[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (1 listopada 2002)


MARIA KORNATOWSKA

40. Nowojorski Festiwal Filmowy

Kadry nadziei

Tegoroczny festiwal, organizowany przez Film Society of Lincoln Center, byl jubileuszowy, co wcale nie znaczy, ze celebrowany z zadeciem, napuszony. Wprost przeciwnie. Jubileusz mial charakter skromny, powsciagliwy. Ale poziom tegorocznego NYFF byl rzeczywiscie wysoki, jubileuszowy. Nader trudny wybor, jakiego dokonuja czolowi krytycy pod wodza dyrektora programowo-artystycznego Film Society Richarda Peñi, okazal sie tym razem wyjatkowo trafny.

Pierwszy Nowojorski Festiwal odbyl sie w odleglym roku 1963. Na uroczyste otwarcie wyswietlono Aniola zaglady Luisa Buñuela. Inicjatorami i tworcami tego ambitnego przedsiewziecia byli dwaj wybitni krytycy: Richard Roud i Amos Vogel. "Jedynym kryterium doboru filmow jest ich jakosc" - powiedzial wtedy Roud. I ta zasada obowiazuje do dzis, choc zdarzaja sie rozne pomylki, wybory chybione.

Nie wrozono festiwalowi dlugiego zycia - odcinal sie od komercji, zajmowal bardziej kinem swiatowym niz rodzimym, nie przyciagal nagrodami, zapraszal raczej ciekawe indywidualnosci rezyserskie niz slawne gwiazdy aktorskie. A jednak przetrwal... "Mozna nie akceptowac naszych wyborow - powiedzial z okazji jubileuszu Richard Peña - jednak nie sposob nie zgodzic sie z faktem, ze reprezentuja one, moze niekiedy i kontrowersyjny, ale istotny punkt widzenia na to, co dzieje sie we wspolczesnym kinie".

Program tegorocznego festiwalu obejmowal 26 filmow pelnometrazowych i 17 krotkometrazowych z 25 krajow swiata. W kategorii krotkiego metrazu znalazl sie jedyny polski akcent - zgrabnie zrobiony, interesujacy psychologicznie film Davida Turnera Nie mam, nie dam, wyprodukowany przez lodzka szkole filmowa z finansowym udzialem Fundacji Kosciuszkowskiej.

Dwa najbardziej znamienne filmy czterdziestego NYFF to The Man Without a Past Fina Aki Kaurismäkiego i Talk to Her Pedro Almodovara.

The Man Without a Past byl najpowazniejszym kontrkandydatem Pianisty Romana Polanskiego do cannenskiej Zlotej Palmy. Kaurismäki zrobil film przejmujacy (acz niesentymentalny) o kondycji ludzkiej w swiecie coraz okrutniejszym, coraz brzydszym, coraz bardziej bezwzglednym. Bohater, ktorego imie i nazwisko poznajemy dopiero pod koniec filmu, pobity i obrabowany przez przypadkowych chuliganow traci pamiec. Skazany na smierc przez personel szpitala zmartwychwstaje jednak moca wrodzonego sobie instynktu zycia i dzieki pomocy zwyklych, dobrych ludzi. Niepojete wyroki Opatrznosci sprawiaja, ze nasz bohater - jak sie potem okazuje niezbyt szlachetny w owej wymazanej z pamieci przeszlosci - przeobraza sie w czlowieka przyjaznego ludziom, zdolnego do poswiecen, do czynnego uprawiania dobra. Odnajduje tez w sobie prawdziwa milosc do kobiety ani mlodej, ani atrakcyjnej. Film jest swietnie zrobiony, opowiedziany z iscie literackim talentem, odkrywa przed nami rzadko ukazywane rejony ludzkich poczynan i uczuc, wprowadza nowy gatunek bohaterow. Z pozoru naturalistyczny, The Man Without a Past tworzy swoista parabole - opowiesc o smierci i zmartwychwstaniu, o odkupieniu przez cierpienie, przez meke, o walce ze zlem tego swiata, walce, ktora kazdy z nas musi podejmowac na wlasna reke i odpowiedzialnosc. Nawiasem mowiac, istnieje dziwne podobienstwo miedzy myslowo i artystycznie dojrzalym dzielem Kaurismäkiego a Edim - debiutanckim filmem mlodego polskiego rezysera Piotra Trzaskalskiego. Podobienstwo specyficznej wizji rzeczy, a nawet pejzazy i ludzi. Byc moze kino europejskie probuje zasugerowac swojej widowni jakas mozliwosc wyjscia z kryzysu, w jakim pograzyla sie ludzkosc. Byc moze to wlasnie owa najbardziej masowa i najbardziej sprzedajna ze sztuk probuje zaszczepic w nas iskierke nadziei, iskierke wiary w nas samych, w szlachetnosc, ktora gdzies tam kielkuje na dnie naszych dusz. The Man Without a Past jest nader charakterystyczny dla nurtu tegorocznego festiwalu zwroconego w strone dzisiejszej rzeczywistosci, w strone tego, czym zyje i jak zyje czlowiek naszych czasow.

Inaczej Almodovar. Talk to Her zaglebia sie w skomplikowana tkanke miedzyludzkich zwiazkow, ale nade wszystko fascynuje forma, odbiegajaca od narracyjnych zasad amerykanskiego kina. Film hiszpanskiego rezysera - moim zdaniem najlepszy w jego dotychczasowym dorobku, najdojrzalszy - zbliza sie do poszukiwan wspolczesnej prozy, zmierzajac w strone swoistego eseju. Almodovar zdecydowanie zrywa z linearnoscia opowiadania, nie leka sie "zawieszac" glownej akcji na rzecz "obcych wstawek": niemego filmiku, fragmentow spektaklu Piny Bausch, piosenki Gaetano Veloso itd. Talk to Her, co warto podkreslic, jest filmem o potrzebie kochania i rozumienia kobiet, o tym, ze nalezy je piescic, mowic do nich i wsluchiwac sie uwaznie i cierpliwie w ich glos. Ciekawe, ze to jak najbardziej sluszne, a jakze ostatnio niepopularne przeslanie glosi artysta przynalezacy do tzw. mniejszosci seksualnych. Oto kto dzis naprawde rozumie kobiety!

Monday Morning, francuski film madrego Gruzina Otara Josselianiego. Dowcipny, inteligentny, pelen wdzieku. Z ducha Buñuela, podszyty anarchiczna miloscia zycia, zachwytem dla jego nieprzewidywalnych urokow. Film o niemozliwej, ale za wszelka cene pozadanej wolnosci, o rutynie codziennosci i imperatywie ucieczki od jej monotonnych zasad. Film o naszym zniewolonym istnieniu, z ktorego choc na moment probujemy sie wyrwac uciekajac do Wenecji albo na Wyspy Szczesliwe. Doradzam kazdemu obejrzenie tego uroczego filmu, jak tylko dotrze na nowojorskie ekrany. Przywraca wiare w zycie, wyzwala i napelnia radoscia niczym gruzinskie wino lub francuski szampan.

Paradoksalnie, to kino francuskie, a nie amerykanskie czerpie soki z roznych kultur, karmi sie nimi, rozwijajac tym sposobem swoje wlasne mozliwosci. Divine Intervention francusko-palestynski film Elii Sulejmana zdaje sie laczyc w sobie obie wspomniane przeze mnie tendencje festiwalu. Ukazuje skomplikowany, niejednoznaczny obraz tego, co dzieje sie w okupowanej strefie Izraela, zarazem zas wyprobowuje nowe rozwiazania formalne, ktore pozwolilyby lepiej wyrazic powiklana rzeczywistosc. Nie ma wlasciwie w tym filmie fabuly, znow ogladamy cos na ksztalt eseju. To, co wyobrazone, pomyslane, miesza sie z tym, co realne. Bardzo osobisty, bardzo ciekawy film. Widac charakter pisma autora.

Waiting for Happiness Abderrahmane Sissako, film maurytyjsko-francuski. Poetycki obraz egzystencji w wiosce zagubionej wsrod piaskow pustyni. Starzec i dziecko - niby banal, ale przeciez wzrusza. Osobnosc i wszechobecna globalizacja. Nowoczesnosc i tradycja. Trwanie w miejscu i pragnienie ucieczki. Do Paryza, oczywiscie.

Dwa interesujace dokumenty: Love and Diane, debiut Amerykanki Jennifer Dworkin, i Blind Spot - Hitler's Secretary Austriakow André Hellera i Othmara Schmiderera. Pierwszy film, najlepszy, moim zdaniem, z prezentowanej na festiwalu produkcji amerykanskiej, przynosi niekonwencjonalny obraz kobiet z dysfunkcjonalnej rodziny murzynskiej, walczacych z bieda, z przeciwnosciami losu, z narkotykami, z mechanizmami opieki spolecznej i slabosciami wlasnego charakteru. Drugi portretuje osobista sekretarke Hitlera, ktora chce zrozumiec siebie, swoja postawe z tamtych lat, chce zrozumiec dusze narodu, ktorego byla i jest czastka. Interesujaca kobieta, interesujacy film.

We francuskim filmie Claire Denis Friday Night nic sie wlasciwie nie dzieje. Nie ma akcji. Po prostu kobieta spotyka mezczyzne. Przez przypadek. Spedzaja ze soba noc. Dawno nie bylo na ekranach filmu nasyconego tak subtelnym erotyzmem. Dawno nie bylo tak intensywnej i dzialajacej na wyobraznie, bo opowiedzianej nie wprost sceny lozkowej.

I jeszcze jeden film godzien uwagi - juz na nowojorskich ekranach - Safe Conduct Bertranda Taverniera, rozdzial z dziejow francuskiego kina pod okupacja niemiecka. Autentyczne nazwiska, postacie o autentycznych pierwowzorach. Smakowity kasek dla kinomanow, ale tez ciekawa i znamienna opowiesc o kolaboracji i opozycji, o oportunistach i buntownikach. Znakomita obsada.

"Krotkosc czasu (a przede wszystkim miejsca, dodajmy) stoi na zawadzie", by zrelacjonowac choc pokrotce wszystkie pozycje festiwalowego programu.

Ogolnie mowiac, cos drgnelo w swiatowym kinie. Cos sie dzieje. Filmowcy podejmuja tematy czesto dotad traktowane jako kontrowersyjne, trudne, nieakceptowane przez szeroka widownie - przykladem irlandzki film Petera Mullana The Magdalene Sisters lub My Mother's Smile Marco Bellocchio. Odchodza od utartych, "sprawdzonych" punktow widzenia, od konwencjonalnych, zuzytych juz, jalowych sposobow opowiadania. Dotyczy to oczywiscie kina ambitnego, artystycznego, ale przeciez i w kinie komercyjnym odnajdujemy zwiastuny odnowy, a przynajmniej odswiezenia. Dowodem najnowszy film Jonathana Demme'a The Truth About Charlie.

Trzeba wiec spojrzec z optymizmem w przyszlosc. Przynajmniej kina.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail