STANISLAW M. JANKOWSKI
Jedyny
na swiecie
Byl 29 dzien marca 1957 roku, gdy byly premier polskiego rzadu emigracyjnego w czasie II wojny swiatowej Stanislaw Mikolajczyk powiedzial, ze nie spalono - jak sie uwaza - wszystkich skrzyn z materialami z grobow katynskich.
- Amerykanie jedna maja, wiem to z pewnego zrodla - oznajmil w Princeton Mikolajczyk, a profesor Janusz K. Zawodny jego wypowiedz zacytuje pozniej w swojej ksiazce. 1/
Nikt dotad tej wiadomosci nie potwierdzil. Albo archiwisci, np.w Waszyngtonie lub Stanfordzie trzymaja skrzynie w ukryciu do dzisiaj i - Bog raczy wiedziec, dlaczego - nie zamierzaja jej nikomu ujawnic, albo tez oryginalna dokumentacja katynska do Ameryki nigdy nie dotarla, a Stanislaw Mikolajczyk - delikatnie jego wypowiedz oceniajac - minal sie z prawda.
Historyk musi miec szczescie
Wlasnie mysle o sensacyjnym oswiadczeniu premiera Mikolajczyka, trzymajac w rekach oryginalny pamietnik, znaleziony w roku 1943 w czasie ekshumacji w lesie katynskim. Nad stolikiem, przy ktorym siedzimy w Katowicach, niemal wisi kamera zlaczona z prawa reka Dariusza Walusiaka z Centrum Dokumentacji Czynu Niepodleglosciowego; bedzie mial od dzisiaj na tasmie kazdy ruch przy przegladaniu notesu, ktory w roku 1940 nalezal do wiezionego w Kozielsku oficera. Nie podpisal on nigdy pamietnika, wiec opierajac sie na blednych sugestiach za wlasciciela dlugo uznawano podporucznika Marcina Niemczewskiego. W maju 2002 roku z Adamem Rolinskim z CDCN postanowilismy zwrocic sie z prosba o zbadanie dokumentu przez fachowcow z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sadowych. Dysponuja sprzetem, jak malo kto w Polsce. Bez trudnosci odczytali wklejone do notesu zaswiadczenie o szczepieniu, ktorego my nie mielismy odwagi oderwac od innych, mocno sprasowanych kartek...
Nie zostawalo nam nic innego, jak przyjac wersje, ze wlasciciel zaswiadczenia - Zbigniew Cichoblazinski, moze byc rowniez autorem notatek. Wynikalo z nich, ze byl zonaty z Ada, a krewni mieszkali w Borszczowie. "Ksiega cmentarna" potwierdzila nazwisko, poszerzajac nasza wiedze o informacje, ze Zbigniew Hiacynt Cichoblazinski mature zdal w Przemyslu. Teraz przydalo sie doswiadczenie i rutynowe dzialania. Nazwisko nie nalezy do popularnych, wiec latwiejsze jest do odszukania, jesli ma sie troche szczescia, a panie z miedzymiastowej informacji telefonicznej sa akurat w dobrym humorze. Byly! Tak trafilem do Zurawicy pod Przemyslem.
- Brat mojej mamy rzeczywiscie zginal w Katyniu - potwierdzila Urszula Zablocka, z domu Cichoblazinska.
- A czy byl moze zonaty z Ada? - zapytalem, aby sie ostatecznie upewnic, ze rozmawiamy o autorze "naszego" pamietnika.
- Tak, z Ada. Ciocia nazywa sie Biesiada, bo po wojnie wyszla drugi raz za maz. Prosze do niej zadzwonic do Katowic.
W tym momencie sluchawka telefoniczna omal nie wypadla mi z reki. Jesli wierzyc, ze historykowi i dziennikarzowi przy poszukiwaniach potrzebny jest przyslowiowy lut szczescia, to wlasnie bylem obok niego.
Zniknelo kilkanascie kopert
O pamietniku wiedzialem sporo, wlasciwie ide jego tropem przez ostatnich kilka lat. Po ekshumacji w roku 1943 notes trafil - wraz z tysiacami innych dokumentow - do Panstwowego Instytutu Medycyny Sadowej i Kryminalistyki w Krakowie. Nie zdazono sie z nim zapoznac, bo ktoregos dnia kilkanascie kopert po prostu zniknelo ze scisle strzezonego magazynu. Opowiesc o tym, jak krazyly pomiedzy roznymi archiwami i domami prywatnymi, to temat na scenariusz filmu sensacyjnego. Ich sladem szli funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego. Odnalezli "spuscizne katynska" w czasie rewizji w archiwum krakowskiej kurii metropolitalnej. W listopadzie 1952 roku zabrali koperty do Warszawy.
W tym czasie sledztwo prowadzone przez powolana przez Senat USA komisje odpowiedzialo na pytanie o sprawcow i czas zbrodni. Jeden ze swiadkow - o czym pisalem w "Nowym Dzienniku"2) przekonywal senatorow, ze to na jego rozkaz juz w 1945 roku spalono cala dokumentacje katynska. Uwierzyli i zanotowali zeznania...
Mijaly lata. W ZSRR i PRL wina za zbrodnie obciazano nadal Niemcow i tylko z nimi oficjalnie mozna bylo laczyc slowo "Katyn". Nikt nawet nie przypuszczal, ze w archiwum MSW w Warszawie leza dowody zbrodni, do ktorej Moskwa przyzna sie dopiero po 50 latach.
W kwietniu 1990 roku kierujacy jeszcze polskim MSW general Czeslaw Kiszczak polecil odwiezc do krakowskiej kurii "spuscizne katynska", zabrana podczas rewizji w roku 1952. Razem ze 132 dokumentami, m.in. legitymacjami, listami, fotografiami, roznymi zaswiadczeniami przyjechal, takze jedyny, jaki istnieje na swiecie, oryginalny pamietnik z Katynia, czyli notes bez oprawy, szyty drutem, o wymiarach 10 x 6 centymetrow.
Dwanascie lat trzeba bylo jednak czekac na ustalenie, ze autorem tego unikatowego dokumentu jest podporucznik Cichoblazinski.
"Potrafil zainteresowac podwladnych..."
Po pierwszych informacjach o Zbigniewie Cichoblazinskim decyduje sie zobaczyc jego "zyciorys" wojskowy. Wyjasniam, kogo szukamy, dodaje dwa zdania o odnalezieniu jedynego na swiecie oryginalnego pamietnika z Katynia. Z wydaniem inwentarza dokumentow katynskich chcemy zdazyc na przyjazd Ojca Swietego, marzy sie nam dolaczenie ksiazki do prezentow dla Papieza, stad w czerwcu wazna jest niemal kazda godzina.
- Mamy w zbiorach teczke oficerska - odpowiadaja z Centralnego Archiwum Wojskowego i niemal natychmiast - poniewaz uznali poszukiwania za wyjatkowo wazne - dokumenty personalne dostaje do czytelni w Rembertowie.
"Kategoria A", wcielony do Wojska Polskiego 18 wrzesnia 1933 - wpisuje kilka dni pozniej. Najpierw ukonczyl Dywizyjny Kurs Podchorazych Rezerwy przy 54 PP, a w maju 1934 uzyskal tytul podchorazego.
"Dosc energiczny, o duzym poczuciu honoru i godnosci osobistej, o stosunku do sluzby wojskowej pod kazdym wzgledem poprawnym" - opiniowali przelozeni, gdy jeszcze byl kapralem. A dowodzacy kompania porucznik Krol pisal, ze podwladny jest "w dowodzeniu i wydawaniu rozkazow dosc dobry, fizycznie dosc dobrze rozwiniety i wytrzymaly, a jego postanowienia i decyzje podjete dosc rozsadne...".
Podczas zajec na kursie najwyzej punktowano "sprawowanie", pilnosc i wyglad zewnetrzny Zbigniewa Cichoblazinskiego. Na 7 zaliczono mu musztre, rzut granatem i umiejetnosc walki na bagnety, a tylko na 5 - wiedze z historii wojskowosci i dowodzenie.
Znajduje w aktach opinie z cwiczen w 54 PP. Podkreslono dosc dobra wymowe ocenianego, jego donosnosc glosu, energie i inteligencje, a skrytykowano "brak pewnosci siebie".
Po cwiczeniach w roku nastepnym przelozeni uznali, ze "dzieki pracy nad soba w znacznym stopniu uzupelnil zapas wiadomosci wojskowych. Jest bardzo spokojny - dodali. - Bardzo chetny do pracy, samodzielny, potrafi zainteresowac podwladnych i kierowac nimi". Po takich uwagach nie mogl nie awansowac i w marcu 1937 roku (ze starszenstwem od 1 stycznia) byl juz podporucznikiem rezerwy Wojska Polskiego.
Nie wszystkie opinie zwierzchnikow sa jednak pozytywne. Obserwujac oficera podczas zajec w 75 PP zasugerowano, aby "dazyl do wyrobienia w sobie pewnosci przed frontem, twardej i glosnej komendy", a takze "wykazywal wiecej inicjatywy jako dowodca plutonu".
Wiedzac juz jakim byl oficerem, mozna jechac do Katowic, oczywiscie z kolegami z CDCN i z kamera filmowa. Druga z siostrzenic Zbigniewa, pani Teresa Dabrowa tez wybiera sie z nami do cioci Ady.
Na wojne wyruszyl z Oswiecimia
Jest 4 czerwca 2002 roku. W niewielkim mieszkaniu na osiedlu Welnowiec w Katowicach palce pani Ady przesuwaja sie po kartach notesu. Czytamy zdanie po zdaniu, zaczynajac od zapiskow z wrzesnia 1939 roku, gdy podporucznika Cichoblazinskiego objela mobilizacja, a na wojne wyruszal z tzw. Osrodka Zapasowego 23. dywizji piechoty w Oswiecimiu. W notesie pojawia sie kilka nazw miejscowosci, przez ktore przechodzila dywizja. Pozniej brak informacji az do stycznia 1940 roku, gdy autor zaczyna pisac o pobycie w Kozielsku. Krotkie, lakoniczne zdania lub tylko slowa, informujace o siarczystych mrozach, wizytach u lekarza, wlaczeniu do druzyny sluzbowej, zakupie lub przydzieleniu machorki, cukru, herbaty, mydla... Pisze takze o kapieli, goleniu i praniu, a rzadziej o sytuacji na swiecie, o ktorej wiesci do obozu dotarly za posrednictwem gazet lub radiowezla.
"Snila mi sie Ada i tesciowa - czytam, a starszej pani na chwile zalamuje sie glos, gdy dopowiada: "pisze o mamie i o mnie". I juz spokojniej komentuje inne notatki o listach, otrzymywanych przez meza z Borszczowa, gdzie mieszkali jego krewni. Zaczyna takze opowiadac o swoich listach, z ktorych - jak wynika z notesu - tylko dwa doszly do Kozielska.
Szalik dostal w styczniu
W Katowicach ogladamy wspolnie zdjecia w rodzinnych albumach, wsrod nich fotografie, wykonana w styczniu 1939 roku, zaraz po slubie Adelajdy Anny, z domu Gawantka, i Zbigniewa Hiacynta Cichoblazinskiego.
- Prawda, ze mojemu Zbyszkowi dobrze bylo w wojskowym mundurze? - zadaje pytanie pani Ada, a jej palec zatrzymuje sie na lezacym obok albumu pamietniku. Dokladniej: na notatce "I rocznica slubu" wpisanej 16 stycznia 1940 roku. Obok informacja, ze w Kozielsku mroz doszedl tego dnia do minus 30 stopni.
Przez dluzsza chwile wszyscy milczymy, a pozniej starsza pani zaczyna opowiadac o swoim ojcu - kolejarzu, o mamie, prowadzacej restauracje na dworcu towarowym w Szopienicach, ktora "byla zyciowa, cholernie fajna babka" . I o mlodym dyzurnym ruchu, ktory "tak bardzo sie mamie podobal".
- A pani sie podobal?
- Oczywiscie. Spokojny, delikatny, z takich, co przepraszaja, ze sie urodzili - wspomina . - Poznalismy sie podczas przeprowadzki ze starego naszego mieszkania do nowego. Zbyszek razem z kolega, tez kolejarzem, pomagal nam nosic meble. Moze to bylo rok przed slubem - zastanawia sie. - A jak wygladalo nasze szczescie pozniej, moge panom opowiedziec prywatnie.
Sluchamy dlugiej, szczerej i miejscami nieco pikantnej relacji o dniach narzeczenstwa, slubie cywilnym i koscielnym. Takze o tym, jak pomiedzy slubami mlodzi malzonkowie mieszkali przez dwa miesiace osobno, "bo przeciez inaczej byc nie moglo na katolickim Slasku". Wspomnienia jednak "prywatne", wiec moj magnetofon stoi wylaczony, podobnie jak kamera, filmujaca nasze spotkanie. Adam Rolinski przestal nawet notowac.
Szczescie mlodych trwalo do dnia mobilizacji we wrzesniu 1939 roku. Pozniej wojna i strach o zycie meza. Nie bylo zadnej wiesci przez wiele tygodni.
Musisz wierzyc, ze zyje - powtarzala corce matka i cierpliwie czekaly. List nadszedl w grudniu, przed Bozym Narodzeniem. Zachowal sie do dzisiaj.
"Moja Kochana Adusko! Przede wszystkiem musze Ci doniesc, ze jestem caly i zdrowy i ze przebywam obecnie w Rosji - zawiadamial jeniec Zbigniew Cichoblazinski. - Dreczy mnie wielka niepewnosc o Twoj los i o los moich najblizszych. Co sie stalo z moim Ojcem i Matka, tego nie wiem i jezeli mozesz sie skomunikowac z nimi, to donies im o tem, ze pisalem do Ciebie. Calymi dniami mysle o Tobie i tesknie za Toba, nie moge nawet spac i marze o tej chwili, kiedy Cie ujrze".
Autor prosil o informacje o calej rodzinie i znajomych, podawal takze dokladny swoj adres, zarowno po polsku, jak i w jezyku rosyjskim, aby ulatwic korespondencje. Przypomnial, ze do obozu w Kozielsku moze otrzymac i napisac stad tylko jeden list miesiecznie.
Zona odpowiedziala natychmiast, a razem z wiadomosciami wyslala... szalik. Nie wszystkie paczki dochodzily do rak jencow, ale ta od Ady dotarla. Jest potwierdzenie w pamietniku.
- Dostal szalik, dostal moj szalik - powtarza wdowa, ocierajac lzy. - Przydal mu sie, bo pisze, ze 10 stycznia bylo u nich minus 42 stopnie.
Narysowal baszte w Kozielsku
Z dokumentow otrzymanych przez Terese i Urszule - siostrzenice autora notesu poznajemy zyciorys Zbigniewa Hiacynta Cichoblazinskiego, syna Edwarda i
Heleny, w Zurawicy pod Przemyslem urodzonego 11 wrzesnia 1912 roku. Mature zdal w Przemyslu, w 1. Gimnazjum im. Slowackiego. Wsrod ocen na swiadectwie dojrzalosci w czerwcu 1933 roku na "bardzo dobre" oceniono jego wiadomosci z religii, na "dobrze" wiedze z historii, nauki o Polsce i geografii. Za "dobry" uznano rowniez spiew i umiejetnosci wykonywania "cwiczen cielesnych".
Podczas przegladania pamietnika trudno nie zainteresowac sie rysunkiem baszty w Kozielsku, najprawdopodobniej wykonanym przez wlasciciela notesu. Z podpisu wynika, ze bylo to 22 pazdziernika 1939 roku. Urszula Zablocka nie ukrywa wzruszenia.
- Wiem od mamy, ze gral pieknie na skrzypcach, a tu sa dowody, ze takze duzo rysowal - wyjasnia i kladzie na stole zeszyty wujka oraz "Szkicownik przyrodniczy", przechowywany w domowym archiwum w Zurawicy. Rozroznic latwo sylwetki ludzkie, mozg, oko, krtan, sa rowniez rysunki motyli i dzbankow. No i mamy wyjasnienie, ze jedyny na swiecie do dzisiaj istniejacy rysunek kozielskiej baszty z roku 1940 wyszedl spod reki podporucznika Cichoblazinskiego.
Patrioci w resorcie bezpieczenstwa?
Z pamietnikiem Zbigniewa Cichoblazinskiego lacza sie dwie rozmowy, o ktorych trudno bedzie mi zapomniec. 9 listopada 2001 roku pokazalem kopie pamietnika bylemu ministrowi spraw wewnetrznych.
- Jak to mozliwe, ze przez tyle lat w archiwum bezpieki lezaly kompromitujace Moskwe dowody zbrodni i nikt nie przekazal ich na Lubianke? - zapytalem Czeslawa Kiszczaka.
- Wszyscy archiwisci lubia miec swoje tajemnice i nigdzie nie bylo powiedziane, ze nalezy oddac towarzyszom radzieckim przechowywane w Warszawie dokumenty z Katynia - odparl.
Wydawalo mi sie, ze uwaza moje pytanie za idiotyczne. Ja nie moge natomiast pojac, gdy wspomnial o "patriotyzmie funkcjonariuszy PRL-owskich sluzb specjalnych", ktorzy dokumentacje katynska przeciez uchronili przed poszukujacymi jej dlugie lata agentami najpierw NKWD, a pozniej KGB. Ale jak mialem z generalem polemizowac, skoro dokumenty nadal sa w kraju, a pierwszy egzemplarz pieknie wydanego ich opisu bedzie mogl dostac Jan Pawel II? Przeciez wystarczylby jeden gorliwy "bezpieczniak" i nie wiedzielibysmy, jak wyglada pamietnik Zbigniewa Cichoblazinskiego.
Moze wiec inne powinno byc zakonczenie tego tekstu?
Szczesliwy dzien pani Ady
4 czerwca 2002 roku podczas wizyty u Ady Cichoblazinskiej w Katowicach rozmowa w pewnym momencie zeszla na jej szczesliwe dni:
- Spotkalo mnie podwojne szczescie. Nigdy nie przypuszczalam, ze zobacze pamietnik mojego Zbyszka i dlatego dzisiejszy dzien jest dla mnie wazny - ocenila wdowa, gdy juz chowalismy do teczki przywieziony z Krakowa dokument. - A rano dostalam podwyzke emerytury.
Zdziwilem sie, slyszac po raz pierwszy, ze jedna z polskich wdow otrzymuje emeryture po mezu zamordowanym w Katyniu. I jeszcze ta podwyzka ...
- Po smierci Zbyszka nie dano zadnego odszkodowania - wyjasnila. - Ja wiele lat po wojnie wyszlam znowu za maz i to jest emerytura wypracowana przez drugiego mojego meza, pana Biesiade.
- A o ile podwyzszyli pani emeryture, jesli to nie jest tajemnica?
- O siedem zlotych - odpowiedziala z delikatnym usmiechem Ada Cichoblazinska-Biesiada. - Sasiadki dostaly tylko po cztery, czyli po dolarze, a ja siedem...
----------------------
1. Janusz K. Zawodny - Katyn. Paryz 1989, s.
272
2. Stanislaw M. Jankowski - Kto
napisal "Modlitwe jenca"?, Przeglad Polski, 19 kwietnia 2002.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |