[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (15 listopada 2002)


Wiem, ze jestem
nieprzewidywalny

Z Tadeuszem Konwickim rozmawia Edward Zyman (dokonczenie)

Czesc I

Edward Zyman: - Czy Pana ciekawi odbior Panskiej tworczosci?

Tadeusz Konwicki: - Jestem zabobonny, wiec lekam sie, nie czytam o sobie recenzji ani esejow, krepuja mnie takze takie dorazne odglosy, ze ktos mowi: wie pan, czytalem, bardzo mi sie podobalo. Natomiast takie posrednie sygnaly, ze jestem czytany, ze cos dla jakichs ludzi znacze, oczywiscie sprawiaja mi przyjemnosc, utwierdzaja mnie, ze warto, inaczej przestalbym sie w to dawno bawic. Z tym, ze wie pan, ja nie patrze na notowania gieldy literackiej, co idzie, co dobrze sie sprzeda, zeby, jak to zazartowalem kiedys w Malej Apokalipsie, napisac tak, zeby latwo bylo przetlumaczyc na inne jezyki. Nigdy sie nie zajmowalem takim przygotowaniem handlowym tego, co robie. Moje zycie bylo pelne przenoszenia sie, roznych losowych przypadkow, tak ze nie mialem okazji przywiazac sie do tego, zeby miec pozycje, palacyk pod Warszawa, a nawet jakby dobrze poszlo, to wlasny samolot. Ide przez ten swiat, robie to, co chcialbym robic, zapisac cos ze swego losu.

- Niech mi Pan wybaczy, ale sluchajac tego nie moge wyzbyc sie pewnych watpliwosci. Pan jest przeciez autorem niezwyklej autoswiadomosci, ktorej chyba nie mozna posiasc bez kontaktu z mysla krytyczna. Jesli nie czyta Pan tekstow krytycznych o sobie, to z pewnoscia czyta Pan wypowiedzi o innych, czyli Pan ten jezyk krytycznych rozpoznan ma swietnie opanowany.

- Wszystkie swinstwa i oszczerstwa, ktore o mnie napisano, ktos mi zawsze relacjonowal, tak ze ja o sobie mniej wiecej wiem. Mowia, ze ja kokietuje, ale ja nie kupuje latwo czytelnika, nie przymilam sie. Wie pan, z tego okresu, o ktorym pan wspomnial, tego socrealizmu, stalinizmu wynioslem jedna nauke, ktorej scisle przestrzegam, bo pewnych regul jednak przestrzegam, nie jestem takim nonszalantem, ze bimbam na wszystko. Otoz mowilismy o zwodniczosci slowa. Nabralem urazu, zeby nikogo nie nabrac. Mam niechec do czynienia gestow wieszcza, przywodcy moralnego, intelektualnego, sugerowania komus, jak ma postepowac, jaki ma miec stosunek do zycia. Nabralem do tego sceptycyzmu i dlatego, komunikujac sie z czytelnikiem, zarazem go ostrzegam. Moje autokompromitacje na tym polegaja, ze ja mowie czytelnikowi: wez ode mnie informacje, ktore sie zgadzaja z twoja duchowoscia, z twoim systemem moralnym, z twoim kodeksem estetycznym; badz ostrozny! To, powiem zuchwale, czytelnika malo wyrobionego bardzo irytuje, bo on jest przyzwyczajony do czegos innego, ma jeszcze mentalnosc dawnych czasow, ze slowo pisane - Tolstoj, Dostojewski - bylo dla niego wyrocznia. Ja uwazam, ze w dzisiejszym swiecie czytelnik musi byc bystry, musi widziec wszystko dookola, z tej wielkiej masy informacji, impulsow wybierac to, co sie zgadza z jego wnetrzem. Ja mu w tym pomagam, sygnalizuje, ze mam jakies poglady, ale to sa moje poglady, ktore trzeba przyjac krytycznie.

- Czy Tadeusz Konwicki, autor "Kompleksu polskiego", "Malej Apokalipsy", "Rzeki podziemnej" i innych ksiazek, ktore w sposob bezkompromisowy pokazywaly rzeczywistosc peerelowska, ma okreslony stosunek do swych pierwszych ksiazek: "Rojstow", "Przy budowie"…

- Wladzy - dodajmy. Uwazam, ze jest to czesc mojego losu i mojej osobowosci. Nie naleze do tych artystow, ktorzy dzis opowiadaja o strasznych martyrologiach w PRL-u, a wiemy, ze im sie dosyc dobrze dzialo. Musi pan brac pod uwage, ze jestem z Wilna, a wilnianie sa strasznie honorowo wyczuleni. Wobec tego nie moge udawac, ze nie pisalem. Tak, to jest czesc mojej biografii i to jest sprawa czytelnika, czy on mnie w calosci akceptuje, jestem mu wtedy wdzieczny, a jak nie akceptuje , to tez dobrze, bo jest strasznie duzo ludzi piszacych i moze sobie wybrac innych. Moja biografia literacka jest zwiazana z moim losem, z moim zyciorysem, z tym wszystkim, z czym ja sie zmagalem, popelniajac bledy, wykazujac naiwnosc czy zbytnio respektujac otoczenie, wsluchujac sie z uwaga w ludzi, w ktorych wsluchiwac sie nie bylo warto. Cena jest taka, ze od jakiegos momentu, od wielu dziesiatkow lat, jestem sceptyczny. Jesliby ktos chcial popatrzec od strony ankietowej na moje ostatnie piecdziesiat lat, to zobaczylby, ze do niczego nie nalezalem, do niczego nie dolaczalem ani nie wskakiwalem z entuzjazmem, z okrzykami radosci. Trzymalem sie tego swojego wyobcowania, ktore bylo u mnie naturalne, losowe, bo ja wlasciwie sierota bylem. W swoim czasie na Wilenszczyznie bylem przekazywany z rodziny do rodziny. Ale ten kontekst wyobcowania tez jak gdyby mnie poganial, zeby sie w cos wlaczyc i zeby nie byc takim outsiderem, jakims takim emocjonalno-intelektualnym darmozjadem, ktory za frajer przez zycie idzie. To sa wszystko rzeczy skomplikowane, ale jestem taki, jaki jestem.

- Sprobujmy spuentowac nasza rozmowe. Czy jest w Panu jeszcze jakis niespelniony temat, jakas obsesja, ktora Pana nurtuje jako pisarza i rezysera?

- Moja obsesja jest to, ze siedze okrakiem na jakiejs skale, ktora dzieli dwie epoki. Mam bardzo intensywne uczucie, ze swiat dokonal skoku, nie szybkiej ewolucji, ale jakiegos skoku, takze w swiadomosci i mentalnosci. I to jest niezwykle ciezka sytuacja widziec ten swiat po tamtej stronie, swiat dziecinstwa, mlodosci, pewnych imponderabiliow moralnych, estetycznych, i widziec swiat, ktory jakby odcial sie od tego, co bylo, i idac za swoimi instynktami, przeczuciami, popedami buduje zupelnie nowa rzeczywistosc. To jest moja sytuacja, ktora jest dosyc uciazliwa. Ale na to nie ma rady. Mozna sie natomiast tylko pocieszac, ze wszystko to, czego doswiadczamy, jest niezwyklym wydarzeniem, przelomem, eksplozja historyczna. Moi dziadkowie tez bali sie na przyklad pociagu, ktory mial zupelnie zdemolowac swiat. Byl czas, kiedy w Anglii obowiazywal taki nakaz, ze przed jadacym samochodem musial biec czlowiek z choragwia, ostrzegajacy przed tym dziwnym zjawiskiem mechanicznym. Wiec jednym slowem odczuwam bardzo to, co sie stalo, ale i pocieszam sie tym, ze niejednokrotnie poprzednie pokolenia znajdowaly sie w podobnej sytuacji. Ale jednak czuje, ze to, co nadeszlo, jest bardzo osobliwe.

- Czy chce Pan sie z tym zmierzyc jako tworca?

- W kazdym razie na pewno nie oskrobie glowy na lyso, nie naloze spodni z krokiem w kolanach i nie bede mlodziezowcem. Nie bede szedl za tymi wszystkimi modami, ale jesli mnie cos dotknie, a tak moze byc, jak gdyby na wyzszym pietrze w zakresie spraw moralnych, transcendentnych, to moze cos napisze, cos zrobie, bo, jak powiedzialem, jestem nieprzewidywalny.

Wywiad autoryzowany,
Warszawa 28 pazdziernika 2002 r
.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail