PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (29 listopada 2002)


WOJCIECH JOZEF BURSZTA

Teatr Jerzego Grotowskiego

Kultura rocka:
styl zycia - styl pamieci

Tak naprawde nie planowalismy az tak dlugiej kariery.

Chris Squire

Gdyby ktorys z szacownych obroncow tzw. kultury wysokiej, zwlaszcza z polowy ubieglego wieku, ujrzal tytul anonsujacy ten tekst, popadlby bez watpienia we frustracje. Jak mozna bowiem zestawiac tak szacowne slowo, jakim jest "kultura", z jakims jezykowym nowotworem, w jednym ze swych znaczen obscenicznej zreszta proweniencji, tylko po to, aby opisac cos, co samo w sobie jest kultury zaprzeczeniem! "Kultura" i "rock" jako zbitka pojeciowa to klasyczny oksymoron, a wiec niedorzecznosc.

Nie brak i dzisiaj zwolennikow podobnego myslenia, alisci bardziej juz stonowanego i mniej tym samym wplywowego. Kto czytal Kundere, Blooma i innych zasluzonych obroncow kultury wysokiej, wie, o co chodzi. Chociaz wiec nadal "kultura rocka" brzmi zapewne dla wielu ludzi co najmniej zagadkowo, takie skojarzenie nie budzi juz oporu. Nie tym jednak watkiem zamierzam sie tutaj zajac. Zasygnalizowalem go jednak z pelna premedytacja. Dlaczego? Ano dlatego, ze chce - jako dziecko rocka i antropolog w jednej osobie (inne identyfikacje w tym momencie sa mniej istotne) powiedziec teraz, co nastepuje. Po pierwsze, jako ktos, kto rockowa edukacje uwaza za istotny element tozsamosci, mowie, pisze i bije sie o kulture rockowa rozumiana zarowno jako byt "historyczny", ale i jak najbardziej wspolczesny, choc nieporownywalny z ta pierwsza kulturowa sytuacja. Po drugie - jako antropolog kultury - wiem doskonale, jak wzgledne sa wyroki dotyczace wartosci. To, co dla dziadkow i moich rodzicow bylo znakiem degrengolady kultury, negacja zasad spolecznych znanych "od zawsze", dzis jest klasycznym, a wiec lepszym okresem zycia wiekszosci rodzicow, ba - jest takze moim "lepszym swiatem", a wypowiadam sie jako zaawansowany czterdziestolatek. Rock nie przestaje tez fascynowac najmlodszych pokolen, choc wcale to znow nie oznacza, ze panuje zgoda, czym wlasciwie rock byl i jest w historii kultury, jaka role odgrywa w indywidualnej biografii, jaki jest - jesli jest - jego przyszly los.

Postawmy najpierw sprawe na ostrzu noza. Dla wielu rock to juz tylko i wylacznie przeszlosc, podobnie jak muzyka Beethovena i Wagnera. Tak mysli Holly, zdolna szansonistka, bohaterka powiesci [sic!] Britney i Lynne Spears Piosenka milosci. Gdy przychodzi jej zdawac egzamin wstepny ze spiewu w szkole dla przyszlych wokalistow, Holly denerwuje sie, ale w koncu: "Tym razem zaspiewala w odpowiednim rytmie i tempie. Miala taka nadzieje. Nastepnie przyszla kolej na piosenke Paula Simona i inne dwudziestowiecznych klasycznych kompozytorow. Zaspiewala - znala je od dawna". Dla Britney Spears, alter ego Holly, cala tradycja rockowa to juz zatem "klasyka", co nie przeszkadza jej spiewac skadinad I love rock'n'roll. Dla prawdziwych milosnikow tej piosenki brzmi to jak obraza, naruszenie swietosci przez plastikowa popkulturowa lalke, sezonowa gwiazdke, ktorej swiatopoglad jest jawnym zaprzeczeniem tych wszystkich wartosci, jakie pierwotnie uosabial tytul slynnej piosenki. Jakie to sa jednak wlasciwie wartosci?

*

Kazdy z nas opowiada, rzecz jasna, glownie wlasna, prywatna historie rocka. Stad nie ma i nie bedzie zgody co do podstawowych nawet kwestii. Decyduje o tym przede wszystkim fakt, iz rock jest na rowni doswiadczeniem jednostkowym, jak i zbiorowym. Z antropologicznego punktu widzenia interesuje mnie jednak w tym miejscu kontekst kulturowy, z ktorego muzyka rockowa wyrosla, w jakim sie rozwijala jako forma ideologii i w jakim dzisiaj tkwi juz jako propozycja "niszowa". Dopiero w obrebie tego kontekstu style i formy muzyczne nabieraja znaczenia, pojawiaja sie dodatkowe, "wspomagajace" sygnifikacje, ktore pozwalaja rockowi funkcjonowac jako sposob wyrazania doswiadczen codziennego zycia. Muzyka rockowa nie jest ani muzyczna refleksja na temat rzeczywistosci, ani jedynie forma rozrywki, jest o wiele bardziej zlozona caloscia - rodzajem kultury.

Uzywam tutaj slowa "kultura" w tradycyjnym rozumieniu, a wiec na oznaczenie wyroznionego stylu zycia, zawierajacego sie zarowno w formach symbolicznych, jak i banalnych przedmiotach materialnych. Slusznie napisal przed laty Simon Frith, ze "publicznosc rockowa nie jest bierna masa, konsumujaca nagrania jak platki sniadaniowe, ale tworzy aktywna spolecznosc, czyniaca z muzyki symbol solidarnosci i inspiracji dla roznorodnych dzialan".

Warto jednak w tym miejscu poczynic jedno wazne zastrzezenie. Jesli mowi sie o "kulturze" w sensie przyjetym w humanistyce, rzecz idzie zawsze o obowiazujace wzory zycia, a wiec o to, jak zostalismy socjalizowani, jak funkcjonujemy w spolecznych ukladach, jakimi wartosciami sie kierujemy, slowem, jaki "pomysl na zycie" kultura nam oferuje. W przypadku kultury rocka wiadomo od razu, iz jest to de facto rodzaj subkultury, cos, co "zdarza sie" wlasciwie na marginesie naszego codziennego wprzegania sie w kierat obowiazujacych norm spolecznych. Anglosasi mowia w tym sensie o leisure time, o czasie wolnym, poswieconym na wypoczynek, sport, alkohol, seks i inne uzywki. Krytycy rocka, i nie tylko rocka, sugeruja w slad za tym, ze to wlasnie jest odpowiedni kontekst pisania o "kulturze rocka". Moim zdaniem maja tylko czesciowa racje. O czym dalej.

Rock nie jest muzycznym srodkiem ekspresji mlodego pokolenia, ktore przerzuca sie od jednej mody do drugiej, starajac sie wypelnic swoj leisure time. Taka wizje naszego fenomenu wmawia nam komercyjny przemysl muzyczny. To on zacheca nas do nieustannej zmiennosci, co rusz oferujac "nowe, fenomenalne zjawisko na scenie rockowej". W rzeczywistosci kazda z rockowych form stylistycznych wiaze sie z konkretnymi spolecznymi doswiadczeniami i kulturowym kontekstem, w ktorym istnieje na dlugo po tym, jak media stracily nia zainteresowanie. Nawet w latach 60., a wiec wowczas, gdy wydawalo sie, ze sa tylko The Beatles, nie zapomniano o klasycznym rock'n'rollu; mial on caly czas swoich zapamietalych wielbicieli i wykonawcow, wspolnie tworzacych odrebna formacje.

Rock nigdy nie rozwijal sie linearnie jako proces rodzenia i upadku kolejnych stylow, ale jego historia ma charakter organicznie zwiazany z kulturowym kontekstem, zyciem codziennym i doswiadczeniami subkulturowymi. One wszystkie skladaja sie na to zjawisko. Zamiast wiec - jak sie nam sugeruje w mediach podleglych przemyslowi muzycznemu - prostego "starzenia" sie i "wypalania" jednych wykonawcow i rownoczesnego pojawiania sie na zasadzie deus ex machina nastepnych (z reguly mlodszych i walor ow podkreslajacych), mamy do czynienia ze zlozonym tworem rownoleglych nurtow i odrebnych "scen". Dzisiaj ow proces roznicowania sie zaszedl tak daleko, ze kaze to niektorym obserwatorom watpic, czy wsrod mrowia propozycji znajduje sie jeszcze nurt i scena rockowa.

Rock nie jest zatem tylko muzyka, zwlaszcza materializujaca sie w kolejnych plytach i towarzyszacych im koncertach. Dla muzyki kulturowy kontekst tworza jej milosnicy; to oni przenosza i rozwijaja styl i forme artystycznej ekspresji, nadajac jej postac przedmiotow, gestow i kodow zachowania, po ktore siega sie starannie, czesto z mysla, ze ow zestaw musi byc przede wszystkim latwo rozpoznawalnym signum. Zarowno grupy/stylu, jak i "naszym", a wiec tych, ktorzy ich sluchaja. Tylko takie sprzezenie zwrotne nadaje dynamike obu stronom calosci, ktora nazywam kultura rockowa.

Posluzmy sie przykladem. W roku 1965, kiedy The Who zaprezentowali po raz pierwszy utwor My Generation, nie wyrazal on wcale swiadomosci i potrzeb calego pokolenia owczesnej mlodziezy brytyjskiej, ale jedynie jej drobnego odlamu, jakim byli Mods (skrot od Modernists). Tym, co sprawialo, ze Mods roznili sie od rowiesnikow, byl nie tylko gust muzyczny, dystansujacy sie od komercyjnej "beatlemanii", a reprezentowany, obok The Who, takze przez The Kings, wczesnych Rolling Stonesow, The Small Faces czy Spencer Davis Group. Ich znakiem firmowym staly sie skutery (wloska Lambretta TV 175), dobrze skrojone garnitury, schludnie i krotko obciete wlosy oraz cotygodniowe noce tancow na West Endzie i w klubach Soho. To wowczas takze pojawia sie amfetamina, pozwalajaca bawic sie do samego rana.

Powiada sie, ze przemysl kulturalny, jak nazywal kiedys firmy marketingowe Teodor Adorno, tylko czyha, aby zaproponowac wszelkim ruchom subkulturowym gotowy zestaw gadzetow. W rezultacie prowadzi to jednak do paradoksalnego ujednolicania sie i komercjalizacji, co sprzyja lansowanej "od zawsze" w mediach tezie o rzekomej "bezklasowosci" rocka. Jesli cala mlodziez fascynuje sie podobnymi piosenkami i ubiera w tych samych sklepach, czegoz wiecej trzeba, aby podobny mit sie utrwalil? Los muzyki grunge jest tutaj znamienny - z jednej strony Nirvana i Kurt Cobain, buntujacy sie wlasnie przeciwko dominujacej kulturze (takze rockowej); z drugiej - siec ekskluzywnych sklepow, gdzie gustowny stroj "w stylu grunge" potrafil osiagac cene 400-500 dolarow. A jednak obraz nie jest taki prosty - rock to takze ideologia.

*

Zacznijmy od cytatu z przywolanego juz wczesniej Simona Fritha. O muzyce konca lat 60. pisze on, iz "rock byl czyms wiecej niz pop, czyms wiecej niz rock'n'roll. Muzycy rockowi laczyli nacisk na umiejetnosci i technike z romantyczna koncepcja sztuki jako indywidualnej ekspresji, oryginalnej i szczerej. Twierdzili, ze sa wolni od komercji - zasada organizujaca ich muzyke nie jest zarabianie pieniedzy albo sprostanie wymaganiom rynku". Muzycy rockowi nie byli w wiekszosci owymi prostaczkami z robotniczych przedmiesc, ale wyksztalconymi mlodymi ludzmi wywodzacymi sie z klasy sredniej. Peter Wicke wymienia rockmenow, ktorzy uzyskali albo przynajmniej otarli sie o dyplomy uniwersyteckie w dziedzinie sztuki: John Lennon (sluchacz Liverpool College of Art w latach 1957-59), Pete Townshend, Ron Wood i Freddie Mercury (London '20s Ealing Art College), Ray Davies z The Kings (London's Hornsey Art College), Jeff Beck i Eric Clapton (London's Wimbledon College of Art), David Bowie i Adam Ant (St. Martin '20s School od Art i Hornsey Art College) . A to dalece niepelna lista. Ci naowczas bardzo mlodzi ludzie w wiekszym lub mniejszym zakresie zdawali sobie sprawe, iz rock stwarza mozliwosc zunifikowania sztuk plastycznych, muzyki, wzornictwa, mody i ideologii mlodosci w jedno wielkie doswiadczenie generacyjne. W punkcie wyjscia bylo to doswiadczenie antykomercyjne i "progresywne". W tej calosci najistotniejsza role wyznaczono jednak muzyce, a wiec dzwiekowi traktowanemu jako swoista materializacja swiadomosci. Muzyka, vibration, miescila w sobie tresci polityczne i spoleczne odbierane jako glos pokoleniowy, a glos pokolenia moze byc tylko autentyczny.

Ideologia rockowa, ktora na poczatku raczej jednoczyla, niz dzielila, zaczela sie jednak "rozpisywac" na poszczegolne style i "sceny". Kazda z nich roscila sobie pretensje do tego, aby to wlasnie ona mogla byc okreslona jako prawdziwie progresywna. Juz od konca lat 60. dokonuje sie tedy proces roznicowania "kultury rocka" na jej kolejne, "autentyczne" sub-subkultury. Niemaly na to wplyw mialy dwa czynniki. Pierwszy jest oczywisty - muzycy rockowi starzeli sie, odchodzili od pierwotnych fascynacji i pomyslow artystycznych; pojawilo sie takze nastepne pokolenie publicznosci - generacja lat 70. Drugi - rownolegly - czynnik to przemysl muzyczny, ktoremu udalo sie przechwycic monopol na stanowienie co jest, a co nie jest glownym nurtem w danym momencie, kogo sie slucha, kto jest nowym idolem.

Efekt znamy. Dzisiaj, na poczatku XXI stulecia, rock jako styl zycia i ideologia stal sie juz raczej "stylem pamieci", w tym pamieci muzycznej. Jest cos niesamowitego w fakcie, ze muzycy dobiegajacy szescdziesiatki nadal graja, niektorzy nawet calkiem niezle; alisci sluchaja ich glownie jesli nie ich rowiesnicy, to ci, ktorzy sie na tej muzyce wychowali i dla ktorych obrosla ona w wiele sensow nierozerwalnie zwiazanych z "ich" mlodoscia. Kultura rocka w tym sensie jest dzisiaj kultura nostalgii. Dla najmlodszych - jak wczesniej sugerowalem - rock to propozycja niszowa, nie kojarzaca sie z progresywnoscia. Czy jednak dzisiaj w ogole mozna mowic o progresywnosci roznych nurtow muzyki zwanej popularna? Niewiele zostalo z pierwotnej, wszechogarniajacej kultury generacyjnej. Szybkosc, z jaka proponuje sie nam kolejne "zjawiska", zwykle efemeryczne i doskonale komercyjne, nie umozliwia zadnej glebszej identyfikacji z muzyka. W tym sensie przemysl kulturalny odniosl globalny sukces - rozwoj muzyki to wydawanie kolejnych plyt. W takiej wizji nie ma miejsca na kulture rocka, stad musial sie on stac subkultura niszowa. Zarowno jako styl zycia, jak i styl pamieci.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail