PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 wrzesnia 2002)


CZESLAW KARKOWSKI

Odcienie
bieli i czerni

Spotkanie z Anna Bialobroda

Do wielkiej pracowni Anny Bialobrody, mieszczacej sie na najwyzszym pietrze starego czynszowego domu na poludnie od Houston Street, trzeba wspinac sie po waskich drewnianych schodach. Wysoko, goraco, duszno. Drzwi prowadza do niewielkiego mieszkania i ogromnego studia wypelnionego w dwoch trzecich jej pracami.

Bialobroda pokazuje cztery wysokie, waskie czarno-biale obrazy z 1990 r. - Od lat fascynuje mnie idea kina - mowi. - Namalowalam rozne serie obrazow inspirowanych wlasnie przez kino. Widze ogromne podobienstwo miedzy kinem a malarstwem jako dziedzina oparta na tej samej idei przedstawiania rzeczy. Nawet plotno sali kinowej, na ktore rzucane sa obrazy, zasadniczo zbliza obie galezie sztuki.

Obrazy te prezentowala m.in. w warszawskiej Zachecie. Przedstawiaja one twarze wykreowane z wyobrazni. Nie sa to podobizny znanych artystow filmowych, ale swego rodzaju zgeneralizowane portrety. Przedstawiaja pionowo ciete fragmenty ogromnie powiekszonych twarzy patrzacych na nas, na widzow. Przygladajac sie tym wysokim obrazom wchodzimy w osobliwa relacje z obiektem przedstawienia: my wpatrujemy w twarze, one wpatruja sie w nas. Sa wielkie, nieruchome, my kurczymy sie coraz bardziej pod ich spojrzeniami. One robia sie coraz wieksze, my - coraz mniejsi. Widz czuje sie przygnieciony przez nie, zdominowany. Postacie Bialobrody przeksztalcaja sie w intruzow brutalnie wdzierajacych sie w nasza przestrzen. Opanowuja nas i przytlaczaja, oniesmielaja i zniewalaja. Wkraczaja w nasza prywatnosc w taki sposob, ze zmuszaja osobe przygladajaca sie im do podania w watpliwosc tradycyjnego stosunku miedzy widzem a dzielem ("kto kogo oglada?"), do zastanowienia sie nad stosunkiem miedzy dwiema obecnosciami - ogladajacego i ogladanego ("czyja obecnosc dominuje?").

Zwiazek miedzy obrazem kinowym a malarskim idzie jeszcze dalej. W filmie podstawa organizowania i komponowania obrazu jest montaz. Do niego sprowadza sie narracja - do ciecia klatek filmowych oraz ich powiekszania na ekranie. Przy pomocy montazu film kieruje wzrokiem, sprawuje kontrole nad uwaga widza. - Malarze takze zawsze interesowali sie "wedrowka wzroku" po obrazie - mowi Bialobroda. Chodzilo im o zasugerowanie kierunku ogladania, kolejnosci patrzenia na obraz; sposobu, w jaki oko wchodzi w obraz, w ktora strone sie zwraca. Mieli do dyspozycji standardowe srodki. W martwych naturach lezal na przyklad noz na stole, wachlarz czy podobny przedmiot wprowadzajacy oko widza w plotno; w krajobrazie - byla to droga czy pien drzewa; w portrecie - uklad rak lub wachlarza. Kiedy w tamtych czasach wchodzilo sie w obraz, istnialo poczucie hierarchii, ogladajacy zasadniczo kolonizowal obraz. Podstawowa forma relacji byla wlasnie owa kolonizacja.

- Dzis te rozroznienia nie sa takie jasne i to mnie wlasnie interesuje - mowi malarka. - Dlatego badam ow stosunek miedzy dzielem sztuki a spoleczenstwem. Pytam o sposob, w jaki wchodzi ono w obieg spoleczny i wkracza w przestrzen czlowieka. Zastanawiam sie nad roznymi formami owego wkraczania. Moze to byc spokojne wejscie, czasem gwaltowne wdarcie sie z naruszeniem prywatnej przestrzeni.

Serie czarno-bialych obrazow artystki dotycza wlasnie sfery prywatnosci, zdaja sie pytac, czym jest nasza prywatna przestrzen? Co sie dzieje, gdy zostaje ona naruszona, zwlaszcza kiedy nie mamy do czynienia z lagodnym wejsciem, ale pogwalceniem czyjejs prywatnosci?

Bialobroda zastanawia sie wiec nad roznica miedzy obrazem w miejscu publicznym, np. w kinie, a telewizja majaca bardziej prywatny charakter. Namalowala cala serie obrazow na ten temat. Sa one rozmyslnie prowokacyjne. Przedstawiaja dwojke ludzi rozmawiajacych ze soba i patrzacych na widza, ktory czuje sie obiektem ich spojrzen. Spogladaja z gory, z wyzszoscia, widz staje sie coraz mniejszy, kurczy sie. Smieja sie do siebie, ale jednak z nas, z widzow. Stad i pytanie: kto kogo oglada, kto kogo osadza i ocenia? Cala kwestia oceny obrazu staje tutaj pod znakiem zapytania.

W "normalnej" sytuacji owo wkroczenie zawsze odbywa sie w okreslonym kontekscie - w sali kinowej (jesli ogladamy obraz na ekranie) albo w domu (gdy mamy do czynienia z obrazem telewizyjnym). Na swoich obrazach Bialobroda usuwa ow kontekst, pozostawia tylko male odniesienie do kina przez napis "Exit" (albo delikatne obramowanie ekranu telewizyjnego). Sytuuje on czarno-bialy obraz, "sztuczny", "fikcyjny" wizerunek, w realnym kontekscie, a jest nim kino stanowiace przedmiot malarskiego obrazu.

- Chcialam w ten sposob dokonac rozroznienia miedzy kinem a wyswietlanym obrazem, ktory jest kolejnym przedstawieniem rzeczywistosci.

Cala te skomplikowana strukture wizerunku w wizerunku mozna przedstawic poprzez rozroznienie miedzy kolorami kontekstu i obrazu.

Bialobroda jest malarka o ogromnej samowiedzy artystycznej. Prowadzi ciagly, podwojny jakby dyskurs - z teoria i materia artystyczna. Jest artystka i teoretykiem sztuki, autorka wspanialych, fascynujacych obrazow i zarazem ich interpretatorka; swa filozofie sztuki wmalowuje w obraz. Ciagle sie zastanawia nad miejscem dziela sztuki we wspolczesnym spoleczenstwie, zdominowanym przez obrazy. Sprawia wrazenie, jakby jako malarka czula sie zagrozona przez ruchome obrazy kina i telewizji. Jakby w dobie dominacji filmu chciala podkreslic, iz jako tworczyni dziel "nieruchomych" rowniez sytuuje sie w tej sferze.

W trakcie rozmowy o kondycji sztuki w dzisiejszym swiecie i o swojej sztuce w szczegolnosci rozluznia sie, nabiera swobody, lekkosci wypowiedzi, coraz czesciej cieplo sie usmiecha. Dominuje w niej lagodnosc i spokoj osoby pewnej swych wewnetrznych racji, zaufania do sensu wlasnych poszukiwan artystycznych.

Malarka twierdzi, ze nie rywalizuje z innymi tworcami obrazow. Jej sztuka to po prostu jak powiedzenie: oto mamy nowa sytuacje. Jak w renesansie, kiedy odkryto nowe lady i kraje, pojawila sie nowa koncepcja przestrzeni. Artysci nie czuli sie zagrozeni, przeciwnie - wyszli naprzeciw nowym swiatom. Tak samo wspolczesnie: mamy do czynienia z nowym sposobem pojmowania przestrzeni, nowym sposobem myslenia o stosunku miedzy dzielem a spoleczenstwem. To wspanialy obszar do penetracji.

Czy nie czuje sie zmarginalizowana tym frontalnym wkroczeniem innego rodzaju obrazow - fotografii, filmu, wizerunkow komputerowych, tym, ze artysta malarz przestal juz byc wazny jako tworca obrazow?

- Na pewno tak - mowi Bialobroda - skoro wlasnie o tym sa moje obrazy. Artysci malarze nie dokumentuja rzeczywistosci. I sam fakt, ze nie musza juz wiecej odwzorowywac, kopiowac rzeczywistosci, daje im ogromna swobode. Moga wiecej zrobic z obrazami niz przedtem. Dawniej byli ograniczeni rozmaitymi wzgledami - zamowieniem, wygladem rzeczywistosci, kolorem itp. Teraz ograniczenia te zniknely. Moga wiec robic rzeczy, ktorych nigdy przedtem nie robili, zarowno jesli chodzi o temat, jak i material.

Bialobroda zrezygnowala z poslugiwania sie kolorami. Obrazy jej ostatnich serii sa wlasciwie czarno-biale. Zas na poczatku kariery byly bardzo kolorowe. Szymon Bojko w znakomitej ksiazce poswieconej polskim i polsko-amerykanskim artystom w latach 1920-1970, napisal: "Wszystko wokol niej bylo niepewne i zmienne, jak ruchome obrazy w kalejdoskopie i przyszlo jej poznac rozmaite strefy geograficzne, klimaty, obyczaje, jezyki, rasy i religie. Anna miala cztery miesiace, gdy jej rodzice z Warszawy postanowili emigrowac na Zachod w 1946 r. Pierwszym etapem byl Paryz, ale w szesc lat pozniej przeprowadzili sie ponownie - ruszyli na dluga wyprawe do Australii, z przerwami na Egipt, Indie i Indonezje.

Piec lat w Sydney i Melbourne pozostawily niezatarty slad w pamieci dziecka. Twierdzi, ze nawet teraz jak fale przyplywow obrazy te, zapachy, dzwieki i doznania wracaja do niej z oddali. Podswiadomie Bialobroda przeksztalca je w swoje malarstwo - ptaki o fantastycznych barwach, piekno drzew i kwiatow, dziwne zachowania zwierzat, rzeczy bez nazwy - to jej najwczesniejszy material artystyczny. Z Australii, ktora okazala sie sie zaledwie kolejnym przystankiem przed nastepna podroza, wowczas 11-letnia Anna pamieta fascynacje egzotyczna przyroda; przypomina sobie takze gorace i upalne powietrze Cejlonu. (...) Jej obrazy oscyluja miedzy abstrakcja a przedstawieniem, iluzja a rzeczywistoscia, miedzy glebia a panoramicznym widokiem, poetycka chwila i nieskonczonoscia czasu; staraja sie laczyc wiele stylow w koherentna strukture obrazu".

Nigdy nie zrezygnowala z barw - twierdzi z cala stanowczoscia. Ciagle sie nim posluguje, a jej najnowsze prace sa nawet bardzo kolorowe. Na pracach "kinowych" barwne sa napisy "Exit".

- Na pewno kolor nie jest dla mnie szczegolnie wazny, bo w przeciwienstwie do wielu artystow nie przemawiam za pomoca kolorow, ale komunikuje tresci w inny sposob. Istnieje w malarstwie tradycja grisaille - w szarosciach utrzymanych obrazow, na ktorych postacie wygladaja jak posagi. Ich przedmiotem jest glownie masa ciala i przestrzen. Uwazam, ze nawiazujac do tej tradycji mozna oddac spory wachlarz barw. A kolory nie sa niczym innym jak soba, barwa, nie wskazuja na nic innego poza soba. Cézanne nasycal kolorem swoje pejzaze, aby oddac nie tylko barwe krajobrazu, ale i temperature miejsca - przypomina.

Istnieja sposoby przekazywania posrednio pewnych informacji, ktorych nie mozna zakomunikowac wprost. Mozna wiec zajmowac sie kolorami bez poslugiwania sie nimi. - Nie jestem specjalnie zainteresowana kolorami jako takimi - mowi Bialobroda. - Nie interesuje sie szczegolnie nawet przedmiotami jako takimi, natomiast interesuje mnie stosunek ogladajacego do dziela sztuki. Uwazam, ze od tych wszystkich wizualnych technologii zasadniczo zmienila sie funkcja dziela sztuki w spoleczenstwie, a tym samym i stosunek miedzy nim a odbiorca.

Namalowala serie obrazow na aksamicie. Glebokie, czarne tlo tworzy wrazenie mrocznej dziury, tunelu, z ktorego jak z matecznika wszelkich wizerunkow wylaniaja sie blade obrazy. Sprawiaja wrazenie projekcji w smolista przestrzen lsniacych biela postaci.

- Obrazy malowane na aksamicie maja niezmiernie gleboka przestrzen. Pozniej chcialam czegos radykalnie odmiennego: przestrzeni bezposredniej, faktycznej, czegos bardzo publicznego.

Wtedy powstaly portrety ludzi na wspanialym brokatowym plotnie namalowane czarno-bialymi farbami. Sa to z pozoru dziela nawiazujace do jej poprzedniej serii prac - portretow osob, jakby malowanych fotografii. Byly to barwne plotna przedstawiajace ludzi jak z amatorskich fotografii. Charakter okazjonalnych "fotek", robionych ot tak, przy jakiejs okazji, podkreslaja specyficzne dla takich ujec usmiechy portretowanych postaci, wymachiwanie reka w gescie zwrocenia na siebie uwagi lub pozdrowienia rodziny i znajomych "z wakacji". Poza tym swoista nieudolnosc wykonania podkresla amatorski jakby charakter owych malowanych fotografii. Postac jest albo przesunieta w bok w kadrze badz, jak na jednym z obrazow, widac tylko glowe portretowanej osoby i kawalek jej dloni - reszte zajmuje tlo - pionowe szaro-czerwone pasy.

Czarno-biala bladosc postaci stwarza widmowe wrazenie spotegowane przez swoisty kontrast miedzy nimi a tlem, na ktorym sie pojawiaja. Suty, barwny brokat plotna sugeruje starodawna technike robienia zdjec w studiu na obojetnym tle atelier, podczas gdy calkiem wspolczesny charakter postaci oraz typ ujecia kojarzy sie ze zrobiona w pospiechu "fotka" w plenerze - ktorego brak. Mamy wiec do czynienia z pamiatkowa fotografia zrobiona powtornie z jedynego wizerunku drogiej osoby, jaki pozostal jako pamiatka po kims, kogo juz nie ma.

Bialobroda proponuje na swych znakomitych plotnach odwrocenie kierunku przemian w sztuce: to fotografia miala zastepowac obraz, wypierac malarstwo, zwlaszcza w portrecie. Artystka pokazuje rezultat odwrocenia tego procesu - w jej dzielach obraz wypiera fotografie. Postmodernistyczny koncept stanowi o dodatkowej ich zalecie.

- Ostatnio robie kolorowe prace. Ciagle interesuje mnie stosunek malarstwa do fotografii i nie kryje, ze w pewnej mierze czerpie inspiracje z kolorowych magazynow.

Czesc twarzy ostatnio tworzonych postaci pozostaje niemalowana, jak przestrzen do wypelnienia. Sa to obrazy z obrazow, ale jakby pozbawione ram, luzne, niezamkniete w zakreslonej przestrzeni skonczonego dziela. Sa "otwarte" - to malowane na drewnie postaci jakby znikad, bez tla, bez kontekstu, niemal bez twarzy - tylko zaznaczone oczy i usta.

- Nieustannie interesuje mnie kwestia przestrzeni - czlowieka w niej, czlowieka miedzy ludzmi. Przestrzen jest pelna informacji, ona wlasciwie nas okresla i determinuje.

A moze to my, jako widzowie, laczymy niezorganizowane tlo w calosc, nadajemy mu lad, wiazemy rzeczy ze soba w sensowna calosc. Najnowsze prace Bialobrody to cos w rodzaju nieskonczonej ukladanki. Widz musi wypelnic te pusta przestrzen wlasna trescia, tak aby postacie znalazly sie w sensownej calosci; musi im nadac pewien porzadek.

Pytam o Polske.

- Po raz pierwszy pojechalam w 1988 r. z matka. Potem bylam kilkakrotnie, ostatnio w 1998 czy 1999 r. Wystawialam tam swoje obrazy. Moj ojciec byl spiewakiem operowym, pojechal studiowac do Paryza. Potem wedrowalismy po wielu innych krajach. Francuski jest moim pierwszym jezykiem, a Francja krajem mego dziecinstwa. Kiedy pojechalam po raz pierwszy do Polski, uwazalam sie za turystke. Jednak po wyladowaniu w Warszawie doznalam silnego wstrzasu rozpoznania, uswiadomilam sobie, ze wszystkie miejsca, w ktorych spedzalam dotychczas wakacje - w Ameryce, we Francji czy w Anglii - wygladaly jak Polska. Naprawde zastanawiam sie, czy nie chodzimy z okreslonym krajobrazem w genach. Mialam przeciez cztery miesiace, kiedy wyjechalam z Polski, nie moglam wiec niczego pamietac. Moich upodoban do tego krajobrazu, do tego klimatu i atmosfery nie moge wyjasnic. Kiedy przyjechalam po raz pierwszy do Polski, dziwnie sie czulam - jak w domu. Ale takze swojsko sie czuje, gdy przebywam w Paryzu czy w Londynie.

Za swoj dom obrala Nowy Jork, gdzie przyjechala lata temu na specjalny program nauki prowadzony w Whitney Museum. I tak juz zostala.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail