rodzenia
i upadku kolejnych stylow, ale jego historia ma charakter
organicznie zwiazany z kulturowym kontekstem, zyciem codziennym
i doswiadczeniami subkulturowymi. One wszystkie skladaja sie
na to zjawisko. Zamiast wiec - jak sie nam sugeruje w mediach
podleglych przemyslowi muzycznemu - prostego "starzenia" sie
i "wypalania" jednych wykonawcow i rownoczesnego pojawiania
sie na zasadzie deus ex machina nastepnych (z reguly
mlodszych i walor ow podkreslajacych), mamy do czynienia ze
zlozonym tworem rownoleglych nurtow i odrebnych "scen". Dzisiaj
ow proces roznicowania sie zaszedl tak daleko, ze kaze to
niektorym obserwatorom watpic, czy wsrod mrowia propozycji
znajduje sie jeszcze nurt i scena rockowa.
Rock nie jest zatem tylko muzyka, zwlaszcza materializujaca
sie w kolejnych plytach i towarzyszacych im koncertach. Dla
muzyki kulturowy kontekst tworza jej milosnicy; to oni przenosza
i rozwijaja styl i forme artystycznej ekspresji, nadajac jej
postac przedmiotow, gestow i kodow zachowania, po ktore siega
sie starannie, czesto z mysla, ze ow zestaw musi byc przede
wszystkim latwo rozpoznawalnym signum. Zarowno grupy/stylu,
jak i "naszym", a wiec tych, ktorzy ich sluchaja. Tylko takie
sprzezenie zwrotne nadaje dynamike obu stronom calosci, ktora
nazywam kultura rockowa.
Posluzmy sie przykladem. W roku 1965, kiedy The Who zaprezentowali
po raz pierwszy utwor My Generation, nie wyrazal on
wcale swiadomosci i potrzeb calego pokolenia owczesnej mlodziezy
brytyjskiej, ale jedynie jej drobnego odlamu, jakim byli Mods
(skrot od Modernists). Tym, co sprawialo, ze Mods roznili
sie od rowiesnikow, byl nie tylko gust muzyczny, dystansujacy
sie od komercyjnej "beatlemanii", a reprezentowany, obok The
Who, takze przez The Kings, wczesnych Rolling Stonesow, The
Small Faces czy Spencer Davis Group. Ich znakiem firmowym
staly sie skutery (wloska Lambretta TV 175), dobrze skrojone
garnitury, schludnie i krotko obciete wlosy oraz cotygodniowe
noce tancow na West Endzie i w klubach Soho. To wowczas takze
pojawia sie amfetamina, pozwalajaca bawic sie do samego rana.
Powiada sie, ze przemysl kulturalny, jak nazywal kiedys firmy
marketingowe Teodor Adorno, tylko czyha, aby zaproponowac
wszelkim ruchom subkulturowym gotowy zestaw gadzetow. W rezultacie
prowadzi to jednak do paradoksalnego ujednolicania sie i komercjalizacji,
co sprzyja lansowanej "od zawsze" w mediach tezie o rzekomej
"bezklasowosci" rocka. Jesli cala mlodziez fascynuje sie podobnymi
piosenkami i ubiera w tych samych sklepach, czegoz wiecej
trzeba, aby podobny mit sie utrwalil? Los muzyki grunge jest
tutaj znamienny - z jednej strony Nirvana i Kurt Cobain, buntujacy
sie wlasnie przeciwko dominujacej kulturze (takze rockowej);
z drugiej - siec ekskluzywnych sklepow, gdzie gustowny stroj
"w stylu grunge" potrafil osiagac cene 400-500 dolarow. A
jednak obraz nie jest taki prosty - rock to takze ideologia.
*
Zacznijmy od cytatu z przywolanego juz wczesniej Simona Fritha.
O muzyce konca lat 60. pisze on, iz "rock byl czyms wiecej
niz pop, czyms wiecej niz rock'n'roll. Muzycy rockowi laczyli
nacisk na umiejetnosci i technike z romantyczna koncepcja
sztuki jako indywidualnej ekspresji, oryginalnej i szczerej.
Twierdzili, ze sa wolni od komercji - zasada organizujaca
ich muzyke nie jest zarabianie pieniedzy albo sprostanie wymaganiom
rynku". Muzycy rockowi nie byli w wiekszosci owymi prostaczkami
z robotniczych przedmiesc, ale wyksztalconymi mlodymi ludzmi
wywodzacymi sie z klasy sredniej. Peter Wicke wymienia rockmenow,
ktorzy uzyskali albo przynajmniej otarli sie o dyplomy uniwersyteckie
w dziedzinie sztuki: John Lennon (sluchacz Liverpool College
of Art w latach 1957-59), Pete Townshend, Ron Wood i Freddie
Mercury (London '20s Ealing Art College), Ray Davies z The
Kings (London's Hornsey Art College), Jeff Beck i Eric Clapton
(London's Wimbledon College of Art), David Bowie i Adam Ant
(St. Martin '20s School od Art i Hornsey Art College) . A
to dalece niepelna lista. Ci naowczas bardzo mlodzi ludzie
w wiekszym lub mniejszym zakresie zdawali sobie sprawe, iz
rock stwarza mozliwosc zunifikowania sztuk plastycznych, muzyki,
wzornictwa, mody i ideologii mlodosci w jedno wielkie doswiadczenie
generacyjne. W punkcie wyjscia bylo to doswiadczenie antykomercyjne
i "progresywne". W tej calosci najistotniejsza role wyznaczono
jednak muzyce, a wiec dzwiekowi traktowanemu jako swoista
materializacja swiadomosci. Muzyka, vibration, miescila
w sobie tresci polityczne i spoleczne odbierane jako glos
pokoleniowy, a glos pokolenia moze byc tylko autentyczny.
Ideologia rockowa, ktora na poczatku raczej jednoczyla, niz
dzielila, zaczela sie jednak "rozpisywac" na poszczegolne
style i "sceny". Kazda z nich roscila sobie pretensje do tego,
aby to wlasnie ona mogla byc okreslona jako prawdziwie progresywna.
Juz od konca lat 60. dokonuje sie tedy proces roznicowania
"kultury rocka" na jej kolejne, "autentyczne" sub-subkultury.
Niemaly na to wplyw mialy dwa czynniki. Pierwszy jest oczywisty
- muzycy rockowi starzeli sie, odchodzili od pierwotnych fascynacji
i pomyslow artystycznych; pojawilo sie takze nastepne pokolenie
publicznosci - generacja lat 70. Drugi - rownolegly - czynnik
to przemysl muzyczny, ktoremu udalo sie przechwycic monopol
na stanowienie co jest, a co nie jest glownym nurtem w danym
momencie, kogo sie slucha, kto jest nowym idolem.
Efekt znamy. Dzisiaj, na poczatku XXI stulecia, rock jako
styl zycia i ideologia stal sie juz raczej "stylem pamieci",
w tym pamieci muzycznej. Jest cos niesamowitego w fakcie,
ze muzycy dobiegajacy szescdziesiatki nadal graja, niektorzy
nawet calkiem niezle; alisci sluchaja ich glownie jesli nie
ich rowiesnicy, to ci, ktorzy sie na tej muzyce wychowali
i dla ktorych obrosla ona w wiele sensow nierozerwalnie zwiazanych
z "ich" mlodoscia. Kultura rocka w tym sensie jest dzisiaj
kultura nostalgii. Dla najmlodszych - jak wczesniej sugerowalem
- rock to propozycja niszowa, nie kojarzaca sie z progresywnoscia.
Czy jednak dzisiaj w ogole mozna mowic o progresywnosci roznych
nurtow muzyki zwanej popularna? Niewiele zostalo z pierwotnej,
wszechogarniajacej kultury generacyjnej. Szybkosc, z jaka
proponuje sie nam kolejne "zjawiska", zwykle efemeryczne i
doskonale komercyjne, nie umozliwia zadnej glebszej identyfikacji
z muzyka. W tym sensie przemysl kulturalny odniosl globalny
sukces - rozwoj muzyki to wydawanie kolejnych plyt. W takiej
wizji nie ma miejsca na kulture rocka, stad musial sie on
stac subkultura niszowa. Zarowno jako styl zycia, jak i styl
pamieci.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |