TERESA BETKOWSKA
Leszek Madzik i jego Scena Plastyczna KUL-u
Dojrzalem
do milczenia
Teresa
Betkowska: - Wedrujac po swiecie ze swoim teatrem plastycznym
duzo Pan fotografuje. Niby przypadkowe, ale jakze przemyslane
zdjecia z podrozy uklada pozniej jakby w teatr. W spektakl
z zarysowana dramaturgia; fotogramy zlozone w sekwencje (np.
skulony zebrak siedzacy pod sciana, a obok szkielet w tej
samej pozie; piekna twarz kobiety a obok czaszka) pokazuja
zycie ludzkie w drodze do smierci. Tyle ze w tej drodze wyczuwa
sie majestat. Podnioslosc. Sacrum. Wszystko, co jest rownie
wazne dla Sceny Plastycznej, ktora zalozyl Pan 32 lata temu
przy lubelskim Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Czy fotografia
to tez Pana pasja? - pytam autora wystawy, ktora niedawno
obejrzalam w Japonskim Centrum Sztuki i Techniki Manggha w
Krakowie; na jej otwarcie tlumnie sciagnela mlodziez, nie
braklo luminarzy kultury" dostrzeglam Krystyne Zachwatowicz,
Adama Bujaka, zone Tadeusza Kantora, Jerzego Zonia i Zygmunta
Koniecznego.
Leszek Madzik: - Dla mnie to zapis tego, co zaciekawia, sklania do refleksji. Nie ukrywam, czesto ona wlasnie inspiruje do tego, co potem pokazuje na scenie. I choc nie jest najwazniejszym elementem przy powstawaniu spektaklu, nie przeklada sie doslownie, to jednak w trakcie tworzenia wielekroc siegam po zdjecia, z ktorych powstaja kolaze bedace replika przezyc duchowych, uwaznie sie im przygladam, odtwarzam w pamieci wydarzenia, pejzaze.
- Znany jest Pan z tego, ze nie lubi obnazac swego tworczego warsztatu.
- Rzadkosc wypowiedzi wynika stad, ze bardziej niz slowom zawierzam temu, co przedstawiam w teatrze. A to z kolei pozostawiam ocenie widza.
- W spektaklach Sceny Plastycznej tez nie ma slow. Krytycy zauwazaja, ze ostatnie, jakie aktor wypowiedzial pochodza z "Ecce Homo" i brzmialy: "Dlaczego wywiodles mnie z lona?".
- To bylo w trzecim przedstawieniu. Od tego czasu slow rzeczywiscie nie ma. Dojrzalem wtedy do milczenia, tak jak inni dochodza do elokwencji. I nie zaluje, ze tak sie stalo. Wierze bowiem, ze znalazlem jezyk porozumiewania sie z drugim czlowiekiem poprzez sile dramaturgii obrazu, muzyke, nastroj, swiatlo.
- Andrzej Wajda powiedzial: "Tylko Madzik potrafi tak operowac swiatlem".
- Scena Plastyczna swoista przestrzen, glebie, klimaty, ale i dramaturgie postaci buduje miedzy innymi swiatlem. Stad moja obecnosc na kazdym przedstawieniu; siedze wsrod widzow z mikrofonem i sluchawka po to, by podpowiadac tym, co steruja pulpitem swiatla, jak maja "malowac" poszczegolne sceny. To moje malowanie w teatrze wynika z potrzeby... bycia swiadkiem. Pewnie to i egoistyczne, ale ja "od zawsze" bylem ogromnie ciekaw, jak ludzie postrzegaja, co czuja, co mowia patrzac na jakis moj obraz. Tego w muzeum czy galerii nie da sie podpatrzyc, nie moglem tez poznac reakcji odbiorcow polichromii, jakich kilka popelnilem w swiatyniach - a teatr taka szanse mi daje.
- Przestal Pan malowac?!
- Robie to rzadziej. Uprawianie malarstwa jest mi jednak potrzebne. Chocby po to, aby uciec od ogromnej dyscypliny, jaka narzuca teatr. Pracuje przeciez nad spektaklem z duza grupa ludzi, intensywnie. A jeszcze prowadze warsztaty w kraju i zagranica, takze wykladam na uczelniach, m.in. KUL i Uniwersytecie Marii Curie-Sklodowskiej.
- Pomowmy o pejzazach pamieci (to Pana okreslenie), jakie odgrywaja chyba najwazniejsza role w Panskim autorskim teatrze. Kiedy przegladalam album o Scenie Plastycznej, pelen artystycznych zdjec ze spektakli, ujely mnie zamieszczone w nim i te "klasyczne" - z rodzinnego albumu. Takze wspomnienia z dziecinstwa. Zwlaszcza o tornistrze, ktory pol wieku temu zrobil z drewna dziadek zyjacy pod Swietym Krzyzem w Gorach Swietokrzyskich. Ten "tornister pamieci" rezonuje do dzisiaj...
- Czy to dziwi? Nie odkrywam niczego nowego, pamiec dla tworcow jest karma - ze wymienie chocby Tadeusza Kantora. Dla mnie np. wciaz zywy jest obraz, a nawet zapach kieleckiej ulicy, na jaka z okna patrzylem z poczatkiem lat 50. Ta ulica pelna kocich lbow - a stal przy niej i szpital, i kostnica, i byly trzy sklepy z trumnami - szly kondukty pogrzebowe. Przez intensywnosc tych zalobnych ceremonii (niektore pogrzeby szly jak procesje, przygrywala im orkiestra, na poduszkach niesiono ordery - choc byly i takie, ze nikt nie szedl za trumna albo tylko kilka osob) wytworzyl sie w mojej psychice pejzaz karawanu. Przemijania. Oswajalem sie ze smiercia. Z czasem weszlo mi to w krwioobieg - choc nosze w sobie wielka tesknote do radosci. A ze z wiekiem siegam coraz czesciej do korzeni, to oczywiste. Klamra sie przeciez zamyka...
- "Milosc, wiara, swietosc, przerazenie, poczucie skonczonosci, smierc - oto, co zaludnia przestrzen moich spektakli i w zasadzie caly czas, od poczatku 1969 roku do najnowszego spektaklu, robie jedno przedstawienie" - to Pana slowa.
- Nic dodac, nic ujac.
- Jest Pan tworca najdluzej istniejacego w kraju teatru autorskiego. Czy nie obawia sie Pan rutyny?
- Kazda premiere przygotowuje z innymi aktorami, co jest ewenementem. Zapraszam do wspolpracy studentow, glownie mlodszych lat. Ta formula daje szanse budowania teatru wciaz na nowo, z niezawodowym zespolem. Komfort dziewictwa! Mlodzi graja pierwszy raz, ale i ja mierze sie jakby od poczatku. Kilka dni temu byl nabor do nowego spektaklu, zglosilo sie okolo stu osob; "starzy" aktorzy jednak nie odchodza, graja w poprzednich spektaklach.
- Wiele powstalych dawno przedstawien jest wznawianych. Np. "Zielnik", ktory mial premiere 26 lat temu!
- Spektakle sa odtwarzane wiernie, mimo ze graja w nich juz nowi ludzie. Ta sama muzyka wymusza te same zachowania; nigdy nie pisze scenariuszy - mam je w glowie.
- 32 lata Sceny Plastycznej KUL zapisaly sie 16 premierami. Gdyby to byl teatr repertuarowy, mozna by rzec: mizeria. Jednak nie repertuarem teatr stoi, a oryginalnoscia. Uslyszalam jednak, ze Pana Scene - koncentrujaca sie niemal obsesyjnie na pokazywaniu zycia i smierci, losu czlowieka - zalicza sie juz do... klasycznych.
- To cieszy, ale i martwi. Cos nazwanego, to cos jakby skostnialego. Cos, co pozwala spac spokojnie, odcinac kupony. A ja nie spie spokojnie, tkwi we mnie potrzeba odkrywania siebie, czuje, ze mam jeszcze sporo do powiedzenia. Dlatego znow mysle o premierze. Dla mnie Tadeusz Kantor jest przykladem "spalania sie do konca". A czy 16 premier to malo? Tworzeniu sztuki towarzyszy cierpienie, niepokoj, zmeczenie. Prawda jest, ze w latach 70. co roku przygotowywalem nowe przedstawienie, szybko z siebie wyrzucalem emocje. Teraz robie spektakl, gdy czuje potrzebe przykazania istotnego komunikatu. Jezyk, ktorym sie posluguje, pozostaje ten sam, ale szukam coraz prostszych srodkow przekazu; w malowaniu mam potrzebe barwy i intensywnosci koloru, na moich plotnach nie ma dramatu, tragedii, a jest tesknota za blogostanem - w teatrze tak nie jest.
- Spektakle sa skapane w mroku, niemal w zupelnej czerni, pozbawione ozdobnikow odwracajacych uwage widza od rzeczy malo istotnych; przy ograniczonej mozliwosci widzenia znacznie silniej trzeba uruchamiac wyobraznie.
- Ja tworze obraz, a wyobraznia widza go wzbogaca.
- Atutem Pana teatru jest tez muzyka.
- Komponowal dla Sceny m.in. Zygmunt Konieczny, Stanislaw Radwan, Przemyslaw Gintrowski, Jacek Ostaszewski. Teraz dostalem piekny list od Wojciecha Kilara, jestem pelen nadziei na wspolprace z wybitnym muzykiem...
- Czy uznawany za oryginalnego tworce Leszek Madzik moze mowic o swoich mistrzach?
- Umarla klase zobaczylem po raz pierwszy cwierc wieku temu i wywarla na mnie takie wrazenie, ze Kantor na dlugo (na zawsze!) pozostal dla mnie wielkim tworca. Mistrzem byl i Jerzy Nowosielski, ktorego "czytam" przez barwe i kolor - w sensie malarskim jestem odrostem od pnia, jakim jest jego tworczosc. Jedna z wystaw rzezb Aliny Szapocznikow dala mi z kolei impuls do przygotowania Zielnika.
Odlegla, ale bardzo bliska mi postacia jest Leonardo da Vinci. Takze Jan Pawel II. Notabene jesli Karol Wojtyla byl jednym z pierwszych, ktorzy zetkneli sie z Mieczyslawem Kotlarczykiem, to ja bylem tym ostatnim - przygotowywalem kilka scenografii do rezyserowanych przez niego w lubelskim teatrze spektakli, m.in. do Tryptyku staropolskiego wystawianego w 1968 roku. Ten fakt sprawil, ze Papiez kiedys ze mna rozmawial o piec minut dluzej...
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |