[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (11 pazdziernika 2002)


PIOTR WOJCIECHOWSKI

Z Czesnikiem
na Fredre!

Kiedy w jednej z pierwszych scen Wajdowskiej ekranizacji Zemsty, podczas schadzki Klary i Waclawa w szczerbie muru miedzy siedzibami Czesnika i Rejenta, mlodzi aktorzy na moment gubia dykcyjna, intonacyjna czy moze tylko interpretacyjna potoczystosc Fredrowskiego wiersza, wydaje sie widzowi, ze wali sie wszystko, ze film ciemnieje i znika z ekranu. Dlaczego tak? W iluz filmach wybaczamy to, ze dialog ginie w zgielku i ruchu akcji. Nawet w niejednej adaptacji Szekspira mlyn zdarzen miele na strzepy cale linijki - i kupujemy to jak leci. A tu nagle film ginie, bo okulalo pare koncowek slow?

Ta obserwacja prowadzi do zrozumienia zamyslu Wajdy, chociaz nie wystarcza do pojecia jego sukcesu. Bo przeciez pomysl raczej sukcesu nie zapewnial, przeciwnie, byl ryzykowna gra. Wajda uwierzyl do konca w sile tekstu, w polszczyzne, humor, konstrukcje. Uwierzyl, ze jest w tekscie moc, potezna sprezyna dramatycznego mechanizmu, ze trzeba wsluchiwac sie w to, co tekst podpowiada inscenizacji, do tego tylko dodawac pomysly - a slowa poniosa film przez ekran, zagarna uwage, wyobraznie i serca widowni. W tej ekranizacji slowa rzadza obrazem, teatralnosc goruje nad filmowoscia, nie tylko wbrew zelaznym filmowym zasadom, co wiecej - wbrew temu, do czego Wajda przyzwyczail swoich widzow. Wajda zrobil ten film jakby wbrew sobie. To nie bylo powtorzenie formuly adaptacyjnej, jaka sprawdzila sie w Weselu - moim zdaniem jego najwybitniejszym filmie. Tak, ale Wesele bylo z wizja, ze smetem, zwidami, retoryka patriotyczna, mialo to samo dramaturgiczne unerwienie, co Kanal, Lotna, a pozniej Czlowiek z zelaza, Pierscionek z orlem w koronie, Pan Tadeusz.

W Zemscie nie ma zadnego zlotego rogu, w Zemscie Wernyhora nie wieszczy. Tu tylko romanse i oszustwa, bijatyki, klotnie, tu dukaty posagu prowadza ludzi pewniej niz ich zalosne ambicje. Fredrze blizej do zjadliwosci Moliera i sztuczek Musseta niz do pytan o polskie przeznaczenia. Dlaczego wiec w ogole Wajda bral sie do tej sztuki rownie slawnej, jak przyszarzalej przez liczne inscenizacje? Czy tylko po to, aby pokazac, ze mistrzowska alchemia potrafi spod szarosci wydobyc blask? Pewnie i po to, bo Andrzej Wajda to czlowiek sukcesu, musi odnawiac swoja legende. Prawda jednak jest taka, ze nad czlowiekiem sukcesu goruje u Wajdy duch sluzby - i to w starym, szlachetnym znaczeniu tego slowa. Blask wydobyty z Zemsty tez mial byc nie na rezysera skierowany, a na Sprawe.

Tego przeciez u Fredry nie ma! Hrabia Aleksander Fredro bawil sie pisaniem nie o Polakach i ich losie, ale o ludziach, ich smiesznosciach i przywarach. A Andrzej Wajda zrobil film o Polakach wlasnie. Idac wiernie za Fredrowskim wierszem, dajac go smakowac widzowi w mistrzowskim wykonaniu Gajosa, Seweryna, Olbrychskiego, zbudowal zarazem napedzana sprezyna wiersza inscenizacje, ktora jest przeciw Fredrze.

Ta inscenizacja "przeciw Fredrze" wlacza sie w pewien wyrazny nurt emocjonalnych, zyczeniowych odczytan komedii, a takze nurt kreowania Fredry na "pol-wieszcza", na rycerza Sprawy. Tadeusz Boy-Zelenski w swoich Obrachunkach fredrowskich probowal - ze swada i erudycja - przelamac tradycje takich odczytan, ale Wajda nie chcial robic "Fredry wedlug Boya" - zrobil to po swojemu, hrabiego Fredre skutecznie do rydwanu Sprawy zaprzegajac.

Przyznac trzeba, zrobil to po mistrzowsku. Jest przywilejem i przyjemnoscia recenzenta proba uporzadkowania katalogu inscenizacyjnych chwytow, ktore nadaly temu filmowi range najlepszej inscenizacji wielkiej literatury od czasu Wesela. Po pierwsze wiec - zima. Bohaterowie komedii sa oblezeni przez snieg i mroz, ktore nasza podswiadomosc przeciwstawia smiechowi, weselu - one sa "cieple". Po drugie - historia. Siedziby Czesnika i Rejenta sa jak jaskolcze gniazda przyklejone do ogromnej, gorujacej martwota i dostojenstwem nad krajobrazem ruiny zamku w Ogrodziencu. Bohaterowie sa mali wobec historii, komedia jest interludium w dramacie, tylko popisem wesolkow na marginesie misterium - ktore cale pozostaje w domysle.

A kiedy rejent Milczek - Andrzej Seweryn - stawia sie na pojedynek z husarskimi wystrzepionymi skrzydlami przypietymi do polpancerza, groteska odsyla nas ku tragedii, ku wielkosci, ktora przeminela. Przypominaja sie metafory Jacka Malczewskiego.

Kim jest na tym tle Papkin-Polanski? Rola warta eseju. Bo gdy brnie przez sniegi w strone zamku - poznajemy go, to przeciez "nieustraszony pogromca wampirow" idzie stoczyc pojedynek ze swiatem widm. Ale ten niewysoki czlowiek w lachmanach zielonych jak mundur, bezbronny wobec mrozu i nocy, jest takze napoleonskim niedobitkiem Wielkiego Odwrotu, Sybirakiem, polskim zolnierzem-tulaczem wszystkich przegranych wojen. I przez to pierwsze prologowe spotkanie odczytujemy potem jego blazenstwa, podboje, tromtadrackie fortele, jego pazernosc i tchorzostwo. Fredrowskiego pajaca przemienil Wajda w bohatera mitu, ktory objawia sie wprawdzie poprzez farsowe sytuacje, ale one nie wyczerpuja jego tajemnicy.

Kolejnym chwytem przemieniajacym sensy Fredrowskie w Wajdowskie jest scena adoracji szabli, w ktorej probuja sie w fechtunku Gajos-Czesnik Raptusiewicz i jego dwu famulusow. Ta scena wydobywa z postaci Czesnika inna prawde niz ta przez Fredre sugerowana. Sejmikowego rebajle do wynajecia, polujacego na posag Klary spryciarza, nadetego duma awanturnika przemienia w "Polaka z szabla", dziedzica tradycji wiodacej od Czarnieckiego i Sobieskiego ku Pilsudskiemu i ulanom Wrzesnia 1939. Od tej sceny wszystkie skazy i szelmostwa Raptusiewicza sa tylko zarysowaniami wzoru. Nie licza sie - bo z Czesnikiem wyrusza Wajda przeciw Fredrze, aby odebrac Zemste teatrowi zabawy i szyderstwa, pozyskac dla teatru narodowych refleksji. Jest w tym dziele skazany na sukces dzieki decyzji obsadowej. Janusz Gajos dowiodl ta rola, ze do kazdego scenicznego czy filmowego zadania potrafi dodac nieuchwytna wartosc, ktora tworzy nie tylko perfekcyjnym rzemioslem, ale i swoistym "darem obecnosci". To jego sposob do osiagania bliskosci widza niby na oslep, niby na skroty. Juz nie patrzymy na Gajosa grajacego Czesnika. Zaproszeni przez Gajosa razem z nim siedzimy w Czesniku, zaklopotani wobec czekajacych nas zadan, cieszacy sie z tego, co sie udaje. Warcholstwo Czesnika i bigoteria Rejenta moga teraz sluzyc jako lustra dla wspolczesnych Polakow - i malo jest w filmie materii artystycznej, ktora nie bylaby tym funkcjom podporzadkowana.

Osobna funkcje pelni na przyklad napiecie miedzy swiatem kobiet i mezczyzn, podkreslone zroznicowaniem stroju i fryzury. Panowie - procz Papkina - stroj polski, leb podgolony. Panie modne z francuska, w perukach.

One sa w innej epoce, w innej przestrzeni. Z dystansem do meskich awantur i urojen, ale bez strachu, zdecydowane grac swoja gre. Katarzyna Figura w roli Podstoliny i Agata Buzek w roli Klary sa tylko z pozoru na dwu przeciwnych biegunach kobiecosci - ale obie silne. Widz uzyskuje pewnosc - Klara i Podstolina nie beda w malzenstwie niewolnicami.

Muzyka Wojciecha Kilara potwierdza jego muzyczna i filmowa klase - a zarazem idzie zdecydowanie po linii "Wajdowskiego odczytania". Jego pelen radosci i energii mazur nie ma niestety dosc czasu, by wybrzmiec, powrocic - ale taki jest los muzyki w filmie o konsekwentnym, narzuconym wierszowanym dialogiem tempie.

Oto refleksje po warszawskiej premierze. Idzie za nimi pytanie - jak odbierze ten film Europa i Ameryka. Wydaje sie, ze widz nieczuly na misterium szabli znajdzie tu jednak Molierowskie i Mussetowskie watki - byle stal sie cud i wiersz zostal przelozony dobrze.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail