GRAZYNA DRABIK
Rytmy Nowego Jorku
Leca juz zolte liscie
czarnej akacji
A moze Nowy Jork jest niezwyczajny? Moze wrzuca cie w inny rejestr percepcji? Sercu nadaje przyspieszone staccato. Oszalamia tempem zawrotnej spirali roznorodnosci.
Gubisz sie. Gonisz. Zawsze zbyt zajety. Ciagle niespelniony, bo moglbys zrobic czy zobaczyc jeszcze wiecej. W polbiegu nieustannego nadrabiania. W pelnym biegu niekonczacej sie pracy. Wyrywajac tylko momenty beztroski z glodnych szczek braku-czasu. Na zakletych szynach w gore i w dol, w dol i w gore, rolling, coasting, up, down, up. Z wiatrem we wlosach, lekiem w zoladku, usmiechem na ustach. Szybciej!
Co nas odroznia od reszty amerykanskiego kontynentu, a takze od Europy? Moze wcale nie to, ze nas tyle tutaj z tylu roznych miejsc. Te nasze narody zjednoczone na ulicy czy w metrze. Albo ze za duzo pracujemy i za malo odpoczywamy, bo gnebi czy kusi natlok koniecznosci i wyborow. W koncu wszedzie panuje dzisiaj podobna globalizacja juz nie tylko produktow, lecz i ludzi, a presja koniecznosci i wachlarz mozliwosci wiecej od poszczegolnego czlowieka zalezy niz samego miejsca.
A wiec moze co nas, stalych i tymczasowych mieszkancow dziwnego miasta, odroznia od innych, to fakt, ze ten rytm pospieszny - wyznaczany zawrotnie zbyt wiele zbyt dostepnym - wchodzi nam w krew i w obyczaj. Pospiech nie gnebi. Nadmiar nie dziwi. Ani wspaniale muzea. Ani bogate programy muzyczne licznych sal koncertowych. Ani sklep narozny z mlekiem, chlebem i bezwzglednie swiezym sushi otwarty 365 dni w roku. Punkt Kinko nieopodal, gdzie kopie mozesz robic na okraglo cala dobe. Tom's Restaurant, przed ktora w dzien zatrzymuja sie pielgrzymi z daleka, by fotografie sobie pstryknac z nostalgii za miejscem, gdzie Seinfeld spotykal sie z kumplami, a ty nad ranem czy o kazdej porze mozesz dostac talerz zupy, jajecznice lub filizanke nieokreslonej lury uparcie, mimo cappuccino w Starbucks wszedzie wokol, nadal zwanej kawa.
Nic nie dziwi. Ze nie idziesz na koncert wielkiego Daniela Barenboima, bo cos innego wypadlo. Ze przeszedl wrzesien i pazdziernik, a zdjecia z wakacji jeszcze od fotografa nieodebrane. Kawa umowiona po raz trzeci ze znajoma, i to z ta bardzo nieopodal, znowu przelozona. Ksiazki na specjalnej polce "zaraz do przeczytania!" - nadal nieprzeczytane. W ogole na nic czasu nie starcza. Slizgasz sie z dnia na dzien w zawrotnym tempie, jakby calkiem nieswiadom, ze jest zwariowane. Albo gorzej, jakby zwariowane tempo lubiac.
Bo czyz nie jest prawda, ze gdybysmy nie byli uzaleznieni, to kto z nas tutaj z wlasnej woli by pozostal? Wszedzie indziej jest lagodniej, ladniej, rozsadniej, moze nawet madrzej. Widac trzeba nam codziennej dawki zbyt-wiele-zbyt-szybko. I narzekania, ze czasu brak.
Oto poczatek jesiennego sezonu. Kreci sie kolorowym kolem. A wiec, w rytmie staccato: Lorin Maazel poprowadzil juz swoj inauguracyjny koncert w Lincoln Center. Filharmonia Nowojorska pod jego batuta zaprezentowala sie IX symfonia Beethovena oraz premiera specjalnie zamowionego utworu symfonicznego Johna Adamsa O transmigracji dusz, podobno wyjatkowo nieudanego.
Kurt Masur zas powrocil do Nowego Jorku z krotka wizyta. Wystapil z Filharmonia Londynska, gdzie po wymuszonej nieco rezygnacji z Filharmonii Nowojorskiej jest obecnie glownym dyrygentem. Ladnie zabrzmiala w ich wykonaniu V symfonia Prokofiewa, a takze rzadko wykonywany tu Koncert na wiole angielskiego neoromantyka Williama Waltona. Szczegolnie jednak podobal mi sie Till Eulenspiegels lustige Streiche Richarda Straussa, utwor zblizony do operowego poematu, pelen niespodzianek i kontrastow, zaskakujacy muzycznym zartem.
Koncert londynskiej orkiestry 7 pazdziernika otworzyl karnawal wizyt czolowych muzykow, jacy goscic beda w tym sezonie w Carnegie Hall. W sobote, 26 pazdziernika Charles Dutoit poprowadzi Orchestre Symphonique de Montreal w wielkim poemacie Berlioza La Damnation de Faust. 12 listopada zas wystapi Krystian Zimerman razem z Pittsburgh Symphony Orchestra pod batuta Marissa Jansonsa w bardzo ciekawym programie: Szczedrin, Szostakowicz, Bartok i Britten. Pod koniec listopada dalszy ciag uczty dla milosnikow muzyki francuskiej. Orchestre Philharmonique de Radio France, prowadzona przez Myung-Whun Chung, przywiezie nam wspaniale malunki Debussy'ego oraz mistyczne zachwyty i zadumy Oliviera Messiaena.
Najladniejszy wieczor - nie w sensie wielkich przezyc czy olsnien, lecz mily i nasycony pozytywna atmosfera zyczliwej radosci - spedzilam w Joyce Theatre z okazji dorocznej imprezy New York Dance and Performance Awards. Popularnie znana jako Bessies, ta nagroda od ludzi tanca dla ludzi tanca stwarza cenna okazje do wyroznienia artystow szczegolnie ciezko pracujacych i ciagle jeszcze zbyt rzadko zdobywajacych szerokie uznanie. (Mimo widocznego od paru lat odradzajacego sie zainteresowania dla tanca na calym swiecie, takze w Nowym Jorku.) Nagrody otrzymali m.in. Pina Bausch, Annie-B Parson i Paul Lazar (Big Dance Theater), John Jasperse Company, Donna Uchizono, Yasmeen Godder, Ohad Naharin, the Wooster Group. (Ciekawe to i zasluzone wyroznienie dla awangardowego zespolu teatralnego, od dawna swietnie integrujacego gest i ruch do swoich przedstawien.) Roztanczona impreze prowadzili z werwa Lawrence Goldhunter, zdawaloby sie grubo za gruby na tancerza, lecz lekki i zwinny w ruchach, oraz Keely Garfield, wprowadzajac nute komicznej zabawy do - ogolnie biorac wzruszajacej - uroczystosci.
Mowiac o dobrym humorze - w New Victory Theatre zagoscil na poczatku pazdziernika mily zespol z Francji: czteroosobowa grupa utalentowanych akrobatow i aktorow zebrana przez Jamesa Thiérréego. W widowisku Junebug Symphony, ktore przywiezli z soba jest troche czystego cyrku - eleganckie popisy Thiérréego na trapezie. Troche akrobacji - imponujaco plynna i gietka Raphelle Boitel. Troche popisow muzycznych - pelna wdzieku spiewaczka Uma Ysamat. Cos z komedii dell'arte i chaplinowskich igraszek - bijatyki, pogonie i ucieczki rozgrywane z werwa przez nadzwyczaj sprawny duet: Magnusa Jacobssona i Thiérréego. (Chaplinowskie odniesienia nie tylko nie dziwia, lecz dodaja rodzinnego ciepelka, bedac rodzajem holdu skladanego przez wnuka dziadkowi. James Thiérrée bowiem pochodzi z rodziny o wielopokoleniowych artystycznych sklonnosciach. Jest prawnukiem Eugene'a O'Neilla, wnukiem Charlie Chaplina, synem cyrkowcow Victorii Chaplin i Jeana Baptiste'a Thiérréego.) Najwiecej jednak w slicznie kolorowej Junebug Symphony jest poetyckiego humoru i fantazji. Choc to program niby dla dzieci, milo bylo na sali widziec obok licznych rodzin takze wiele osob calkiem doroslych i calkiem bez dzieci. Dobrze sobie przypomniec o szerokim oddechu fantazji.
Na szczescie poczucia humoru nie zabraklo takze w pierwsza niedziele pazdziernika, kiedy niewielka rzesza nowojorczykow zebrala sie w Central Parku, by protestowac przeciw wojennym deklaracjom i pomachiwaniom szabelka przez George'a Busha. Pan Bog spojrzal na nas laskawie, zza niskich chmur wygladalo zlociste slonce. Byli wsrod nas starzy i mlodzi, przedstawiciele roznych kosciolow i synagog, rodziny z malymi dziecmi i ludzie na wozkach inwalidzkich, kobiety z zaslonietymi twarzami, zawodowcy od protestowania i dzielni amatorzy, wrotkarze i rowerzysci. Niektorzy przemawiali z trybuny madrzej, niektorzy glupiej, trudno, to nieuchronne. Wazne bylo zobaczyc, ze wcale nie jest nas tak niewiele.Wedlug konserwatywnych szacunkow policji na lace East Meadow zebralo sie okolo 20 tys. osob.
Najbardziej mi sie podobalo to, ze wiekszosc hasel namalowano indywidualnie, czesto bardzo pomyslowo. Swietne wizualnie byly plansze organizacji Not In Our Name. W sumie poszczegolne plakaty skladaly sie w kolorowa kakofonie przeciw i za, w imie rozsadku i nadziei: "Musisz wykazac odwage, by nie isc na wojne". "Nie walcz o olej". "Wstrzymaj narkotyk wojny". "Wyobraz sobie. Wyobraz". Swietny byl pewien starszy Murzyn, siedzacy sobie z boku, wygodnie na laweczce, z termosem i piknikowym koszykiem, z przyjacielsko grubym psem u stop. Jego plakat rzeczowo przypominal: "War Is Unwise".
Nadzieja w wielkim wymiarze wieje w neogotyckim wnetrzu katedry Swietego Jana. Gosci tam - do 24 listopada - nadzwyczajna wystawa, dar od arcybiskupstw w Castilla y Leon dla Nowego Jorku. Sposrod skarbow sztuki gotyckiej, renesansowej i barokowej, zebranych licznie w kosciolach i zakonach tego rejonu Hiszpanii, wybrano 101 dziel skladajacych sie na przekaz madry i wzniosly: "Time to Hope".
Ale o tym pewnie innym razem. Tak jak o mlodej choreografce polskiego pochodzenia Kate Skarpetowskiej, ktora debiutuje w Nowym Jorku wlasnym ukladem tanecznym; niemale to wyroznienie dla nalezacej do zespolu Parsons Dance Company Kate. (W Joyce Theatre, od 22 pazdziernika do 3 listopada). Tak jak o Zemscie w Nowym Jorku. Tak jak
Wracam z dolu miasta spokojnym, pazdziernikowym wieczorem. Promienie zachodzacego slonca igraja z dlugimi cieniami drzew i domow. Spada sobie powoli, kolyszac sie beztrosko, zloty listek akacji. Pseudoakacji, informuje mnie tabliczka jakas pracowita reka z Wydzialu Miejskich Parkow wywieszona na pniu: Black Locust. Robinia pseudoacacia. O, beztrosko.
Nic tam, keep on dancing. Na linie. Niebezpiecznie i pieknie. Tanczmy dalej. Jeszcze troche. Przez sloneczna jesien. W niemozliwym tempie. Przeciw zemstom, z nadzieja.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |