PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (11 pazdziernika 2002)


JERZY GIZELLA

Marka Nowakowskiego
obrachunki z przeszloscia

Sylwetki pisarza Marka Nowakowskiego nie trzeba czytelnikom szerzej przypominac. Na jego prozie wychowaly sie co najmniej dwie generacje wchodzace w zycie w latach 1960-1980. Bibliografia autora zawiera ponad 70 pozycji zwartych: scenariuszy, tomow opowiadan i powiesci, nie mowiac o wznowieniach i przedrukach, zwlaszcza w oficynach podziemnych w czasie stanu wojennego. W zeszlym roku ukazala sie proza Empire, w tym roku Moj slownik PRL-u - najpierw drukowany w Rzeczpospolitej (cykl Powidoki, 1997 r.), Dzienniku Polskim, Liscie Oceanicznym (takze pod nazwa Slowa-klucze). Drukowane osobno hasla uderzaly celnymi i lapidarnymi fabulami, PRL-em w pigulkach, epilogami, ktore wywracaly na nice wysilki komunistycznych kolonizatorow. Czytane w calosci, jednym ciagiem, nie stracily swojego blasku, a nawet wobec coraz powszechniejszej choroby amnezji i klajstrowania przeszlosci - zyskaly.

W czacie przeprowadzonym w 2000 roku przez Wirtualna Polske Marek Nowakowski zapowiadal, ze pracuje nad mikropowiescia, ktora niebawem skonczy, i ujawnil jej tytul roboczy: Empire. Tytul od razu przywolywal z pamieci jego wczesna proze: Benka Kwiaciarza czy Ksiecia Nocy. I w pewnym sensie jest nawrotem do tej tematyki - ale czyms jeszcze wiecej: to po pierwsze przypowiesc literacka, tak jak wczesniejsze - wielowarstwowa i wielowatkowa, napisana zgrabnie, piekna, klarowna polszczyzna, i - czego krytycy z czasow PRL-u woleli nie zauwazac - siegajaca do tradycji polskiej i swiatowej literatury. Obeznany z nasza klasyka czytelnik szybko rozpozna w niej atmosfere podmiejskich krajobrazow podwarszawskich z prozy Stanislawa Rembeka i Mirona Bialoszewskiego (!) oraz bardziej odleglych w czasie i przestrzeni - Sergiusza Piaseckiego, Jozefa Mackiewicza czy przedwojennych autentystow: Zbigniewa Unilowskiego i Henryka Worcella. Nie od rzeczy moze siegnac do prozy Brunona Schulza czy Andrzeja Kusniewicza. Coz ma jednak Galicja i C.K. monarchia do prozy Nowakowskiego? Ma, i to wiele. Wystarcza nazwiska Jozefa Rotha (Marsz Radetzky'ego) czy Roberta Musila (Niepokoje wychowanka Törlessa). Jesli sie w tej zabawie w skojarzenia pojawia nazwiska Witolda Gombrowicza (Ferdydurke) czy Emila Zegadlowicza (Zmory) - nie beda przesadne. Empire to przypowiesc o dojrzewaniu, o inicjacji, pelna metafor, nawiazan i aluzji do calego gatunku tego typu prozy, w tym Iwana Bunina i Izaaka Babla, szczegolnie z Opowiadan odeskich. To tylko jedna warstwa. Podroz w czasie nie konczy sie na Odessie, na czarnomorskich i srodziemnomorskich korsach - prowadzi nas w przeszlosc Grekow i Rzymian, w swiat starozytnej historii, laciny i legionow, akweduktow i bohaterow mitologii. Jesli mowi sie o trzech filarach zachodniej kultury: greckiej filozofii, rzymskim prawie i chrzescijanstwie - dwa pierwsze maja w Empire epicka i logiczna ciaglosc - brakuje tylko trzeciego.

"Empire" to w warstwie faktograficznej nazwa przedwojennego warszawskiego hotelu. To synonim swiata, ktory ulegl zagladzie, przestal istniec w powojennej, komunistycznej rzeczywistosci. Wszyscy bohaterowie naleza do tego swiata - probuja w nim zyc, ocalic wspomnienia, odseparowac sie od okrutnej, siermieznej i beznadziejnej rzeczywistosci. Uciekaja w przeszlosc, szukaja w niej ratunku, karmia siebie i swoje otoczenie egzotyka i mitologia, w tym takze rodzinna. Ojciec (Edek, Odys), matka (Penelopa, bezimienna) i syn Henryk (Hektor) spleceni wiezami uczuc i zaleznosci, do ktorych pasuja dobrze zarowno teorie psychoanalityczne, jak i modne egzystencjalne. Jest tu wszystko, co juz od Buddenbrookow prowadzi nas do Smierci w Wenecji i Stu lat samotnosci, przemijanie w czasie i w pamieci pokolen. Getry, rekawiczki z pekari, lakierki - "zbroja niepokonanego rycerza", ktory "nudna codziennosc" potrafil "przemienic w swiateczne widowisko". Sakralizacja codziennosci - takze jako ucieczka przed soba, przed strachem, rekompensata niskiej samooceny i klesk. To przeciez zawod i funkcja iluzjonisty, opowiadana ze swada i wilgotnym rozmarzeniem w oczach przez ojca. Potezna dawka trucizny dla mlodego, zadnego przygod, dalekich podrozy i odwaznych czynow dorastajacego mlodzienca, dla ktorego ojciec staje sie jedynym autorytetem. Wyprawy na Lazurowe Wybrzeze, kasyna, wielki ksiaze Michajlowicz, buty zamawiane na miare "u mistrza Hiszpanskiego", wreszcie tajemniczy "tygrysi skok" - " paleczka w sztafecie pokolen". Orient Ekspress z Paryza do Stambulu unoszacy bogate, zadne egzotyki i romansow towarzystwo. A zamiast AK i Katynia - ksiaze Gaba Gawaridze, wygnaniec z sowieckiej Gruzji i corka amerykanskiego magnata gieldowego - replika wielkiej milosci ojca, iluzjonisty i globtrotera, do bogatej i pieknej dziewczyny "jedynaczki i spadkobierczyni niebagatelnej fortuny", ktora "porzucila rodzinny dom, narzeczonego ze swej sfery i nie baczac na anateme, samodzielnie ruszyla w zycie". I choc matka wszystkiemu zaprzecza, kpi z ojca, szydzi z niego - syn wierzy mu bezkrytycznie i w nim widzi wzor do nasladowania, a opowiesci o "Empire", skandalach, schadzkach i fortunach, ktore przechodzily z rak do rak w ciagu jednej nocy - rozpalaja wyobraznie i w matce kaza widziec osobe obca, z innego, gorszego, bo przyziemnego swiata.

"Empire" - to "blichtr raju utraconego", ale tak opowiadany, ze kazde slowo zapada w pamiec i wyobraznie, w koncu syn zaczyna wrecz nasladowac styl myslenia ojca i na szydercze, kipiace jadem o gledzeniu i bajdach ojca uwagi matki - syn wyglasza wprawiajaca matke w oslupienie tyrade obronna na czesc fantazji przeciwstawionej "bezmyslnej wegetacji". Tym bardziej zreszta broni ojca, im bardziej wyczuwa, ze miedzy rodzicami toczy sie nie tylko wojna na slowa, ale kryje sie prawda o malzenstwie, ktorej nie chcialby poznac, o ktorej jednak przypomina mu brutalnie kolega z klasy, Wojtek, "nienawidzacy ksiazek i zmyslonych bredni". Ostatnim azylem dla wizjonerow staje sie miejscowa knajpa "Pod Wiaduktem", nazywana przez krag prof. Wernera, lacinnika i milosnika kultury starozytnej (tlumacza Cycerona) oraz jego wiernych uczniow - "Pod Akweduktem". To jakby katastrofa w dramacie i punkt zwrotny w zyciu Henryka-Hektora. Sceptycyzm profesora ("skonczyla sie moja epoka") i szkolnego kolegi ("ciern gleboko wbity w cialo i ropiejacy") zaczyna chwiac podstawami wiary w przeszlosc i starozytnosc; pozne powroty matki i glosne w miasteczku plotki podwazaja wiarygodnosc ojca. Henryk chce wreszcie poznac tajemniczy "Empire". Jedzie do Warszawy, pelnej ruin i obcych zolnierzy. Tu mit i prawda zbiegaja sie w opowiesci starego hotelowego pucybuta. Legenda hotelu "Empire", gdzie miesci sie teraz sztab sowiecki i legenda ojca "niepokonanego rycerza" - wala sie w gruzy. Ojciec okazal sie tylko mistrzem iluzji slownej. Prawda jest okrutna: byl zaledwie pikolakiem i kelnerem w hotelu, wiedze o swiecie czerpal z fantazji. A zamiast ksiazat i dam - sowieccy oficerowie strzelaja z naganow po wodce do kandelabrow i portretow hetmanow wielkich koronnych w apartamencie prezydenckim.

Fabula prosta, mozna rzec banalna, gdyby nie zamysl autora. Kleske ponosi tradycja, mit, literatura - a powrot do rzeczywistosci jest bolesny i okaleczajacy. Ostrzezenie przed fikcja? I tak, i nie. Tak, jesli fikcja zostaje uzyta jako narcystyczny mechanizm obronny, jako ucieczka od prawdy, moda zaslaniajaca konsumpcyjny, bezduszny swiat egoizmu, pychy i zadzy. Ale i nie, bo bez bajek, legend i mitow - zycie jest plaskie i puste jak wegetacja "kopalnianego konia". Nowakowski ma takze na mysli tworczosc literacka, wszelka sztuke - uprawianie iluzji pomagajacej zrozumiec innych ludzi. Ich odrebnosc i niepowtarzalnosc. Pozwalajacej zrozumiec siebie samego w swiecie pelnym sprzecznosci, ambiwalencji, walki Arymana z Ormuzdem, dobra ze zlem. To chwyt podobny do uzytego przez Tolkiena w latach 30. ub. wieku, ktory piszac opowiesci o Wladcy Pierscieni skryl Biblie i Nowy Testament w ateistycznym kostiumie magii i czarow. To przeciez bajki dla doroslych, a Tolkien byl wierzacym katolikiem, ktory moze wczesniej od innych odkryl u ludzi wspolczesnych tesknote za innym swiatem, naddanym i tajemniczym.

Schizofrenia PRL-u, pranie mozgow i "heglowskie ukaszenie" nie przyszly nagle - grunt pod zasiew cynizmu i nihilizmu byl od dawna przygotowywany. Wojna i ponowna okupacja tylko uzyznily te glebe. Pomieszanie pojec, tak charakterystyczne dla obecnej epoki transformacji, degrengolada duchowa i utrata kompasu to zjawisko dotyczace nie tylko Polski i nie tylko Europy. Profesor Pimko Gombrowicza i profesor Werner Nowakowskiego wykluczaja sie i uzupelniaja nawzajem. Obaj demaskuja mity i zludzenia. Ale bez tego "klamstwa" - a wiec i tajemnicy - ludzie zamieniaja sie w stado wilkow. Wilki, zdaniem naukowcow, nie maja wyobrazni. Z wyobraznia moze zyje sie trudniej. Niekiedy krocej. Niekiedy dluzej. Dzieci, ktorym nie opowiadano bajek w dziecinstwie - sa inne. Jako dorosli maja klopoty ze znalezieniem sensu zycia. Latwiej traca wiare, takze wiare w siebie samego. Moze pisarz chcial tylko przypomniec te stara prawde i jeszcze wyrazniej podkreslil jej aktualnosc w epilogu zatytulowanym Tak sie zaczynalo?

To, co pisze w nim Nowakowski o latach 40. i 50., swojej mlodosci i dojrzewaniu - znajduje rozwiniecie i uzupelnienie w Moim slowniku PRL-u. Byc moze przeciwnicy tej prozy beda probowac podkreslac przebrzmialosc Slownika - juz od dluzszego czasu na rynku ksiegarskim pojawialy sie i pojawiaja wydawnictwa o podobnym lub zblizonym charakterze. Leksykony, slowniki (pisane przez historykow czy dziennikarzy), Czarna ksiega komunizmu, przewodniki po obozach i lagrach, a zupelnie ostatnio Fotografie Janusza Andermana, czyli PRL w obrazkach i dialogach. Bedzie przypuszczalnie tych wydawnictw przybywac. Pojawiaja sie zapiski i pamietniki, dzienniki i biografie, wywiady z tworcami aktywnymi w tamtej epoce. W wielu z nich humor, ironia i groteska sa juz nieodlacznym elementem zawartosci.

W Slowniku Marka Nowakowskiego mamy do czynienia z czyms, co mozna by nazwac logicznym odwroceniem proporcji: im bardziej archaiczny termin (bardziej zanurzony korzeniami w stalinizmie), tym bardziej komiczna lub ironiczna forma opisu. Wystarczy pierwszy przyklad z ksiazki: A - Agitatorzy ZMP (w ktorym autor byl krotko nawet etatowym pracownikiem aparatu) to w ujeciu hasla organizacja pozwalajaca inteligentnym uczniom, o zainteresowaniach np. humanistycznych, urwac sie ze znienawidzonych lekcji fizyki i matematyki "na akcje". Nie ma ideologii - jest zwykle cwaniactwo i zgrywa. Nie ma donosicielstwa i lamania kregoslupow moralnych, nie ma napuszczania szczeniakow na profesorow uniwersyteckich, uczonych swiatowej slawy, co sie nie tylko podobalo aktywistom, ale imponowalo nawet - na zasadzie mlodzienczej przekory - gorliwym i zakamuflowanym katolikom (patrz Dzienniki Andrzeja Kijowskiego). Tu czesto rodzilo sie zrodlo "janczarskiego" systemu fascynacji i uzaleznien psychicznych od systemu marksistowskiego: oto niepowtarzalna szansa gnebienia innych tylko z powodu atutu mlodosci, przeskoczenia nagle calej zmudnej drogi awansow i schodkowej kariery: czyz nie o tej pokusie najogledniej zdaja sie mowic tzw. pryszczaci?

Mlodzi gniewni lubia dzis zarzucac starszym pisarzom faryzejska moralnosc i minimalizowanie grozy tamtych czasow. Takie zarzuty padly swego czasu nawet pod adresem Czeslawa Milosza i Wislawy Szymborskiej. A sami przesuwali daty swoich debiutow poza magiczny rok 1989, zeby dodac sobie jeszcze wiecej autorytetu. Szkoda miejsca na polemiki z ludzmi, ktorzy wysmiewaja Parnas, a potem szybko wdrapuja sie nan i bronia zdobyczy nie przebierajac w srodkach. Byc moze podobne glosy odezwa sie takze pod adresem autora Mojego slownika PRL-u, "ktory ich nie powali na kolana". Trzeba wiec moze przypomniec, ze Marek Nowakowski jest jednym z najlepszych mistrzow slowa potocznego i w prozie opowiadan czy powiesci, od debiutu po najnowsze opowiadania sluch raczej go nie zawodzi. W Slowniku autor wybral dosc szczegolna forme: jego narrator uzywa czesto w celach parodii jezyka oficjalnej, gazetowej propagandy, co sprawia wrazenie, jakby mowil z drugiej strony barykady. Jakby przemawial w stylu tego aparatu: "Mozna smialo powiedziec: kursokonferencja byla kuznia kadr!". Nie ma powodow wierzyc, ze bylo inaczej, gdyz Nowakowski opisuje wszystkie uroki takich imprez z rzetelnym znawstwem. Gdzie tu krytyka? Gdzie potepienie? Gdzie parodia? Czytelnik - zwlaszcza mlodszy ma prawo powiedziec - sam bym sie zalapal na takie balangi! Otoz to - cenzura byla zla, ale kursokonferencje zastepowaly dzisiejsze agencje towarzyskie i promocje z wyszynkiem. Bylo zle, paszportow nie dawali, ale na nude narzekac w kraju nie mozna bylo (patrz haslo "Budka z piwem"). Ten, kto byl po stronie "zwyciezcow", zwykle nie mogl narzekac. Dla calej reszty byly ochlapy, resztki z panskiego stolu i trzeba sie bylo niezle nagimnastykowac, zeby nie tracac twarzy zgarnac cos dla siebie. Ludzie musieli udawac kogos innego, zwodzic weszacych w zyciorysach personalnych i ich zleceniodawcow z bezpieki, ukrywac prawdziwa przeszlosc i chwalebne zaslugi w czasie okupacji.

Jezyk nowomowy mozna wykorzystac w celach parodii ale wymaga to niezwyklych zabiegow i szczegolnej ostroznosci. W kazdym razie uzywania wielu i czestych nawiasow. Tych nawiasow nie brakuje w Slowniku i nie jest to jego jedyna zaleta. Powtorzmy - inni juz to robili i na pewno nie zostali gorzej ocenieni. Dobor hasel (aktyw, aparat, awangarda, rozpracowac, zabezpieczyc, front, wrog), gdzie w kilku powtarza sie ten sam temat lub podobny zakres pojeciowy, moglby byc na pewno inny. Partyjna nowomowa nadawala slowom forme workow bez dna, ktore na kazdym etapie "walki ideologicznej" (akurat tego hasla nie ma u Nowakowskiego) znaczyly co innego. Monotonia byla okrutna bronia komunistow - wlewala w ludzkie umysly trucizne nieuchronnosci i niezmiennosci. I te duszna atmosfere strachu, terroru, przymusu i beznadziei autor stara sie - stosujac czarny humor i ironie - odtworzyc.

-----------------------------------------------------------------------

Marek Nowakowski, Empire, Twoj Styl, Warszawa 2001, s. 140, cena 12 dol.

Marek Nowakowski, Moj slownik PRL-u, Alfa, Warszawa 2002, s. 171, cena 10 dol. Obie ksiazki sa do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika; przy zamowieniu z wysylka do ceny nalezy doliczyc 8,25% NY tax i 6,50 dol. porto.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail