Sztuka
widzenia
Z Julia Hartwig rozmawia Grazyna Drabik
Grazyna Drabik: - Duzo darow dla czytelnika splynelo z Pani reki w ostatnich miesiacach: dwa tomy nowych wierszy, "Zobaczone" i "Nie ma odpowiedzi", zbior wczesniej rozsypanych po roznych publikacjach "Wierszy amerykanskich", slicznie wydany przez Uniwersytet Marii Curie-Sklodowskiej zbiorek "Pieciu wierszy" zwiazanych z Pani rodzinnym Lublinem. Szczegolnie tom "Nie ma odpowiedzi" spotkal sie z zywym oddzwiekiem.
Julia Hartwig: - To jest ten najnowszy, ktory znalazl sie w finale Nagrody Nike. Urodzil sie w sposob tak naturalny, jakby sam sie ulozyl, mimo ze ukladanie tomu jest bardzo szczegolna praca, bardzo piekna. Jakby sie karty ukladalo, zeby ten pasjans tak ulozyc, albo tak, albo jeszcze inaczej
Az w koncu tom sie ulozy, i tak ma byc, juz nic nie mozna ruszyc.
Niepokoilo mnie, jak bedzie odebrany tom Zobaczone. Wydawalo mi sie, ze jest troche melancholijny, bardzo refleksyjny, ze ma forme prozatorska, ktora moze byc trudna do zaakceptowania. To sie nie sprawdzilo, zostal przyjety przychylnie. W przypadku Nie ma odpowiedzi natomiast wydarzylo sie cos podobnego, jak wczesniej z tomem Czulosc, ktory okazal sie jakby przelomem i zdobyl mi popularnosc - moze to za duzo powiedziane, ale powiekszyl liczbe moich czytelnikow. Bardzo sie podobal, stal sie ludziom bliski, odnajdywali tam rzeczy, ktorych prawdopodobnie szukali. Teraz, w przypadku Nie ma odpowiedzi, zwraca sie uwage na to, trudno mi mowic, ale to nie sa pochwaly, tylko opis, ze tam jest nagromadzenie bardzo waznych problemow, obiektywnie biorac waznych. One nie znajduja odpowiedzi, ale sa postawione w sposob prosty i jakby latwy do przyjecia.
- Stad wlasnie tytul tomu?
- Zawsze pilnuje, zeby tytuly moich zbiorkow mowily naprawde o tym, co jest w srodku. Tytul nigdy nie jest przypadkowy. Zobaczone to znaczy, ze swiat zostal przeze mnie postrzezony. Nie, ze ja patrze, tylko ze zobaczylam. A w zobaczeniu jest wiecej niz samo widzenie. Jest rodzaj zrozumienia.
- Sklania nasza uwage w strone refleksji raczej niz opisu doswiadczenia.
- Tak, tak jest, lecz refleksja wiaze sie rownoczesnie ze swiatem konkretnym, bo zobaczyc cos oznacza, ze swiat istnieje, ze jest materialny. Ja widze te materialnosc i ja cenie. Natomiast tytul Nie ma odpowiedzi jest dla mnie bardzo jasny. Mianowicie wszystko, o co pytam w tym tomie, a pytam o wiele rzeczy, to sa pytania, na ktore odpowiedzi byc nie moze. Dotycza tak krancowych sytuacji ludzkich, ze wytlumaczenie ich albo jest plaskie, a wtedy nie ma po co odpowiadac, bo ta odpowiedz sie nie liczy, albo trzeba sobie powiedziec: nie wiem. To nie znaczy, ze nie ma odpowiedzi, bo ona moze gdzies tam jest, ale dotyczy - musze tu uzyc slowa, ktore jest zbyt naduzywane - metafizyki.
- Czyli chodzi o pytania, ktore zwracaja sie do Boga?
- Unikam bezposredniej odpowiedzi, nie ma tam wierszy religijnych. Czeslaw Milosz piszac o Nie ma odpowiedzi w Tygodniku Powszechnym doskonale zrozumial intencje tomu. Sprawy religii sa tam tylko lekko dotkniete. Tom jest z jednej strony bardzo goracy, jesli chodzi o zrodlo powstania, ale dosyc sceptyczny w ostatecznej wymowie. Jak mowie "nie ma odpowiedzi", to sie przyznaje, ze odpowiedzi nie znajduje. Przeciez wielu ludzi uwaza, ze odpowiedz zna i ta odpowiedz daje im na pewno jakas sile, ktorej ja nie mam. Jedyna moja sila jest, ze potrafie pytac. To jest pewna sila. W kazdym razie ona licuje z poeta.
- Widze tutaj jednak ciaglosc postawy, charakterystyczna rowniez dla Pani wczesniejszych wierszy. Nie mozna tego nazwac postawa watpiaca, raczej powstrzymaniem sie przed jednoznaczna deklaracja.
- Nie dlatego, zebym sie bala, tylko dlatego, ze nie potrafie. To sa sprawy, nad ktorymi przez cale zycie sie w jakis sposob mysli. Ktos ladnie okreslil to w jednej z recenzji: pozwolic swiatu byc. Podobalo mi sie, ze zauwazono, iz poeta siebie przesuwa na drugi plan. Na pierwszym planie jest swiat, i to jest najwazniejsze. Nigdy nie lubilam grzebac sie w swoim wnetrzu ani czekac zrozumienia dla swojej sytuacji u czytelnika. Natomiast chcialam sie z nim dzielic tym, co mnie niepokoi, na co czekam. Tym, ze musimy byc na pewne zawody i rozczarowania przygotowani. Bo one sa jak gdyby w ustalonym porzadku swiata, ktory w jakis sposob trzeba zaakceptowac.
Tu nasuwa sie pytanie, ktore czasem slysze: czy uwazam, ze moja poezja jest klasyczna, czy nie. Zawsze mnie to troszke rozsmiesza, bo wlasciwie nie wiadomo, co to znaczy, ale jezeliby znaczylo, ze wiersz jest w pewnej harmonii ze stanem tego, kto go pisze, to byc moze okreslenie jest prawdziwe. Choc Stanislaw Baranczak sie temu sprzeciwial uwazajac, ze za duzo jest w moich wierszach rozterki wspolczesnej.
- Przywolala Pani opinie Milosza. Wcale mnie nie dziwi, ze on tak dobrze odczytal Pani intencje, bo mysle, ze laczy Wasza poezje pewne powinowactwo ducha.
- Tak, wsrod poetow polskich stosunkowo najblizszy mi jest Milosz, ktorego ogromnie cenie. Nie tylko cenie go jako poete, ale takze cenie jego wklad w zycie publiczne. Wzial na siebie troche problematyki ogolnej dotyczacej wyobrazenia o tym, czym jest Polak, a tu bezustannie ktos mu wyrzuca, ze on sie ma za Litwina, albo inne glupstwa sie slyszy. Tymczasem to czlowiek, ktory mimo wszystko stoi zawsze po stronie postepu w spoleczenstwie, ktory w sprawach Kosciola zachowuje sie neutralnie i przyzwoicie. Docenia wage Kosciola, pisze w Tygodniku Powszechnym, a jednoczesnie widzi bardzo duzo zlych rzeczy. Ja go nie idealizuje, bo nie mam zamiaru wydawac sadu o czlowieku, mowie o nim jako pisarzu i jako osobie dzialajacej, o eseiscie, ktory sie wypowiada na wiele tematow. Niewatpliwie jest najwiekszym zyjacym poeta polskim, i to juz od dluzszego czasu.
- A nad czym Pani teraz pracuje?
- Zawsze roznymi torami pracuje. Bowiem jesli chodzi o poezje, to wiersze sie pisze albo nie. Akurat ostatnio powstalo troche wierszy, czyli mam zaczatek nowego tomu, ktory jak bedzie gotowy, to sie ukaze, bez pospiechu.
Teraz bardzo sie wciagnelam w cos, co jest jak gdyby rozszerzeniem formy poetyckiej. Na koncu Nie ma odpowiedzi, podobnie jak w kilku poprzednich tomach, jest czesc, ktora sie nazywa Blyski. Trudno mi okreslic te forme. Nie sa to poematy proza, choc mowi sie, ze jestem od nich specjalistka. Poematow proza od lat juz nie pisze, natomiast one sie istotnie ukaza, prawdopodobnie na wiosne przyszlego roku. Jest ich duzo, bo byly zawsze porozsiewane miedzy wierszami, troche tego, troche tego. Zebrane razem tworza samoistny, osobny swiat.
Podobnie stalo sie z Wierszami amerykanskimi, ktore tez byly pisane przez wiele lat. Z kazda wizyta w Ameryce powstawaly nowe wiersze, bo w tym kraju zawsze zobacze cos ciekawego, co chce zapisac. Powstal tom, ktory okazal dziwna jednosc, jest zbiorem spojnym, jakby pisanym naraz, wiersz za wierszem.
Blyski, ktore sie znalazly w Nie ma odpowiedzi, wzbudzily zadziwiajace mnie zainteresowanie. Wielokrotnie mnie pytano: czy bedziesz jeszcze pisac Blyski? Czy je wydrukujesz? Teraz, jak gdyby bez udzialu mojego specjalnego zamiaru poetyckiego, one sie bardzo rozrosly. To sa refleksje, spostrzezenia, czasem cytat, ktory wymaga komentarza. Nie maja nic wspolnego z tzw. zlotymi myslami czy aforyzmami, ktorych nienawidze. Natomiast sa jakby zanotowana mysla, czyms, co nie jest materialem do wiersza, ale budzi zastanowienie. Sa takze ilustracja czesci mojego zycia duchowego - migawkowe zapiski z lektur, z ogladania obrazow, na ogol w bardzo krociutkiej formie, w dwoch, trzech zdaniach. Jesli w wierszu jest zawsze udzial wrazenia, nastroju i inteligencji, a bardzo doceniam ten trzeci czynnik w poezji, to sa jakby blyski inteligencji i wrazliwosci.
- Wspomniala Pani "Wiersze amerykanskie". Najstarsze tam zebrane pochodza z poczatku lat 70., z pierwszego pobytu. Najnowsze z 2000 r.
- Ktos wyliczyl, ze to 30 lat, co mnie az przestraszylo (smiech).
- To juz bardzo dluga historia i roznorakie zwiazki.
- Sa dwa kraje, z ktorymi jestem zwiazana wiezami kultury i literatury. Francja, z ktora najpierw sie zetknelam, gdzie mieszkalam i duzo tlumaczylam. Ciagle jeszcze obracam sie w kregu appolinairowskim. Wlasnie przetlumaczylam na nowo, na zamowienie Literatury na Swiecie, Cendrarsa i napisalam o nim duzy esej, robiac to z przyjemnoscia, bo tego poete bardzo lubie. A drugi - to Ameryka. Wiezi te podtrzymuje, one ogromnie mnie wzbogacaja.
- W Stanach Zjednoczonych takze Pani mieszkala przez kilka lat, razem z Arturem Miedzyrzeckim. Czy w ktoryms momencie nie rozwazali Panstwo, zeby pozostac na stale?
- Inni czesto sie do tego nie przyznaja, ale malo jest ludzi, ktorzy byli kilka razy za granica i ktorym by nie przeszlo przez glowe, czy nie zostac. Oczywiscie, ze przeszlo nam to przez glowe. Mysmy tego nie zamierzali, nic nie robilismy w tym kierunku, ale tuz przed wyjazdem z USA Artur dostal propozycje, zeby objac na stale katedre na jednym z uniwersytetow w Kanadzie. Z zaproszenia nie skorzystalismy. I to jest moja odpowiedz.
A druga jest taka, ze kiedy wrocilismy do Polski, wiedzac zreszta dobrze, co sie w Polsce dzieje, to nie powiem, ze bylismy zachwyceni sytuacja, ale nigdy nie zalowalismy naszej decyzji. Absolutnie nigdy. Bowiem dopiero wtedy nastapil dlugi okres naszego rozwoju literackiego i wszystko, co najlepsze, napisalismy po powrocie z Ameryki. Nie w Ameryce, bo tam bylo nam trudno pisac, Artur duzo wykladal, ja tez jakis czas wykladalam. Uwazam, ze nastapil ogromny skok w poezji, Artura i moj. Rozwinelismy skrzydla. Wszystko sie jakos polaczylo, wlaczylismy sie w ogole w tok zycia. Potem bylismy przeciez oboje w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Walesie, bardzo czynni. Artur byl prezesem Pen Clubu, ostatnio wiceprezesem. Ogromnie kochal te prace spoleczna i byl wspanialy w tym, co robil, wszyscy tak to odbierali. Wiec taka jest pelna odpowiedz.
- Wydaje mi sie sprawa bardzo ludzka, ze rozwazamy rozne mozliwosci. Zwlaszcza mieszkajac jakis czas w kraju tak otwartym jak Stany Zjednoczone, ktory wrecz kusi, zeby sie przymierzyc do "a gdyby". Pytanie wiec powinno raczej brzmiec: dlaczego nie zostali Panstwo w USA?
- Uwazalismy, ze nasze miejsce jako pisarzy jest jednak w Polsce. Cztery lata, ktore mieszkalismy w Stanach Zjednoczonych, przekonaly nas o tym. Nasze kontakty z literatura byly nieduze. Mielismy troche przyjaciol poetow, ale w sensie literackim, w sensie kontaktu ze srodowiskiem nic takiego sie nie dokonalo. Czulismy sie osobno, mimo przyjazni, mimo ze Amerykanie byli nadzwyczaj sympatyczni i pomocni. Wrocilismy dlatego, ze w Polsce bylo nasze miejsce. I okazalo sie, ze mielismy racje.
- Ale corka zostala.
- Corka zostala. Trzeba jednak powiedziec, ze byla juz na drugim roku studiow. Mature zrobila w Ameryce. Studiowala filozofie. Powrot do Polski znaczylby albo robic jeszcze raz mature, albo studiowac filozofie. Tylko - jaka? Ona sie poswiecila fenomenologii. Wtedy w Polsce studia filozofii wygladaly zupelnie inaczej, musialaby sie uczyc marksizmu itd. To bylo niemozliwe. Byc moze jeszcze miala nadzieje, ze po studiach przyjedzie do Polski. Ale doszly sprawy osobiste, ktore ja w Ameryce zatrzymaly. Bylo to dla nas bolesne, ale na to nie ma rady.
- Corka mieszka w Nowym Jorku. Czyli kawalek Pani zostal w USA.
- Tak, tam zostal. Mam corke Amerykanke. W jednym z wierszy pisze, ze jak nawiaze jakies wiezy, to ich nie przecinam. Tak samo jest z Ameryka, ktora jest stalym przedmiotem mojego zainteresowania. W duzej mierze wskutek tego, ze tam jest moje dziecko, poddane tym samym wplywom jak kazdy Amerykanin. Wobec tego interesuje mnie w ogole zycie amerykanskie, czytam wszystko, co mozna. Ale interesuje sie takze, bo jestem po prostu, po ludzku ciekawa. Prenumeruje New York Review of Books. Sledze, co sie drukuje, co sie dzieje.
Oczywiscie nie musze mowic o 11 wrzesnia ub. roku, ktory byl wstrzasem takze dla mnie. I nie bylam pod tym wzgledem odosobniona. Wszyscy, ktorzy przechodzili kolo ambasady amerykanskiej w nastepnych dniach, widzieli wagony kwiatow, ktore tam byly rzucane, wience, zapalone swiece, widzieli, jak silne sa te wiezy. Ogromnie silne, bo one sa z jednej strony takie tradycyjne, bardziej emocjonalne, ale z drugiej strony sa zwiazkami fizycznymi, z konkretnymi ludzmi. Ilez w Ameryce jest Polonii, ile ludzi spokrewnionych albo przyjaciol. Ameryka jest teraz bliska Polakom, i dla mnie jest bardzo bliska.
- W rozleglych przestrzeniach kontynentu amerykanskiego, jakie miejsca zapisaly sie szczegolnie wyraziscie?
- Kocha sie miejsca, z ktorymi sa zwiazane nasze dobre wspomnienia. Pokochalam na przyklad Long Island, gdziesmy mieszkali i pracowali jakis czas. No i Nowy Jork. Mimo ze bylismy kilka lat na Srodkowym Zachodzie, gdzie zostawilismy serdecznych ludzi, bardzo wiernych Polsce, a takze w Waszyngtonie, gdzie Artur mial stypendium Smithsonian, to jednak Nowy Jork jest czyms fascynujacym. Za kazdym razem, kiedy moge przyjechac, jestem szczesliwa. Po 11 wrzesnia jeszcze nie bylam.
- Tlumaczyla Pani rowniez poezje amerykanska. Moj pierwszy podziw dla Pani to bylo uznanie dla swietnych tlumaczen; dobrze wiem, jak trudne to zadanie do spelnienia.
- Wydalismy z mezem antologie poezji amerykanskiej, a takie zwiazki nie koncza sie na publikacji. Potem sie ciagle jeszcze do tego wraca, ciagle sie interesuje, co nowego powstaje. Jest wielu poetow amerykanskich, ktorych bardzo lubie. Przetlumaczylam Roberta Blya, ktorego tom wierszy juz wyszedl. Mam gotowy tom Williama Carlosa Williamsa, ktory pewnie niedlugo sie ukaze. To jest wspanialy poeta, juz klasyk. Przygotowalam takze antologie poetek amerykanskich. Lezy w Panstwowym Instytucie Wydawniczym od trzech lat, bo ciagle jest problem z uzyskaniem praw autorskich. Sa tam wiersze dwudziestu kilku poetek, o pozwolenia wiec trzeba sie starac w roznych wydawnictwach, a czasem i u spadkobiercow, wskutek czego wszystko sie niesamowicie przeciaga. Ostatnio dostalam jeszcze hiobowa wiesc, ze Elizabeth Bishop, poetka nadzwyczaj mi bliska, zastrzegla w testamencie, ze nie zgadza sie na umieszczanie wierszy w antologiach. Dla mnie to cios, dlatego ze antologia, obok wielkiej Marianny Moore, opiera sie w duzej mierze na Bishop. Wiele jej wierszy tam umiescilam - z milosci do niej i z poczucia pewnego pokrewienstwa.
Jezdzac do Nowego Jorku, za kazdym razem siedzialam godzinami w ksiegarniach, przegladalam dziesiatki tomow i wybieralam, co mi sie wydawalo dobre. Zrobilam wlasny wybor, ktory byl bardzo trudny, bo nie ma jeszcze hierarchii - kto lepszy, kto gorszy - wspolczesnych poetek. Mam w domu cale stosy poezji. Moze nie jest to poezja wielkiego lotu, ale ciekawa i odmienna od tego, co sie w Polsce pisze. Warto, zeby antologia w koncu wyszla.
- Sprobuje podsumowac: esej o Cendrarsie, prawie gotowe "Blyski", poematy proza, antologia poetek amerykanskich
- Tom nowych wierszy. Tlumaczenia Williama Carlosa Williamsa. To sa duze projekty, na kilka ksiazek, a juz nie mowie o innych
- O innych? Jeszcze?!
- Reszte utrzymam w sekrecie (smiech).
- Pracuje Pani z imponujacym rozmachem. Moze to wlasciwy moment, by zadac pytanie, ktore mogloby byc niezreczne. Zaznacze wiec, ze wynika takze z mojej wlasnej sytuacji, z dotkliwej swiadomosci uplywajacego czasu. Odchodza ludzie nam bliscy. Rodzice staja sie dziecmi wymagajacymi naszej opieki. Sami czesciej odczuwamy zmeczenie, ostrzej zauwazamy wszystkie udreki starosci. Czy widzi Pani jakies dobre strony starzenia sie?
- Musze powiedziec, ze dopoki czlowiek moze sie zajmowac refleksja, taka poglebiona, ktora go nurtuje, wiec poki to w nim zyje, wiek nie jest wazny. Czasem mi sie wydaje, ze mowa o wieku to rodzaj zartu. Dlatego ze to jakby nic nie znaczy w tym kontekscie. W innych oczywiscie znaczy, szybciej sie mecze, musze bardziej uwazac na pewne rzeczy itd., ale odsuwam to na bok i przestaje o tym myslec. Poki dolegliwosci fizyczne nie sa zbyt dojmujace, unieruchomienie czy cos podobnego, trzeba byc bardzo szczesliwym, ze sie jest w stanie aktywnosci umyslowej i fizycznej.
- Zamykajacy sie luk czasu sprawia takze, iz tajemnica smierci staje sie bardziej namacalna, a smierc wcale nie zmniejsza powagi samotnosci, jakby ja jeszcze poteguje.
- Czlowiek pozostawiony sam sobie, a ja wlasciwie znalazlam sie w takiej sytuacji, jest zmuszony pojac, co znaczy samotnosc. To jest ogromna przepasc do przemyslenia. Ale prosze mi wierzyc, samotnosc jest czyms, co potrafi sie tez wyplacic. Nigdy w zyciu tyle nie pracowalam, nie umialam oddac sie pracy z taka ufnoscia, jak to robie dzisiaj. Jest dla mnie zaskakujace, ze okres, ktory jest dla mnie smutny poprzez samotnosc, jednoczesnie nie jest smutny. Dlatego ze on jakos mi placi za to, co utracilam, usiluje skompensowac tym, ze jednak potrafie pisac, i kto wie, czy nie lepiej niz przedtem. Skoro moj tom Nie ma odpowiedzi zostal oceniony tak wysoko, jako dosyc wyjatkowy, to jakby byl lepszy niz poprzednie. Dla mnie jest tak samo dobry, bo jestem i w tym i w tamtych, wiec trudno mi to ocenic.
Jest chyba wielkim darem nieba w ogole, jezeli czlowiek nie za wiele mysli o sobie. To naprawde nie jest temat godny rozwazan. Mozna myslec o czlowieku jako takim, ale o sobie, zeby sie zastanawiac nad swoimi nastrojami, to rzecz niewarta godnosci ludzkiej. Jezeli sie ma takie poczucie, to starosc czy mlodosc pod tym wzgledem jest zupelnie tym samym. Moze mowie rzecz, ktora brzmi naiwnie, ale juz kilkakrotnie sobie uzmyslawialam, ze tak jest.
- Moze to wlasnie jest sciezka w strone madrosci.
- Jak pani pewnie wie, Kornel Filipowicz pod koniec zycia pisal wiersze, bardzo dobre, choc byl wlasciwie prozaikiem, i napisal taki wers prosty, a przez to piekny: "Panie Boze, nie daj mi zglupiec". Co nie znaczylo, ze sie uwazal za madrego. Po prostu chcial, zeby to, co jest ludzkie, nie opuscilo go do konca. To jest najwieksze pragnienie. Poki tak jest, mozna czuc sie w jakims sensie wyzszym, szczesliwym.
- Poprzez prace.
- Poprzez prace, myslenie, poprzez usuwanie siebie na drugi plan. Panuje moda w poezji, zeby bezustannie pisac o sobie, o sobie. To najgorsza droga, jaka mozna wybrac. Nie tylko w sztuce, ale takze w zyciu. Zaplatalam sie w moralne problemy, ale to rzutuje na moja prace (smiech). No, juz chyba koniec!
- Prosze mi tylko powiedziec, jak to jest naprawde z tym Panem Bogiem?
- Na temat Boga ja sie w ogole wypowiadac nie bede.
- Czy Artur czeka na Pania?
- A, to inna sprawa! To sprawa, ktora jak gdyby z Panem Bogiem nic nie ma wspolnego. Energia uczucia istnieje ciagle. Ona mi towarzyszy i w jakims sensie ja ja tez przeniose. To jest bardzo krzepiace. Nie spiesze sie jeszcze na tamten swiat, jeszcze bym chciala to i tamto zrobic, ale wizja smierci mnie nie przeraza. Bo niewatpliwie istnieje cos poza tym zyciem. To jedno moge powiedziec z pewnoscia, ze wierze. A z Panem Bogiem, no coz, na pewno jest cos wyzszego. Cos, czemu chce byc posluszna. Ale drogi do tego sa bardzo zawiklane, nawet jakby falszowane.
- Skad bierze sie niezlomna wiara, ze istnieje cos po smierci, bez jednoznacznej wiary w Boga?
- Nie mozna uwierzyc, ze konczy sie cos, co jest samo w sobie istnieniem i nieistnieniem. Bo o tym przeciez mowimy, o tym, co sie nazywa dusza. Niby co sie z tym dzieje? Jezeli ona w ogole istnieje, a nie moze nie istniec, skoro myslimy i czujemy, staramy sie zyc przyzwoicie, dazymy, by wiedziec wiecej i wiecej. To nagle, co - cialo umiera i juz nic z tej swiadomosci i dazen nie zostaje? Niemozliwe.
Te problemy pozostaja dla mnie ciagle zywe. Nie jest tak, ze ja juz sobie raz i na zawsze wyjasnilam, ja odchodze i przychodze, jednych rzeczy jestem pewna, drugich nie. Wlasnie dlatego, ze nie ma odpowiedzi.
- Zostawia Pani furtke na dalsze poszukiwania.
- To jak gdyby samo sie poszukuje. Samo w czlowieku szuka. Nie, ze ja sobie cos postanowilam i zadaje pytanie. Pytanie sie we mnie rodzi, budzi mnie w nocy, nurtuje. Albo przychodzi do glowy, kiedy sie rano budze. Poczucie, ze sie nie umiera calym, wypelnia czlowieka bez reszty. To, co mowili jeszcze Grecy, ale oni mowili w sensie ambicji, slawy. A ja mowie w sensie ludzkim, ze czlowiek caly nie umiera, na pewno.
(Smiech) Strasznie sie rozgadalam. Moze jeszcze herbaty?
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |