[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (1 listopada 2002)


STANISLAW M. JANKOWSKI

Polskie orly
w Solymar

Jednych pochlonelo morze, innych nigdy nie znaleziono w lasach czy na pustyniach. Pozostalych chowano w roznych miejscach kilku kontynentow, m.in. na cmentarzach wojennych Wielkiej Brytanii, Francji, Wloch, Niemiec, Jugoslawii, Polski...

Cmentarzy jest kilkaset; jedne dla roznych rodzajow broni, tylko z lotniczymi kwaterami, inne - jak w wegierskiej miejscowosci Solymar - przeznaczono wylacznie dla poleglych alianckich lotnikow.

Blisko stad do Budapesztu

Z Budapesztu wyjechalismy dwadziescia minut temu i jeszcze mi sie wydaje, ze widze przedmiescia stolicy Wegier, a przeciez powietrze jest tutaj zupelnie inne, ruch na drodze niewielki, a krajobraz wprost zacheca do spacerow. Z dr. Konradem Sutarskim, przewodniczacym Ogolnokrajowego Samorzadu Mniejszosci Polskiej na Wegrzech, dochodzimy do furtki prowadzacej na Brytyjski Cmentarz Wojenny w Solymar. Nie jest zamknieta, wiec po chwili jestesmy na rowno przystrzyzonym, zadbanym - jak caly cmentarz - trawniku. Wyrasta tutaj z ziemi dwiescie identycznych nagrobkow, ustawionych rownymi szeregami w kilku grupach, jak zolnierskie pododdzialy przygotowane do przegladu. Dostrzegam na kamieniach godla Wielkiej Brytanii, Kanady, Nowej Zelandii i innych krajow, na wielu nagrobkach wykuto polskie orly. Pod nimi nazwiska lotnikow z "mojej" eskadry. Mojej? Tak, bo przed kilku laty napisalem ksiazke o jednej z zalog - 1586 Special Duty Flight, czyli Eskadrze Specjalnego Przeznaczenia. Jej samoloty dostarczaly bron i zaopatrzenie do wielu miejsc walczacej z nazistami Europy. Z bazy we Wloszech lataly ze zrzutami takze dla Armii Krajowej, a zaslynely z brawurowych dzialan podczas niewiarygodnie niebezpiecznych operacji specjalnych w czasie powstania warszawskiego.

Startowali z Campo Cassale

Jest przedostatni rok drugiej wojny swiatowej. Kazda z maszyn eskadry 1586 ma za soba rozmaite klopoty i nieprzewidziane sytuacje. Wielu lotnikow nie wierzy, ze to, co przezyli, moglo sie wydarzyc, a oni znowu wzbijaja sie w powietrze. Halifax z numerem JP-283 G mial pecha 30 maja. Zaciely sie wyrzutniki, wiec tylko 6 z 12 zasobnikow poslali na ziemie. Gorzej bylo 25 lipca, gdy ostrzelani, nie wykonawszy w ogole zadania, musieli wrocic do Campo Cassale. Nie zapomna takze 26 lipca, gdy wracali wsciekli, bo z wyznaczonego miejsca nie pojawil sie sygnal, ze zrzut jest oczekiwany.

Startujac 1 sierpnia obiecuja sobie wykonac zadanie w stu procentach i zameldowac sie z powrotem po dziesieciu godzinach. Tego dnia w powietrze nad baza wzbija sie 11 samolotow wyznaczonych do zaopatrzenia oddzialow Armii Krajowej na terenie obszaru warszawskiego AK oraz okregow Lodz i Radom-Kielce. Mialy leciec jeszcze dwie maszyny, ale w jednej peka przy starcie opona, a druga nie moze sie poderwac z powodu zle podlaczonych zbiornikow.

Halifax pilotowany przez Wolskiego tym razem nie zawodzi. Na placowke o kryptonimie San, polozona 27 kilometrow na poludniowy wschod od Skierniewic, spada 9 zasobnikow i 12 paczek. Pilot kieruje samolot z powrotem do Wloch. Omijaja Budapeszt z daleka, zeby nie narazic sie na ogien baterii przeciwlotniczych i nagle na ogon polskiej maszyny wchodzi nocny mysliwiec, czatujacy nad Wegrami na alianckie samoloty. Niemieckie pociski trafiaja w halifaxa. Wybucha pozar. Jedyny ratunek w spadochronach. Ranni nie maja szans, w powietrzu pojawia sie pieciu lotnikow z liczacej siedem osob zalogi. Zdazyl wyskoczyc radiotelegrafista, sierzant Bazyli Chmaruk.

Widzialem spalonego halifaxa

"Prawe skrzydlo palilo sie, a w kadlubie pelno plomieni, bo zapasowe zbiorniki, mimo ze byly puste, wybuchly, gdy dostalismy serie - zapamieta radiotelegrafista do konca zycia. - Dalem nurka przez plomienie i uratowalem sie na spadochronie. Po wyladowaniu uciekalem i bieglem przez pola na poludnie. (...) Postanowilem uciekac nocami, bo kazda osoba jakby mnie zobaczyla tak osmalonego, to na pewno bylbym podejrzany. Wszedlem w pole kukurydzy, polozylem sie i zasnalem. Okolo 14:30 pluton zandarmerii wegierskiej znalazl mnie spiacego. Wzieli mnie do Szentes, najpierw furmanka przez polne drogi, a potem motocyklem z przyczepa. Wartownik siedzial za kierowca, dowiedzialem sie od niego - bo byl wegierskim Slowakiem - ze dwoch zostalo zabitych. Ze lzami poprosilem, ze chce ich zobaczyc. Zgodzili sie i zboczyli kilka kilometrow z trasy. Widzialem kawalki spalonego halifaxa i dwa ciala nie do rozpoznania; tylko po ubraniach moglem ich rozpoznac, ze to byli Lewandowski i Szejnowski. Zawiezli mnie zandarmi na policje w Szentes, tam spotkalem reszte zalogi".

Mechanika pokladowego, plutonowego Pawla Szejnowskiego oraz bombardiera, sierzanta Jana Lewandowskiego pochowano wlasnie w Solymar. Nie ma niestety na tablicy informacji, ze sierzant byl kawalerem srebrnego Orderu Virtuti Militari, a takze w czasie wojny odznaczono go czterokrotnie Krzyzem Walecznych.

Smierc czeka nad Wegrami

Na tym samym cmentarzu pod Budapesztem leza rowniez lotnicy zestrzeleni podczas operacji zaopatrzeniowych w sierpniu i wrzesniu l944 roku, gdy z Campo Cassale samoloty ruszaly na pomoc warszawskim powstancom. Halifax JD-362 E byl jedna z maszyn startujacych wieczorem 13 sierpnia. Z powodu defektu silnika mogla doleciec tylko nad Mielec. Tam zawrocila, a ladunek zaloga musiala wyrzucic nad Albania, bo inaczej samolot nie dociagnalby do bazy. Ponownie poszli w powietrze 17 sierpnia, ale nie udalo sie odnalezc placowki odbiorczej,wiec zasobniki i paczki zrzucili "na dziko" w rejonie Nowego Sacza. Probowali wystartowac 20 sierpnia, ale uniemozliwila to awaria. Nad Warszawa mogli sie pojawic dopiero 21 sierpnia. Sunac nisko nad ulica Marszalkowska poslali akowskim oddzialom 12 paczek i 9 zasobnikow. Wrocili dumni, nareszcie zadanie wykonane, chociaz Niemcy walili do halifaxa ze wszystkiego, co w tym rejonie moglo strzelac. 24 sierpnia znowu start. Nad okupowana Polske rusza tego wieczoru szesc halifaxow ze sprzetem i bronia dla oddzialow Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej. Pilotujacy halifaxa JD-362 E sierzant Reinhold Tyrol wiekszosc ladunku zrzuca nad placowka, a tylko dwie paczki w innym miejscu. Maszyna wraca mocno postrzelana nad Modlinem i nastepnie nad Wegrami, ale uszkodzenia udaje sie naprawic. 26 sierpnia za sterami siada porucznik Jan Radwan-Kuzelowski. Nad Warszawe jednak nie dolatuja, bo w okolicach Budapesztu trafiaja samolot pociski artylerii przeciwlotniczej. Halifax spada pod miasteczkiem Bacskobod. Ginie cala zaloga; obok pilota rowniez sierzanci Karol Walaszek, Leon Witkowski, Tadeusz Ogrodnik i Edward Jodis, a takze porucznik Kazimierz Sorowka (bombardier) i najstarszy z Polakow, nawigator Stefan Kleniewski.

Na cmentarzu w Solymar zostana pochowani obok siebie, a dzisiaj ich nazwiska mozna przeczytac idac przez sektor 4 w rzedzie oznaczonym litera B.

General "Bor" dziekuje

Kilka metrow od chlopcow z zalogi porucznika Radwana-Kuzelowskiego spoczeli piloci halifaxa z numerem JN-895 B. W sierpniu l944 r. mieli dwukrotnie wiecej szczescia, bo przeciez kazdy z lotow nad Warszawe mogl skonczyc sie tragicznie. 13 sierpnia halifax JN-895 B nie wystartowal z powodu usterek technicznych, a 14 sierpnia musial zawrocic po dwoch godzinach lotu. Byc moze uratowali zycie, bo straty tej nocy siegnely ponad 30 procent. Zestrzelonych zegnala depesza wyslana przez dowodce Armii Krajowej. "Walczaca Warszawa sle bohaterskim lotnikom slowa podzieki i uznania", napisal Tadeusz "Bor" Komorowski.

Halifax JN-895 B ruszyl nad Warszawe takze 26 sierpnia, po blisko tygodniowej przerwie w lotach zaopatrzeniowych. Sposrod startujacych samolotow trzy w ogole nie wykonaly zadania, a maszyne z numerami JN-895 B dopadl niemiecki nocny mysliwiec. Eksplodowala nad Wegrami ok. godziny 21:30 w okolicy miejscowosci Lajosmizse. Obok pilota st. sierzanta Jozefa Worocha zgineli sierzanci: Jan Kantowski, Wlodzimierz Augustyn, Ludwik Wantulok, Alfred Szmigielski, Bronislaw Klosowski i Rudolf Majewski. Ich nazwiska zapisano na kamiennych nagrobkach na solymarskim cmentarzu w rzedzie D w sektorze numer 4.

Zasobniki leca na Marszalkowska

Czytajac nazwiska na nagrobkach, w pewnej chwili znowu natrafiam na Polakow. Przy nazwisku pilota Mieczyslawa Walczyka widac litery F/Sgt (Flight Sergeant). Ten stopien w lotnictwie brytyjskim to odpowiednik polskiego starszego sierzanta. W zbiorowym grobie z numerem l0 w sektorze 1 razem z Walczykiem pochowano bombardiera Wawrzynca Blazejewskiego, nawigatora Michala Baworowskiego, radiooperatora Mieczyslawa Lojasa, strzelcow Ernesta Polaczka i Stanislawa Paetza. Spoczywa z nimi mechanik pokladowy Tadeusz Kazimierz Banasik, najstarszy z zalogi, wczesniej latajacy w dywizjonie bombowym 300. Poprosil o przeniesienie do Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, bo chcial byc blizej Warszawy. Byli nad miastem w nocy 12/13 sierpnia ze zrzutem na plac Krasinskich. Halifax JP-180 A wykonal zadanie, mimo zlej widocznosci, oslepiania przez reflektory i lawiny ognia z niemieckich karabinow maszynowych. Trzy dni pozniej zrzucali zasobniki nad Puszcza Kampinoska, a w nocy 20/21 sierpnia nawet nad Marszalkowska w Warszawie. Do bazy maszyna wrocila mocno postrzelana. Poderwano ich do nowej operacji 1 wrzesnia. Wystartowalo siedem samolotow, ale halifax pilotowany przez Mieczyslawa Walczyka do Warszawy niestety nie dolecial. Nad Wegrami, w okolicy miejscowosci Jaszfenyszar maszyna runela na ziemie. Nikt z zalogi nie zdazyl wyskoczyc.

Znaleziono ich w roku l946

"Z 20 samolotow wyslanych tej nocy na operacje do Warszawy wrocilo 15. Ale tylko 12 dokonalo zrzutow, z czego powstancy otrzymali: w Srodmiesciu 3, na Mokotowie 2 i w Puszczy Kampinoskiej 2 zrzuty" - napisze Kajetan Bieniecki, badajacy bardzo dlugo i dokladnie historie i kulisy lotniczego wsparcia Armii Krajowej przez alianckie lotnictwo.

Wsrod pieciu maszyn, ktore ze wspomnianej operacji zrzutowej nie wrocily do Campo Cassale, byl rowniez halifax z numerem JP - 288 G, pilotowany przez pochowanego w Solymar starszego sierzanta Wlodzimierza Sergiusza Fedzinskiego.

Wystartowali przed godzina 20 w dniu 1 wrzesnia z bronia, amunicja i nawet z penicylina dla rannych powstancow. Mieli zaopatrzyc z powietrza oddzialy walczace w Srodmiesciu i na Mokotowie, a gdyby sie nie udalo - to na Zoliborzu. Pilotowany przez Fedzinskiego samolot rozwalily niemieckie pociski jeszcze w drodze nad Polske. Przekraczali Dunaj na polnocny zachod od Budapesztu, w tym miejscu samolot zaczal sie palic, a pozniej spadl w okolicy jugoslowianskiej wioski Csorva. Odnaleziono rozbita maszyne dopiero po wojnie i w roku l946 na solymarski cmentarz na Wegrzech, obok zwlok Wlodzimierza Fedzinskiego, przetransportowano szczatki podporucznikow Zbigniewa Jerzego Kozlowskiego i Tadeusza Lacha, sierzantow Witolda Pazdziora, Stanislawa Muchy, Franciszka Dziaduly i Boleslawa Podsiadlego.

Ostatni lot chorazego Wawrzaka

Podczas lotow nad Polske uzywano nie tylko halifaksow. Jest w Solymar siedem nagrobkow z nazwiskami lotnikow z liberatora KH-l01 R. Samolot byl nad Puszcza Kampinoska w nocy z 1 na 2 wrzesnia i dobrze wykonal zadanie, natomiast 10 wrzesnia poszlo gorzej. Dymy plonacej Warszawy nie pozwolily na precyzyjny zrzut, a nie chcieli zaopatrywac Niemcow. Zasobniki zrzucili nad Rzeszowem, z 12 az 11 znalezli partyzanci z oddzialow Armii Krajowej, a tylko paczki zniknely. Nastepna operacje zrzutowa wyznaczono na 13 wrzesnia, tym razem liberatora KH-101 R pilotowal podporucznik Edmund Rygiel. Do Warszawy nie dolecieli, bo pod ogien niemieckiej artylerii przeciwlotniczej dostali sie w poblizu granicy jugoslowiansko-wegierskiej, w rejonie miasta Madaras.

Obok pilota zgineli: porucznik nawigator Lucjan Woytanowicz, starszy sierzant Bernard Weber, chorazowie Edward Weinz i Roman Sikorski oraz sierzant Edmund Zielinski. A takze jeden z najstarszych lotnikow eskadry 1586 chorazy Boleslaw Wawrzak, rok urodzenia 1908. Mial za soba wiele lotow bojowych, podczas ktorych zasluzyl na Krzyz Srebrny Orderu Virtuti Militari i dwukrotnie na Krzyz Walecznych. Tych odznaczen nie dawano nigdy za sama obecnosc na pokladzie samolotu.

Kto tu przyjdzie 1 listopada?

Zamykam za soba furtke w murze otaczajacym cmentarz w Solymar. Doktor Konrad Sutarski, ktory przed laty kierowal w Budapeszcie Polskim Instytutem Kultury, opowiada o odwiedzaniu tego miejsca przez przedstawicieli naszej dyplomacji i wegierskiej Polonii. Cmentarzem opiekuja sie oczywiscie Brytyjczycy, bo to oni zadbali po wojnie o przeniesienie tutaj szczatkow zalog, pochowanych w roznych miejscach na Wegrzech, a nawet w Jugoslawii, ale jadac oficjalnie do Solymar zawiadamiaja o tym Polakow. - W rocznice wybuchu wojny we wrzesniu pojawiaja sie kwiaty i znicze - mowi Sutarski. - No i oczywiscie 1 sierpnia, w rocznice wybuchu powstania, bo przeciez ci chlopcy zgineli lecac na pomoc Warszawie...

Byc moze i 1 listopada - jak na wielu innych, nie tylko wojennych cmentarzach - ktos zapali znicz takze w Solymar, skad do Budapesztu jedzie sie dwadziescia minut...

-------------------

Przy pisaniu artykulu korzystalem m.in. z Ksiegi lotnikow polskich poleglych, zmarlych i zaginionych 1939-1945 Olgierda Cumfta i Kazimierza Kujawy oraz pracy Kajetana Bienieckiego Lotnicze wsparcie Armii Krajowej.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail