PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (29 listopada 2002)


TEOFIL LACHOWICZ

W rocznice powstania listopadowego

Pogrom
generalow

Nocne wydarzenia z 29/30 listopada 1830 r. weszly do dziejow Polski jako wspanialy patriotyczny zryw narodowowyzwolenczy, majacy na celu zrzucenie rosyjskiej dominacji i odzyskanie niepodleglosci. Tego ostatniego warunku w 1830 roku nie spelnialo tzw. Krolestwo Polskie, powolane do zycia decyzjami Kongresu Wiedenskiego w 1815 r. Ten okrojony terytorialnie twor panstwowy zdominowany przez Rosje stwarzal jednak Polakom znaczny margines swobody, o jakim mogly tylko marzyc inne narody podbite przez Rosjan. Krolestwo Polskie mialo wlasna konstytucje, sejm, rzad, administracje, sady, szkolnictwo i wojsko. Na mocy owej konstytucji wladca Krolestwa Polskiego byl car Rosji, w ktorego imieniu w 1830 r. role namiestnika pelnil brat cara Mikolaja I, ksiaze Konstanty, wspomagany oddzialami rosyjskiego wojska na stale rozlokowanymi na ziemiach polskich, glownie w Warszawie. Sytuacja ta moze bylaby jeszcze do zniesienia, gdyby strona rosyjska respektowala postanowienia konstytucji Krolestwa Polskiego. Dzialalnosc tajnej policji rosyjskiej, porwania polskich poslow na sejm i wywozenie ich do Rosji, szykany wobec zasluzonych weteranow wojen napoleonskich oraz mlodych oficerow stosowane w armii Krolestwa Polskiego (z tego powodu zanotowano okolo 60 samobojstw), dowodzonej przez wielkiego ksiecia Konstantego, powodowaly wzrost nastrojow antyrosyjskich, ktore znalazly swoje ujscie w organizowaniu tajnych zwiazkow i stowarzyszen patriotycznych. Jedno z nich - sprzysiezenie zawiazane pod kierownictwem por. Piotra Wysockiego w Szkole Podchorazych Piechoty w Warszawie - doprowadzilo w koncu do wybuchu powstania zbrojnego, ktore przeszlo do historii pod nazwa Nocy Listopadowej. Wydarzenia, jakie sie tej pamietnej nocy rozgrywaly w roznych punktach Warszawy, sa niezle udokumentowane. Jednakze o pewnych faktach pisze sie raczej niechetnie, a jezeli juz, to bardzo pobieznie. Takim zagadnieniem jest sprawa smierci grupy polskich generalow, ktorzy zgineli z rak powstancow, przewaznie dlatego, ze nie chcieli opowiedziec sie po ich stronie, a nawet czynnie probowali sie im przeciwstawic. Trudno sie zreszta temu dziwic, bowiem powstanie wywolala grupa mlodych oficerow bez wiedzy wyzszych kadr dowodczych, liczac na to, ze kadry te przylacza sie jednak do powstania w momencie jego wybuchu. Przebieg wydarzen w Noc Listopadowa pokazal, ze w wiekszosci przypadkow byly to plonne nadzieje. Rozpetana przez podchorazych rebelie wyzsi oficerowie uwazali za szalenstwo. Niektorzy z nich starali sie czynnie przeciwstawic powstancom na ulicach miasta i od razu przylaczyli sie do oddzialow rosyjskich, inni stali biernie z boku w oczekiwaniu na dalszy rozwoj wypadkow, a jeszcze inni postanowili wrecz ukryc sie przed powstancami, aby uniknac ich prosb o objecie nad nimi dowodztwa. Wobec tych postaw reakcja powstancow byla rozna. Dzieki zachowanym dokumentom z prowadzonego w latach 1831-1833 przez Rosjan sledztwa oraz aktom Najwyzszego Sadu Kryminalnego, odbytego nad uczestnikami insurekcji w palacu Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmiesciu w Warszawie w dniach od 30 wrzesnia 1833 do 4 lutego 1834 r., mozemy poznac okolicznosci smierci wysokiej rangi oficerow polskich i rosyjskich, ktorzy zgineli z rak powstancow w Noc Listopadowa.

Pierwszym generalem, ktory zginal podczas owej pamietnej nocy, byl Rosjanin w randze general-majora Gendre. Znajdowal sie on w palacu Belwederskim (siedziba wielkiego ksiecia Konstantego), kiedy nastapil atak mlodych polskich zolnierzy z pobliskiej Szkoly Podchorazych, wspieranych przez cywilnych spiskowcow. General Gendre poczatkowo znalazl schronienie na strychu, z ktorego pozniej zbiegl na dol do palacowej stajni, gdzie padl pod uderzeniami bagnetow uzbrojonej juz palacowej sluzby, ktora jego smierc przyjela okrzykiem: "Juz krotki nos nie zyje!". Tak zakonczyl zycie general-major wojsk cesarsko-rosyjskich, o ktorym ks. Konstanty zwykl mawiac "z urzedu koniuszy, z profesji najwiekszy zlodziej". Wraz z nim w belwederskiej stajni zgineli lokaj Kuraczkin oraz dworzanie Feldman i Swistawoj.

Spod Belwederu powstancy ruszyli w strone miasta. Idac jak burza, kladli trupem napotykanych oficerow i zolnierzy rosyjskich. Pod kosciolem sw. Aleksandra odpedzili strzalami oddzial gwardii pulku strzelcow konnych i natkneli sie na gen. Stanislawa Potockiego, ktorego por. Piotr Wysocki goraco prosil, aby stanal na ich czele. Pomimo zdecydowanej odmowy ze strony generala por. Wysocki kazal puscic go wolno.

W toku dalszego pochodu na Nowym Swiecie padl na bruk raniony przez podchorazych general kirasjerow rosyjskich Knoryng.

Wkrotce po tym na rogu ul. Ordynackiej podchorazowie dowiedzieli sie, ze plk Pecherzewski wyprowadzil polska kompanie strzelcow na strone ks. Konstantego. Wiadomosc te przyjeto z gniewem, wyrzekajac na starsza kadre oficerska, oskarzajac ja o brak patriotyzmu i zdrade. To zdarzenie bardzo zradykalizowalo powstancow nie tylko w stosunku do Rosjan, ale takze wobec polskiej wyzszej kadry oficerskiej.

Powstancy bardzo liczyli na zdymisjonowanego generala Jozefa Chlopickiego (weterana powstania kosciuszkowskiego i bohatera wojen napoleonskich), ktorego zastali w Teatrze Rozmaitosci na placu Krasinskich. Po rozbrojeniu znajdujacych sie tam oficerow rosyjskich jeden z powstancow, por. Dobrowolski, podal bedacemu w cywilnym ubraniu gen. Chlopickiemu szpade, mowiac: "Generale, pomagaj nam, teraz czas!". W odpowiedzi mlody oficer uslyszal: "Dajcie mi spokoj, ide spac". I general, przez nikogo nie niepokojony, spokojnie wyszedl z teatru. Podejmowane pozniej przez cala noc proby odnalezienia gen. Chlopickiego nie daly rezultatu. Pobocznym efektem tych poszukiwan bylo aresztowanie w kawiarni Honoraty Zimmermanowej przy ul. Miodowej rosyjskiego generala Richtera, ktorego pozniej przetrzymywano w Zamku Krolewskim.

Pierwsza ofiara ze strony generalicji polskiej byl gen. Maurycy Hauke, ktory zginal na Krakowskim Przedmiesciu z towarzyszacym mu szefem sztabu artylerii plk. Meciszewskim. Wedlug zeznan swiadka Michala Rozyckiego (kamerdynera gen. Haukego) przebieg wydarzen byl nastepujacy: "Pierwszy alarm zastal Haukego w jego wlasnym mieszkaniu w oficynach palacu Komisji Rzadowej Wojny, w towarzystwie plk. Meciszewskiego i gen. Rautenstraucha. Gen. Hauke z obowiazku sluzbowego natychmiast w towarzystwie plk. Meciszewskiego konno, a za nim z tylu gen. Rautenstrauch z Rozyckim pojechali wszyscy w strone Krakowskiego Przedmiescia. Przejechawszy ul. Kozia, spotkali na Krakowskim Przedmiesciu okolo 50 zolnierzy i moze 20 cywilnych. Na tychze zapytania: 'Kto idzie?', jadacy wcale nie odpowiadali, starajac sie ominac tlum.

Wtem pod palacem Namiestnikowskim, tuz obok kamiennych lwow, padl glos: 'Pal!', a wtedy zolnierze dali strzal z karabinow do gen. Haukego i plk. Meciszewskiego. Gen. Rautenstrauch, nie znalazlszy sie na linii strzalow, ocalal i pogalopowal z powrotem, zas Rozycki, ukrywszy sie kolo poczty za rampa, pozostal swiadkiem calej krwawej sceny. Zolnierze zaraz odmaszerowali w strone kolumny Zygmunta, zas nadbiegajacy tlum powital smierc Haukego krzykiem: 'Hurra'. Na ciele gen. Haukego stwierdzono pozniej 19 ran od kul i ostrzy bagnetow. Z jego munduru odcieto trzy orderowe gwiazdy rosyjskie i szlify generalskie, zostawiajac order polski i francuski". Tak zginal b. uczestnik powstania kosciuszkowskiego i wojen napoleonskich, dawny legionista i b. adiutant gen. Henryka Dabrowskiego we Wloszech, obronca Zamoscia przed Rosjanami w 1813 r., a od 1815 zastepca ministra wojny w Krolestwie Polskim; pozniej, niestety, znany ze swego serwilizmu wobec Rosjan; przewodniczyl m.in. sadowi wojennemu, ktory skazal i urzadzil slynna publiczna degradacje spiskowca mjr. Waleriana Lukasinskiego, co nigdy nie zostalo zapomniane przez mloda, patriotyczna kadre oficerska. Gen. Maurycy Hauke za wyslugiwanie sie Rosjanom awansowany zostal do stopnia generala artylerii (broni) i otrzymal tytul hrabiowski, a takze zostal senatorem. Po tragicznej smierci w Noc Listopadowa jego zwloki pochowano w kosciele oo. Kapucynow.

Po smierci gen. Haukego, pol godziny pozniej, ginie na skutek tragicznej pomylki cieszacy sie powszechna sympatia wojska polskiego i mieszkancow Warszawy gen. Jozef Nowicki, weteran powstania kosciuszkowskiego i kampanii napoleonskich, od 1815 r. sekretarz generalny Rzadowej Komisji Wojny w Krolestwie Polskim. W feralna dla siebie noc wracal do domu kareta z teatru francuskiego, ktory miescil sie w palacu Bruhla na placu Saskim. Po drodze karete dwukrotnie zatrzymywaly wojskowe i cywilne grupy powstancow okrzykiem: "Kto jedzie?" Za kazdym razem, gdy padala odpowiedz: "General Nowicki", karete przepuszczano. Tuz obok palacu Prymasowskiego karete zatrzymano po raz trzeci. Powtorzyla sie ta sama procedura. Jednakze tym razem, gdy padla odpowiedz: "General Nowicki", jakis cywil, niedoslyszawszy dobrze wypowiedzianego nazwiska, krzyknal: "Lewicki, pal mu w leb!". Natychmiast do wnetrza karety posypaly sie strzaly, po czym wykonano kilka pchniec bagnetami i palaszami. Po chwili spostrzezono, ze dokonano tragicznej pomylki, mylac gen. Nowickiego ze znienawidzonym generalem rosyjskim Lewickim. Z tlumu rozlegly sie wnet glosy: "Szkoda gen. Nowickiego, zamiast Lewickiego zycie utracil". Kareta z otwartymi drzwiczkami dojechala do domu generala, gdzie ciezko ranny Nowicki "tylko pare razy z wolna odetchnawszy, zycie zakonczyl". Na jego ciele znaleziono siedem ran. Wraz z generalem zabity zostal jego lokaj Stanislaw Laskowski.

Niemym swiadkiem smierci generalow Haukego i Nowickiego byl gen. Stanislaw Trebicki, weteran wojen napoleonskich, bardzo zdolny oficer, ktory po 1815 roku w szeregach armii Krolestwa Polskiego wykazal sie wyjatkowym serwilizmem wobec rosyjskiego zaborcy. W 1830 roku byl inspektorem piechoty armii oraz pelnil dodatkowy nadzor nad Szkola Podchorazych, starajac sie zneutralizowac tam wszelkie dzialania niepodleglosciowe. W Noc Listopadowa probowal na Krakowskim Przedmiesciu powstrzymac od dalszych dzialan swoich podkomendnych, ktorzy nie baczac na jego obelzywe slowa usilnie prosili, aby objal nad nimi dowodztwo. Po gwaltownej odmowie sila zostal sciagniety z konia, wziety pod boki i zmuszony byl maszerowac z podchorazymi w pierwszym szeregu. Pod palacem Namiestnikowskim (obecnie palac prezydenta RP) byl bezwolnym swiadkiem smierci gen. Haukego i plk. Meciszewskiego, a pozniej tragicznej pomylki, ktorej ofiara padl gen. Nowicki. Te zdarzenia nie wplynely jednak na zmiane jego decyzji odmowy przylaczenia sie do powstania, a wrecz przeciwnie, utwierdzily go w uporze. Prowadzony ul. Bielanska i ciagle naklaniany do objecia dowodztwa, poirytowany powiedzial powstancom: "... nigdy nie zmusicie mnie do zlamania wiary, zaprzysiezonej monarsze" i nazwal podchorazych zbrodniarzami i mordercami. Powstancom bylo juz tego za wiele. W odpowiedzi posypaly sie strzaly, ktore zakonczyly zycie wiernego poddanego cara Rosji. Cialo gen. Trebickiego lezalo do rana w rynsztoku, "w gatkach i koszuli" - jak zeznawal do sadowego protokolu b. zolnierz Mateusz Skarzynski.

Pod palacem Bruhla zginal z rak powstancow gen. Tomasz Siemiatkowski, liczacy sobie 46 lat znakomity oficer z czasow napoleonskich, ktory bedac szefem sztabu glownego, w Noc Listopadowa urzedowal w odwachu Pod Bialym Orlem i mial wladze nad calym placem Saskim. Po otoczeniu gmachu powstancy pod grozba smierci domagali sie od niego objecia dowodztwa nad calym powstaniem. Gen. Siemiatkowski zdecydowanie odmowil, wypowiadajac slowa: "Raz kazdy zginac musi". Po tych slowach powstancy odstapili od spelnienia swojej grozby. Z tego zdarzenia gen. Siemiatkowski nie wyciagnal nalezytych wnioskow, bowiem po polnocy wyjechal konno z odwachu i pod palacem Bruhla probowal napierac na tlum, lzac przy tym licznie zgromadzonych cywilow. W odpowiedzi padl strzal z karabinu oddany przez podoficera gwardii Ludwika Balinskiego. Gen. Siemiatkowski spadl z konia, ciezko rannego zaniesiono do palacowej stajni, a nastepnie do jego mieszkania w palacu, gdzie nad ranem zmarl.

W nieco innych okolicznosciach zginal gen. hr. Stanislaw Potocki - b. uczestnik powstania kosciuszkowskiego i wojen napoleonskich, w 1810 roku komendant wojenny miasta Warszawy. W 1813 roku w czasie kampanii saskiej dostal sie do niewoli rosyjskiej; po uwolnieniu sluzyl w armii Krolestwa Polskiego, zostajac gen. dywizji w 1819 r., a od 1829 dowodca calej piechoty Krolestwa. Rok wczesniej przewodniczyl specjalnej komisji sledczej wyznaczonej przez ks. Konstantego do rozpracowania tajnych stowarzyszen patriotycznych w wojsku polskim. W dzialalnosci tej odznaczyl sie wielka gorliwoscia i sluzalczoscia wobec rosyjskiego zwierzchnika. W Noc Listopadowa objezdzal polskie jednostki wojskowe stacjonujace w Warszawie, naklaniajac je do powrotu do koszar. W kilku przypadkach - skutecznie. Gdy jednak probowal przy pomocy zandarmow odbierac na placu Bankowym bron cywilom i podchorazym, tlum natarl na niego; sciagnieto go z konia, powalono na ziemie i wsrod zlorzeczen poczeto okladac piesciami. Z niechybnej smierci wybawili go chwilowo por. Grabinski i kpt. Reyman. Jednak gen. Potocki, niepomny tych doswiadczen, zapuscil sie pod sam arsenal, gdzie w rece powstancow dostalo sie 30 tysiecy karabinow i 11 tysiecy kawaleryjskich palaszy. Napotkawszy tam kompanie 5 p.p. rozkazal jej dowodcy kpt. Smiechowskiemu natychmiastowe odprowadzenie pododdzialu do koszar. Uzbrojony tlum cywilow i zolnierze zblizyli sie do generala, zas jeden z podchorazych krzyknal: "Stasiu! (tak powszechnie mowiono o gen. Potockim - przyp. TL) Co robisz, opamietaj sie, trzymaj z nami, bo inaczej zle wyjdziesz na tym". Po chwili widziano juz gen. Potockiego bez kapelusza i generalskich szlifow. Pozwolono mu jednak dosiasc konia i odjechac. General dotarl do wylotu ulic Senatorskiej i Bielanskiej, gdzie poczal ponownie przemawiac do napotkanych dwoch kompanii 3 p.p., naklaniajac je do powrotu do koszar. Nagle padly strzaly, a general trafiony kula w plecy zwalil sie z konia. Przeniesiono go poczatkowo do palacu Blekitnego, a pozniej do mieszkania hr. Jana Lubienskiego, gdzie po kilkunastu godzinach, pozegnawszy sie z przybyla zona, zmarl w straszliwych meczarniach. Na wiesc o smierci gen. Potockiego wielu wahajacych sie jeszcze zolnierzy i mlodszych oficerow przeszlo na strone powstania.

Przy naklanianiu zolnierzy do zaniechania rebelii i polaczenia sie z oddzialami rosyjskimi zginal rowniez gen. Ignacy Blumer, syn oficera rosyjskiego - Irlandczyka. W 1792 r. walczyl po stronie polskiej w czasie interwencji rosyjskiej, odznaczyl sie pod Zielencami i Dubienka. Uczestniczyl w powstaniu kosciuszkowskim, a po jego upadku przez Turcje dotarl do Wloch, do Legionow Polskich gen. Henryka Dabrowskiego, z ktorymi odbyl wszystkie kampanie, wlacznie z koszmarna wyprawa na San Domingo. Od 1807 r. w armii Ksiestwa Warszawskiego; w 1809 odznaczyl sie w bitwie z Austriakami pod Raszynem i w szturmie Sandomierza; w wyprawie na Moskwe w 1812 dowodzil 3 p.p.; ranny podczas przeprawy Berezyny; w 1813 bronil Modlina, skad sila wziety zostal do rosyjskiej niewoli. Od 1815 r. w armii Krolestwa Polskiego; w 1818 mianowany generalem, dowodzil brygada piechoty. Bedac lojalny wobec ks. Konstantego, stal sie z czasem postrachem dla polskich zolnierzy, bowiem przewodniczac sadom wojskowym wydawal bardzo surowe wyroki, za co byl pogardzany i powszechnie znienawidzony. Zginal w Noc Listopadowa na ul. Dlugiej, tuz przy arsenale. O okolicznosciach jego smierci zeznawal swiadek Marian Duchowicz, zolnierz 4 p.p.: "Jadacy ul. Dluga por. Podczaski machnal chustka na znak zolnierzom kompanii 5 p.p., stojacej na tej ulicy, aby zabili gen. Blumera, poniewaz wolal na nich, zeby sie polaczyli z pulkiem Wolyncow rosyjskich. Wtedy wystapil z szeregow feldfebel i dal strzal do gen. Blumera, ktory spadl z konia. Rzucili sie zolnierze z rozkazu tegoz feldfebla i generalowi przez wystrzaly z broni zycie odebrali". Jak ustalilo pozniejsze sledztwo, gen. Blumer zostal zastrzelony przez feldfebla z 5 p.p. Jakuba Grabowskiego. W kostnicy na ciele generala stwierdzono trzy rany postrzalowe w klatke piersiowa.

Okazuje sie jednak, ze powstancy mniej radykalnie obchodzili sie z zatrzymanymi generalami rosyjskimi, ktorzy tak byli wystraszeni rozwojem sytuacji, ze - w przeciwienstwie do polskich generalow - nie probowali naklaniac zolnierzy-powstancow do powrotu do koszar. Np. niedaleko od miejsca, gdzie zginal gen. Ignacy Blumer, zatrzymano dowodce pulku strzelcow wolynskich generala-majora Essakowa oraz dowodce litewskiego pulku grenadierow generala-majora Engelmana, ktorzy udawali sie do swoich pulkow. Zatrzymanych aresztowano i uwieziono na odwachu w zdobytym arsenale przy ul. Dlugiej.

W sytuacji rozgrywajacej sie rewolucji dziwic moze ta niezwykla kurtuazja wobec tych i innych zatrzymanych rosyjskich oficerow, ktorych pozniej zwolniono i umozliwiono im powrot do swoich oddzialow wycofujacych sie z miasta. Posuniecie to, jak i umozliwienie wielkiemu ksieciu Konstantemu oraz jego wojskom opuszczenia granic Krolestwa Polskiego okazalo sie duzym bledem. Lepszym rozwiazaniem byloby otoczenie oddzialow ks. Konstantego i zatrzymanie generalow jako zakladnikow do czasu rozmow z carem Rosji Mikolajem I.

Bledem tez bylo pochopne zabijanie przez powstancow polskich generalow, nawet tych najbardziej przeciwnych insurekcji. Mozna ich bylo, podobnie jak niektorych generalow rosyjskich, zatrzymac i internowac. Niewykluczone, ze niektorzy z nich przystapiliby w koncu do powstania, tak jak to uczynil gen. Chlopicki. Pamietac nalezy, ze niewiele brakowalo, aby ofiara Nocy Listopadowej zostal rowniez plk Ignacy Sowinski - weteran powstania kosciuszkowskiego i wojen napoleonskich, inwalida wojenny o drewnianej nodze (pamiatka wyprawy na Rosje w 1812 r.), ktory w listopadzie 1830 byl komendantem Szkoly Aplikacyjnej Artylerii. W Noc Listopadowa zamknal sie ze swoimi podkomendnymi w budynku szkoly, nie pozwalajac im przylaczyc sie do toczacych sie walk. Dopiero nad ranem brama szkoly zostala wywazona przez podchorazych por. Wysockiego i towarzyszacych im uzbrojonych warszawskich cywilow. Po zajeciu szkoly przez powstancow plk Sowinski jeszcze dlugo probowal im sie slownie przeciwstawic. O malo nie przyplacil tego zyciem, bowiem jeden z uzbrojonych cywilow w pewnym momencie zamierzyl sie na niego bagnetem. Sowinskiego uratowal jeden z podchorazych, zaslaniajac go swym cialem i krzyczac do porywczego napastnika: "Co robisz! To kaleka!". Jak wiadomo, plk Jozef Sowinski przylaczyl sie pozniej do powstania, zostal dowodca artylerii garnizonu warszawskiego; awansowany do stopnia generalskiego w sierpniu 1831, polegl broniac do konca reduty na Woli. Do dzis czczony jest jako bohater narodowy i symbol najwyzszych cnot zolnierskich. Niewykluczone, ze podobnym szacunkiem moglibysmy darzyc przynajmniej niektorych generalow polskich zabitych w Noc Listopadowa 1830 roku, gdyby dane im bylo noc te przezyc.

Zrodla:

Juliusz S. Harbut, Noc Listopadowa w swietle i cieniach historii i procesu przed najwyzszym sadem kryminalnym. W 100-letnia rocznice, Warszawa 1930;
Henryk P. Kosok, Generalicja polska. Popularny slownik biograficzny, t. 1 - 2, Pruszkow 2001.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail