CZESLAW KARKOWSKI
Piekno ode mnie wychodzi
Spotkanie
z Joanna Wezyk
Z
punktu widzenia emigranta z Polski, artysty z kraju przebywajacego
w Stanach Zjednoczonych, Joannie Wezyk swietnie sie w Ameryce
powiodlo. Coz trzeba wiecej - niemal na poczatku drogi w USA
nawiazala kontakt z prestizowym wydawnictwem, uzyskala kontrakt
na ksiazke, uruchomila wlasny teatrzyk, z ktorym wystepowala
nawet w Bialym Domu, dostala nagrode za publikacje...
Druga strona medalu jest inna - twierdzi Joanna Wezyk. -
Byla to moja pierwsza ksiazka, nie mialam zadnego doswiadczenia.
Redaktorzy wtracali sie do tego, jak i co mam rysowac, a ja
pokornie ustepowalam. Wydawalo mi sie, ze zlapalam Pana Boga
za nogi. Z dzisiejszego doswiadczenia wiem, ze na poczatku
wydawnictwa strasznie zniewalaja artystow, co tu duzo mowic,
wykorzystuja ich. Dopiero kiedy artysta staje sie bardziej
znany, wtedy dostaje wieksze pieniadze, moze narzucic wlasna
wizje i swoje warunki. Przygotowano mi cala liste, gdzie mam
jezdzic z promocja tej ksiazki. Bylo to szalenie czasochlonne,
a poza tym bezplatne. Wydawnictwo na tym korzystalo, bo mialo
darmowa promocje. Spotkania z czytelnikami byly sympatyczne,
ale nie przynosily dochodow, nie pozwalaly mi sie takze rozwijac
artystycznie.
Rownoczesnie malowalam wreszcie dla siebie, bo wyjechalam z Krakowa i wyzwolilam sie od presji srodowiska bardzo krytycznego, bardzo hermetycznego. Zaczelam robic to, czego absolutnie nie wolno by mi bylo robic w Krakowie - poczawszy od abstrakcji, a na hiperrealistycznych obrazach skonczywszy. Wyjechalam na pol roku do Kalifornii i na "Dziki Zachod". Robilam tam zdjecia, zapelnilam dziesiatki szkicownikow i pamietnikow. Po powrocie malowalam sporo obrazow kalifornijskich. To byla moja wielka przygoda ze swoboda malarska. Nawet nie wiedzialam, jak mocno bylam zduszona przez krakowska atmosfere.
Na studiach specjalizowalam sie w ilustracji dla dzieci. Jest to sztuka trudna, ale mnie przychodzila latwo. Od poczatku nie mialam z nia trudnosci. Ilustracja dla dzieci w Polsce stala na wysokim poziomie. Wychowywalam sie na tych ksiazkach, na bajkach dla dzieci przepieknie ilustrowanych przez wybitnych polskich artystow.
W domu raczej nie chciano myslec o mojej malarskiej karierze, ja zreszta tez nie, stad tez nie poszlam do liceum plastycznego, ale do zwyklego, choc bardzo dobrego gimnazjum w Krakowie. Pochodze z domu naukowcow, gdzie nauka byla sprawa najwazniejsza, zas sztuka - zajeciem malo powaznym.
Przyjechalam do Nowego Jorku na chwile. Ciagle slalam do szkoly prace, wyslalam im swoja ksiazke tutaj wydana, mowilam, ze wroce. Nigdy jednak nie wrocilam - urodzily sie tutaj moje dzieci, zaczelam stosunkowo szybko zyc z malarstwa, wlozylam ogromna prace w to, zeby tu zaistniec.
Po przyjezdzie do Ameryki wzielam sie za ilustracje. Zaczelam szukac agencji, ktora pomoglaby mi zdobyc zamowienie na ilustracje do ksiazki dla dzieci.
Wlasciwie bardzo szybko udalo mi sie. Otrzymalam kontrakt z Macmillan Publishing Co. Mialabym ich wiecej, gdyby nie to, ze wydawnictwo przeszlo rozmaite koleje losu, przejmowane bylo przez inne domy wydawnicze, ktore laczyly sie i dzielily. Pozmieniali sie ludzie, lacznie z dyrektorami od spraw sztuki i redaktorami.
Cieszylam sie, ze ksiazka Marushka's Egg ukazala sie, trafila na liste bestsellerow New York Timesa, byla wielokrotnie nagradzana.
Potem zrobilam do tego teatrzyk kukielkowy, co bylo moim innym niezrealizowanym marzeniem jeszcze z Polski. Wystepowalismy dwa razy, w tym w Bialym Domu.
Zanim dostalam sie na stale do pierwszej amerykanskiej galerii, mialam na koncie chyba z 50 wystaw. Spotykalam sie od poczatku z wieloma artystami. Wszyscy mi mowili: nie dostaniesz sie do zadnej galerii tak z ulicy. Musisz miec liste wystaw, musisz cos soba reprezentowac.
Na ogol ludzie zniechecaja sie po paru nieudanych probach.
Joanna Wezyk nie zrezygnowala, przebila sie. Uwazana jest za jedna z polskich artystek, ktore najlepiej poradzily sobie w USA.
- To nieprawda. Wydawalo mi sie, ze weszlam w ten swiat, kiedy podpisalam kontrakt z galeria Ambassador na SoHo, dzis juz nieistniejaca. Zwiazana bylam z nia okolo pieciu lat. Warunki byly mordercze. Ambassador mial filie na Florydzie, a ja zobowiazalam sie dostarczac plotna na wystawe raz na kwartal dla obu. A potem zaczeli robic druki z moich obrazow i sprzedawac na wlasny rachunek, z pominieciem mnie. Istnieja galerie, ktore powstaja na pewien czas tylko. Zyja glownie z turystow. Po 11 wrzesnia ub. roku upadlo ich chyba z 70 procent, bo skurczyl sie ruch turystyczny. Zostaly te, ktore maja stala klientele.
Wiele razy wydawalo mi sie, ze jestem bardzo blisko sukcesu. Kariera jest wazna, ale tak naprawde to interesuje mnie tylko obraz, ktory mam w danej chwili na sztalugach, zeby byl po prostu dobry. I wierze, ze dojde tam, gdzie mam dojsc.
Natomiast przez to ciagle poszukiwanie po prostu uswiadamiam sobie, ze to nie jest dla mnie miejsce i nie jest to tez to, co mam w zyciu robic. Tak bylo z ksiazka, i tak bylo z SoHo. Wydawalo mi sie, ze jak juz tam bede, to wlasnie bedzie to. Tymczasem zmeczylo mnie malowanie dziesiatkow tych samych obrazow.
Mozna bylo sadzic, ze Joanna Wezyk dobrze sie w tym czuje - w seriach, jak kwiatowa czy wnetrza. Sa doskonale i widac, ze te plotna rowniez i ja, jako malarke, ciesza. Jakby nie byla w stanie wyczerpac artystycznie wszystkiego w jednym dziele, stad podejmuje ciagle od nowa starania uchwycenia tej tematyki, proby innych ujec, odmiennych podejsc, stad zmiana kolorystyki, zmiana atmosfery, nastroju kompozycji, zestawien barwnych.
- Galerie nie chcialy tych obrazow brac. Pozwolono mi je pokazac przy okazji innych wystaw. A ja przez lata nie mialam odwagi, zeby po prostu wziac sztalugi i malowac cos dla siebie. Zwiazana bylam kontraktem. Poza tym mialam dwojke malych dzieci, totez bylam zachwycona, ze moge pracowac i zarabiac na wlasnej sztuce.
Nie jestem dobra w komercyjnym nurcie. Krakow w metaforycznym sensie ciagle nade mna ciazy: "Co oni tam powiedza o mnie?".
Artystyczny rozbrat z Polska jest bardzo trudny. Na razie go wzielam, choc od dawna planuje wyjazd i zrobienie tam wystawy. Bardziej dla siebie samej niz dla innych. Jest wiele powodow, dla ktorych nie moge na razie robic wystaw w Polsce - pomijajac przyczyny osobiste, dzieci, dom; i finansowe - bo to przeciez ogromne przedsiewziecie, trzeba dodatkowo namalowac 20-30 obrazow dla Polski. Nie powiem, ze cos innego, ale zeby bylo to cos specjalnego, zebym byla z nich dumna i w pelni przekonana, ze sa dobre.
Skad wiedziala, co nalezy robic w tym swiecie?
- Od poczatku mowili mi i Polacy, i Amerykanie, ze "sie nie da". Trzeba zapomniec o malarstwie. Nie moglam uwierzyc w to, ze w Nowym Jorku, gdzie sa tysiace galerii, nie ma miejsca dla mnie. Probowalam wiec. Przygotowalam portfolio. Zaczelam szukac, gdzie moglabym wystawiac swoje prace; jednym z takich miejsc stal sie konsulat. Dowiadywalam sie od znajomych o innych mozliwosciach, a to gdzies byl jarmark (country fair), gdzie moglam sie zaprezentowac, to znowu w kosciele jakas wystawa, w bibliotece. Spotkalam wtedy bardzo wielu wspanialych, zyczliwych ludzi, ktorzy pomogli mi w pierwszych amerykanskich wystawach. Rozmawialam z kilkoma wlascicielami galerii na SoHo. Moje obrazy chwalono, ale wraz ze stwierdzeniem, ze nikt ich nie kupi, odsylano mnie. Nie moglam tego zrozumiec: chwala moja sztuke, zarazem twierdza, ze nikt moich prac nie kupi.
Po tych doswiadczeniach przyszlo i drugie, bardzo negatywne: w galeriach panuje raczej niski poziom sztuki, przynajmniej w porownaniu z tym, co widzialam w Polsce. Bylam tym zaskoczona, ale to tez wynikalo z braku wiedzy o tym kraju. Mowilam sobie: "Jestem dobra, ale nie wiem, jak tam sie dostac". Do tej pory wlasciwie nie wiem, na czym sukces polega. Podejrzewam, ze sklada sie nan wszystko: i talent, i praca, i szczescie, i pieniadze, i promocja, i ludzie, i cos jeszcze, co artystow prowadzi.
Joanna Wezyk ma ogromny talent, ale szczegolnie imponujaca w niej jest gotowosc do ciezkiej pracy. A zatem trzeba miec charakter, aby z posiadanego talentu zrobic wlasciwy uzytek.
- Obecnie reprezentuje mnie 12 galerii. Zarabiam dobrze. Ale osiagnelam to bardzo ciezka praca. Musialam zarabiac tutaj poczatkowo na zycie, niekiedy do 5 nad ranem malowalam. Musialam sie tez zajac dwojka moich dzieci.
Praca dla galerii Ambassador tez byla katorznicza. W wiekszosci przypadkow tak jest, tylko nikt z postronnych tego nie widzi, nikt o tym nie mysli. Jestem bardzo pracowita, to fakt - cecha, ktora wpajali mi od dziecinstwa rodzice, zwlaszcza ojciec.
Zerwalam z Ambassadorem kontrakt, to i galeria sie zamknela. W tym czasie mialam inne oferty, bo galerie, w ktorych zostawialam swoje obrazy, sprzedawaly je. Wrocilam do trzech swoich starych galerii.
Nie meczy mnie to, ze nie jestem zbyt awangardowa, ze moje malarstwo ma "tradycyjny" charakter, bez konceptualnych chwytow, bez autotematyki, bez nowoczesnych pomyslow. Kiedys mnie to meczylo, i to bardzo. Ale mi przeszlo. Nadal w wielu przypadkach w Polsce mysli sie w kategoriach romantycznych o artyscie, a jesli sprzedaje on swoje obrazy, to znaczy jest tworca komercyjnym, a zatem wlasciwie nie jest artysta.
Ale maluje sie przeciez dla ludzi, bo to oni chca miec cos pieknego na scianie. Sprawia mi radosc, ze to piekno ode mnie wychodzi.
Kolor
odgrywa dominujaca role w obrazach Joanny Wezyk. Mozna odniesc
wrazenie, iz tematyke dobiera ona do kolorystyki. Widzi przede
wszystkim barwy, a dopiero potem - przedmioty.
Oprocz koloru jednak jest tez i jakas idea. Jej malarstwo jest ciaglym portretowaniem ludzi, bo przeciez kwiat czy bukiet jest substytutem czlowieka, jego duszy, usposobienia; wnetrza mieszkan moga tez byc wnetrzem czlowieka. W sztuce tej niewatpliwie nawiazuje do Vermeera, ktory malowal kobiety we wnetrzach. Do jej ulubionych malarzy nalezy rowniez Pierre Bonnard i Villard. W mlodosci pozostawala pod ogromnym wplywem Gustava Klimta. Z wyjatkiem holenderskiego mistrza pozostali kladli ogromny nacisk na dekoracyjna wartosc dziela malarskiego, jego ozdobny charakter. Jako rzecz do powieszenia w mieszkaniu, ma cieszyc oko i dusze.
- Malujac kwiaty po prostu wyzywam sie kolorystycznie, natomiast malujac wnetrza potrzebuje spokoju i ciszy. Na dobra sprawe moge to zrobic czarno-biala farba.
Znajdujemy na jej plotnach cale bukiety "kwiatow polskich". Choc dla malarki plotna te stanowia przede wszystkim doswiadczenie kolorystyczne, to jednak nie sposob oprzec sie wrazeniu, iz mamy do czynienia ze swoistym plastycznym nawiazaniem do emigranckiego przezycia Juliana Tuwima, zawartego w jego znanym poemacie.
Na jej plotnach nie ma ani patriotycznej nostalgii, ani polskiej
zadumy. Sa natomiast kwietne uklady w jaskrawej, intensywnej
kolorystyce. Zestawienia nasyconych barw buchaja wrecz z kazdego
obrazu. Kwiaty stanowia dla Joanny Wezyk nie tylko pretekst
do afirmacji przyrody w jej najwspanialszym wydaniu, ale przede
wszystkim okazje do sprawdzenia wrecz "dzikich" (w sensie:
fowistycznych) kompozycji barwnych. A jesli dodamy do tego
ozdobne, wymyslne wazony, w ktorych bukiety umieszcza, otrzymamy
w sumie obrazy, ktore moga sie podobac i sa zarazem artystycznie
wyrafinowane.
Plotna te, jak i cala tworczosc (rowniez ilustratorska) doskonalej artystki cechuje starannosc wykonania, elegancja kompozycji, soczyste, intensywne barwy. Wezyk jest jakby niedzisiejsza, maluje ostrymi kolorami ekspresjonizmu czy fowizmu, plonace barwami bukiety kojarzyc sie nam beda z malarskim opracowaniem kwiatow polskich i ludowa kolorystyka, odbiorcy - z tym, z czym zwykle temat kwiatowy sie wiaze: z rozkwitem, przemijajacym pieknem, delikatnoscia i kruchoscia zycia, a zarazem bujnoscia i nieprzebrana uroda natury.
- Farbe nakladam na blejtram roznymi sposobami: szpachelka, palcem, kiedys naklejalam na plotnie rozmaite rzeczy. Przygotowuje blejtram, ktory maluje na bialo, nastepnie gruntuje go na czarno. Zaczynam wiec od czerni, z ktorej jakby wylaniaja sie barwy; wydobywam swiatlo z ciemnosci. Przez wiele lat malowalam sucha kredka, rysowalam szkice i z tego robilam pozniej obrazy. Probowalam wszelkich mozliwych technik z tego prostego wzgledu, ze w Polsce poczatkujacy artysta nie mial dostepu do dobrych farb, technicznego oprzyrzadowania artysty. Tutaj zachlystywalam sie poczatkowo wszystkimi dostepnymi srodkami. Potem na kilka lat rzucilam pastele, by zanurzyc sie w rozmaitych farbach i kiedy wrocilam do pasteli stwierdzilam, ze brakuje mi kolorow.
Joanna Wezyk wywodzi sie ze swietnej szkoly polskiego koloryzmu (studiowala na krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych pod kierunkiem Zbyslawa Maciejewskiego) i bezsprzecznie nalezy do znakomitych kontynuatorek tego nurtu. Koloryzm w jej wykonaniu to nie tylko deklaracja artystyczna, zgodnie z ktora o malarstwie stanowi przede wszystkim barwa, kompozycja kolorow, ale takze i glebsze przekonanie majace swietna tradycje w sztuce wspolczesnej, ze obraz ma przede wszystkim do spelnienia funkcje ozdobna; sztuka musi sie podobac, musi byc "ladna". Jej obrazy spelniaja ten postulat: sa piekne kolorystycznie. Zarowno w poprzednim, kwiatowym cyklu, gdzie latwo bylo o smiale zestawienia kolorystyczne, jak i w nowej serii wnetrz malarka przede wszystkim tworzy dziela estetyczne (w potocznym sensie), ozdobne, dekoracyjne - do podobania sie wlasnie.
Jej szalenie kolorowe mieszkania sa puste, choc zapelnione meblami. Brak w nich ludzi, co nasuwa natychmiast wrazenie symbolicznego wyrazu tych kompozycji. Wystroj duszy, kompozycja wnetrza czlowieka, ktora - jak pomieszczenie - ma swoj uklad, swa atmosfere, swoj styl, doskonale i w prosty zarazem sposob zostaje oddany za pomoca srodkow malarskich. Te wnetrza, choc bez postaci ludzkich, nie sa martwe - zyja, sa wyraznie czyims wnetrzem, kogos goszcza, kogos charakteryzuja.
- Ostatnio zaczelam sie interesowac tym, co robia w szkolach artystycznych w USA. Zapraszaja mnie na spotkania ze studentami. Podczas takich odwiedzin zauwazylam znamienna rzecz: przez lata nie moglam zrozumiec, ze amerykanscy artysci w moim wieku wystawiaja nie tylko w najlepszych galeriach nowojorskich, ale tez maja indywidualne wystawy w muzeach. My, przybysze, sila rzeczy takiej szansy nie mamy. Nikogo nie znamy, mamy za malo pieniedzy, nie konczylismy amerykanskich szkol. A jednak potrafimy sie przebic...
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |