[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (22 listopada 2002)


KRZYSZTOF CWIKLINSKI

W 45. rocznice smierci Andrzeja Bursy

Legenda
naszych dni

Gdy z coraz bardziej wyraznego dystansu spogladam na schylek lat 70. ub. wieku, na swoje wkraczanie w swiat poezji, w zycie studenckie i jak mi sie wowczas zdawalo - w doroslosc, dostrzegam fakt, ktorego oczywistosc zatarly pozniejsze wydarzenia spoleczno-polityczne. Otoz... czy to w ubogich i zasmieconych pokojach akademikow, czy to w piwno-papierosowej aurze klubow studenckich, jakby wbrew ponurej rzeczywistosci konca epoki gierkowskiej nie mowilo sie za wiele o polityce, o gnijacej komunie i rychlym upadku bolszewii, lecz o poezji. Zdawalo sie, ze ona jest najwazniejsza. Chcielismy pisac znakomite wiersze i umierac mlodo. Mowilo sie zatem o poetach. Najchetniej o tych, ktorzy pisali znakomite wiersze i umarli mlodo. Wcale nie o niedawno zmarlych Stachurze i Milczewskim-Brunie, ktorych zyciem, bardziej niz tworczoscia, fascynowali sie pozniej mlodsi od nas i ktorzy swoim wyznawczym stosunkiem na krotko wytworzyli rodzaj literackiej mody. Mowilo sie o Wlodzimierzu Szymanowiczu, o Rafale Wojaczku, o Andrzeju Bursie. Jeden z moich przyjaciol, klasycyzujacy poeta, zwykl w trakcie rozmowy zrywac sie od stolika zastawionego butelkami kiepskiego piwa i gaszac papierosa na jego mokrym blacie recytowac z uniesieniem:

Luizo... Ja wiedzialem tu uderzy piorun
Nad drzew blogoslawienstwem zwisa jasny miecz
Pagorki zapylone motylem wieczoru
Wawozy sciezki szosy przeszedlem wzdluz i wszerz
Szedlem tedy spiewajac niosac bialy narcyz
Sluchalem bzdur wierutnych kipiacego serca
I wracaly na tarczy (krwawej serca tarczy)
Polegle tu marzenia moje i bluznierstwa.

Wtedy sala cichla i pozostawala cicha jeszcze przez chwile, gdy moj przyjaciel zamilknawszy opadal ciezko na krzeslo... To bylo wstrzasajace, bo bylo napisane o nas, gdy niektorych z nas nie bylo jeszcze na swiecie. A moze po prostu bylo to pisane za nas, ktorzy nie umielismy jeszcze wykrzyczec wlasnego buntu, wlasnej niezgody na swiat, wyartykulowac wlasnego ja, o ktorym nie wiedzielismy, czym naprawde jest, przezywac dramatu wlasnego istnienia wystarczajaco intensywnie, aby pisac wiersze krwia. On to umial i stal sie legenda naszych dni. Jakkolwiek moze sie to wydawac dziecinne dzis, bylo prawdziwe i glebokie. To byl na poly barbarzynski, na poly lirycznie czuly spiew naszej mlodosci.

Andrzej Bursa. Opowiadalo sie o jego przedwczesnej smierci niestworzone historie, wielu z nas nie chcialo przyjac do wiadomosci, ze nie bylo to samobojstwo, ze sekcja zwlok wykazala wrodzony i nieoperacyjny niedorozwoj aorty. Wielu z nas wolalo go widziec obok rzucajacego sie w dol Szymanowicza czy polykajacego dziesiatki tabletek nasennych Wojaczka, posrod tych, ktorzy wzgardzili swiatem, bo na nic innego nie zaslugiwal... choc przeciez bylo wiadomo, ze umarl smiercia naturalna - naturalna i tak bolesnie przedwczesna.

Andrzej Bursa urodzil sie 23 marca 1932 roku w Krakowie, na Debnikach, tuz nad Wisla, naprzeciw Wawelu. Jego ojciec, Feliks Radogost Bursa, byl polonista i pedagogiem, studiowal pod kierunkiem profesorow Ignacego Chrzanowskiego i Zygmunta Myslakowskiego, matka, Maria z Kopycinskich, ukonczyla filologie: polska i romanska. Obie rodziny, tak Bursow, jak Kopycinskich, byly wybitnie uzdolnione artystycznie, przede wszystkim w dziedzinie muzyki. Wywodzili sie z nich kompozytorzy, dyrygenci, spiewacy, ale takze i plastycy; jedna z ciotek Andrzeja, Wanda, byla poetka. Poczatkowo Andrzej z rodzicami mieszkal w obszernym, ceglanym, otoczonym rozleglym ogrodem domu przy ul. Szwedzkiej; stamtad ojciec zabieral go na dlugie spacery wzdluz Wisly w kierunku Tynca. Pozniej Bursowie przeprowadzili sie na plac Jablonowskich. W 1938 roku przyszly poeta rozpoczal nauke w Szkole Powszechnej im. sw. Jana Kantego. Pierwsze wakacje spedzil z rodzina w Koscielisku. Byl koniec sierpnia, gdy padlo nieznane mu slowo mobilizacja. Zobaczyl zatloczone pociagi, zaplakane kobiety, mezczyzn z kuferkami. Podobno mial wtedy powiedziec: "Ja chce, zeby byla prawdziwa wojna". 3 wrzesnia rozpoczal wraz z rodzicami i siostrzyczka wojenna tulaczke, ktora zakonczyla sie w Janowie Lubelskim. Tam przezyl gleboki wstrzas; widzial pobojowiska cofajacej sie grupy operacyjnej gen. Jana Sadowskiego-Jagmina. Ten obraz pozostal w pamieci i psychice wrazliwego siedmiolatka, byl to wszakze poczatek koszmaru. Na widok jednej z ciotek, cudem ocalalej z Oswiecimia, dwunastoletni Andrzej zemdlal. Okupacje spedzil na Kazimierzu, przy ul. Skawinskiej, dokad w listopadzie 1942 roku wysiedlili rodzine Niemcy. Uczyl sie na tajnych kompletach, obserwowal zycie miasta, folklor, nedze i cierpienie. Te obserwacje zapadly w nim na zawsze i znalazly swoj wyraz w pozniejszej tworczosci, w poezji i miniaturach prozatorskich. Rok 1945 byl najobfitszy w radosne wydarzenia: najpierw przeprowadzka do obszernego mieszkania przy ul. Garncarskiej, pozniej wstapienie do harcerstwa, przyrzeczenie i prawdziwy oboz harcerski w Osieczanach, wreszcie nowa szkola, V Panstwowe Gimnazjum i Liceum im. Jana Kochanowskiego. Tam wstepuje do Zwiazku Walki Mlodych, w ktorym zreszta nie widzi swojego miejsca i nie wie, co w nim robic. W koncu przypadkiem wyprana legitymacja zalatwia sprawe. Uczy sie, by uzyc eufemizmu, srednio. Debiutuje w Mlodej Rzeczpospolitej artykulem "Wesele mialo pobudzic i ostrzec". Chce pisac. Krazy po pokojach obszernego mieszkania i notuje cos na karteczkach, rzadko cokolwiek skreslajac, ale tez i bardzo szybko rozczarowuje sie, wiec wiekszosc z tego, co napisal, wedruje do pieca. Jego juwenilia to proby znalezienia wlasnego glosu poprzez poetyke skamandrycka, poprzez poezje rosyjska, Jesienina, a przede wszystkim dykcje Lermontowa. Staje sie kims, kogo sam okresla mianem "romantycznego kretyna", ale jednoczesnie czuje, ze moglby zostac drugim Slowackim. To z jednej strony mlodziencza megalomania, lecz z drugiej pewnosc wlasnej wartosci. Ta pewnosc trafia na zly, moze nawet najgorszy czas. Stalinizacja zycia spolecznego, oblakana doktryna socrealizmu przenikaja do jego wierszy, w ktorych pojawia sie Lenin, robotnicy i plan trzyletni. Trudno, aby bylo inaczej, ale to w koncu epizod. Pisze tez proze, powiesc o Kostce Napierskim, ktorej nigdy nie ukonczy. Jest kims, kto wyraznie przerasta otaczajaca go przecietnosc i blyszczy na tle powszechnej szarosci, chocby nawet sprzecznosciami, konfliktami wewnetrznymi i sklonnoscia do samoudreczen. Jeden z przyjaciol tak go wspominal:

"Glowna cecha Bursy byla szczerosc intencji i uczuc, ktorym poddawal sie ignorujac racje zyciowe, wymierne. Byl wiec autentycznym romantykiem (...) Konsekwencja jego nadzwyczajnej emocjonalnosci nie byl sentymentalizm ani bukoliczna zaduma. Bursa byl znakomitym obserwatorem, widzial otaczajacy go powojenny swiat, znal dobrze historie dawna i ostatnia, zdawal sobie sprawe z perspektyw i ewentualnosci. Stad jego szczerosc emocji, ale i odbicie od wszelkich konwencji towarzyskich, obowiazujacych pogladow, niechec i zniecierpliwienie wobec latwizn umyslowych, ktorych bylo tak duzo; uczciwa, szczera niemoznosc stosowania taktyk towarzyskich, panegiryzmow, serwilizmow, grzecznosci i wzgledow. Stad jego pelna ironii i szyderstwa postawa wobec wielu jego rowiesnikow przyozdobionych juz wtedy laurami, ktore dzis - po latach - nie nadaja sie nawet do zielnika. Stad jego wiele osobistych konfliktow i zatargow".

Braly sie one zapewne i z kolejnego przezycia traumatycznego, rozwodu rodzicow i rozdarcia pomiedzy matka i ojcem, pomiedzy Krakowem a Wroclawiem, pozniej Warszawa, pomiedzy pragnieniem ciepla i wspolnoty a wewnetrzna samotnoscia.

W 1950 roku oblewa mature i od jesieni uczeszcza do Panstwowego Liceum Sztuk Plastycznych, gdzie poznaje swa przyszla zone, Ludwike Szemioth. 30 maja 1951 roku eksternistycznie zdaje mature i wstepuje na wydzial filozoficzno-historyczny Uniwersytetu Jagiellonskiego. Chce studiowac dziennikarstwo. Wybor, zwazywszy na czas, w jakim zostal dokonany, byl z rzedu wybitnie nietrafionych. Po dwoch miesiacach Bursa przenosi sie na bulgarystyke, ktora lokalna ekspozytura Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego malo sie interesuje. 26 lutego 1952 poslubia poznana dwa lata wczesniej Ludwike, wtedy juz studentke Akademii Sztuk Pieknych; w niespelna pol roku pozniej na swiat przychodzi ich jedyny syn Michal. Koniecznosc utrzymania rodziny zmusza go do podjecia nudnej i meczacej pracy w dziale rolnym Dziennika Polskiego, skad z czasem przenosi sie do dzialu reportazu, w koncu do dzialu kulturalnego. 16 maja 1954 roku debiutuje wierszem Glos w dyskusji o mlodziezy na lamach Zycia Literackiego. Debiutuje tez jako tlumacz - spod jego piora wychodzi przeklad wiersza bulgarskiej poetki Blagi Dimitrowej Spotkanie. Pietrza sie przymusy i koniecznosci: w lutym 1955 roku poeta wstepuje do PZPR, by z niej wystapic dwa lata pozniej, w marcu 1955 porzuca studia. Wraz z Janem Günterem pisze sztuke Karbunkul - teatr okropnosci, wystawiona wkrotce przez Teatr Cricot 2 w rezyserii Tadeusza Kantora. Pracuje nad sztuka Hazard, pisze skecze dla Piwnicy pod Baranami, pracuje nad adaptacja sceniczna Malego Ksiecia Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Pisze poemat Luiza.

W czerwcu najpiekniej ogrod zakwita Luizy
Ktorego nieistnienie zabija jak topor
Zawieszony na teczy pod gwarancja wizji
Rozzarza sie w olsnieniu purpurowych kopul
W czerwcu najpiekniej ogrod zakwita Luizy
Luiza ktorej lekkosc gracja i swoboda
Metal z roza a krzemien z oblokiem kojarzy
Biega bezbronna w ciemnych lewadach ogrodu
Serce wyryte w korze majac na swej strazy
Luiza ktorej lekkosc gracja i swoboda
Kawalkada dabrowy czujnosc sarnich blaskow
Game smiechu Luizy powtarza gdy ona
Rozrzucajaca wlosow rozgwiazde na piasku
Podaje nagie gardlo smiechem zwyciezona
Kawalkada dabrowy czujnosc sarnich blaskow
Laske Luizy moze zdobyc tylko mestwo
Pewnosc rzutu i nerwow szalencze napiecie
Zwyciezco umazany gesta krwia zwierzeca
Przynies jej lwia paszczeke i serce labedzie
Laske Luizy moze zdobyc tylko mestwo

Ten jeden z najpiekniejszych poematow w liryce polskiej ukazuje sie w 1957 roku w numerze drugim magazynu literacko-graficznego Czarno na bialym. Przygotowany w tym czasie tom wierszy Kat bez maski zostaje jednak odrzucony przez Wydawnictwo Literackie. Przychylny poecie Jerzy Kwiatkowski, wybitny krytyk i kierownik dzialu literackiego, pisal don wowczas w liscie z 12 pazdziernika 1957 roku:

"Szanowny Panie, dzis rozmawialem z red. Voglerem, ktory wypowiedzial sie negatywnie w sprawie Panskiego tomiku. Zastosowal ostrzejsze ode mnie kryteria, a w dzisiejszej sytuacji wydawniczej racja jest niewatpliwie po jego stronie. Z punktu widzenia artystycznego jest Pan bowiem (...) na poczatku ciekawej drogi. Ciekawej, ale na poczatku.

Przykro mi bardzo, ze tak nam sie ta wspolpraca nie wiedzie, choc jest Pan prawdziwym poeta. Ale widocznie: zbyt niecierpliwym w swej tworczosci, zbyt pochopnie zmieniajacym poetyki. O sprawy ´ideoweª nie chce sie w tej chwili sprzeczac.

Tymczasem - prosze przyjac zapewnienie, ze licze na Panskie nowe wiersze i jestem przekonany, ze wczesniej czy pozniej Panski tom ukaze sie w naszym wydawnictwie".

Poczatek ciekawej drogi byl w istocie jej koncem, ale Kwiatkowski nie pomylil sie - tom Wiersze w opracowaniu Jana Zycha ukazal sie nakladem Wydawnictwa Literackiego w niecaly rok pozniej. Andrzej Bursa juz wowczas nie zyl, zmarl 15 listopada, miesiac po otrzymaniu listu Kwiatkowskiego. Przez lata uparcie lansowano wersje jego samobojczej smierci, bo przeciez poeta, ktory tyle o niej pisal, przywolywal ja czy nawet, jak to ujal inny poeta, "w poezji swej sporzadzil akt swojego zgonu", nie mogl umrzec tak banalnie i po prostu. Wszak sam pisal w jednym z wierszy:

Przeciez znasz wszystkie moje chwyty
zycie moje
wiesz kiedy bede drapal krzyczal i rzucal sie
znasz upor moich zmagan
i dretwe pozbawione smaku i czucia wyczerpanie
wtedy zatruwasz moj sen majakami
aby uniemozliwic mi jakikolwiek azyl
znam twoje slodycze
ktore przyjmuje ze skwapliwa wdziecznoscia
i po ktorych szarpia mnie torsje
przywyklem do twoich okrucienstw
nauczylem sie smiac z wlasnego trupa
(znasz dobrze ten moj ostatni chwyt)
znudzilismy sie sobie zycie moje
moj wrogu

Powtarzano z bezkrytyczna wiara to, co podobno powiedziec mial do jednego z przyjaciol: "A mnie urzadza mlodo umrzec. Wyobraz sobie. Beda mowili: taki mlody, taki zdolny, dobrze zapowiadajacy sie, mily i pelen uroku - bo tak bedzie w nekrologach - tak mlodo umarl. Na starosc bede stary pierdzioch i nikt nawet nie zwroci uwagi, nie pozaluje. A mlodo umrzec - to jeszcze tyle roboty odpada...".

Byli tacy, ktorzy z poczatku nie uwierzyli w jego smierc, twierdzili, ze to kolejny wariacki pomysl poety.

Tak to ujal w opowiadaniu And jego przyjaciel Stanislaw Czycz:

"Pomyslalem, ze pomylilem pietra, tamte korytarze sa dosc ciemne, a wszedlem tu wprost z przedpoludniowego swiatla, w dodatku myslalem tylko o guzikach, przeciez zatrzymalem sie nawet na schodach, zeby sprawdzic, czy je mam, wiec gdy otworzono mi drzwi, wydalo mi sie, ze pomylilem pietra; zawsze drzwi otwieral mi And, a tam teraz byl jakis nieznany mi mezczyzna.

- Ach, przepraszam - powiedzialem - to jest wyzej, pomylilem sie.

- A o kogo panu chodzi?

Wymienilem nazwisko Anda.

- Wiec nie, nie pomylil sie pan.

- Tak? A on, on pewnie wyszedl; w takim razie ja...

- Nie. Niech pan wejdzie. On jest tutaj - nie zyje.

´Nie zyje, nie zyjeª, powtarzala jego zona, chwycila mnie za reke, prowadzila do drugiego pokoju, ´chodz, popatrz na niego, no popatrz, Boze, nie zyjeª. Lezal na tapczanie, zupelnie nieruchomy, najwyrazniej z twarza trupa, zupelnie nieprawdopodobny (...)

- Czy wierzysz, ze on nie zyje, powiedz, czy wierzysz?

- Nie - powiedzialem dlawiac smiech - nie wierze".

19 listopada 1957 roku cialo Andrzeja Bursy spoczelo na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pochowano poete, o ktorym wiedziano, ze jest wielkim poeta, ale ktory nie wydal procz garstki wierszy zadnej ksiazki, choc sam twierdzil, ze w tym wieku powinien juz miec przynajmniej dwie. I wtedy wydarzylo sie cos, co dla jednych bedzie paradoksem, dla innych powtarzajacym sie z jakas bezlitosna regularnoscia prawem poezji. Andrzej Bursa narodzil sie ponownie. Narodzil sie jako poeta, jako mit, jako legenda. Nagle wybuchly emocje, trysnal gejzer uwielbienia, poplynela struzka jadu...

Ukazuja sie jego Wiersze, za ktore otrzymuje posmiertnie Nagrode Listopada Poetyckiego w Poznaniu za najciekawszy debiut ksiazkowy roku, teatry wstawiaja jego sztuki Zwierzeta hrabiego Cagliostro i Hazard; Zakerie albo meczenstwo wiejskiego proboszcza wykonuja w Piwnicy pod Baranami jego przyjaciele: Jan Günter, Krzysztof Litwin, Wieslaw Dymny i Tadeusz Kwinta, odbywaja sie wieczory wspomnien, ufundowana zostaje nagroda jego imienia, wydawnictwa ubiegaja sie o prawo publikacji spuscizny po nim. Utwory wierszem i proza, Poezje wybrane, "Luiza" i inne utwory, wreszcie slynna powiesc Zabicie ciotki, opisujaca bezinteresowny mord, ktory nie mial miejsca, i walke z trupem, ktorego nie bylo. Jego ksiazek nie mozna kupic za zadna cene, wiec przepisuje sie je albo - co czestsze - kradnie z bibliotek. Staja sie rodzajem relikwii, przedmiotami prawie sakralnymi otoczonymi rosnacym z dnia na dzien kultem. Dlaczego? Najprostsza odpowiedz brzmi: bo ani przed nim, ani po nim nikt nie potrafil tak pisac, nikt nie wykazal tak stracenczej odwagi, nikt nie osmielil sie w dobie uladzonych kontredansow na tak obrazoburcze i niebezpieczne figury, nikt nie wykrzyczal swojego sprzeciwu z taka moca i az po zachlysniecie sie zyciem. To byl krzyk pokolenia, na ktory pokolenie sie nie zdobylo. To byl tez krzyk kolejnych pokolen recytujacych w natchnieniu Obrone zebractwa, Finski noz, Aktora prowincjonalnego, Nauke chodzenia, Dno piekla, Kopniaki, a najchetniej Luize i Sylogizm prostacki:

Za darmo nie dostaniesz nic ladnego
zachod slonca jest za darmo
a wiec nie jest piekny
ale zeby rzygac w klozecie lokalu prima sorta
trzeba zaplacic za wodke
ergo
klozet w tancbudzie jest piekny
a zachod slonca nie
a ja wam powiadam ze bujda
widzialem zachod slonca
i wychodek w nocnym lokalu
nie znajduje specjalnej roznicy

"Bursa cala swoja tworczoscia - pisal krytyk Leszek Bugajski - wyrazal bunt przeciw swiatu, w ktorym nie bylo miejsca na szczerosc w miedzyludzkich stosunkach, w ktorym prawda ukryta byla gdzies gleboko, za szeregiem masek. On chcial wszystkie zerwac, chcial dotrzec swoja poezja do tej najglebszej prawdy o ludzkim zyciu, odkrywajac przy tym poklady nowej czlowieczej wrazliwosci, odklamujac istotne dla kazdego wartosci. Buntowal sie przeciw swiatu, ale ani na moment nie tracil z oczu realiow tego swiata, nie uciekal od nich (...) Podkreslajac wyraznie bezsens zycia, duchowa pustke czlowieka, mial mlody pisarz sprowokowac ludzi do duchowej przemiany, do odnowy, przypomniec o gubionym autentyzmie ludzkiego bytowania, o wyjatkowosci i niepowtarzalnosci zycia. Chcial przerwac obojetnosc i bierna zgode na swiat po to, by wyzwolic nowe sily, nadac zyciu jednostki i spoleczenstwa nowy sens, wzbogacic je o nowe wartosci".

Maciej Chrzanowski, biograf Bursy i badacz jego tworczosci, wyrazil zas taka opinie: "U podstaw mitu <czarnej poezji> lezy przeswiadczenie o przerazajacym nihilizmie moralnym liryki Bursy, jej nieludzkim sarkazmie i wszechobecnej ironii. (...) Pozorny nihilizm Bursy nie obejmuje zreszta wszystkich sfer zycia, z jego kregu wylaczone zostaje np. dziecinstwo. Jest to bunt glownie przeciw konformizmowi, zaklamaniu, kabotynstwu, przeciw pozorom i patetycznym gestom nie majacym racjonalnego uzasadnienia. A wiec musi ow sprzeciw obejmowac rowniez sklamana, koturnowa i akademicka sztuke, kulture, jej sklonnosc do wznioslosci Hamletow krygujacych sie do smierci.

Pisarstwo Andrzeja Bursy jest przykladem postawy romantycznej, ale nie romantycznych konwencji wrazliwosci, przezywania swiata, stylizowania go zgodnie z przyjetymi kanonami. To romantyzm rewolucyjny i buntowniczy, radykalny, okreslajacy wlasnie postawe artysty, tematyczne zainteresowania jego sztuki, nie zas sama forme wierszy czy wlasciwe im sposoby metaforyzacji, obrazowania. Niezgoda na rzeczywistosc, bunt przeciw jej mechanizmom - to podstawowe funkcje poezji. (...) Spor ze swiatem staje sie tez walka o ocalenie wlasnej osobowosci, wlasnego systemu etycznego, prawa do hierarchizacji zdarzen i postawy zgodnej z akceptowanymi kryteriami, a nie tej narzuconej przez otoczenie".

Byl w swoich dazeniach, w ktorych kierowal sie instynktem moralnym, samotnym maksymalista. Nie chcial byc widzem ani sedzia - chcial byc uczestnikiem wielkiej wyprawy w poszukiwaniu prawdy i nowego zycia. Ktos kiedys napisal, ze bez niego nas by nie bylo. To przesada. Bylibysmy, ale o ile bardziej ubodzy i zagubieni.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail