[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (25 pazdziernika 2002)


ROZA NOWOTARSKA

Wielka
Pani

Wszystko widze i slysze jak przez mgle: duzy salon ze stylowymi meblami, piekne obrazy w zlotych ramach, wazon z kwiatami na okraglym stoliku. W fotelach i na kanapie kilka osob zaglebionych w rozmowie. Wsrod nich gospodarz domu, hr. Adam Ronikier. Do salonu wprowadzil mnie przystojny, mlody czlowiek. Kto to byl? Moze jego syn? Staram sie wydostac z mgly i przypomniec sobie, z jakiej okazji zaproszono mnie w letnie popoludnie do tego wielce szanowanego w Krakowie domu. W jaka akcje ratownicza bylam wowczas zaangazowana? Dzis juz nie pamietam i nie mam kogo zapytac. Wiem tylko, ze wynik moich staran musial byc dobry, moze nawet bardzo dobry, bo przedstawiajac mnie swym gosciom hr. Ronikier mowil, ze bez mojej pomocy, odwagi i sprytu - sprytu przede wszystkim! - akcja by sie nie powiodla. Ale o jaka akcje chodzilo i ktory to byl rok - 1941, 1942,1943? - tylko dobry Bog raczy wiedziec. Tyle bylo tych akcji, tyle lat od tamtych czasow uplynelo i tyle wydarzen sie nawarstwilo...

Rozmowy zebranych w salonie osob obracaly sie wokol krakowskiej, okupacyjnej codziennosci, wokol ogromu potrzeb, niebezpieczenstw i zagrozen. Mowiono o koniecznosci niesienia pomocy wiezniom na Montelupich, o wiezionych w Tarnowie i Zakopanem, o ostroznosci, o organizowaniu ucieczek za granice. Nawiazywaniu kontaktow i tworzeniu nowych oddzialow Rady Glownej Opiekunczej (RGO), ktorej prezesem byl wowczas hr. Ronikier, a siedziba znajdowala sie przy ul. Kanoniczej - jak wyzwanie losu - tuz pod bokiem Wawelu, gdzie panoszyl sie general-gubernator okupowanej Polski Hans Frank.

Przywoluje z przeszlosci rozmowy. Ktos opowiadal o dzielnej, mlodej kobiecie, ktora w wozku, pod materacykiem otulonego w kocyki dziecka, a moze lalki udajacej dziecko, przewozila bibule i bron. O trzech braciach Krzysicach, ktorzy utworzyli linie ratunkowa Krakow-Wieden-Szwajcaria, podajac sobie z rak do rak tych, ktorzy musieli ulotnic sie z miasta i ruszali w niebezpieczna, ale jedyna droge na wolnosc. Opowiadano o bohaterskim lekarzu, ktory wystawial falszywe zwolnienia i swiadectwa o schorzeniach serca, astmie i niewydolnosci pluc i w ten sposob ratowal ofiary lapanek ulicznych przed wywozka na roboty do Niemiec. Ktos opowiadal o mlodych ludziach specjalizujacych sie w podrabianiu kennkart, czyli obowiazujacych w Generalnym Gubernatorstwie dowodow osobistych. Mowiono tez o w miare bezpiecznych przejsciach z Niemiec do Francji, o udanej ucieczce z Montelupich Andrzeja Marusarza i o tragicznym rozstrzelaniu Heleny Marusarzowny i prof. Adama Lubaczewskiego. Wiadomosci o dobrze i sprawnie dzialajacym podziemiu przeplataly sie z wiadomosciami o wpadkach, aresztowaniach i egzekucjach na ulicach miasta. Z rozmow wynikalo jasno, ze wszyscy obecni w salonie mieli do siebie wielkie zaufanie, ktorym objeto takze mnie.

Z Rada Glowna Opiekuncza nie stykalam sie zbyt czesto, bo bylam zajeta na innym odcinku konspiracji, w innych rejonach podziemia. Moim zadaniem bylo ratowanie ludzi przed wywozka na roboty do Trzeciej Rzeszy, wyciaganie - w razie potrzeby - z obozu przejsciowego znajdujacego sie najpierw przy ulicy Waskiej na starym Kazimierzu a potem na Pradniku; dostarczanie kennkart, a takze tzw. Namentliche anforderung, czyli imiennych zapotrzebowan - sfalszowanych, oczywiscie - niby to do pracy w fabryce lub "u bauera", a w rzeczywistosci kierujacych do zaufanych osob pod zaufanymi adresami w Niemczech lub Austrii. Ktos ich tam potem odbieral i przeprowadzal przez granice. Siatka konspiracyjna byla szeroko rozprzestrzeniona i funkcjonowala znakomicie. Cala te niebezpieczna dzialalnosc traktowalismy jako zwykla koniecznosc okupacyjna, jako zwyczajne proby ratowania zycia - swojego i cudzego - jak komu wypadlo i jaka byla w danej chwili potrzeba.

Nie dzialalam tez w pojedynke. W rozmaitych akcjach pomagali mi rozni ludzie: mlodzi, starzy, dziewczeta i chlopcy, mezczyzni i kobiety, czesto majacy wlasne rozmaite "chody", oczywiscie nielegalne i karane w razie wpadki wiezieniem, obozem koncentracyjnym lub rozstrzelaniem. Mialam w siatce podkradajacych pieczatki, formularze, zameldowania, a nawet takich, co "przemawiajac do reki" przekupywali tych, ktorzy oddawali nam uslugi za pieniadze, chcac sie na cudzym nieszczesciu dorobic. Albo tylko zarobic na zycie... Bo i tacy przeciez byli.

W pracy konspiracyjnej pomagali mi harcerze z Szarych Szeregow i ludzie ze Zwiazku Walki Zbrojnej, ale tez i nie nalezacy do zadnej organizacji, a poczuwajacy sie do obywatelskiego obowiazku walki z wrogiem, do podawania pomocnej reki potrzebujacym i zagrozonym. Dzis juz wiele nazwisk, imion, pseudonimow zatarl czas. Tylko niektore jeszcze pamietam. Za tych, ktorzy odeszli, modle sie co dzien, a z nielicznymi zyjacymi utrzymuje kontakt korespondencyjny. Mam w pamieci Irene Golab, Bolka Wronskiego, Janka Krzysice, Zygmunta Klanskiego, Mariana Grochowskiego, Jana Dabka, Genka Szczurka, Ade Korczynska, Nine i Dudka Gorkow, Jana Elsnera, Feliksa Nowickiego, Adama Pietruchowicza... Pamietam, jacy byli odwazni, kolezenscy, pomocni...

Wsrod osob znajdujacych sie w salonie, znanych mi z widzenia lub z Rady Glownej Opiekunczej, byla tez pani, do ktorej Ronikier zwracal sie ze szczegolna atencja, bardzo uwaznie sluchajac tego, co mowila i jakie przedstawiala sprawy. Opowiadala o wydarzeniach na wschodzie, na ziemi polskiej zagarnietej brutalnie w 1939 roku najpierw przez Sowiety potem przez Niemcy (a potem znow przez Sowiety, ale to pozniej...). O uwiezionych i rozstrzeliwanych. Z jej opowiadan jasno wynikalo, ze jest dobrze zorientowana w tym, co sie dzialo po obu stronach linii granicznej, ustanowionej przez zachodniego i wschodniego najezdzce, zmierzajacych do calkowitego zniszczenia Polski i narodu polskiego.

Te pania, najwazniejszego goscia spotkania, widzialam po raz pierwszy. Miala ciemne, falujace wlosy, jasna twarz, uwazne, zyczliwe spojrzenie, a w glosie i w ruchach energie i stanowczosc. Reke podawala mocno, serdecznie, zamaszyscie. "To na pewno harcerka" - pomyslalam. Chcialam ja nawet zapytac, z ktorego okregu harcerskiego sie wywodzi, ale nie zdazylam, bo padaly coraz to nowe pytania odnosnie wiezniow, niesienia pomocy, zabiegania o zwolnienia. A potem zapadl zmrok, zblizala sie godzina policyjna i trzeba sie bylo pozegnac. Obiecywalam sobie, ze zapytam ja nastepnym razem. Ale do nastepnego razu nie doszlo. Juz nigdy wiecej w okupowanym Krakowie tej pani nie spotkalam. A potem, gdy wojna dobiegla konca, opuscilam moje miasto.

Na tym jednak nie koniec. Przed kilkunastoma dniami od Jakuba Winnickiego, pisujacego dla Przegladu Polskiego z Paryza, otrzymalam wydana przez krakowski Znak ksiazke pt. Wspomnienia wojenne piora Karoliny Lanckoronskiej. W dolaczonym liscie bylo naleganie, abym napisala recenzje, omowila te nadzwyczajna pozycje i bohaterska autorke. Odlozylam na bok inne prace i zabralam sie natychmiast do czytania ksiazkowego daru. Jakiez bylo moje zdumienie, gdy na fotografiach wewnatrz ksiazki zobaczylam pania z salonu hr. Ronikiera! Wiec to ona blisko 60 lat temu byla gosciem prezesa Rady Glownej Opiekunczej! To jej sprawozdan o tragedii profesorow lwowskich, o wiezieniach, rozstrzeliwaniach i zsylkach do obozow koncentracyjnych sluchalismy w letnie popoludnie w okupowanym Krakowie. To ona ukazywala nam jeszcze jedno oblicze zmagan z okupantem, nawolujac energicznie do nieustawania w wysilkach, staraniach, zabiegach...

Czytanie ksiazek, ktorych trescia jest okupacja niemiecka, nie przychodzi mi latwo. Powracanie do tego bolesnego okresu to jak rozdrapywanie niemozliwych do zagojenia ran, ktore wprawdzie pozornie przyschly, ale gdy je glebiej dotknac, krwawia na nowo. Czytam jednak - nie tylko z obowiazku recenzenckiego, ale tez z ciekawosci, z checi poznania, jak wygladala ludzka i historyczna calosc tych lat. Z jednej strony nienawisc, pogarda i zbrodnia, z drugiej wiernosc Bogu, Honorowi i Ojczyznie. Bez patosu, bez fanfar, wierna sluzba idealom, jakie w nas - na dobre i na zle - wpojono. A przeciez wiemy, ze nawet za ojczyzne nie bylo latwo ani slodko umierac w bunkrach, obozach zaglady, z glodu, wyczerpania i beznadziei. Wspomnienia wojenne to skarbnica wiedzy o ludzkich postawach, o zmaganiach dobra ze zlem, szlachetnosci z podloscia. Autorka, historyk sztuki z wyksztalcenia, juz w roku 1939 staje do walki podziemnej z okupantem. Od 1940 r. pracuje w ramach Rady Glownej Opiekunczej, niosac pomoc najbardziej potrzebujacym, wiezionym przez hitlerowcow za dzialalnosc konspiracyjna. A czym dluzej trwala okupacja, tym wiecej bylo ofiar i tym wiecej ludzi trafialo do wiezien i obozow koncentracyjnych. Odwazna, nieustepliwa, wladajaca biegle jezykiem niemieckim, upominala sie u wladz okupacyjnych o prawo do opieki nad wiezniami, powolywala na konwencje i traktaty miedzynarodowe.

Jednym z najtrudniejszych zadan, podjetych przez nia z polecenia Tadeusza Komorowskiego (pseudonim "Bor", komendant obszaru IV ZWZ w Krakowie, pozniejszy dowodca Armii Krajowej) bylo zdobycie informacji o okolicznosciach, w jakich zamordowano profesorow Uniwersytetu Lwowskiego w 1941 roku. Z tego zadania Lanckoronska wywiazala sie celujaco - ale tez za to zaplacila wysoka cene: zeslaniem do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück i skazaniem na kare smierci. Przezyla oboz tylko dzieki interwencjom Miedzynarodowego Czerwonego Krzyza i wybitnych osobistosci Wloch i Szwajcarii, zabiegajacych usilnie u wladz niemieckich o jej zwolnienie.

Po opuszczeniu obozu, tuz przed koncem wojny, w kwietniu 1945 r. Karolina Lanckoronska juz w kilka tygodni pozniej opublikowala w jezyku francuskim i niemieckim relacje o zbrodniach popelnianych w Ravensbrück na wiezniarkach roznych narodowosci. A w roku 1967 przed sadem w Münster zlozyla zeznania przeciw Hansowi Krügerowi, wspolmordercy profesorow lwowskich.

Przebywajac w obozie, rozmilowana w sztukach pieknych prowadzila wyklady z historii, przywracajac w ten sposob wiezniarkom poczucie wlasnej wartosci i czlowieczenstwa. Po wojnie, w II Korpusie gen. Wladyslawa Andersa, podjela wysilki w kierunku umozliwienia zdemobilizowanym zolnierzom ksztalcenia sie, aby - poprzez nauke - mogli zdobyc lepszy start w krajach osiedlenia i lepsze warunki egzystencji.

Obdarzona niespozyta energia, checia bezustannego dzialania i potrzeba sluzenia kulturze polskiej, juz w 1945 roku wraz z ks. Walerianem Meysztowiczem utworzyla w Rzymie Polski Instytut Historyczny, ktory od 1954 roku wydawal rocznik Antemurale, a poczawszy od 1960 roku monumentalne dzielo Elementa ad Fontium Editiones. Ale na tym nie koniec! W roku 1967 w wyniku zabiegow na rzecz kultury i nauki polskiej utworzono - z jej podszeptu - Fundacje im. Lackoronskich z Brzezia. Fundacja wspierala i wspiera do dzis Polski Instytut Historyczny w Rzymie, Biblioteke Polska w Paryzu, wiele bibliotek uniwersyteckich w Polsce, a poprzez fundowanie licznych stypendiow umozliwia prowadzenie prac naukowo-badawczych w kraju i za granica. Jedna z wielu inicjatyw podjetych przy wybitnej pomocy Karoliny Lanckoronskiej stalo sie wydawanie przez Polski Instytut Historyczny w Rzymie serii pod haslem Acta Nuntiaturae Polonae pod kierownictwem ojca prof. Henryka D. Wojtyski, wybitnego znawcy dziejow dyplomacji Stolicy Apostolskiej.

W roku 1994 prof. Karolina Lanckoronska ofiarowala wolnej, niepodleglej Polsce wspanialy, bezcenny dar: kolekcje dziel sztuki pochodzaca z rodzinnych zbiorow. Wzbogacila w ten sposob zasoby Wawelu, Zamku Krolewskiego w Warszawie, Biblioteki Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie, Muzeum Narodowego i Wojska Polskiego w Warszawie.

Ktos slusznie moze zapyta, dlaczego piszac recenzje z ksiazki o przezyciach, doswiadczeniach i dzialaniach wojennych autorki dodaje obszerne informacje powojenne? Otoz wydawalo mi sie, ze tak wlasnie powinnam napisac, bo tylko w ten sposob umozliwie czytelnikowi ogarniecie calosci przebogatego zycia niezwyklej osoby, swiadka historii, Wielkiej Pani, bedacej wzorem cnot obywatelskich i chrzescijanskich. Taka forma wydawala mi sie najwlasciwsza, szczegolnie w swietle wiadomosci, jaka w kilka dni po nadejsciu ksiazki z Paryza otrzymalam od moich przyjaciol z Pulaw. Wiadomosc brzmiala: "Rano w niedziele 25 sierpnia br. odeszla do Pana Karolina hr. Lanckoronska. Jej zycie stanowilo wzor i przyklad sluzby Ojczyznie, Kosciolowi i bliznim, ktorych milowala calym sercem. W dobrych i zlych latach w jakich przyszlo jej zyc i dzialac na tej ziemi".

Tak wiec, zrzadzeniem losu zaczelam od recenzji, a skonczylam na epitafium. A skoro tak wlasnie los zrzadzil, to pragne dodac, ze: Karolina hr. Lanckoronska nalezala m.in. do Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyznie i Polskiej Akademii Umiejetnosci; ze zdobyla liczne nagrody i odznaczenia, w tym nagrode Fundacji Jana Pawla II; Krzyz Kombatantow Polskich; Wielki Krzyz Orderu Polonia Restituta; Medal Cracoviae Mementi. Przyznano jej tez doktoraty honoris causa: Uniwersytetu Jagiellonskiego w 1993 r.; Polskiego Uniwersytetu na Obczyznie w 1988 r. i Uniwersytetu Wroclawskiego w 1990 r.

12 czerwca 1998 roku, w Watykanie, podczas specjalnej papieskiej audiencji Ojciec Swiety Jan Pawel II odznaczyl prof. Karoline Lanckoronska Komandoria Orderu sw. Grzegorza Wielkiego z Gwiazda - w dowod uznania jej zaslug dla Kosciola i rozwoju kultury.

Moi przyjaciele z Pulaw pisza, ze odwiedzajacy ostatnio Wielka Pania czesto slyszeli zartobliwie wypowiadane przez nia slowa: "Bog o mnie zapomnial". W chwili zgonu miala 104 lata. Nie zmarnowala ani jednego dnia z dlugiego pracowitego zycia. Czesc jej pamieci!

-----------------------

Karolina Lanckoronska, Wspomnienia wojenne. Slowo wstepne Lech Kalinowski i Elzbieta Orman. Wydawnictwo Znak, Krakow 2002, s. 340 plus aneks, spis ilustracji, slowniczek biograficzny, indeks osob; cena 18 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail