PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (4 pazdziernika 2002)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)

Bezsprzecznie racje ma recenzent plastyczny New York Timesa, kiedy pisze o powodach, dla ktorych sprowadzono z Tate Britain cieszaca sie tam ogromnym powodzeniem wystawe "Exposed: The Victorian Nude", prezentowana do poczatkow stycznia przyszlego roku w Brooklyn Museum: trafnie domysla sie on, iz chodzilo o zademonstrowanie, iz kazda epoka ma swoje "sensacje" artystyczne. Pare lat temu wlasnie Brooklyn Museum spowodowalo ogromne zamieszanie w Nowym Jorku wystawa (takze sprowadzona z Wielkiej Brytanii) pt. "Sensation". Czesc oburzonych widzow zadala zamkniecia ekspozycji, a burmistrz miasta Rudolph Giuliani odmowil placowce dalszego wsparcia finansowego.

Dzisiaj obrazy, rzezby i fotografie zgromadzone w salach muzeum nie budza juz specjalnego zgorszenia, choc nagosci pelnej (glownie kobiecej, ale nie brak takze i meskiej) mamy co niemiara. Uswiadamiamy sobie, ze obecnie zgorszenie budza inne sprawy. Po drugie, po obejrzeniu dziesiatkow dziel sprzed ponad 150 lat latwo podwazymy obiegowe przeswiadczenia o wystepnym XX wieku i moralnym upadku spoleczenstwa naszych czasow, zwlaszcza w porownaniu z etyczna "czystoscia" naszych przodkow. Wrecz synonimem surowosci staly sie czasy wiktorianskie, tymczasem wystawa odslania nam podskorny niejako prad moralnosci i zapotrzebowanie na sztuke, ktora pod woalem klasycznych zwykle tematow przemycala bardzo przyziemne, erotyczne tresci - golizne, sadystyczno-masochistyczne rozkosze, spelnienie zadzy podgladania, watki pedofilskie. Okazuje sie, ze "moralni" ludzie wiktorianskiej Anglii lubili popatrzec na nagie ciala i te swoje upodobania zaslaniali pretekstem wyzszych, duchowych potrzeb - zamowieniami na obrazy przedstawiajace mitologiczne dzieje Amora i Psyche (najchetniej bez Amora i z Psyche w pelnej goliznie - na wystawie obejrzec mozna siedem czy osiem opracowan tego tematu), historie Pigmaliona i jego rzezby czy inne antyczne, grecko-rzymskie watki, na przyklad ilustracje do opowiesci o Andromedzie czy historii Odyseusza z syrenami (wiecej syren niz Odyseusza). Osoby o sklonnosciach homoseksualnych mialy swoje "pobozne" wizerunki sw. Sebastiana, sadomasochisci - gole i mlode meczennice chrzescijanskie na arenie rzymskich stadionow ze zblizajacymi sie do nich lwami i innymi drapieznikami, purytanie - Lady Godive na koniu.

Obrazy takie mozna bylo "bezpiecznie" zawiesic w domu bez podejrzenia o schlebianie jakims zlym gustom. I wlasnie ta wystawa tworcow i pierwszorzednych (jak np. Edward Coley Bourne Jones czy Dante Gabriel Rossetti badz wybitnie nieprzyzwoity Aubrey Beardsley), i calkiem trzeciorzednych ukazuje jalowosc sporow o pornografie. Nie da sie sformulowac formalnych kryteriow oddzielajacych jedna sfere od drugiej, choc intuicyjnie wyczuwamy roznice z latwoscia. Historycznie rzecz biorac, dziela w zamysle zaspokajajace erotyczne popedy traca z biegiem czasu te intencje (gdy odchodzi pokolenie, do ktorego prace te byly adresowane oraz znika historyczny kontekst swiadomosci, w jaka sie one wpisywaly) i przechodza do rangi "zabytkow przeszlosci", "dziel sztuki", "artystycznych dokonan". Tak wlasciwie bylo ze sztuka niemal zawsze, stad tez i nieustanne kontrowersje wokol tej kwestii.

Krazyly po Anglii w "podziemnym" obiegu jeszcze mocno prymitywne fotografie nagich kobiet, krecono pierwsze filmy poswiecone temu samemu tematowi. Kwitl caly przemysl zaspokajajacy najrozmaitsze potrzeby. Wystawa w Brooklyn Museum obrazuje przemiany obyczajow, stanowi znakomity przyczynek do dziejow moralnosci, cenzury, nawet emancypacji kobiet czy kwestii rasowych.

A same dziela? No coz, sa roznej jakosci - od naprawde znakomitych i wrecz zaskakujacych oryginalnoscia ujecia (tu zwlaszcza zwrocilbym uwage na malo znanego artyste francuskiego pochodzenia Theodore Roussela,1842-1926 i jego The Reading Girl) po calkiem przecietne (tych jest sporo). Wszystkie je laczy jedna cecha: sa to dziela do podobania sie przede wszystkim, tworzono je z intencja, by byly "ladne", przyciagaly wzrok, zadowalaly zmysly.

"Exposed: The Victorian Nude" jest czynna do poczatkow stycznia przyszlego roku. Zainteresowani maja wiec duzo czasu na wybranie sie do Brooklyn Museum.

*

Dwie podobne wystawy otwarto niemal jednoczesnie w Nowym Jorku: jedna to portrety wykonane w ciagu minionych piecdziesieciu lat przez znanego fotografa Richarda Avedona, druga "Portrait of the Art World. A Century of ARTnews Photographs" - zorganizowana w stulecie (w listopadzie br.) pisma poswieconego sztuce ARTnews. Takie porownanie moze sie wydawac nie na miejscu, poniewaz Avedon jest traktowany przez koneserow z takim samym nabozenstwem, jak portretowane przezen osoby - wybitni przedstawiciele "wielkiego swiata", z reguly ludzie kultury - filmu, sztuki, literatury, zas fotografie zgromadzone w New York Historical Society (2W 77St./Central Park West) nie maja rangi jednego dziela w wielu odmianach. Przedstawiaja wylacznie artystow plastykow, wykonane sa przez wielu roznych fotografow na przestrzeni dlugiego okresu.

Kiedy jednak porowna sie niektore z fotografii Avedona w Metropolitan Museum ze zdjeciami przedstawiajacymi tych samych artystow (np. Andy Warhola, Alberto Giacomettiego badz Francisa Bacona) dostrzegamy ten sam zamysl w obu przedsiewzieciach: uchwycenia osobowosci tworcy za pomoca aparatu fotograficznego.

Avedon, ktorego 180 zdjec ogladac mozna w Metropolitan Museum do poczatkow przyszlego roku, nalezy do najbardziej cenionych artystow fotografikow amerykanskich. Zawodowo pracowal glownie dla Harper's Bazaar i specjalizowal sie w modzie. "Na boku" robil portrety, fotografowal znane osobistosci, a w miare jak jego slawa rosla, mial moznosc portretowania coraz wybitniejszych postaci Stanow Zjednoczonych. Przez dziesieciolecia zebral imponujaca kolekcje podobizn amerykanskich i w USA mieszkajacych znakomitosci.

Ale rzecz nie tylko w wizerunkach slynnych osob, ktorych twarze i sylwetki mozemy niekiedy obejrzec po raz pierwszy. Rzecz w sposobie, w jaki Avedon podchodzil do swych modeli. Zaczynal kariere w poznych latach czterdziestych i juz wtedy pokazal sie jako prekursor minimalizmu. Choc mowi sie, ze estetyka Avedona ma bardziej prozaiczne korzenie i wywodzi sie z jego sluzby w marynarce handlowej, gdzie jako fotograf robil tysiace identycznych zdjec do dowodow tozsamosci.

Portretowane przezen znakomitosci - czy to prezydent Dwight Eisenhower, czy Marilyn Monroe, Truman Capote czy Ezra Pound (znakomite dwa zdjecia) - przedstawiane sa w taki sam sposob: zazwyczaj stojace, na bialym tle, bez zadnych dodatkowych rekwizytow charakteryzujacych, pozbawione wszelkiego tla czy kontekstu, pozostawione same sobie odslaniaja wobec kamery swoje wnetrze, zdradzaja osobowosc.

Wszystkie zdjecia na tej wielkiej wystawie wykonane zostaly w ten sam sposob: bez ozdobnikow. Te znane postaci jawia nam sie jak wyciete z tla, gdzie nie obramowanie je charakteryzuje albo charakterystyke uzupelnia, ale one same mowia za siebie. Staja wiec przed kamera jak osoby anonimowe, jedne z tysiecy, na ktore patrzy oko kamery.

W 1979 r. Avedon przyjal zamowienie teksaskiego Amon Carter Museum w Forth Worth na zrobienie fotografii wiejskiego zachodu USA. Projekt ten zaowocowal seria doskonalych fotografii ludzi zwyczajnych, bez nazwisk, ale za to o twarzach i osobowosciach fascynujacych (np. Pszczelarz). Po obejrzeniu w Metropolitan calej galerii podobizn znakomitosci dopiero te twarze Amerykanow z zapadlych zakatkow kraju tchna autentyzmem, wprowadzaja jakis ozywczy element w monotonie 150 wizerunkow ludzi socjety.

Wydaje sie, ze zdjecia artystow zaprezentowane w New York Historical Society sa ciekawsze, tu bowiem tworcy pokazywani sa w pelnym kontekscie charakteryzujacym ich sztuke i ich osobowosci. Wiem, ze brzmi to obrazoburczo, ale gigantyczna wystawa Avedona zaczyna szybko nuzyc, ekspozycja "Portrait of the Art World" - utrzymuje uwage widza. Na pewno jednak obie nalezy obejrzec.

*

W Kouros Gallery (23 E 73 Street) ponownie Wlodzimierz Ksiazek. Latem prezentowal tylko pare obrazow, obecnie pelna wystawa najnowszych prac jednego z najpopularniejszych polskich artystow w Stanach Zjednoczonych. Przynajmniej na Wschodnim Wybrzezu, gdzie wystawia duzo i czesto.

Choc trudno go zaszeregowac do jakiegos nurtu we wspolczesnej sztuce, najblizsze afiliacje zdradza chyba z abstrakcyjnym ekspresjonizmem - sztuka oryginalnie amerykanska. Jest to zapewne jedna z przyczyn (obok niestrudzonej energii artysty) jego powodzenia w tutejszym swiecie artystycznym.

Ksiazek od lat jest monotematyczny. Sa to obrazy o obrazach, o warsztacie tworcy. Jego plotna sprawiaja wrazenie powierzchni dopiero przygotowanej jako grunt do przyszlego obrazu. Interesuje go faktura jako taka, podloze, a nie sam obraz, ktory - jak nalezy rozumiec - zakrywa tylko podstawe, fundament, to, co istotne. Funkcja sztuki jest dlan odslanianie, ujawnianie prawdy o rzeczach, podczas gdy obraz w istocie zaslania, tworzy fasade, stanowi maske rzeczywistosci. Dziela Wlodzimierza Ksiazka eksploatuja cala game skojarzen - od motywow archeologicznych (dokopywanie sie do podglebia, chropawego i szorstkiego, nieuladzonego), poprzez sugestie procesu drazenie do istoty przez zdzieranie warstwy po warstwie, usuwania nalecialosci, az po koncept, zgodnie z ktorym sztuka z zasady falszuje rzeczywistosc, gdyz zaslania, skrywa to, co winna ujawniac, wydobywac na wierzch, dazyc do odsloniecia istoty rzeczy.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail