[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (22 listopada 2002)


ELZBIETA SITEK

Teatr Jerzego Grotowskiego

W poszukiwaniu
zrodel

Niedawno w Brzezince kolo Wroclawia odbyla sie miedzynarodowa konferencja zatytulowana "Jerzy Grotowski -przeszlosc i terazniejszosc poszukiwan", przygotowana przez Osrodek Badan Tworczosci Jerzego Grotowskiego i Poszukiwan Teatralno-Kulturowych we Wroclawiu oraz Fondazione Pontedera Teatro we Wloszech. Spotkanie poswiecone bylo dzialaniom parateatralnym podjetym przez Grotowskiego w latach 1969-1978 oraz Teatrowi Zrodel, ktorym zajmowal sie w latach 1976-1982.

"Grotowski bardziej kochal drzewa niz teatr, wiec wybral drzewa; wybral jako forme istnienia, ktora nie jest zadna ekspresja, ktora po prostu jest. Drzewo - jak mowil - ma swoja szczegolna obecnosc i obecnosc go interesowala, a nie ekspresja, nie wyraz, nie ilustracja, nie opowiadanie jakiejs historii, ktora sie dzieje tu i teraz. Drzewo jest tu i teraz" -powiedzial Ludwik Flaszen, wybitny krytyk teatralny,wspoltworca Teatru Laboratorium. Drzewa, a wlasciwie caly las otaczajacy stare zabudowania w Brzezince, wsi polozonej 30 km od Wroclawia, staly sie "narzedziem" w wielu dzialaniach parateatralnych Teatru Zrodel zaproponowanych przez Grotowskiego miedzynarodowej spolecznosci, ktora zwabiona slawa "heretyka teatru" - jak go nazywano -przyjezdzala na liczne staze,warsztaty i spotkania.

Jerzy Grotowski - jeden z najwybitniejszych rezyserow XX wieku, ten, ktory "zmienil oblicze wspolczesnego teatru", jak o nim mowiono, zanim zyskal te slawe - ukonczyl studia aktorskie i rezyserskie w Wyzszej Szkole Teatralnej w Krakowie i w slynnym moskiewskim GITIS-ie (Gosudarstwiennyj Institut Tieatralnowo Iskusstwa). W 1959 roku otrzymal od Ludwika Flaszena propozycje wspolnej pracy w Teatrze 13 Rzedow w Opolu (przeksztalconym pozniej w Teatr Laboratorium 13 Rzedow, a w 1965 roku, juz we Wroclawiu, w Teatr Laboratorium - Instytut Badania Metody Aktorskiej). Juz w Opolu objawila sie jego natura badacza-odkrywcy, ktora od realizacji pierwszych spektakli (Kain wg Byrona, Siakuntala wg Kalidasy, Dziady wg Mickiewicza i Kordian wg Slowackiego) po slynne Akropolis wg Wyspianskiego, ktorego akcja przeniesiona zostala do obozu koncentracyjnego, byla systematycznym odkrywaniem teatru; wyzwalaniem czlowieka z samotnosci, masek, przebran. Teatr Grotowskiego radykalnie roznil sie od innych scen zawodowych. Po pierwsze, w ogole nie bylo tam sceny, przedstawienie odbywalo sie wsrod widzow, w przestrzeni specjalnie zaaranzowanej dla kazdego spektaklu. Teatr - zdaniem Grotowskiego - nie ma przetwarzac ani ilustrowac literatury, ale traktowac ja jako inspiracje. Nie odgrywal dramatow, on je powolywal "tu i teraz" w aktorach i w widzach. Z ubostwa i zgrzebnosci uczynil cnote, a nawet program tworczy. Stopniowo redukowal swoj teatr, pozbawiajac go scenografii, muzyki, calej techniki sluzacej budowaniu spektakli - pozostawiajac jedynie to, co niezbedne: aktora i widza, i to, co sie miedzy nimi dzieje. Z drugiej jednak strony poglebial go poprzez poszukiwania w dziedzinie aktorstwa. I tu dopiero okazal sie "heretykiem" podwazajacym wiele uswieconych regul i pewnikow, od elementarnej fizjologii (np.oddechu) i treningu poczynajac, a na wyrafinowanych szczegolach konczac.

Na poczatku jego zespol traktowano jak niekompetentnych szalencow, po Akropolis i Ksieciu Niezlomnym okazalo sie, ze "warsztatowymi umiejetnosciami" (nie mowiac o innych) wyprzedzili swiat. Te proby przebudowy warsztatu aktorskiego (widoczne szczegolnie wyraznie w Ksieciu Niezlomnym Calderona/Slowackiego, z niezwykla kreacja Ryszarda Cieslaka, i w Apocalipsis cum figuris) po latach doprowadzily Grotowskiego i jego wspolpracownikow do poszukiwania "energii wewnetrznej", czyli raczej rytualnej niz teatralnej harmonii czlowieka ze swiatem zewnetrznym.Po latach - podczas spotkania we Wroclawiu w 1997 roku - Grotowski stwierdzil: "...bylismy szaleni, rebelianci, palilismy sie jak pochodnie. Moze trzeba bylo wczesniej oszalec, umrzec, skoro ta droga dochodzilo sie do czegos istotnego".

Byl wybitnym rezyserem teatralnym, ale tylko do pewnego czasu i do pewnego stopnia. Przezwyciezajac dotychczasowe wyobrazenia o teatrze doszedl az do zaniechania pracy rezyserskiej, do pokazywania na scenie rezultatow swoich poszukiwan. To bylo nieodzowne w jego pracy laboratoryjnej, mogl ja kontynuowac tylko w zupelnym skupieniu, calkowitej koncentracji. "Byl wielkim poszukiwaczem mistycznym - napisal wybitny rezyser teatralny Peter Brook - nalezal do wtajemniczonych, ale w odroznieniu od innych mistykow byl jednoczesnie rzemieslnikiem, zasiadajacym codziennie i sumiennie przy swoim warsztacie pracy. Praktykowal nauke, ktora nie byla ani psychologia, ani antropologia, ani neurologia - byla droga, na ktorej dochodzil do poznania tajemniczego fenomenu, jakim jest istota ludzka".

Inny znawca tworczosci Grotowskiego, prof. Zbigniew Osinski z Uniwersytetu Warszawskiego, mowi: "...to byl duch niespokojny, ktorego wielkosc i sila polegaly na tym, ze potrafil zakwestionowac swoje sukcesy i najwieksze osiagniecia - i zaczynac wszystko jakby od poczatku.Cale zycie pracowal na pograniczach teatru. Parateatr jedni okreslali jako wyjscie z teatru; inni - jako poszerzenie granic teatru". Bo wlasnie po najglosniejszym, legendarnym spektaklu Apocalipsis cum figuris, inspirowanym przez Ewangelie, Jerzy Grotowski rezygnuje z wystawiania przedstawien teatralnych: "...zrobilem co mialem do zrobienia, moge tylko nasladowac siebie, nie doswiadczac nowego w teatrze...". "Rzucal wyzwania samemu sobie - twierdzi prof. Osinski - jesli cos osiagnelo doskonalosc, to dla niego bylo powodem do szukania nowego - szukania prawdy w ludziach poprzez sztuke, kulture".

W 1969 roku sformulowal nowy program nazwany "teatrem uczestnictwa" albo "parateatrem". Najogolniej rzecz biorac - w okresie "teatru uczestnictwa" przestal istniec podzial na aktorow i widzow, zalozeniem bylo aktywny udzial obecnych w zaproponowanym zdarzeniu. Ludwik Flaszen, jeden z "przewodnikow" czy autorow projektow, mowi o tej koncepcji: "Parateatr bylo to w pierwszym okresie spotkanie miedzy ludzmi wobec czegos nieznanego, ktore Grotowski nazywal ´rozbrajaniem sieª, kiedy czlowiek zaprzestaje gry, ktora jest przeciez domena zycia codziennego i... teatru. Chodzilo o znalezienie takiego momentu, kiedy czlowiek jest bezbronny, ´rozbrojonyª, kiedy jest w pelni soba, soba autentycznym, soba popartym cala swoja istnoscia - razem ze swoim cialem; kiedy wszystko jest doslowne, kiedy to spotkanie nie ma znaczenia symbolicznego...". Mozna zatem powiedziec, ze byl to jakby ciag dalszy nad formowaniem "czlowieka calkowitego" - tak jak przed laty, w przedstawieniu Ksiaze Niezlomny narodzil sie "aktor calkowity" - Ryszard Cieslak. Sprzyjalo temu "wejscie" w przestrzen natury; odsloniecie sie na niebo i zywioly: powietrze, ziemie, wode i ogien - i to mozliwie w calej ich mocy.

W opublikowanym w 1972 roku tekscie pt. Swieto (dzis uwazanym przez wielu za "kultowy") Jerzy Grotowski napisal: "Wszyscy jestesmy kuszeni, i ja takze, przez owo magiczne slowo: ´otworzyc sieª. Ale jezeli powiadamy ´otworzyc sieª, ponownie znajdujemy sie na linii tej wiele tysiecy lat liczacej tradycji, ktora mimo wszystkie swoje zwyciestwa i cala plodnosc okalecza: ze mianowicie czlowiek dzieli sie na to, co wewnetrzne i zewnetrzne, na umysl i cialo itp. W gruncie rzeczy, kiedy powiadamy ´otworzyc sieª, chcac nie chcac mowimy, ze tam, w nas, w srodku jest cos, co nalezy jakby wypuscic na zewnatrz i ofiarowac; ze wewnatrz i zewnatrz istnieja jakby dwie rzeczy rozne. To prawda, w zyciu czesto sie rozdwajamy i potem, jak to powiedzial Mickiewicz: ´jezyk klamie glosowi, a glos myslom klamieª. A z kolei - dodajmy - glosowi klamie slowo, i to jest wlasnie ow stan rozdwojenia, stan okaleczenia, gdzie wszystko robi sie polowicznie i gdzie wszystko dziala osobno...".

Lech Raczak, rezyser i tworca Teatru Osmego Dnia, podczas konferencji w Brzezince przyznal: "Ja do parateatru mialem stosunek dwuznaczny, nie podobaly mi sie efekty tych dzialan. Wydawalo mi sie, ze jest to rodzaj ucieczki od rzeczywistosci rozpadajacego sie socjalizmu. Ja tez probowalem robic z ludzmi warsztaty i byly one podobne do tego, co dzialo sie w Brzezince, ale cele byly inne. My mielismy zdobywac sily wobec tej rzeczywistosci; chodzilo mi o draznienie, nie o uspokojenie. Po latach jednak mysle, ze parateatr mial sens - otwieral droge do kontaktu z ludzmi, z widzami na innym planie niz tylko spektakl; ze dla wybranych, nielicznych, poglebial wiedze i doswiadczenie, ktore moze dawac teatr i przedstawienie, a to ma znaczenie i dzisiaj. Nadal uwazam jednak, ze parateatr moze istniec tylko wtedy, kiedy istnieje teatr. Teatr jest zawsze podstawa i wzorem wszystkiego".

Roznorodna i bogata dzialalnosc Grotowskiego oraz to, co glosil, zjednywaly mu zarowno oddanych zwolennikow, jak i krytycznych przeciwnikow. Prawdopodobnie do jednych i drugich adresowal tekst opublikowany w 1987 roku, w ktorym tak scharakteryzowal swoja droge tworcza: "W mojej pracy zawsze istnialy dwa watki: pierwszy mniej czy bardziej publiczny, drugi wylacznie osobisty. Ten drugi watek byl nieprzerwany. Ciagnalem go sam albo z paroma osobami. Nigdy jednak nie mowilem o nim publicznie.

Kiedy jeszcze pracowalem w teatrze przedstawien, watek publiczny byl bardzo wyeksponowany. Watek osobisty pozostawal niemal niewidoczny, a wiazal sie po prostu z probami. Proby nigdy nie byly dla mnie poszukiwaniem efektu, lecz mialy wartosc same w sobie - wartosc czegos, co wydarzyc sie moze miedzy istnieniami, kiedy przekraczaja potocznosc. W okresie teatru uczestnictwa, kiedy nasza dzialalnoscia publiczna staly sie staze parateatralne, sam prowadzilem prace z mala grupa wspolpracownikow. W tych pracach tez nie bylo poszukiwania efektu, mimo ze one byly punktem wyjscia do dzialalnosci stazowej... Wtedy wlasnie wyprowadzilem sie z naszej wroclawskiej sali i przenioslem za miasto, gdzie moglem sie zupelnie odizolowac. W koncu przyszla chwila, kiedy powiedzialem sobie, ze byc moze czas juz, aby moja osobista praca stala sie czyms bardziej otwartym, publicznym, ale nie w sensie urzadzania pokazu, tylko po to, by poinformowac ludzi, ze prowadze takie poszukiwania. Tak wlasnie wylonil sie Teatr Zrodel, ktory jako przedsiewziecie zaczalem w roku 1976... Nazwa jest zwyklym kodem. Mozna byloby znalezc inna nazwe. Apollinaire powiedzial: ´w naszych czasach chodzi o to, azeby wszystko mialo nowe mianoª".

Teatr Zrodel mial poczatek w 1976 roku i trwal do 1982. Stan wojenny w Polsce zastal Jerzego Grotowskiego w Brzezince podczas realizacji programu badawczo-warsztatowego prowadzonego z grupa miedzynarodowa i miedzykulturowa. Jedna z uczestniczek tego zdarzenia Carla Pollastrelli (pozniej bliska wspolpracownica Grotowskiego w Pontederze we Wloszech, gdzie osiadl i stworzyl Workcenter of Jerzy Grotowski) tak opisala swoja pierwsza wizyte w Brzezince: "Nie zapomne dojazdu tutaj. To jest taka polska wies, a tu nagle pojawia sie ´ludzki krajobrazª. Gdzies stala grupka Haitanczykow, dalej Meksykanie, Hindusi - to jakby obraz ludzkosci w przyrodzie.I to milczenie... ale nie bylo w tym obcosci".

Glowna baza byla Brzezinka, ale Grotowski wraz z grupa najblizszych wspolpracownikow prowadzil badania kulturowe na Haiti (techniki nawiedzenia), w Indiach u Baulow (techniki misteryjne), wsrod indianskich plemion w Meksyku (techniki voodoo). Jak mowil, "sa to rozne techniki zrodel wskazujace na to, ze czlowiek i swiat sa jednym zyjacym organizmem, a ich stosowanie prowadzi do odblokowywania zapomnianych energii. Niektorym moze sie wydawac, ze Teatr Zrodel to cos w rodzaju jogi...".

Ludwik Flaszen, charakteryzujac doswiadczenia podejmowane przez Grotowskiego w tym okresie jego badan, mowi: "...jesli w parateatrze chodzilo o to, co toczylo sie w relacjach miedzy ludzmi - to w Teatrze Zrodel - choc dzialo sie wszystko w grupie - praca nie polegala na wspolnotowej osmozie, na relacjach miedzyludzkich, to byla ´samotnosc razemª. Kazdy mial do wykonania jakies zadanie; to byla praca nad soba, nad szczegolna, bezposrednia percepcja - i w tym byly bardzo pomocne drzewa. One byly narzedziem tego, co bylo szukane - zmiany percepcji. Nasza percepcja jest indoktrynowana, jest interesowna, widzimy, bo chcemy tak wiedziec lub musimy tak widziec - a tu chodzi o to, by to, co widzimy, bylo tym, czym jest. Chodzi o trenowanie naszego postrzegania, takze sluchu... Kiedy dochodzi do tego stanu bezposredniej percepcji - wyzwalaja sie szczegolne energie. To trudne do wytlumaczenia jesli sie tego nie przezylo... To co doswiadczamy pomiedzy nasza percepcja - widzeniem, slyszeniem a jakoscia energii, ktore kraza w naszym organizmie. Pomiedzy naszym organizmem a otoczeniem nastepuja jakies sprzezenia i swiat odbiera sie jako jednosc. Swiat jest ogromnym organizmem, ktorego my jestesmy czescia. Jestesmy mieszkancami kosmosu, ktory jest domem. W takim doswiadczeniu odbieralo sie wszystko jako rodzaj pelni - kazdy dzwiek jak muzyke, doznanie wzrokowe jak kompozycje malarska, poczucie harmonii. To byl rodzaj medytacji, zywe i pelne postrzeganie siebie i swiata jako jednosci, calosci...".

Jakie zachowania, jakie cwiczenia mogly wydobyc takie odczucia? Oto kolejne swiadectwo uczestnika. Peter Rose jest nowojorczykiem, aktorem. O swoim pobycie w Polsce, w Brzezince i o zadaniach, jakie wykonywal, tak opowiada: "Podczas treningow bylismy zgrupowani po 7-9 osob, a codzienna aktywnosc przebiegala w pewien okreslony, zdyscyplinowany sposob. Przez 2, 4, 5 godzin, a niekiedy dluzej siedzielismy w malym pokoju na drewnianej podlodze bez jakiegokolwiek nawet minimalnego ruchu. Nasze ograniczenie polegalo na tym, ze nie moglismy ´wyjsc poza nasze wewnetrzne doznaniaª. Inny przyklad - nasz ´przewodnikª musial znalezc odpowiednie miejsce w lesie, w takiej przestrzeni wykonywalismy serie dwunastu ruchow, ktore polegaly na uniesieniu rak, ugieciu kolan i wpatrywaniu sie w jeden punkt w przestrzeni - na lisc, owada, czesc drzewa - i to wpatrywanie sie bylo czyms w rodzaju ´zblizaniaª jak w transfokatorze kamery. Robilismy to wielokrotnie, jak mowil Grotowski, wyrabialismy w sobie technike postrzegania. Nigdy juz potem nie widzialem tak wielkiej mrowki jak w Brzezince. Jeszcze inne zadanie to nauka ´wirowaniaª w tradycyjny sposob derwiszow. To specjalny ruch, trudny dla wielu osob, ale jesli wykonales go prawidlowo - mogles wirowac godzinami. Uczylismy sie jak chodzic na sposob Indian meksykanskich - boso po lesie pelnym galezi, sciolki, nierownosci ´stopami niedzwiedziaª, powtarzajac ten ruch godzine lub dwie, przestawalismy odczuwac bol wynikajacy z bezposredniego kontaktu z ziemia. Najbardziej ekscytujace byly biegi. Bieganie, bieganie, ´bieg zyciaª - jak to nazywal Cieslak. Na poczatku musielismy biec przed siebie z zamknietymi oczami, wprost do lasu, przez las... godzinami. 2-3 godziny, jak w maratonie, przez las, przez przyrode".

Po takich przezyciach mozna bylo, jak Carla Pollastrelli, powiedziec: "Mam wrazenie, ze w tych lasach widzialam po raz pierwszy drzewa, wode, ogien... To bylo dla mnie bardzo trudne - nie biegam, nie jestem sportowcem, wszystko bylo bardzo skomplikowane... i po raz pierwszy widzialam kolorowe gwiazdy. To bylo mocne wrazenie... i to milczenie".

Inna Wloszka, Renata Molinari w 1980 roku, w rok po zakonczeniu stazu w Teatrze Zrodel, napisala dziennik. Oto kilka z jej spostrzezen: "ZAPROSZENIE - byc zaproszonym to podstawowa kwestia tego doswiadczenia; CZEKANIE - czas czekania, wiele czekan poprzedza spotkanie, uczysz sie, dlaczego jestes, kazdy rytual zaklada czekanie, pracuje sie nad percepcja; Grotowski wydaje sie byc bardzo precyzyjny w tym, o czym nalezy mowic, ´techniki poczatku - poczatek technikª; PRZYRODA - on mowi: zawsze mowimy o doswiadczeniach z przyroda, nasze cialowidzenie bada przestrzen; CISZA A SLOWA - niech beda blogoslawieni ludzie, nie slowa; SAMOTNOSC - to jest doswiadczanie samotnosci, kazdy jest sam ze soba; MONOTONNOSC - wiele zajec jest monotonnych, jest czescia naszego czasu, jest forma bezpieczenstwa, caly czas sie ruszac wykonujac ten sam ruch... uczyc sie ruchu przez powtarzanie, oswajac sie z nim, poznawac; POSZUKIWANIE TWARZY - czesto zadawalam sobie pytanie widzac wlasna twarz w lustrze: czy moja twarz ma jakis wyraz? Potem wiedzialam, ze po to, aby znalezc twarz, najpierw trzeba zgubic wyraz".

Kolumbijczyk Jairo Cuesta - aktor prowadzacy wlasny zespol teatralny w Nowym Jorku - byl "przewodnikiem", czyli czlowiekiem realizujacym z grupa osob zadania postawione przez Grotowskiego. "Mozna powiedziec, ze pracowalismy tu nad podstawowymi zadaniami. Uczylismy sie, jak patrzec, jak sluchac, jak sie spotykac. To sa trzy podstawowe dzialania dla aktora; dzis aktor na scenie zapomina, jak patrzec, jak sluchac, jak sie spotykac; ludzie tez zapominaja, jak patrzec, jak sluchac, jak sie spotykac" - mowi. A wiekszosc tych cwiczen odbywala sie w milczeniu, ktore wedlug hinduskich wierzen jest poczatkiem wszystkiego. "Cale tworzenie rozpoczelo sie od ciszy". Choc byly takze, prowadzone przez Hindusow treningi spiewu - oddychanie, otwieranie glosu, specjalny rodzaj wokalizy, ktory doprowadzal do wibracji calego organizmu; "wibracji w sobie, a glos wychodzil sam".

Piesniami wibracyjnymi pelniej zajal sie Jerzy Grotowski juz po wyjezdzie z Polski. Jego praca w Pontederze we Wloszech dotyczyla tego zagadnienia doskonalonego poprzez sieganie do zrodel, korzeni kulturowych, tradycji. Ten okres w poszukiwaniach Jerzego Grotowskiego to "Sztuki Rytualne". On sam twierdzil: "Czlowiek Zachodu nie widzi tego, co jest zwiazane z 1) jakoscia wibracji glosu, 2) rezonansem przestrzeni, 3) rezonatorami ciala. A wlasnie te jakosci sa technicznie niezbedne dla Sztuk Rytualnych". Te wiedze czerpal z kontaktow ludzmi i z natura podczas swoich licznych podrozy, przede wszystkim na Wschod.

Po latach - czas swoich dokonan z okresu parateatru i Teatru Zrodel Grotowski ocenial jako faze przejsciowa, ocenial, co mu sie udalo, a co nie. Stad ta niezwykla zmiennosc w jego tworczosci, nie polegajaca jednak na mnogosci dziel, a na wielosci stylistyk i rozleglosci obszarow, ktore udalo mu sie spenetrowac. Stad zapewne taka roznorodnosc okreslen jego osoby (zwlaszcza po smierci 14 stycznia 1999 roku): guru, prorok, alchemik teatru, genialny heretyk, poszukujacy bluznierca, rzemieslnik... To ostatnie okreslenie lubilby Grotowski najbardziej, bo w jednym z wywiadow powiedzial: "Nie jestem ani uczonym, ani naukowcem. Czy jestem artysta? Chyba tak, raczej - rzeklbym - jestem rzemieslnikiem".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail