PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (18 pazdziernika 2002)


MARIA KORNATOWSKA

Z zapiskow
jurora

Mimo zlowrozbnych znakow na ziemi i niebie 27. Festiwal Polskich Filmow Fabularnych doszedl do skutku. Filmowcy zjechali wiec tlumnie do Gdyni. Zabraklo, niestety, Mistrza Wajdy zajetego konczeniem Zemsty. Pokazano 21 filmow z telewizyjnymi wlacznie. Bilans skromny, ale znaczacy w sytuacji kryzysu polskiej kinematografii i polskiej kultury. Znow zasiadlam w jury. Widocznie to juz taki dla mnie rok: pod znakiem jurorowania. Jury, musze obiektywnie przyznac, bylo zacne, az rozkosznie bylo jurorowac, mimo ze to zajecie wyczerpujace chocby ze wzgledu na koniecznosc ogladania - i to uwaznego - wszystkich tych filmow, dobrych i nieco gorszych. Przewodniczyl Feliks Falk, wodzirej kina moralnego niepokoju, a pod jego wladczym przewodem jurorowali pilnie: zawsze piekna i gustownie przyodziana Ewa Dalkowska, zeszloroczny laureat, uosobienie kulturalnego rezysera Robert Glinski - tworca filmu Czesc Tereska, dalej aktor i scenarzysta, czarujacy Cezary Harasimowicz, operator Andrzej Jaroszewicz z ironicznym blyskiem w oku, i jako reprezentant "mlodziezy", oscarowy nominat, autor Meskiej sprawy Slawomir Fabicki, ktoremu z rozdzielnika przypadla rola nonkonformisty; przyznac trzeba, ze swietnie sie z niej wywiazywal.

Pracowalo sie w tym gronie z prawdziwa przyjemnoscia, bo nawet jak dochodzilo do powaznej roznicy pogladow, miast czestej w naszym kulturalnym zyciu pyskowki, wywiazywala sie ciekawa dyskusja merytoryczna, walka na pryncypia, na odmienne koncepcje wspolczesnego kina.

Z filmow, jakie obejrzelismy wylonil sie dla mnie osobliwy obraz naszej nadwislanskiej ojczyzny. Dosc, przyznajmy, ponury i przygnebiajacy, choc niepozbawiony elementow humorystycznych. Zaludniaja ja glownie, te nasza nieszczesna ojczyzne, gangsterzy, mafiosi (znak szczegolny - piesek na reku!), niedomyci menele i rozneglizowane panienki. Wszyscy oni z wyrazna luboscia posluguja sie polszczyzna w najwyzszym stopniu nieparlamentarna. Ze zjawisk szczegolnie charakterystycznych odnotowalam sobie pare faktow. W sferach, mowiac eufemistycznie skloconych z prawem, pojawil sie obecnie znamienny ped do nauki. W dziele Olafa Lubaszenki E=mc2 gangster (Cezary Pazura) pragnie otrzymac doktorat z filozofii, zas w Edim Piotra Trzaskalskiego, dwaj bracia-bandziory chca koniecznie, by ich niechetna naukom siostra zrobila przynajmniej mature. Wynikaloby z tego - nie wiem co w tej kwestii mowia socjolodzy - iz w swiecie przestepczym droga spolecznego awansu i odkupienia wiedzie przez edukacje. Nie jestem wszakze pewna, czy swiat przestepczy podziela przekonania filmowcow w tej materii. Moze dowie sie o nich dopiero z ekranu? Wiekszosc postaci zaludniajacych polskie filmy pije namietnie i to przewaznie wprost z butelki. Na ogol nie zakaszajac. Pija kobiety, starcy, nieletni tudziez pozostale warstwy ludnosci.

Drugie znamienne zjawisko to powszechnie obowiazujacy kult dziecka. Dziecko w polskim filmie stanowi wartosc najwyzsza. Nawet dla gangsterow i bandziorow. Pojawily sie dzieciece gwiazdy, ktorych buzki zdobia liczne produkcje. W filmie Tam, gdzie zyja Eskimosi Tomasza Wiszniewskiego dziecko choc samo nieco zdeprawowane, nawraca na uslana klopotami i niebezpieczenstwami droge cnoty najemnego zbira, w ktorego wcielil sie, bez specjalnego przekonania, Bob Hoskins. Dziecko stalo sie glownym bohaterem naszego kina. Czy znak to postepujacej jego infantylizacji? - oto pytanie, ktore nasuwa sie niemal automatycznie.

W pokazywanych filmach najczesciej szwankuja scenariusze. Charaktery niedorysowane, niedookreslone, dramaturgia rozsypuje sie najwyrazniej. W kabinie projekcyjnej pomieszaly sie akty E=mc2. Ale na widowni nikt nie protestowal. Przestawienie kolejnosci wydarzen nie zdawalo sie miec wiekszego znaczenia dla odbioru dziela. Dopiero pozna wieczorowa pora wyswietlono film "po bozemu".

Aniol w Krakowie Artura Wiecka "Barona" - pelen uroku produkt krakowskiej, inteligencko-artystycznej subkultury to wlasciwie jedyny film z pietnem miejsca. Pozostale dzieja sie "wszedzie i nigdzie", czyli w Polsce. Wszystko wydaje sie zdumiewajaco podobne, zlewa sie w jedna, malo powabna calosc. Ulice, pejzaze, ludzie. Lodz, Warszawa, Slask. W Aniele czuje sie wyraznie promieniowanie Piwnicy pod Baranami. Ludzie jacys tacy galicyjscy, kazdy z osobistym, niepowtarzalnym rysem, wnetrza mieszkan naznaczone osobowoscia wlasciciela lub przynajmniej tworcy filmu, malowniczo zagracone, klimat poetyczny. Niby to samo co gdzie indziej, a przeciez z metka indywidualnego stylu. Wrecz cudowny Jerzy Trela w roli surrealistycznego menela. Niestety, nawet aniolowie, jak juz sie znajda na ekranie, potrzebuja dobrego scenariusza i film, niezaleznie od swoich cesarsko-krolewskich urokow, rozpada sie na koniec i gubi sens. A szkoda...

Ku narzekaniom poniektorych nie przyznalismy nagrody za najlepsza role kobieca. Bo tez i nie bylo za co. Rol meskich jest w filmie polskim dostatek. I wybor miedzy Markiem Kondratem a Januszem Gajosem byl naprawde trudny. Kondrat mial to szczescie, ze zagral postac najlepiej napisana, najpelniejsza, ale Gajos grajac w Tam i z powrotem dopisywal soba to, czego w tekscie nie stalo. W rolach drugoplanowych blyszczal m.in. Lubaszenko (Tam i z powrotem), wspomniany juz Trela w krociutkim epizodzie Aniola. Nad wyborem laureata trzeba bylo sie rzeczywiscie nabiedzic.

Calkiem inaczej z kobietami. Kino polskie praktycznie ich nie uznaje. W najlepszym przypadku pokazuje (Wtorek, Miss mokrego podkoszulka) "seksowne" mlodziezowki. Kobiet dojrzalych ze swieca nie uswiadczysz. Urocza Malgosia Pieczynska w rozkwicie swoich mozliwosci aktorskich (zdobyla juz sobie renome w Skandynawii) dramatycznie narzeka na brak rol dla siebie. Nie robi sie filmow psychologicznych, nie powstaja filmy o relacjach miedzy ludzmi, nie ma filmow o milosci. Kino nasze jakby boi sie tego rodzaju tematyki, jakby czuje swoja wobec niej bezradnosc. Suplement Krzysztofa Zanussiego stanowi przyklad nieomal wzorcowy niezdolnosci podejmowania powaznych problemow moralno-psychologicznych. Upodobanie do meneli, osob nie calkiem umyslowo rozwinietych, gangsterow i dzieci jest - poza wszystkim innym - rowniez przejawem owego leku przed wejsciem na wyzszy poziom rozwazan, wyzszy i glebszy zarazem sposob widzenia swiata, a przede wszystkim ludzi. Latwiej w koncu kochac dzieci i dziwakow niz zwyczajnego blizniego o pewnym stopniu wewnetrznych komplikacji.

Nieobecnosc filmu o milosci. Zwiazki damsko-meskie sluza nade wszystko scenom lozkowym lub "zakladaniu" rodziny, co w praktyce oznacza rodzenie dzieci i budowe wlasnego domku, najlepiej z ogrodkiem (mezczyzna musi przeciez jeszcze posadzic drzewo). Uczuciowe zawirowania w zadnym stopniu nie interesuja naszych filmowcow. Problemy wyrastajace na drodze mlodych par maja charakter wylacznie praktyczny. Bardzo to ciekawa wizja rzeczy, zwlaszcza jesli sie przez pomylke zobaczy jakis film francuski, ktory nie wiedziec czemu analizuje niuanse uczuc i zachowan czlowieka wobec drugiej ludzkiej istoty, plci odmiennej zwlaszcza.

Za czasow PRL-u ekranowi bohaterowie opuszczali wsie zwabieni urokami miasta i pozytkami, jakie niesie zycie w centrach urbanistycznej cywilizacji. W kinie dzisiejszym odnotowuje zjawisko calkiem przeciwne. Kto zyw ucieka na wies, do krewnych, ktorzy szczesliwie zachowali swe wlosci i nie dali sie zwiesc czarowi blokow (Moje miasto Marka Lechkiego). Tytulowy Edi z ciekawego debiutu Piotra Trzaskalskiego na lonie natury odnajduje spokoj duszy i radosc istnienia. Miasto jest szpetne, mroczne, ponure (Edi, Tam i z powrotem, Moje miasto, Dzien swira). W jego zaulkach czai sie zlo, zbrodnia, nieszczescie. Jak ktos nie ma rodziny na wsi, kupuje dzialke na odleglych przedmiesciach. Polak wraca na wies, w miescie zostaja szczury - co widac dokladnie w ostatnim kadrze Mojego miasta.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail