JERZY GIZELLA
Wrog
ludu polskiego nr 1
17 grudnia 1944 r. sowiecka rozglosnia "Kosciuszko" kilkakrotnie powtorzyla krotki komunikat: "Adam Ronikier prezes RGO [Rady Glownej Opiekunczej] jest wrogiem numer 1 ludu polskiego". Komunikat ten, wraz z wczesniej przesylanymi do RGO wyrokami smierci podpisywanymi "PPR" [Polska Partia Robotnicza], byl dla jego adresata jednoznaczny - Adam Ronikier nie mial zamiaru spedzic reszty swego zycia w sowieckim lagrze. W nocy z17 na 18 stycznia 1945 r. opuscil wraz z ostatkami niemieckich oddzialow okrazany od strony Katowic Krakow. Podobna marszrute wybral inny negocjator nieudanego zawieszenia broni miedzy Armia Krajowa i generalem von dem Bachem (i proby ocalenia miasta i jego ludnosci) - pisarz Jozef Mackiewicz. Po karkolomnej podrozy przez objeta wojna Europe obaj dotarli do oddzialow generala Wladyslawa Andersa we Wloszech.
Niebawem Ronikier zabral sie do spisywania wspomnien. Trzeba bylo jednak czekac pol wieku po smierci autora, aby stalo sie mozliwe ich opublikowanie - nie tylko ze wzgledu na cenzure w PRL-u.
Adam hr. Ronikier (1881-1952) jeszcze w czasie trwania kampanii wrzesniowej wysunal jako wskazowke dzialania haslo: "Najwazniejszym naszym obowiazkiem winno byc bronienie substancji Narodu, Opatrznosci pozostawiajac opieke nad panstwem". Sklanialy go do tego doswiadczenia i wnioski wyciagniete z I wojny swiatowej, w ktorej gra na dwie strony, wiazanie nadziei ze zwyciestwem Rosji przez jednych i Niemcow przez drugich, dokonaly glebokich podzialow politycznych i komplikowaly sytuacje Polski w przetargach pokojowych. W czasie I wojny Ronikier z ramienia powstalej w Warszawie Rady Regencyjnej byl poslem do Reichstagu w 1918 roku i rownoczesnie prezesem RGO - do niego wiec w 1939 r. tymczasowa administracja wojskowa na zajetych przez III Rzesze i okupowanych terenach zwrocila sie z propozycja wspolpracy i utworzenia czegos w rodzaju reprezentacji spoleczno-politycznej. Odmowil od razu stanowczo i odmawial Niemcom do konca. Niedlugo po zakonczeniu kampanii wrzesniowej z Polski zostali zreszta wycofani przedstawiciele starszej generacji armii niemieckiej i przy braku reakcji Zachodu na wydarzenia w Polsce kurs wobec podbitego kraju ostro zaczal sie zmieniac. Jedyna forma pomocy dla Polski byly dary w formie odziezy i zywnosci zbierane przez organizacje Hoovera (Komitetu Pomocy Zywnosciowej Polsce) i Amerykanski Czerwony Krzyz - w listopadzie przybyl do Warszawy przedstawiciel tych instytucji, zaraz tez powstala mysl o reaktywowaniu RGO w zblizonej do dawnej formuly postaci organizacji charytatywnej, ktora by sie zajela rozdzielaniem pomocy. Juz w trakcie tych prac RGO (ktorej centrale Niemcy zezwolili organizowac w Krakowie, a Puslowscy odstapili dla niej swoj palac przy ulicy Potockiego 10) wybucha sprawa aresztowania profesorow Uniwersytetu Jagiellonskiego (Sonderaktion Krakau) i ciagle organizujaca sie Rada, nie zatwierdzona formalnie przez Franka, generalnego gubernatora, stara sie natychmiast wyjednac zwolnienie wszystkich bez wyjatku aresztowanych. Na jej przewodniczacego kandyduje m.in. Janusz ks. Radziwill. Wszystkie zamierzenia i projekty byly niemal na goraco konsultowane lub przedstawiane do aprobaty Adamowi Stefanowi ks. Sapiesze, arcybiskupowi metropolicie krakowskiemu.
Praca organizacyjna nabiera od poczatku niezwyklego tempa, mimo ze administracja cywilna i wojskowa pietrzy coraz to nowe przeszkody i trudnosci, szczegolny zas opor stawia Radzie od poczatku gestapo i policja bezpieczenstwa - od narzucenia wodzowskiej struktury w Radzie do przestrzegania "ustaw rasowych" III Rzeszy. Opory w zatwierdzeniu formalnego statusu staja sie powodem wystosowania przez ksiecia Janusza Radziwilla listu do marszalka Göringa, ktorego znal osobiscie z przedwojennych dyplomatycznych polowan. Statut zatwierdzono formalnie w maju 1940 roku, ale Radziwill na zadanie Niemcow musial ustapic z Rady.
Rada podala sie w calosci do dymisji, ale na prosbe metropolity Sapiehy Ronikier objal kierownictwo i stal sie jej prezesem. Arcybiskup nie tylko czuwa duchowo nad Rada, ale takze wspiera ja swoim autorytetem wobec Niemcow (prymas Polski kardynal August Hlond przebywal w czasie wojny w Rzymie). Nie znaczy to, ze wszystkie decyzje beda podejmowane wspolnie - czesto nie ma czasu na porady i wiele trudnych, dramatycznych interwencji musi dokonywac Ronikier na wlasna odpowiedzialnosc i zgodnie z wlasnym sumieniem. Tak dzieje sie np. kiedy czyjes nazwisko pojawia sie na liscie skazanych na smierc zakladnikow - interweniowac trzeba natychmiast.
Obok niewatpliwych sukcesow - np. zwolnienia z obozow koncentracyjnych profesorow UJ, ale tylko tych, ktorzy zdolali przezyc do marca 1940 r. (106 osob) i lutego 1941 roku (pozostali), wyciagniecia z ZSRR kilku tysiecy uchodzcow (na ogolna liczbe 13 tysiecy), byly ciagle porazki. Dzialalnosc charytatywna w terenie, brutalne akcje wysiedlania i przesiedlania ludnosci, gromadzenie funduszy na prowadzenie ochronek i kuchni dla glodujacych, i sprawa pomocy dla Zydow - byly problemami nie do rozwiazania. Starania RGO byly albo sabotowane przez Niemcow, albo zupelnie ignorowane. Gestapo, od poczatku widzace RGO jako organizacje utrudniajaca im spelnianie misji i zadan, gromadzilo dowody majace posluzyc do zlikwidowania Rady i pozbycia sie wiekszosci jej czlonkow.
Wielu dzialaczy i etatowych pracownikow RGO bylo zaprzysiezonych w konspiracji, wielu zostalo aresztowanych i straconych. O ile jednak stosunki z AK byly jesli nie scisle, to na pewno pelne zrozumienia i wspoldzialania, o tyle relacje z Delegatura Rzadu i wladzami na emigracji byly dalekie od harmonii: pieniadze z funduszy rzadu przeznaczone na akcje charytatywna RGO nigdy, do konca wojny, nie dotarly do celu.
Ronikier do konca swojej prezesury jezdzil po calym kraju, organizowal sierocince, interweniowal u wladz, wyklocal sie o fundusze i naklanial ziemianstwo do ofiarnosci. Nie zaprzestawal tez akcji o charakterze politycznym - do takich niewatpliwie nalezaly kontakty z metropolita Andrzejem Szeptyckim we Lwowie (i jego bratem generalem Stanislawem Szeptyckim) w sprawie lagodzenia narastajacego od chwili wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej konfliktu z Ukraincami, ktory w finale przyniosl rzezie na Wolyniu, a ktoremu obu stronom nie udalo sie zapobiec. W rezultacie ludnosc polska tych terenow byla czesto skazana na uciekanie sie po ratunek do sowieckiej partyzantki, jedynej szansy obrony przed Ukrainska Powstancza Armia, przy obojetnosci wladz niemieckich oraz konspiracyjnych AK.
Rok 1943 jest przelomowy dla Adama Ronikiera. Oprocz losu Zydow, ktorym nie mozna pomoc (opisy Majdanka i powstania w getcie), kiedy trwaja dookola pacyfikacje, publiczne egzekucje na ulicach Krakowa i Warszawy, lapanki na przymusowych robotnikow do Rzeszy, gubernator Frank - dotad nieskory do rozmow - zada stawienia sie delegacji RGO na Wawelu na wspolne "dozynki" w dniu 26 pazdziernika. Od czasu wykrycia grobow w Katyniu - czemu propaganda niemiecka starala sie nadac jak najszerszy swiatowy zasieg i rozglos (i co bylo powodem zerwania stosunkow miedzy Sikorskim i Stalinem) - Niemcy i Frank probuja w propagandzie zlagodzic kurs wobec Polakow i zachecic do krucjaty antybolszewickiej. Ronikier odmawia po raz kolejny - jego rozmowcy najpierw prosza, potem groza, a gdy to nie pomaga - radza po prostu uciekac.
Kiedy po naradzie z Sapieha Ronikier podtrzymuje swoja decyzje, ze strony wscieklych i bezradnych urzednikow niemieckich pada pytanie: "Gdziez sa u was realni politycy?" - Ronikier odpowiada: "Zostali oni wszyscy co do jednego rozstrzelani przez Niemcow".
Gestapo aresztuje Ronikiera (po usunieciu go z prezesury RGO) w grudniu 1943 roku. Niemcy chca znac nazwiska osob, ktore interweniowaly w RGO w sprawie swoich bliskich i krewnych. Ronikier odmawia. A kiedy go strasza torturami, mowi, ze jest powaznie chory i nawet kwadransa nie przetrzyma, umrze, a oni beda mieli klopoty. Tak jak sie domyslal - podstawa oskarzenia jest falszywy donos o jego rozmowach i krytyce wladz niemieckich u metropolity ks. Sapiehy. Ronikier nie traci zimnej krwi i zbija po kolei zarzuty z precyzja i dokladnoscia, ktora z gestapowcow czyni stado baranow. Tymczasem rozglosnie radiowe Wschodu i Zachodu informuja o jego aresztowaniu i o tym, ze Niemcy go torturuja. Interwencja z Berlina ratuje Ronikiera od smierci. 31 marca 1944 ku swojemu najwyzszemu zdumieniu odzyskuje wolnosc.
Nastepuje teraz najbardziej kontrowersyjny i najbardziej krytykowany okres w zyciu bylego prezesa RGO - Niemcy daja mu do zrozumienia, ze jego poglady sa interesujace z punktu widzenia policji i gestapo. Nawet sa w stanie zgodzic sie, aby pojechal do Lizbony i spotkal sie z przedstawicielami rzadu RP na uchodzstwie w Londynie - po to, aby wyperswadowac tam przygotowania do powstania przeciwko Niemcom, zaniechac wspolpracy z Sowietami, a nawet utworzyc wspolny front przeciw bolszewikom. Pogloski o tym natychmiast rozchodza sie po calym kraju i zaogniaja stosunki Ronikiera z AK i Delegatura. Wszelkie proby odwiedzenia wladz politycznych i konspiracyjnych od samobojczej - zdaniem autora Pamietnikow - idei powstania spelzaja na niczym, choc przeciwnikow takiego kroku jest bardzo wielu. Od czerwca wybuch powstania wisi na wlosku, Niemcy zwlekaja z podjeciem projektow Ronikiera (np. oddac Warszawe bez walki w rece AK, itp.) i rozmow z jego misja rozjemcza. Nieudany lipcowy zamach na Hitlera w sytuacji przedpowstaniowej niczego nie zmienia. Jeszcze 25 lipca byly prezes RGO probuje przekonac Niemcow, aby po prostu wyszli z Warszawy i oddali stolice AK. Berlin zdaje sie akceptowac nawet najbardziej utopijny projekt Ronikiera - zgadza sie na ladowanie dwoch polskich dywizji z Zachodu i przybycia do kraju rzadu RP - byle AK natychmiast delegowala najwyzszych dowodcow do pertraktacji. Autorowi ani przez chwile nie przychodzi do glowy refleksja, ze to moze byc zwykly podstep, majacy pozbawic powstancow dowodztwa. Z Warszawy nadchodzi odmowa. Powstanie wybucha. Ale Ronikier nie poddaje sie - 7 sierpnia wraz z innymi (w tym z Jozefem Mackiewiczem) ida do ks. metropolity Sapiehy z prosba, aby staral sie o posrednictwo w zawieszeniu broni. Arcybiskup odmawia - po raz pierwszy. 10 sierpnia w podobnym skladzie delegacja zjawia sie u dowodcy SS i policji Bierkampfa. Niemiec oswiadcza, ze Warszawa jest osamotniona: ani alianci, ani Sowieci nie zamierzaja udzielic pomocy powstancom, a na rozkaz Hitlera miasto zostanie calkowicie zniszczone. Przerazeni, na drugi dzien ida znow do Sapiehy. Ksiaze i tym razem odmawia podpisania wspolnego apelu. Wobec tego Ronikier sam pisze odezwe do generala von dem Bacha, glownodowodzacego akcja tlumienia powstania.
28 sierpnia wstepne warunki ratowania ludnosci cywilnej i zawieszenia broni sa podobno zaakceptowane przez Berlin. 9 wrzesnia Bachowi polecono wycofac z Warszawy oddzialy azjatyckie i renegata Kaminskiego, wyrozniajace sie bezwzglednym okrucienstwem wobec cywilow. AK zostaja przyznane prawa kombatanckie, ludnosc cywilna moze zabrac ze soba mienie ruchome. Poniewaz sprawa zawieszenia broni ciagle nie jest realna, Ronikier i Bochenski odmawiaja namawiania powstancow do kapitulacji. Na tym wlasciwie rola hrabiego Ronikiera sie konczy - w pertraktacjach kapitulacyjnych biora udzial nowe wladze RGO i przedstawiciele PCK.
Pamietniki beda - jesli w ogole - lektura trudna do zaakceptowania dla wielu srodowisk, w tym przede wszystkim kombatantow AK. Dla tych steranych wojna ludzi przekonania polityczne Ronikiera moga byc tylko dowodem zdrady "sprawy narodowej". Dla wszystkich tych takze, ktorzy historie widza jedynie w schematach czarno-bialych. Beda oni podobnie reagowac na poglady autora jak na publicystyke Jozefa Mackiewicza czy Wladyslawa Studnickiego. Nawet jesli wymienieni autorzy brali pod uwage zwyciestwo Niemiec, to tylko dlatego, ze uwazali jarzmo bolszewickie za duzo gorsze w skutkach. Ale widzieli tez glupote i zbrodniczosc systemu niemieckiego, zaslepienie w rzadzeniu podbitymi krajami, co czynilo wszelkie wysilki powstania koalicji antybolszewickiej opierajace skie na Niemcach - szczegolnie w Polsce - mrzonka polityczna. A nawet jesli znalezli sie kandydaci na polskiego Quislinga czy Petaina (jak Kozlowski czy Skiwski) - sami Niemcy traktowali ich jak naiwnych durniow i ludzi pozbawionych zarowno wplywow, jak i minimum autorytetu politycznego.
Autor Pamietnikow uratowal od niechybnej smierci setki, tysiace ludzi. Czy mogl zrobic cos wiecej? Czy starszy, schorowany czlowiek, uzbrojony jedynie w doskonala znajomosc jezyka i niemieckiej psychiki, sumienie i cywilna odwage moze dokonac czegos wiecej w starciu z totalitarnym panstwem i bezmiarem slepej, zwierzecej nienawisci? Od swoich rodakow nie doczekal sie ani pomnika, ani serdecznej pamieci. Jak mozna zreszta czcic pamiec jakiegos arystokraty w kraju, w ktorym ciagle nie ustaja pomysly kanonizowania komunistycznych wielkorzadcow PRL-u: Gomulki i Gierka, a moze w przyszlosci i Bieruta?
Adam hr. Ronikier zmarl w Orchard Lake, Michigan, i tam zostal pochowany.
------------------------
Adam Ronikier, Pamietniki
1939-1945, Wydawnictwo Literackie, Krakow 2001, s. 406,
cena 22 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku
zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |