PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (1 listopada 2002)


MAREK RUDZKI

Dwa pogrzeby
i trzy nagrobki
Jana Lechonia

W czerwcu br. minela 46. rocznica tragicznej smierci Jana Lechonia. Mial dwa pogrzeby - w Ameryce i wiele lat pozniej w Polsce. Mial tez dwa skromne nagrobki - na nowojorskim cmentarzu, a potem na cmentarzu w podwarszawskich Laskach. Ostatniego lata stanal w Laskach trzeci z kolei, tym razem naprawde piekny i ostatni juz nagrobek. Warto przypomniec wydarzenia zwiazane ze smiercia i ostatecznym miejscem spoczynku wielkiego poety.

Lechon odebral sobie zycie 8 czerwca 1956 r. wyskakujac z wysokiego pietra hotelu Henry Hudson (353 West 57 Street na Manhattanie). Okolicznosci jego smierci nie sa do konca wyjasnione, wiele przyczyn zlozylo sie na ten rozpaczliwy krok. Wiadomo natomiast, ze w ostatnich tygodniach zycia przechodzil silne, pogarszajace sie zalamanie nerwowe, w ostatnich dniach nie nocowal juz w swoim mieszkaniu. Poeta byl wspolpracownikiem polskiej sekcji Radia Wolna Europa w Nowym Jorku, prowadzil literackie dyskusje transmitowane do kraju. Ja rowniez pracowalem w tym czasie dla RWE jako tlumacz. Lechonia poznalem jeszcze w dziecinstwie przed wojna, byl zaprzyjazniony z moja rodzina, a zwlaszcza z wujem, Adamem Nagorskim. W Nowym Jorku, poza kontaktami towarzyskimi, spotykalismy sie bardzo czesto na terenie biura. Ostatni raz widzialem go 6 czerwca, dwa dni przed smiercia: "Mialem cos do zalatwienia w studiu. Odbywala sie wlasnie dyskusja literacka, ostatni z tych programow z udzialem Leszka. Za szklana szyba, w tak zwanej klatce, siedzieli Lechon, Wittlin, Hemar i Ziemowit Karpinski. Rozmawiali o teatrze emigracyjnym. Lechon zauwazyl mnie i uklonil sie. Uderzyl mnie jego wyglad. Byl blady, mizerny, spocony, trzesly mu sie rece. [...] Pomyslalem, ze musi byc naprawde chory"*).

Organizacja pogrzebu, sfinansowanego przez Komitet Wolnej Europy za posrednictwem nowo powstalej polskiej Bratniej Pomocy, zajeli sie Jerzy Krzywicki i general Wincenty Kowalski. Uroczysta msze zalobna w polskim kosciele sw. Stanislawa przy East 7th Street odprawil w dniu 12 czerwca ksiadz pulkownik Franciszek Tyczkowski. Wsrod pisarzy, artystow i przyjaciol Lechonia obecni byli Kazimierz Wierzynski, Jozef Wittlin, Zdzislaw Czermanski, Jerzy Krzywicki, Maria Kuncewiczowa i Maria Modzelewska. Spoleczenstwo polskie na emigracji reprezentowali general Wladyslaw Anders, ambasador Jozef Lipski, Adam Ciolkosz, Zygmunt Nagorski senior, Stefan Korbonski, generalowie Wladyslaw Bortnowski i Wincenty Kowalski oraz Tadeusz Machrowicz, kongresman. Kondukt zalobny, liczacy kilkadziesiat samochodow, przejechal na cmentarz Calvary w dzielnicy Queens. Nad otwartym grobem przemawiali, miedzy innymi: ambasador Lipski i kongresman Machrowicz. "Ostatni mowil Kazimierz Wierzynski. Przyjaciel od najdawniejszych warszawskich czasow, przyjaciel ze wspolnej wojennej tulaczki, ktora ich obu doprowadzila do Nowego Jorku. Dla Wierzynskiego byla to chwila bardzo ciezka. Z trudem panowal nad soba, z trudem tlumil placz. Mowil o patriotyzmie Lechonia, o jego wierze w Polske, ktora 'zyla w nim otoczona miloscia jak aureola - w stalej apoteozie' [...] Byl to bardzo podniosly moment, kulminacja tego tak smutnego obrzadku. Zegnajac sie z Leszkiem, Wierzynski rzucil garsc warszawskiej ziemi na trumne".

I tak Lechon spoczal na okres 35 lat w ziemi amerykanskiej. Zagadki dotyczace Leszka nie skonczyly sie z jego smiercia, nie mozna bowiem ustalic, kto postawil na grobie skromny kamien, z bledem w dacie smierci (lipiec zamiast czerwca), z biegiem lat zapadajacy sie w ziemie i niczym nie rozniacy sie od setek innych nagrobkow na tym wielkim cmentarzu z widokiem na autostrade i luk Kosciuszko Bridge. W roku 1975 z inicjatywy p. Felicji Krance po raz pierwszy powstal projekt przeniesienia prochow Lechonia do kraju lub na polski cmentarz w Montmorency we Francji. Dopiero po upadku komunizmu odzyla inicjatywa pani Krance, przy udziale pani Karin Falenckiej i niestrudzonego Stanislawa Swiderskiego, ktory energicznie zajal sie jej realizacja. Wybrano nastrojowy, elitarny cmentarz przy zakladzie dla niewidomych w Laskach, tam bowiem pochowani sa rodzice i brat poety. 11 maja 1991 r. odbyl sie drugi pogrzeb Lechonia. Po nabozenstwie w drewnianym, zabytkowym kosciolku przeniesiono urne z prochami na polozony w lesie cmentarz i zlozono w grobie rodzinnym. Obecnych bylo wiele osob przybylych z Nowego Jorku, miedzy innymi panie Krance i Falencka, mecenas Ludwik Seidenman, Stanislaw i Danuta Swiderscy, Boleslaw i Barbara Wierzbianscy, Witold i Teresa Sulimirscy, a takze nizej podpisany i moja matka, Walentyna Rudzka. Pani Danuta Swiderska i ja bylismy jedynymi uczestnikami obrzadku, ktorzy wzieli udzial rowniez w pierwszym pogrzebie poety. Na grobie, obok starej tablicy z zielonego granitu, poswieconej rodzicom Lechonia, polozono podobna dla Leszka.

Tablice byly dosc niepozorne, z uplywem czasu stawaly sie coraz mniej czytelne i znow na tej w Laskach znalazl sie blad w dacie smierci, tym razem maj zamiast czerwca. Kilka lat temu wystapilem z inicjatywa postawienia Lechoniowi nowego nagrobka. Zwiazek Autorow i Kompozytorow Scen Polskich (ZAiKS) zgodzil sie na sfinansowanie projektu. Sprawa zajela sie dwojka uczonych. Profesor Roman Loth, wydawca Dziennika, Poezji zebranych i autor wielu prac, patronowal przedsiewzieciu, sluzyl rada i pomoca. Doktor Beata Dorosz, dwukrotna stypendystka Fundacji Kosciuszkowskiej i czesty gosc w Nowym Jorku, autorka Ksiegi gosci Jana Lechonia i Lechonia nowojorskiego, wlozyla najwiecej wysilku, rozwiazujac niezliczone administracyjne problemy, a nawet osobiscie zrobila "korekte w granicie" na nowym nagrobku, by nie bylo juz wiecej bledow! Moja rola ograniczyla sie do pomocy w zapewnieniu funduszy, a rowniez do zarekomendowania firmy kamieniarskiej, ktora doskonale wywiazala sie z zadania.

Nowy nagrobek Lechonia i jego rodzicow wykonany zostal przez zaklad kamieniarski Andrzeja Sypniewskiego. Nagrobki i pomniki wykonane przez firme zalozona w 1910 roku sa na cmentarzach w calej Polsce. Slynna plyta z napisem MATKA I SERCE SYNA (Marszalka Pilsudskiego) na Rossie odjechala przed wojna do Wilna z tego samego atelier Sypniewskich, z ktorego nagrobek Lechonia przewieziony zostal do Lasek. Sarkofag Marszalka przeznaczony na Wawel ulegl zniszczeniu na terenie firmy w czasie bombardowania w 1939 roku. Mysle, ze Leszek - wielbiciel Pilsudskiego - bylby z tych powiazan zadowolony.

Miejsce starych tablic zajal nowy nagrobek: duzy granitowy kamien koloru rudobrazowego, pozostawiony w stanie surowym; jedynie napis zostal wypolerowany. Nagrobek odbija elegancja od innych znajdujacych sie w tej czesci cmentarza. Zanim moglem go zobaczyc, zadzwonil do mnie przyjaciel z Polski, z ktorym wielokrotnie odwiedzalem grob Leszka: "To teraz najpiekniejszy grob w Laskach".

Cmentarz tez jest piekny, jakze odmienny od smutnego, anonimowego nowojorskiego. W lesie, wsrod kampinoskich sosen kwitnadzikie kwiaty, spiewaja ptaki, a w maju koncert daje wilga.

---------------------------

*) Ten i nastepny cytat pochodza z mego artykulu "Lechonia poznalem pod fortepianem...", Tworczosc, Warszawa 1996, nr 7.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail