MAREK RUDZKI
Dwa pogrzeby
i trzy nagrobki
Jana Lechonia
W czerwcu br. minela 46. rocznica tragicznej smierci Jana
Lechonia. Mial dwa pogrzeby - w Ameryce i wiele lat pozniej
w Polsce. Mial tez dwa skromne nagrobki - na nowojorskim cmentarzu,
a potem na cmentarzu w podwarszawskich Laskach. Ostatniego
lata stanal w Laskach trzeci z kolei, tym razem naprawde piekny
i ostatni juz nagrobek. Warto przypomniec wydarzenia zwiazane
ze smiercia i ostatecznym miejscem spoczynku wielkiego poety.
Lechon odebral sobie zycie 8 czerwca 1956 r. wyskakujac z wysokiego pietra hotelu Henry Hudson (353 West 57 Street na Manhattanie). Okolicznosci jego smierci nie sa do konca wyjasnione, wiele przyczyn zlozylo sie na ten rozpaczliwy krok. Wiadomo natomiast, ze w ostatnich tygodniach zycia przechodzil silne, pogarszajace sie zalamanie nerwowe, w ostatnich dniach nie nocowal juz w swoim mieszkaniu. Poeta byl wspolpracownikiem polskiej sekcji Radia Wolna Europa w Nowym Jorku, prowadzil literackie dyskusje transmitowane do kraju. Ja rowniez pracowalem w tym czasie dla RWE jako tlumacz. Lechonia poznalem jeszcze w dziecinstwie przed wojna, byl zaprzyjazniony z moja rodzina, a zwlaszcza z wujem, Adamem Nagorskim. W Nowym Jorku, poza kontaktami towarzyskimi, spotykalismy sie bardzo czesto na terenie biura. Ostatni raz widzialem go 6 czerwca, dwa dni przed smiercia: "Mialem cos do zalatwienia w studiu. Odbywala sie wlasnie dyskusja literacka, ostatni z tych programow z udzialem Leszka. Za szklana szyba, w tak zwanej klatce, siedzieli Lechon, Wittlin, Hemar i Ziemowit Karpinski. Rozmawiali o teatrze emigracyjnym. Lechon zauwazyl mnie i uklonil sie. Uderzyl mnie jego wyglad. Byl blady, mizerny, spocony, trzesly mu sie rece. [...] Pomyslalem, ze musi byc naprawde chory"*).
Organizacja
pogrzebu, sfinansowanego przez Komitet Wolnej Europy za posrednictwem
nowo powstalej polskiej Bratniej Pomocy, zajeli sie Jerzy
Krzywicki i general Wincenty Kowalski. Uroczysta msze zalobna
w polskim kosciele sw. Stanislawa przy East 7th Street odprawil
w dniu 12 czerwca ksiadz pulkownik Franciszek Tyczkowski.
Wsrod pisarzy, artystow i przyjaciol Lechonia obecni byli
Kazimierz Wierzynski, Jozef Wittlin, Zdzislaw Czermanski,
Jerzy Krzywicki, Maria Kuncewiczowa i Maria Modzelewska. Spoleczenstwo
polskie na emigracji reprezentowali general Wladyslaw Anders,
ambasador Jozef Lipski, Adam Ciolkosz, Zygmunt Nagorski senior,
Stefan Korbonski, generalowie Wladyslaw Bortnowski i Wincenty
Kowalski oraz Tadeusz Machrowicz, kongresman. Kondukt zalobny,
liczacy kilkadziesiat samochodow, przejechal na cmentarz Calvary
w dzielnicy Queens. Nad otwartym grobem przemawiali, miedzy
innymi: ambasador Lipski i kongresman Machrowicz. "Ostatni
mowil Kazimierz Wierzynski. Przyjaciel od najdawniejszych
warszawskich czasow, przyjaciel ze wspolnej wojennej tulaczki,
ktora ich obu doprowadzila do Nowego Jorku. Dla Wierzynskiego
byla to chwila bardzo ciezka. Z trudem panowal nad soba, z
trudem tlumil placz. Mowil o patriotyzmie Lechonia, o jego
wierze w Polske, ktora 'zyla w nim otoczona miloscia jak aureola
- w stalej apoteozie' [...] Byl to bardzo podniosly moment,
kulminacja tego tak smutnego obrzadku. Zegnajac sie z Leszkiem,
Wierzynski rzucil garsc warszawskiej ziemi na trumne".
I tak Lechon spoczal na okres 35 lat w ziemi amerykanskiej.
Zagadki dotyczace Leszka nie skonczyly sie z jego smiercia,
nie mozna bowiem ustalic, kto postawil na grobie skromny kamien,
z bledem w dacie smierci (lipiec zamiast czerwca), z biegiem
lat zapadajacy sie w ziemie i niczym nie rozniacy sie od setek
innych nagrobkow na tym wielkim cmentarzu z widokiem na autostrade
i luk Kosciuszko Bridge. W roku 1975 z inicjatywy p. Felicji
Krance po raz pierwszy powstal projekt przeniesienia prochow
Lechonia do kraju lub na polski cmentarz w Montmorency we
Francji. Dopiero po upadku komunizmu odzyla inicjatywa pani
Krance, przy udziale pani Karin Falenckiej i niestrudzonego
Stanislawa Swiderskiego, ktory energicznie zajal sie jej realizacja.
Wybrano nastrojowy, elitarny cmentarz przy zakladzie dla niewidomych
w Laskach, tam bowiem pochowani sa rodzice i brat poety. 11
maja 1991 r. odbyl sie drugi pogrzeb Lechonia. Po nabozenstwie
w drewnianym, zabytkowym kosciolku przeniesiono urne z prochami
na polozony w lesie cmentarz i zlozono w grobie rodzinnym.
Obecnych bylo wiele osob przybylych z Nowego Jorku, miedzy
innymi panie Krance i Falencka, mecenas Ludwik Seidenman,
Stanislaw i Danuta Swiderscy, Boleslaw i Barbara Wierzbianscy,
Witold i Teresa Sulimirscy, a takze nizej podpisany i moja
matka, Walentyna Rudzka. Pani Danuta Swiderska i ja bylismy
jedynymi uczestnikami obrzadku, ktorzy wzieli udzial rowniez
w pierwszym pogrzebie poety. Na grobie, obok starej tablicy
z zielonego granitu, poswieconej rodzicom Lechonia, polozono
podobna dla Leszka.
Tablice
byly dosc niepozorne, z uplywem czasu stawaly sie coraz mniej
czytelne i znow na tej w Laskach znalazl sie blad w dacie
smierci, tym razem maj zamiast czerwca. Kilka lat temu wystapilem
z inicjatywa postawienia Lechoniowi nowego nagrobka. Zwiazek
Autorow i Kompozytorow Scen Polskich (ZAiKS) zgodzil sie na
sfinansowanie projektu. Sprawa zajela sie dwojka uczonych.
Profesor Roman Loth, wydawca Dziennika, Poezji zebranych i autor wielu prac, patronowal przedsiewzieciu, sluzyl
rada i pomoca. Doktor Beata Dorosz, dwukrotna stypendystka
Fundacji Kosciuszkowskiej i czesty gosc w Nowym Jorku, autorka Ksiegi gosci Jana Lechonia i Lechonia nowojorskiego, wlozyla najwiecej wysilku, rozwiazujac niezliczone administracyjne
problemy, a nawet osobiscie zrobila "korekte w granicie" na
nowym nagrobku, by nie bylo juz wiecej bledow! Moja rola ograniczyla
sie do pomocy w zapewnieniu funduszy, a rowniez do zarekomendowania
firmy kamieniarskiej, ktora doskonale wywiazala sie z zadania.
Nowy
nagrobek Lechonia i jego rodzicow wykonany zostal przez zaklad
kamieniarski Andrzeja Sypniewskiego. Nagrobki i pomniki wykonane
przez firme zalozona w 1910 roku sa na cmentarzach w calej
Polsce. Slynna plyta z napisem MATKA I SERCE SYNA (Marszalka
Pilsudskiego) na Rossie odjechala przed wojna do Wilna z tego
samego atelier Sypniewskich, z ktorego nagrobek Lechonia przewieziony
zostal do Lasek. Sarkofag Marszalka przeznaczony na Wawel
ulegl zniszczeniu na terenie firmy w czasie bombardowania
w 1939 roku. Mysle, ze Leszek - wielbiciel Pilsudskiego -
bylby z tych powiazan zadowolony.
Miejsce starych tablic zajal nowy nagrobek: duzy granitowy
kamien koloru rudobrazowego, pozostawiony w stanie surowym;
jedynie napis zostal wypolerowany. Nagrobek odbija elegancja
od innych znajdujacych sie w tej czesci cmentarza. Zanim moglem
go zobaczyc, zadzwonil do mnie przyjaciel z Polski, z ktorym
wielokrotnie odwiedzalem grob Leszka: "To teraz najpiekniejszy
grob w Laskach".
Cmentarz tez jest piekny, jakze odmienny od smutnego, anonimowego
nowojorskiego. W lesie, wsrod kampinoskich sosen kwitnadzikie
kwiaty, spiewaja ptaki, a w maju koncert daje wilga.
---------------------------
*) Ten i nastepny cytat pochodza z mego
artykulu "Lechonia poznalem pod fortepianem...", Tworczosc,
Warszawa 1996, nr 7.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |