GRAZYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
Moving
Out, wedlug pomyslu Twyli Tharp z muzyka i piosenkami
Billy'ego Joela. Rezyseria i choreografia: Twyla Tharp, scenografia:
Santo Loquasto, kostiumy: Suzy Benzinger, oswietlenie: Donald
Holder, dzwiek: Brian Ruggles z Peterem J. Fitzgeraldem. Spiewa
Michael Cavanaugh. Tancza: Benjamin G. Bowman (James), Elizabeth
Parkison (Brenda), Keith Roberts (Tony), John Selya (Eddie),
Ashley Tuttle (Judy), Scott Wise (Sergeant O'Leary). Premiera
24 pazdziernika w Richard Rodgers Theatre, 226 W. 47 St.,
przy Times Square.
Henryk Ibsen, Peer Gynt w adaptacji Bathsheby Doran.
Rezyseria: Andrei Serban, kostiumy: Isabel Rubio, oprawa plastyczna:
Mareille Bancou, muzyka: Edvard Grieg oraz piosenki Elizabeth
Swados, uklady taneczne: Livia Vanaver, oswietlenie: Beverly
Emmons, dzwiek: Janet Kalas. Wystepuja: Irene Alby, Gercek
Buyukagaoglu, Michael B. Downing, Troy Lavallee, Chris Erric
Maddox, Laura Nupponen, Lucy Kendrick Smith oraz inni studenci
wydzialu teatralnego w Columbia University. Przedstawienia
2-16 listopada w Theatre of the Riverside Church, Claremont
Avenue przy W. 120 St., Morningside Heights, Manhattan.
Sezon jesienny w pelnym biegu. Co tydzien odbywaja sie premiery sztuk i musicali w duzych salach przy Broadwayu, w srednich off-Broadwayu w Greenwich Village czy na Lower East Side oraz w licznych niewielkich i calkiem malutkich salkach off-off-broadwayowskich, porozrzucanych po calym miescie. Jak sie w tym galimatiasie rozpoznac? Bilety coraz drozsze, czasu jak zwykle malo. Co warte jest ryzyka czasu i wydatku?
Broadway oczywiscie ma niejako w swe geny wpisana sile przyciagania slynnymi nazwiskami czy blyskiem wystawnej oprawy, bedac magnesem dla najzwyklejszej naszej ochoty, by pozwolic sobie od czasu do czasu na rozpustna rozrywke. Mniejsze teatry kusza, bo przywoluja dawno nieogladane dziela z klasyki. Na przyklad swietnie zwykle sprawdzajacy sie Classic Stage Company obecnie wystawia Ghosts Ibsena z udzialem Amy Irving, a Pearl Theatre Company dramat Gottholda Lessinga Natan the Wise, na zmiane z zabawna komedia Olivera Goldsmitha z 1773 r. She Stoops to Conquer. Inne teatry zachecaja do wizyty, bo choc nie rozpoznajemy autora, przedstawienia wygladaja ciekawie ze wzgledu na tematyke czy obsade. Jeszcze inne osrodki teatralne wabia, bowiem wyrobily juz sobie swietna opinie i promieniuja pozytywna energia.
W tym kontekscie szczegolnie warto wymienic Ensemble Studio Theatre, corocznie przygotowujacy przeglad nowych jednoaktowek amerykanskich pisarzy, czy New York Theatre Workshop, gdzie w ubieglym sezonie odbyla sie nowojorska premiera sztuki Tony'ego Kushnera Homebody/Kabul, gdzie wiosna mozna bylo zobaczyc poetycki spektakl Vienna: Lusthaus Marthy Clarke z udzialem Elzbiety Czyzewskiej, a gdzie teraz, 11 listopada, rozpoczely sie przedstawienia Far Away, nowej sztuki Caryl Churchill, angielskiej pisarki, ktora uwazam za jedna z najlepszych, bowiem najodwazniejszych i najbardziej tworczych wsrod wspolczesnych dramaturgow. Istnienie takich "promieniujacych" osrodkow jak EST i NYTW jest sprawa niebywale wazna dla zycia kulturalnego miasta. Oferuja niezbedne oparcie dla artystow, a dla widzom daja otwarte zaproszenie do wspoludzialu w poszukiwaniach. Nawet jesli jakies przedstawienie sie nie spodoba, to zawsze moze byc cos ciekawego nastepnym razem.
Moj entuzjazm dla rewelacyjnej inscenizacji Medei spowodowal, ze wielki dramat grecki, pulsujacy jeszcze dzisiaj zywym echem, zawlaszczyl cala pazdziernikowa kronike. Tym razem wiec nieco inaczej: krotko, ale za to o kilku biezacych przedstawieniach, na ktore warto zwrocic uwage. Kazdy ze wspomnianych tu spektakli reprezentuje zupelnie odmienna kategorie teatralnych wydarzen, w sumie dajac pewien wglad w bogactwo mozliwosci. W bogactwo, bowiem wybor jest obecnie zachecajaco duzy. Nie tylko dlatego, ze "cos sie ciagle dzieje", o co w Nowym Jorku nigdy nie jest trudno, lecz ze dzieje sie coraz ciekawiej.
*
Na Broadwayu wyroznia sie w tej chwili widowisko taneczne Moving Out. Przygotowane przez Twyle Tharp do muzyki Billy'ego Joela jest jednoczesnie bardzo typowym i nietypowym musicalem. Typowym, bo pelno tu muzyki i tanca, pelno kolorowej, pulsujacej intensywnie energii. Nietypowym, bo odbywa sie prawie zupelnie bez slow (oprocz spiewanych slow piosenek) i prawie bez watku narracyjnego. Luk, jaki spina poszczegolne taneczno-piosenkowe numery jest minimalny i biezy ku opowiesci archetypalnej: mloda para licealistow, Brenda i Eddie kocha sie, kloci, godzi, nie godzi. On jest zazdrosny i wladczy. Ona chce byc niezalezna. Po rozstaniu z Eddiem, Brenda rozpoczyna bardziej udany romans z ich wspolnym przyjacielem Tonym.
Inna para, James i Judy, kocha sie bezkonfliktowo, slodko, w kontrapunkcie szczescia. Przynajmniej poki w ich mlode, beztroskie zycie gdzies na bezpiecznych obrzezach przedmiesc na Long Island nie wkracza brutalnie wojna w Wietnamie. Chlopcy ida do wojska. Dziewczyny czekaja na powrot przyjaciol, narzeczonych, mezow. James ginie, inni wracaja, lecz wojnie nikt nie wymknie sie bezkarnie. Juz nad nie tak mlodymi ciazy przeklenstwo nocnych koszmarow i narkotykow, bezsens zagubienia, wlasnej rozpaczy i spolecznego przygnebienia. Ale towarzyszy im takze nuta nadziei, wiara w nowa szanse.
Na taki kolaz rozdarc i tesknot skladaja sie piosenki Billy'ego Joela, z pasja i dzwiecznym glosem wyspiewywane przez Michaela Cavanaugha przy akompaniamencie swietnego zespolu pop-jazzowego. Sa wsrod nich tak znane We Didn't Start the Fire, She's Got a Way czy The Stranger, ze az trudno powstrzymac sie od zanucenia. Przypomnienie tych popularnych w latach 70-80. piosenek jest jedna z atrakcji Moving Out. Ale najwiekszym atutem jest czysta, porywajaca energia tanca w wysmienitym wykonaniu atletycznych i eleganckich tancerzy. Wielu z nich przyszlo do musicalu z czolowych zespolow baletowych, jak pelen wdzieku Keith Roberts, rewelacyjny John Selya i pieknie liryczna Ashley Tuttle z American Ballet Theatre. Wielu od lat wspolpracuje z Tharp. Wszyscy wytancowuja tutaj serce, zmory i marzenia w atrakcyjnym rytmie skokow, biegow i zygzakow, ostrych skretow i zderzen, typowych dla choreografii Tharp.
*
Na drugim biegunie teatralnego wachlarza chcialabym zasygnalizowac bardzo ciekawe przedstawienie przygotowane przez studentow wydzialu sztuk teatralnych na Columbia University. Pod kierunkiem Andrei Serbana, znanego z pomyslowych a czesto kontrowersyjnych inscenizacji greckich tragedii, Szekspira, Czechowa i Moliera, mlodzi artysci tym razem wzieli na warsztat wczesny tekst Ibsena, Peera Gynta. Jest to nie tyle zwykla sztuka, co skomplikowany i piekny poemat dramatyczny. Gdyby go wystawic w calosci, trzeba by zrobic osmiogodzinne przedstawienie, rzecz nie niemozliwa (m.in. porwal sie na to Ingmar Bergman), ale z pewnoscia ponad miare studenckiego przedsiewziecia.
Mlodzi artysci zmierzyli sie odwaznie z wyzwaniem rzuconym przez Ibsena. Wyszli z proby nie tylko z honorem, lecz wrecz z podziwu godnym sukcesem. Batshsheba Doran, odpowiedzialna za adaptacje, skrocila rozlegly tekst, skupiajac go wokol wyraziscie zaznaczonego watku dojrzewania Peer Gynta. Oszczedna scenografia zwraca uwage na slowo, lecz dodaje ladne akcenty wizualne. Serban i Livia Vanaver swietnie rozwiazali problem ruchu na scenie, nadajac skladny rytm chorowi zespolu i solowym glosom pojedynczych aktorow. Gra aktorska jest wyrazista i w dojrzaly sposob podporzadkowana potrzebom tekstu. Ogolna wymowa - bardzo czytelna i poruszajaca. Pytania stawiane przez norweskiego pisarza ponad wiek temu, brzmia zywo i szczegolnie znaczaco w ustach tych mlodych na na bezdrozach wspolczesnosci: kim jestem jako czlowiek? Jaka jest moje ludzkie "jadro"? Jak zyc, by zyc madrze, z sensem, zgodnie z przeznaczeniem?
*
I jeszcze slowo o gosciach. Wpadl do Nowego Jorku pod koniec pazdziernika na kilka dni zasluzony grecki Teatr Narodowy ze wstrzemiezliwym przedstawieniem Antygony Sofoklesa. Otarcie sie o sztuke z innych, dalekich miejsc czesto dziala ozywczo, wspomne wiec, ze w ramach festiwalu Next Wave w Brooklyn Academy of Music zapowiadaja sie ciekawie wizyty: grupy tanca nowoczesnego z Berlina Schaubühne am Leghniner Platz ze spektaklem Körper (13-17 listopada); wybitnego zespolu butoh Sankai Juku, z mistycznym rytualem-medytacja-pantomima Hibiki (Resonance from Far Away) (19-23 listopad). Bedzie tez mozna zobaczyc tam Macbetha w rezyserii Yukio Ninagawy, podobno rewelacyjnego rezysera japonskiego (4-7 grudnia).
Milo spotkac wsrod teatralnych gosci takze przybyszow z Polski. W dniach 7-9 listopada w "hip" osrodku The Kitchen imponujaco sprawni tancerze Slaskiego Teatru Tanca z Bytomia przedstawili licznie zebranej amerykanskiej publicznosci spektakl Straight into the Eyes w choreografii kierownika zespolu Jacka Luminskiego. Kilka dni wczesniej w sali Fashion Institute of Technology odbylo sie przedstawienie Zbrodni i kary wedlug Fiodora Dostojewskiego w wykonaniu dwoch krakowskich aktorow Henryka Talara i Macieja Stuhra. Zamiar adaptacji na scene dlugiej, wielowatkowej powiesci, jest sam w sobie, jak dobrze wiemy, ryzykowny. Chetnie wiec donosze, ze adaptacja byla inteligentna, rezyseria zgrabna, duet aktorski sprawny. Wieloletnie doswiadczenie Talara pozwolilo mu poradzic sobie z wymagajacym zadaniem naszkicowania paroma znaczacymi gestami kilka postaci, ktore dane mu bylo odgrywac. Z kolei mlody Stuhr oddawal wyraziscie, w narastajacym crescendo, cierpienia udreczonego wyrzutami sumienia Raskolnikowa.
Nie byla to uczta dla ducha czy dla zmyslow, ale rzetelne i ambitne przedstawienie. Aktorzy potrafili utrzymac uwage duzej, nieco niespokojnej sali przez dwie wymagajace godziny. To sie liczy. Jak liczy sie i to, ze ktos podjal sie ryzyka sprowadzenia nietypowego spektaklu, bez gwarancji kasowego sukcesu. Mimo renomy nazwiska Henryka Talara, nie bylo przeciez wcale pewne, czy sceniczna adaptacja Zbrodni i kary znajdzie tutaj widownie. Znalazla. Sala byla wypelniona do ostatniego miejsca. Cieszyl oko fakt, ze wiele bylo wsrod widzow ludzi mlodych - ladnych , szczuplych, dobrze ubranych, wyraznie czujacych sie w Nowym Jorku swobodnie, na swoim miejscu.
Szkoda tylko, ze wydarzeniu par excellence teatralnemu zabraklo wlasciwej, dbalej oprawy. Nie bylo zadnego programu, poza blaha ulotka z wizerunkami i nazwiskami aktorow. Nie moglam dowiedziec sie od nikogo nazwisk rezysera, tlumacza, czlowieka odpowiedzialnego za adaptacje tekstu. Nie sadze, by to byl znak nonszalancji czy niewlasciwych oszczednosci. Raczej niedopatrzenie, ktore jednak pewna ujme powadze calego przedsiewziecia przyniosly. Szkoda, bo aktorzy i inni wspolodpowiedzialni za calosc przedstawienia, jak i widzowie zasluguja na wyraz szacunku.
Smacznego indyka! I wielu jeszcze zlotych lisci.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |