[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (29 listopada 2002)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)

Wieczor "Olbinski Paints Mozart. Don Giovanni Stage Artwork", jaki w minionym tygodniu odbyl sie w konsulacie RP, byl okazja do przegladu dorobku artysty z ostatnich lat. W pomieszczeniach polskiej placowki wystawiono ponad 20 plakatow do amerykanskich przedstawien operowych (m.in. Turandot, Aida, Falstaff, Siegfried, dwie rozne wersje Czarodziejskiego fletu), mozna bylo takze obejrzec dziesiatki projektow i dziel Rafala Olbinskiego prezentowanych na przezroczach i posluchac komentarza autora.

Doskonale wiemy, ze Rafal Olbinski zrobil w Stanach Zjednoczonych blyskotliwa kariere. Natomiast prezentacja w konsulacie uswiadomila nam, iz Olbinski na te kariere ciezko zapracowal i ze nalezy w tej chwili bezsprzecznie do grona najwybitniejszych artystow w Stanach Zjednoczonych, a to praktycznie oznacza - na swiecie - w dziedzinie sztuki uzytkowej. Plakat czy ilustracja w czasopismie badz reklamowy obraz musza przeciez spelniac podstawowe warunki informacyjne - komunikowac zakladane sensy, przekazywac zadana tresc w sposob jasny, klarowny. Zarazem musi to byc przekaz sugestywny, aby zwrocic uwage odbiorcy - zwlaszcza dzisiaj, kiedy niemal toniemy juz w zalewie obrazow i rywalizacja miedzy wizerunkami atakujacymi nas codziennie z wszystkich stron czyni ludzi coraz mniej podatnymi na taka forme komunikacji.

Polski artysta zdolal rozwiazac te problemy znakomicie i na swoj wlasny, oryginalny sposob. Kolorystycznie i konceptualnie jego prace wyrozniaja sie zdecydowanie z sposrod innych, zachowuja odrebny styl i cechuje je duzy stopien artyzmu, totez jego niepowtarzalna reke rozpoznajemy niemal natychmiast. Przekazywana tresc zsyntetyzowana w jeden zwiezly komunikat plakatu z ogromnym zarazem ladunkiem emocjonalnym czyni dokonania Olbinskiego tak oryginalnymi i niepowtarzalnymi. Np. w plakacie do Krola Leara mamy przedstawiona twarz starego czlowieka z wyrazem rozpaczy na twarzy, wielkimi lzami w oczach i przybita na zawiasie do czola drewniana korona. Obraz streszcza w ten sposob tragedie Leara, juz wlasciwie nie krola, gdyz rozdzielil swe krolestwo, ale jednak ciagle monarchy. Jego bol jest fizycznym bolem zranionego czlowieka wlasnie z powodu owej korony, jest tez bolem psychicznym i metafizycznym istoty, ktora nagle zetknela sie ze zlem, z niewdziecznoscia, pogarda; czlowieka, ktorego kolo fortuny wynioslo wysoko i nagle zepchnelo na sam dol; ktory uswiadomil sobie nedze i gorycz istnienia.

W Aidzie Verdiego mamy profil mlodej kobiety wykonany w "stylu egipskim" - to jakby fresk na murze, albo raczej na delikatnym reliefie; w Falstaffie - mezczyzne w srednim wieku z pijackim czerwonym nosem i kapeluszem z fantazyjnym piorem oraz wasami a la Salvador Dali - dlugimi, cienkimi jak szpikulce, ktore zarazem sa grzeda obsiadla przez barwne ptako-kobiety w kolorowych strojach, jakby robiac psikusa bohaterowi - a o nich przeciez traktuje opera.

W Turandot zza kurtyny wyglada twarz mlodej pieknej kobiety, ale jest to zarazem zaslona skrywajaca piekna Turandot przed oczami pospolstwa i jednoczesnie - poniewaz namalowana zostala, jakby wykonano ja z cegiel, z kamieni - jest chinskim murem oddzielajacym dwa swiaty: ksiezniczki - od calego spoleczenstwa, a chinskiego krolestwa - od reszty swiata.

I tak dalej. Olbinski jest niezwykle pomyslowy w wynajdywaniu symboli i zreczny w laczeniu ich w zwarta calosc. Polski artysta to mistrz "zwijania" informacji, kondensowania mnostwa sensow w jednym obrazie, w jednym komunikacie. Wystarcza rzut oka do odczytania zarazem doslownych i metaforycznych tresci obrazu: z czerwonego szezlongu, na ktorym spoczywa naga Carmen, wylania sie glowa byka draznionego przez torreadora czerwona plachta; glowa Fausta ujawnia z boku cien mefistofelicznego profilu, wlosy Lucji z Lamermoor staja sie dlonmi ujmujacymi glowe w rozpaczy, a spod blazenskiej czapki Rigoletta wyglada zakrzywiony, skrwawiony dziob drapieznika.

Wymogom komunikatu Olbinski podporzadkowuje cala swa specyficzna sztuke. Posluguje sie soczystymi, intensywnymi, kontrastujacymi kolorami; unika polcieni, zacierania linii oddzielajacych elementy przedstawionej rzeczywistosci. Choc jest to jakby sztuka dwuwymiarowa, zawsze jednak ujawnia trzeci wymiar - metafizyczna glebie. Pod powierzchnia swiata przedstawionego kryje sie inna rzeczywistosc, fasada zaslania drugi, dalszy plan, rzeczy nie sa tym, czym sie wydaja byc, ale objawiaja inna funkcje, pelnia inna role, przeksztalcaja sie niepostrzezenie. Na jego obrazach panuje atmosfera surrealistycznej "plynnosci" rzeczy gotowych rozwinac sie i przemienic w cos innego, ujawnic nieoczekiwane pokrewienstwo z innym elementem rzeczywistosci, kroluje swoisty nastroj sennego liryzmu i humoru; Olbinski nie stroni tez od delikatnej erotyki. Jest artysta smaku, elegancji, dobrych manier. Jego sztuka ma sie podobac, musi byc jasna i przejrzysta, ale zarazem niesie ze soba znaczny przerost tresci, nadwyzke artyzmu w stosunku do wymogow komunikatu. I to wszystko czyni jego dokonania wielkim dzielem sztuki.

*

Juz po raz drugi w ostatnich miesiacach zachecam do odwiedzenia Brooklyn Museum, ale doprawdy warto obejrzec zupelnie niezwykle dzielo The Dinner Party Judy Chicago. Instalacja ta znalazla sie juz na stale w zbiorach placowki, a stanowi ciekawy przyklad sztuki feministycznej.

Po raz pierwszy The Dinner Party pokazano w 1979 r. w San Francisco, od tego czasu dzielo wedrujace po Stanach Zjednoczonych obejrzalo juz ponad milion osob. Artystka pracowala nad nim od 1974 r. poczatkowo sama, ale pod koniec projektu pomagaly jej setki osob. Bo tez jest ogromne, sklada sie zasadniczo z trzech czesci, z ktorych glowna stanowi jakby wielki trojkatny stol z 39 miejscami do siedzenia. Kazde miejsce oznaczone jest inna, recznie tkana serweta oraz inaczej zaprojektowanym, w glinie wypalonym talerzem; w sumie elementy te tworza zwiezly, symboliczny portret. Sa to miejsca dla 39 wybitnych kobiet w dziejach ludzkosci. Wiecej nazwisk znajduje sie w trzeciej czesci wystawy na wielkich tablicach chronologicznych; prawie tysiac innych wypisano czarnym tuszem na bialych kafelkach wypelniajacych przestrzen trojkata. Stol jest rekodzielem, ktore tradycyjnie stanowilo domene kobiet, podczas gdy w sztuce jako takiej specjalizowali sie mezczyzni.

Suchy opis Dinner Party wydawal mi sie nieprzekonujacy, totez zajrzalem na pietro Brooklyn Museum dopiero przy okazji zwiedzania innej wystawy. Tymczasem dzielo okazalo sie doprawdy fascynujace, pomyslowe w metaforyce charakteryzujacej bohaterki; jest przy tym bardzo kolorowe i plastycznie gustownie wykonane. Jego ogladanie trwa dosc dlugo, bo tlumy ustawiaja sie przy stole i ludzie wolno przesuwaja sie od jednego miejsca do drugiego. Maly przewodnik po "stole bankietowym", przy ktorym symbolicznie zasiadaja slawne kobiety (i nie ma sensu pytanie, dlaczego te wlasnie, a nie inne bohaterki z przeszlosci Judy Chicago zaprosila do swego stolu), pozwala wzbogacic wiedze o biesiadujacych paniach i tym samym zrozumiec artystyczny ksztalt projektu.

*

Swiateczna pora sprzyja odwiedzinom w Metropolitan Museum, gdzie oprocz wielu ekspozycji mamy i spora wystawe obrazow Theodore'a Chasseriau (1819-1856). Jej podtytul - "Nieznany romantyk" - mowi wszystko. Nie jest to artysta, o ktorym slyszelismy, a z wystawy wychodzimy w przekonaniu, ze slusznie o nim zapomniano.

Zmarl mlodo, byl swego czasu niezmiernie ceniony i popularny. Liczne zamowienia otrzymywal ze strony panstwa, Kosciola, jak i wielu wplywowych osob. Pracowal zawziecie, a bardzo znany stal sie juz w wieku lat dziewietnastu, gdy podczas Salonu 1838 r. zyskal wielkie uznanie za obraz przedstawiajacy czeszaca sie Wenus.

Wlasciwie sam skazal sie na pozniejszy historyczny niebyt. Jego nieszczesciem bylo, iz w czasie, gdy wkraczal w zycie tworcze, francuskim malarstwem rzadzili "na dwoch krancach przeciwne bogi": mistrz portretu Jean-Auguste Ingres i mistrz romantycznego przedstawiania Eugene Delacroix. Chasseriau terminowal u Ingres'a, wyksztalcil sie znakomicie w sztuce portretowania (a ta sztuka dawala nie tylko popularnosc, ale i pieniadze), pozniej zerwal z nim, by dolaczyc sie do szkoly Delacroix. Zmienial zreszta zainteresowania kilkakrotnie, przerzucajac sie od jednego do drugiego, wskutek czego nie wyksztalcil wlasnego stylu, wlasnej oryginalnej wizji. Sam skazal sie na wtornosc, epigonstwo, nasladowanie. Pod koniec krotkiego zycia zaczal dryfowac w strone romantyzmu z jego nieznosna fascynacja Orientem, egzotyka, basniowym, tajemniczym Wschodem. Z dzisiejszego punktu widzenia sztuka ta traci kiczem, tanim sentymentalizmem, "miekka" pornografia - cechami sprzyjajacymi najposledniejszym gustom akademickiej poprawnosci.

Byl jednak znakomitym portrecista i chocby dla tych parunastu obrazow warto obejrzec wystawe w Metropolitan.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail