[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (4 pazdziernika 2002)


JANUSZ WROBEL

"Szpera"
- tragedia lodzkich Zydow

4 wrzesnia 1942 r. odbylo sie wielkie zgromadzenie ludnosci lodzkiego getta. Juz na wstepie oznajmiono zebranym straszliwa nowine: zarzadzeniem wladz niemieckich z Lodzi zostana wysiedleni wszyscy starcy powyzej 65. roku zycia i dzieci do lat 10. Przemawiajacy przedstawiciele samorzadu zydowskiego przekonywali przerazonych sluchaczy, ze zarzadzeniu nalezy sie podporzadkowac, gdyz jakikolwiek sprzeciw doprowadzi do jeszcze wiekszych represji. Na zakonczenie glos zabral Chaim Mordechaj Rumkowski, przelozony Starszenstwa Zydow w getcie lodzkim, czlowiek, ktory z ramienia wladz niemieckich sprawowal w nim prawie dyktatorskie rzady. "Na nasze getto spadlo wielkie nieszczescie - zaczal Rumkowski. - Zadaja od niego, by oddalo najlepsze, co posiada - dzieci i starych ludzi. [...] Nigdy nie wyobrazalem sobie, ze moje wlasne rece beda musialy zlozyc je jako ofiare na oltarzu. Na moje stare lata musze wyciagnac rece i blagac: Bracia i Siostry, oddajcie je! Ojcowie i Matki, oddajcie mi wasze dzieci! [...] Od chwili kiedy dowiedzialem sie o naszym nieszczesciu, jestem calkowicie zlamany. Zyje waszym cierpieniem i dreczy mnie wasz bol, nie wiem, jak i jakimi silami to wszystko przezyje. Chce wam zdradzic tajemnice. Zadano ode mnie 24 tysiecy ofiar w ciagu 8 dni, po trzy tysiace osob dziennie. Udalo mi sie jednak obnizyc te liczbe do 20 tysiecy, moze nawet mniej niz 20 tysiecy, pod warunkiem ze zostana wysiedlone dzieci do lat 10. [...] Poniewaz jednak dzieci i starcow razem mamy okolo 13 tysiecy, trzeba bedzie ich liczbe uzupelnic chorymi. Jest mi ciezko mowic, nie mam sil. Chce tylko wyrazic moja prosbe do was: pozwolcie mi przeprowadzic te akcje".

Przemowienie Rumkowskiego jest niewatpliwie jednym z najbardziej przejmujacych i zarazem przerazajacych, jakie kiedykolwiek publicznie wygloszono. Trzeba postawic pytania: jak moglo dojsc do sytuacji, ze przywodca lodzkich Zydow zdecydowal sie apelowac do swych rodakow, aby wydali najblizszych na pewna zgube? Jak moglo dojsc do tego w polowie XX wieku w srodku cywilizowanej Europy? Odpowiedz na tak postawione pytania nie jest mozliwa bez chociazby krotkiego przypomnienia, czym bylo lodzkie getto.

Lodz w przededniu wojny byla drugim co do wielkosci miastem polskim (liczyla 672 tys. mieszkancow) i wielkim osrodkiem przemyslu oraz handlu. Mieszkali tam Polacy, Niemcy i Zydzi. Tych ostatnich bylo ponad 230 tys. Lodzcy Zydzi stanowili dynamiczna i zroznicowana spolecznosc. Byli wsrod nich wielcy kapitalisci, posiadacze poteznych fabryk zatrudniajacych tysiace robotnikow, mieszkajacy - jak chociazby Poznanscy - we wspanialych, iscie krolewskich palacach. Wiekszosc stanowili jednak drobni przedsiebiorcy i handlarze z trudem wiazacy koniec z koncem, ci mieszkali glownie w polnocnej czesci miasta, zwlaszcza na Balutach.

Lodz przezywajaca na przelomie XIX i XX wieku burzliwy rozwoj, porownywalny tylko z tym, co dzialo sie wowczas w Ameryce, byla dobrym przykladem, jak ludzie roznej narodowosci moga zgodnie zyc i pracowac. Jak grzyby po deszczu rosly fortuny zydowskich i niemieckich fabrykantow, rozwijala sie liczebnie klasa srednia, na ktora skladali sie rosyjscy (do 1914 r.) urzednicy i wielonarodowy personel techniczny fabryk wlokienniczych, a takze drobni przedsiebiorcy zajmujacy sie dzialalnoscia uslugowa. Wprawdzie Polacy zasilali poczatkowo tylko szeregi robotnikow fabrycznych, ale i oni w okresie miedzywojennym przebojem wdzierali sie na szczyty drabiny spolecznej, odnoszac sukcesy w dzialalnosci gospodarczej, zasilajac szeregi urzednicze i inteligencji technicznej.

Byloby jednak uproszczeniem, gdybysmy stwierdzili, ze w Lodzi nie bylo zadnych konfliktow na tle narodowosciowym. Zachowane raporty policji z lat 1918-1939 przynosza wiele przykladow antysemickich ekscesow, ktorych sprawcami byli zwolennicy skrajnych organizacji prawicowych, zwlaszcza polskich. W pierwszej polowie lat 30. zaostrzeniu ulegly rowniez stosunki polsko-niemieckie. Polacy dostrzegali zjawisko przenikania wplywow nazistowskich do organizacji niemieckich, Niemcy skarzyli sie z kolei na dyskryminacje ze strony wladz polskich.

Nie wdajac sie w szersze omawianie stosunkow narodowosciowych w przedwojennej Lodzi, stwierdzic nalezy, ze nie tylko Polacy, stanowiacy wiekszosc mieszkancow (okolo 370 tys. osob), ale rowniez Zydzi i Niemcy byli pelnoprawnymi obywatelami i uczestnikami zycia spolecznego, gospodarczego i kulturalnego miasta. W Lodzi istnialy liczne szkoly z jezykiem wykladowym mniejszosci narodowych. Wychodzila tu niemiecka i zydowska prasa, legalnie dzialaly liczne stowarzyszenia i partie polityczne odzwierciedlajace cale spektrum polityczne, od skrajnej prawicy po lewice. W lodzkim samorzadzie tak Niemcy, jak i Zydzi lodzcy byli reprezentowani i mieli wplyw na polityke wladz miejskich. Nie wszyscy Polacy lubili swych niemieckich i zydowskich wspolobywateli, ale nikomu nie przyszlo wowczas na mysl, ze mozna ich z zycia miasta calkowicie wyeliminowac.

Okazalo sie jednak, ze wystarczylo zaledwie piec lat wojny, aby Zydzi prawie calkowicie znikneli z ulic Lodzi.

Antysemickie szalenstwa Hitlera zaczely sie na dlugo przed wybuchem wojny w 1939 r., ale nikt nie przewidywal wowczas, ze skonczy sie to masowym ludobojstwem. W Lodzi pod koniec lat 30. pojawiali sie zydowscy uciekinierzy z Trzeciej Rzeszy i opowiadali o okrucienstwach nazistow, ale nie moglo to podwazyc wcale nie najgorszego obrazu Niemcow, jaki zachowali w pamieci Zydzi lodzcy z lat I wojny swiatowej. Juz wkrotce mieli sie przekonac, jak bardzo nie doceniali zmian spowodowanych w Niemczech przez hitleryzm.

Wehrmacht zajal Lodz juz w tydzien po rozpoczeciu wojny. Od pierwszych dni zaczely sie antyzydowskie ekscesy, ktore stopniowo sie nasilaly. Zydow zniewazano na ulicach, zmuszano do przymusowej pracy, zdarzaly sie pierwsze przypadki aresztowan i zbrodni popelnianych przez Niemcow. Wyraznie zaostrzenie antyzydowskiego kursu nastapilo od momentu, gdy Lodz wcielono bezposrednio w granice Trzeciej Rzeszy, co nastapilo 9 listopada 1939 r. Od tego momentu miasto znalazlo sie w tzw. Kraju Warty, ktory obok wiekszej czesci Lodzkiego obejmowal takze cala Wielkopolske. Wyznaczony przez Hitlera namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser postawil sobie za glowny cel jego szybkie zgermanizowanie. W okregu zarzadzanym przez Greisera nie bylo miejsca ani dla Polakow, ani dla Zydow.

Realizacja tak ambitnego celu nie byla jednak latwa, o czym przekonal sie juz przed laty kanclerz Rzeszy Bismarck, ktory bezskutecznie usilowal zniemczyc Wielkopolske. Nazisci nie zamierzali jednak kontynuowac jego polityki. Nawet nie probowali germanizowac Polakow i Zydow, chcieli ich po prostu fizycznie usunac. W przypadku Polakow, ktorych bylo najwiecej, przyjeto polityke masowych wysiedlen do Generalnego Gubernatorstwa i deportacji na przymusowe roboty do Niemiec. Warstwy przywodcze, tj. szeroko rozumiana inteligencje, w tym dzialaczy spolecznych i politycznych, ksiezy, nauczycieli, oficerow Wojska Polskiego, postanowiono sterroryzowac, a tych, ktorych uznano z jakichs przyczyn za niebezpiecznych dla Rzeszy, wymordowac. Polakow, ktorych pozostawiono w Kraju Warty, przeksztalcono w pozbawionych wszelkich praw niewolnikow Trzeciej Rzeszy.

Greiser chcial jak najszybciej pozbyc sie z Kraju Warty wszystkich Zydow. W pierwszych miesiacach okupacji udalo mu sie wysiedlic Zydow z kilku powiatow rejencji lodzkiej. Wypedzono kilkadziesiat tysiecy Zydow z Kalisza i powiatu kaliskiego oraz z kilku miast powiatu lodzkiego. Okazalo sie jednak, ze wysiedlenie w krotkim czasie wszystkich Zydow nie jest mozliwe, bylo ich bowiem zbyt wielu. W tej sytuacji zapadla decyzja tworzenia zamknietych dzielnic zydowskich, czyli gett.

Getto lodzkie utworzyli Niemcy w lutym 1940 r. na Balutach, w polnocnej, najbardziej zaniedbanej dzielnicy miasta. Zajmowalo ono tylko nieco ponad 4 kilometry kwadratowe. Na tym niewielkim skrawku ziemi stloczono okolo 164 tys. lodzkich Zydow, ktorzy pozostali jeszcze w miescie po wysiedleniach i zywiolowych ucieczkach pierwszych miesiecy okupacji. Tak wiec gestosc zaludnienia wynosila tu okolo 40 tys. osob na km kwadratowy!

Zamkniecie getta z poczatkiem maja 1940 r. pozwolilo Niemcom objac kontrola wszystkich Zydow, ktorzy pozostali w Lodzi. Byli odtad panami zycia i smierci kazdego mieszkanca zydowskiej dzielnicy, ale o dziwo, zgodzili sie na istnienie w getcie zydowskiego samorzadu i nadali mu dosc szerokie pelnomocnictwa. Na jego czele stanal Chaim Mordechaj Rumkowski, ktorego z czasem zaczeto nazywac "krolem getta".

Rumkowski za zgoda Niemcow zbudowal silna i sprawna zydowska administracje, ktorej podporzadkowal wszystkie dziedziny zycia, w tym tak kluczowe, jak aprowizacja i zatrudnienie. Mial do swej dyspozycji policje zydowska oraz sad i wiezienie. W getcie funkcjonowala odrebna waluta, wychodzila prasa zydowska, dzialal system opieki spolecznej. Niemcy pozwolili wiec Rumkowskiemu na znacznie wiecej niz Polakom, ktorzy pozbawieni byli w Lodzi jakichkolwiek form samorzadu. Ta "liberalna" polityka Niemcow wobec getta lodzkiego byla jednak tylko pozorem. Samorzad zydowski mial w planach nazistow odegrac role pomocnika w "ostatecznym rozwiazaniu kwestii zydowskiej" i tylko z tego powodu byl tolerowany.

Oczywiscie Rumkowski obejmujac z woli hitlerowcow urzad przelozonego Starszenstwa Zydow w Getcie Lodzkim nie mogl wiedziec, jaka role Niemcy mu wyznaczyli. Od poczatku znalazl sie w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony staral sie podejmowac dzialania, ktore pomoglyby Zydom przetrwac nawet w tych ekstremalnie trudnych warunkach, jakie im stworzono, z drugiej musial wykonywac rozkazy Niemcow, ktore niweczyly jego wysilki. W getcie panowal glod, brakowalo opalu i lekarstw, co prowadzilo do ogromnej umieralnosci. O ile przed wojna w Lodzi umieralo miesiecznie srednio okolo 200 Zydow, to w getcie blisko 1000! Na tym sie jednak nie konczylo, gdyz juz na przelomie lat 1941/1942 Niemcy rozpoczeli deportacje do utworzonego w poblizu Lodzi obozu zaglady w Chelmnie nad Nerem, gdzie ludzi zabijano spalinami w specjalnych samochodach, a zwloki palono na stosach.

Rumkowski szybko doszedl do przekonania, iz nazisci w swej polityce wobec Zydow nie beda kierowali sie zadnymi wzgledami humanitaryzmu, a proby odwolywania sie do tych wartosci sa z gory skazane na niepowodzenie. Uznal rowniez, ze liczenie na pomoc z zewnatrz jest dziecinna mrzonka. Widzial przeciez, ze Niemcy odnosza zwyciestwa na wszystkich frontach, a swiat z obojetnoscia odnosi sie do losu Zydow. Nie laczyl rowniez zadnych nadziei z Polakami, ktorzy znajdowali sie w niewiele lepszej sytuacji.

Prawdopodobnie wlasnie taka ocena sytuacji doprowadzila Rumkowskiego do wniosku, ze nalezy gorliwie wykonywac wszystkie zarzadzenia Niemcow i sprawic, aby uznali istnienie getta nie tylko za zgodne z interesem Rzeszy Niemieckiej, ale wprost nieodzowne dla prawidlowego funkcjonowania jej gospodarki i korzystne dla administracji niemieckiej wszystkich szczebli, poczynajac od namiestnika Greisera w Poznaniu, a konczac na lokalnych urzednikach w Lodzi.

"Krol getta" realizowal swoj plan z zelazna konsekwencja. Nie tylko ulatwil Niemcom ograbienie mieszkancow getta ze wszelkich kosztownosci i przedmiotow stanowiacych wieksza wartosc, ale przede wszystkim przeksztalcil je w wielki osrodek produkcji przemyslowej, w duzym stopniu pracujacy na potrzeby armii niemieckiej. Produktywnosc getta byla dla Rumkowskiego najwazniejsza. Dazyl do tego, aby kazdy dorosly mieszkaniec zydowskiej dzielnicy pracowal i dbal o wydajnosc i dokladnosc. Staral sie kazde zamowienie Niemcow wykonac terminowo, a jesli to bylo tylko mozliwe - z nadwyzka. Staral sie przekonac za wszelka cene swych niemieckich protektorow, ze bedzie mozna wycisnac z getta jeszcze wiecej towarow, uslug i pieniedzy, jesli zostawia mu wolna reke, a "jego" Zydom pozwola spokojnie zyc i pracowac.

W kontekscie ogolnych zalozen polityki Rumkowskiego jego slowa wypowiedziane 60 lat temu o koniecznosci oddania Niemcom starcow i dzieci nie sa moze mniej szokujace, ale chyba jednak mimo wszystko bardziej zrozumiale. Niewatpliwie liczyl, ze za cene wydania ludnosci nieproduktywnej uda sie uratowac reszte lodzkich Zydow.

5 wrzesnia 1942 r. Rumkowski wprowadzil zakaz opuszczania domow (Sperre - stad "szpera") i do pracy przystapila specjalna komisja wysiedlencza, ktora miala przygotowac na podstawie ksiag meldunkowych listy dzieci i starcow przeznaczonych do deportacji z getta. Do akcji weszla tez zydowska policja, ktorej czlonkow zapewniono, ze ich dzieci nie beda wysiedlone, co stanowic mialo zachete do szybkiego dzialania. Policjanci z gotowymi listami krazyli po zamarlym getcie i wyciagali z domow dzieci i starcow. Zaczelo sie rowniez poszukiwanie chorych, czym trudnily sie ekipy zydowskich lekarzy i pielegniarek. Dochodzilo przy tym do rozdzierajacych scen, kiedy zrozpaczonym matkom wyrywano z rak niemowleta, wyciagano z kryjowek male dzieci, z lozek zwlekano chorych. Wszyscy mieli juz wtedy swiadomosc, ze los deportowanych wkrotce dopelni sie w obozie natychmiastowej zaglady w Chelmnie nad Nerem.

Policja zydowska nie byla w stanie wykonac rozkazow Rumkowskiego i Niemcow. Nie dysponowala odpowiednia liczba funkcjonariuszy i bronia palna, a ponadto wielu zydowskich policjantow zalamywalo sie psychicznie na widok rodakow szalejacych z rozpaczy. W tej sytuacji do akcji przystapili Niemcy, ktorzy nie brali nawet pod uwage przygotowanych przez administracje Rumkowskiego list i sami decydowali o tym, kto ma isc na smierc. Zajelo im to piec dni, od 7 do 11 wrzesnia 1942 r. Lacznie w okresie od poczatku miesiaca do 11 wrzesnia 1942 r. deportowano do Chelmna ponad 15 tys. osob. Wszyscy zgineli.

"Szpera" w niczym nie zmienila polityki Rumkowskiego. Wprost przeciwnie, uznal, iz wlasnie teraz szanse na ocalenie pozostalych jeszcze Zydow sa wieksze niz poprzednio. Na czym opieral swe rachuby? Nieobarczone ludnoscia w wieku nieprodukcyjnym getto moglo pracowac jeszcze wydajniej. Jego zdaniem Niemcy musieli to w koncu docenic, tym bardziej ze zaczeli ponosic kleski, tak na froncie wschodnim, jak i afrykanskim. Na horyzoncie widac juz bylo nadzieje ocalenia. Czas mial teraz znaczenie decydujace.

Wiele wskazywalo na to, ze rachuby Rumkowskiego sie spelnia. Latem 1944 r., gdy kolejna ofensywa sowiecka dotarla na przedpola Warszawy, Lodz byla jedynym wielkim skupiskiem zydowskim na ziemiach polskich. Zylo tu i pracowalo ponad 76 tys. ludzi zatrudnionych glownie w zakladach pracy produkujacych na potrzeby niemieckiej gospodarki wojennej. Szanse ocalenia wydawaly sie dobre. Front wschodni byl na Wisle zaledwie sto kilkadziesiat kilometrow od Lodzi. Takie odleglosci Armia Czerwona przemierzala w sprzyjajacych okolicznosciach w kilka dni. W sytuacji gdyby ofensywa ruszyla, Niemcy w zaden sposob nie zdazyliby zamordowac wszystkich mieszkancow getta. Co wiecej, na Zachodzie wiedziano juz dobrze o zbrodniach popelnionych przez hitlerowcow na Zydach i podejmowano wysilki, aby im przeciwdzialac. Pojawily sie projekty zbombardowania hitlerowskich obozow zaglady lub przynajmniej zniszczenia nalotami prowadzacych do nich drog dojazdowych, co mogloby sprawic, ze zgladzenie wielu tysiecy ludzi byloby fizycznie niewykonalne.

Niestety, lodzcy Zydzi podzielili los milionow swych rodakow zamordowanych w obozach zaglady, choc ocalenie bylo tak realne i bliskie. Zlozylo sie na to kilka niezaleznych od siebie czynnikow. Przede wszystkim front wschodni na wiele miesiecy ustabilizowal sie na linii Wisly. Stalo sie tak nie dlatego, ze Niemcy stali sie nagle tak silni, ale glownie z tego powodu, ze w Warszawie wybuchlo powstanie. Ze wzgledow czysto politycznych Stalin nie zamierzal mu pomagac, wolal patrzec bezczynnie, jak hitlerowcy niszcza miasto i jego mieszkancow. Ofiara cynicznej polityki Sowietow padli wiec nie tylko Polacy z Warszawy, ale i Zydzi z Lodzi. Nie spelnily sie rowniez nadzieje, ze zachodni alianci podejma jakas wieksza akcje zmierzajaca do zahamowania deportacji Zydow do obozow zaglady. Spodziewane naloty na linie kolejowe prowadzace do Oswiecimia nigdy nie nastapily, chociaz ziemie polskie byly juz wtedy w zasiegu lotnictwa aliantow zachodnich operujacego z lotnisk we Wloszech.

Niemcom pozostawiono dosyc czasu, aby mogli dokonczyc zbrodniczego dziela. W sierpniu 1944 r. z Lodzi wyruszyly do Oswiecimia dlugie transporty towarowych wagonow z tysiacami Zydow. W jednym z nich byl Chaim Mordechaj Rumkowski. Kleska jego polityki byla calkowita. Nie zdolal ocalic ani siebie, ani swoich rodakow, a swa ulegloscia ulatwil Niemcom ograbienie tysiecy Zydow z lodzkiego getta, ich kilkuletnia bezwzgledna eksploatacje, a wreszcie fizyczna zaglade.

Bankructwo polityki Rumkowskiego jest faktem, pozostaje jednak bez odpowiedzi wazne pytanie: czy alianci mogli w 1944 r. uratowac 70 tys. lodzkich Zydow?

Zrodla

I. Rubin, Zydzi w Lodzi pod niemiecka okupacja 1939-1945, Londyn 1988;
J. Wrobel, Przemiany ludnosciowe w rejencji lodzkiej w latach 1939-1945, Warszawa 1987;
D.S. Wyman, Pozostawieni swemu losowi. Ameryka wobec Holocaustu 1941-1945, Warszawa 1994.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail