[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (18 pazdziernika 2002)


ANDRZEJ KORASZEWSKI

Znow mamy
pryszczatych

Mlodsi wiekiem czytelnicy zapewne nie znaja nawet znaczenia slowa "pryszczaci". Zaraz po drugiej wojnie swiatowej pojawili sie mlodzi, dzielni, ktorzy szczerze wierzyli, ze komunizm konczy nareszcie wszelkie problemy ludzkosci w ogole, a Polski w szczegolnosci. Po kilku dziesiatkach lat niektorzy z nich znalezli sie w szeregach opozycji przyznajac, ze w mlodosci robili rzeczy, ktorych pozniej musieli sie wstydzic.

Nasi dzisiejsi neopryszczaci wierza rownie gleboko, ale na szczescie mozliwosci bezposredniego szkodzenia innym maja znacznie bardziej ograniczone. Po uproszczonej wierze w centralne planowanie mamy dzis epidemie uproszczonej wiary w chaos. Chaos, czyli tak zwana niewidzialna reka rynku, uporzadkuje wszystko sam i zaprowadzi nas do powszechnej szczesliwosci. (Mamy przedziwna sklonnosc do wiary w uproszczone prawdy.)

Chwilowo chaos jako sila porzadkowa jeszcze sie nam tak calkiem nie sprawdzil, ale to tylko dlatego, ze glos neopryszczatych nie zostal przez narod wysluchany. Wolnosc to uswiadomiona koniecznosc - powiadali nasi pryszczaci, chaos to porzadek - przekonuja dzis nasi neopryszczaci.

Oczywiscie nie powinienem narzekac, sa kraje, w ktorych zycie polityczne jest jeszcze bardziej rozchelstane niz w Polsce. A jednak trudno zapomniec, iz Winston Churchill mowil, ze Polacy nigdy jeszcze nie przegapili okazji przegapienia okazji. Margrabia Wielopolski twierdzil natomiast, ze dla Polakow mozna zrobic wszystko, ale z Polakami nic.

Jako polityk byl margrabia czlowiekiem wyjatkowo niepolitycznym, krotko mowiac, gburem gleboko przekonanym, ze glowna wada jego rodakow jest niezdolnosc zrozumienia, ze dla jego pogladow nie ma i nie moze byc alternatywy. Taktyka Wielopolskiego mogla byc skuteczna, gdyby miala poparcie spoleczenstwa. Nie miala, i chociaz powstanie styczniowe bylo szalenstwem, to przeciez dzis uczymy mlodziez szacunku dla powstancow, a nie dla margrabiego Wielopolskiego, ktory do niepodleglosci Polski chcial zmierzac w mniej desperacki i stracenczy sposob.

Sztuka zdobywania spolecznego poparcia nie jest najmocniejsza strona naszych politykow. Umiejetnosc dyskutowania nie jest najmocniejsza strona mieszkancow Polski. W wielu krajach zachodnich jest to sztuka, ktorej dzieci bardzo wczesnie zaczynaja uczyc sie w szkolach. Umiec sluchac i rozumiec argumenty innych, umiec logicznie prezentowac argumenty wlasne, umiec poszukiwac zblizenia z ludzmi, ktorych poglady sa odmienne od naszych, umiec wreszcie wysluchac i spokojnie rozwazyc kierowane pod naszym adresem uwagi krytyczne. Abysmy mogli oczekiwac od dzieci, zeby dazyly do zdobycia takich dziwnych umiejetnosci, my, dorosli, musielibysmy udowodnic, ze sa to umiejetnosci prowadzace do sukcesu. Z tym bylby klopot. Polski Sejm to glownie monologi, oswiadczenia i protesty. Nazywanie tych debat dyskusja mogloby wskazywac na nieumiejetnosc zrozumienia definicji pojecia "dyskusja". Krajowa prasa to biuletyny kaznodziejow uporczywie nawracajacych zarowno tysiace czytajacych jak i miliony nieczytajacych, na ich jedynie sluszne poglady. Dziennikarzy takich, jak Waldemar Milewicz (swietlista gwiazda Telewizji Polskiej) mamy bez liku; tych, ktorzy rzetelnie opisuja otaczajaca ich rzeczywistosc, mozna policzyc na palcach. Wsrod naszych dziennikarskich kaznodziejow mamy kilka typow - ci, ktorych geniusz sluzy do udowadniania, ze reprezentuja caly narod; ci, ktorzy wierza, ze (ich) Partia ma racje; ci, ktorzy obnosza sie z najmodniejszymi dzis wierzeniami, a wreszcie ci, ktorzy sa przekonani, ze znaja tych, ktorzy maja racje.

Wlasciwie mozna by sie cieszyc, ze nasze barykady sa niskie i sluza glownie do wygrzewania sie na sloncu w oczekiwaniu na okazje zmarnowania okazji. W innych krajach zrozpaczeni reaguja gwaltowniej, a objawienia pryszczatych zmieniaja sie jak w kalejdoskopie.

Od wielu stuleci wyliczamy sobie nasze rozliczne wady narodowe i jakos nic nam to nie pomaga. Lament na nasza grzesznosc uprawiamy wszyscy. Slychac go z ambon, w sklepie, w urzedach, w telewizji, zas bardziej systematyczne listy naszych narodowych wad prezentowane sa w gazetach codziennych i w periodykach.

Artykuly o naszych wadach narodowych maja ogromny popyt. Tak to bowiem z wadami narodowymi jest, ze owe wady maja "oni", czyli wszyscy nasi rodacy z wyjatkiem nas samych. W ten sposob kazdy Polak z osobna jest istota samotna, nieco swieta, zyjaca w tlumie istot, ktorych wady czynia zycie wrecz nieznosnym. Trwamy wylacznie z poczucia patriotycznego obowiazku i w nadziei, ze byc moze kiedys inni zechca wziac z nas przyklad.

Problem jednak z rozwazaniami nad naszymi wadami narodowymi nie polega ani na tym, czy udalo nam sie ustawic ich wlasciwa kolejnosc, ani czy wyliczylismy wszystkie, ale na tym, ze te listy naszych grzechow nie prowadza do zadnej strategii ich eliminowania. O niesamodzielnosci myslenia i braku inicjatywy Polakow mowi sie i pisze od dziesiatkow lat, a jednak szkoly nie zaczely uczyc tak podstawowych rzeczy, jak sztuka przygotowywania zebran, prezentacji problemu, demokratycznego podejmowania decyzji w malej grupie.

Zeby byc samodzielnym trzeba miec na poczatek prawo do dyskusji, prawo do prezentacji swojego stanowiska. Chwilowo mamy w naszej kulturze oburzenie moralne zamiast dyskusji i w zwiazku z tym tak poszukiwana samodzielnosc znajduje upust w zalatwianiu wszystkiego na lewo, w kombinacjach, w niebywale rozwinietej sztuce omijania prawa.

Swego czasu pisalem o tym jak w Japonii, w latach 70. XIX wieku, drastyczne obnizenie podatkow i radykalne uproszczenie procedur podatkowych doprowadzilo do wzrostu wplywow podatkowych o ponad jedna piata. Udalo sie zwiekszyc uczciwosc podatkowa, co stanowilo niebywale wazny krok na drodze do ograniczenia wielu wczesniejszych wad narodowych Japonczykow i do tworzenia pierwszych zrebow spoleczenstwa obywatelskiego. Pierwsza rzecz, to wciagnac w sfere legalnosci ludzi zyjacych na granicy prawa lub poza prawem.

Spoleczenstwo to sasiedzi, ludzie ktorych stale spotykam w mojej wsi i gminie oraz panstwo, a wiec miliony ludzi, z ktorymi jestem powiazany przez abstrakcyjne pojecie patriotyzmu i przez biurokracje panstwowa. Na listach naszych wad narodowych nieodmiennie pojawia sie nieuczciwosc, brak elementarnej solidarnosci i roszczeniowy stosunek do wszelkich wladz.

Ostatnie cztery stulecia naszej historii, to z jednej strony systematyczne naduzywanie prawa przez ludzi znajdujacych sie u wladzy, a z drugiej niezdolnosc obrony kraju przed zagrozeniem zewnetrznym. W efekcie w naszej kulturze wytworzyl sie model romantyczno-cwaniackiego stosunku do panstwa - czesto nieklamana gotowosc oddania zycia za ojczyzne i glebokie przekonanie, ze na co dzien panstwo nieustannie mnie oszukuje, a w zwiazku z tym jedyna mozliwoscia przezycia jest oszukiwanie panstwa.

W okresie rozbiorow marzenie o odzyskaniu wlasnego panstwa prowadzilo do naiwnego przekonania, ze wolne polskie panstwo bedzie automatycznie wolne od wszelkich problemow. W czasach wspolczesnych mielismy powtorke tego rodzaju masowych zludzen, kiedy sadzono, iz wyzwolenie sie z zaleznosci od Rosji i znikniecie komunizmu automatycznie rozwiaze wszystkie nasze problemy. Gleboki zawod, iz tak sie nie stalo, prowadzil do nasilenia lamentu na nasze wady narodowe zamiast poszukiwania strategii dajacych nadzieje na ograniczenie najwiekszych dolegliwosci naszego zycia spolecznego.

Wiekszosc z nas zgadza sie ze stwierdzeniem, ze jako narod mamy mnostwo wad. Pytanie, czy mamy owe wady, bo tacy jestesmy i nic na to nie mozna poradzic, czy tez naszym najwiekszym problemem jest nieumiejetnosc zorganizowania skutecznego panstwa, ktore wymusiloby poszanowanie prawa i elementarna solidarnosc?

Zrodlem wiekszosci naszych wad narodowych jest spoleczne srodowisko, w ktorym zyjemy. Jesli nie daje sie niczego zalatwic normalnie, ludzie maja sklonnosc do kombinowania; jesli od dziecka uczymy sie, ze w kazdej dyskusji ostatecznym argumentem jest podniesiony glos ojca, nauczyciela czy przelozonego, wiemy rowniez, ze samodzielnosc jest karana; jesli panstwo (reprezentowane np. przez urzedniczke Urzedu Skarbowego) chcac sprawdzic date mojego urodzenia odczuwa potrzebe straszenia mnie kara grzywny lub wiezienia, moj stosunek do panstwa jest lekcewazacy i rewindykacyjny.

Przygladam sie lezacej na moim biurku kupce wycietych z gazet artykulow, a potem jeden po drugim wyrzucam je do kosza. Litanie naszych wad narodowych pisane sa rowniez przez neopryszczatych.

Dla neopryszczatych to wszystko jest zbyt trudne. Wyrzucam moje wycinki i ide pracowac w ogrodzie. Moze kolejne pokolenia Polakow beda mialy jakies szanse na to, aby ich spory przerodzily sie w dyskusje. Ja juz tego nie dozyje, a chwilowo moge tylko ograniczyc naklady czasu na sledzenie polskich sporow.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail