[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 wrzesnia 2002)


MIROSLAW A. SUPRUNIUK

W kregu kultury
anglosaskiej

Z prof. Jerzym R. Krzyzanowskim rozmawia Aleksandra Ziolkowska-Boehm

Aleksandra Ziolkowska-Boehm: - Jest Pan w Stanach Zjednoczonych od 1959 roku. Jakie byly okolicznosci Panskiego wyjazdu z Polski?

Prof. Jerzy R. Krzyzanowski: - Wyjechalem z Polski w okresie, gdy tego rodzaju wyjazdy byly zjawiskiem rzadkim. Mialem po prostu troche szczescia, gdyz od razu otrzymalem propozycje objecia stanowiska na jednej z najlepszych uczelni amerykanskich, Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Moim zadaniem bylo zorganizowanie eksperymentalnego kursu intensywnej nauki jezyka i wiedzy o Polsce. Po roku podobna oferte dostalem z Uniwersytetu Stanu Michigan, gdzie podjalem rownoczesnie prace nad doktoratem i ukonczylem ja z najwyzszym wyroznieniem, jakie amerykanski student moze otrzymac - czlonkostwem honorowego stowarzyszenia Phi Beta Kappa. Do dzis mam przy dewizce do zegarka zloty kluczyk z wygrawerowanym miniaturowymi literkami moim nazwiskiem... Nie dosc, ze sie zmiescilo, ale w dodatku napisano je bez bledu!

- Jak powitala Pana Ameryka? Jakie mial Pan o niej wczesniejsze wyobrazenia i na jakiej podstawie je Pan tworzyl?

- Nie przesadze mowiac, ze byla to obustronna milosc od pierwszego wejrzenia. Powiodlo mi sie o tyle, ze trafilem na okres, ktory pozniej, piszac retrospektywnie w wydawanym przez Fundacje Popierania Nauki roczniku Nauka Polska (VI, 1997), nazwalem "zlotym polwieczem polonistyki amerykanskiej". Oprocz polonistycznego magisterium z Uniwersytetu Warszawskiego przywiozlem duzy ladunek entuzjazmu do pracy pedagogicznej, a entuzjazm ten dzielil moj wydzial, wiec wspolpraca ukladala sie nadzwyczaj korzystnie. Kazdy szanujacy sie wydzial slawistyki rozbudowywal wtedy studia polskie, polscy wykladowcy byli poszukiwani i cenieni, panowala wspaniala atmosfera zrodzona z ducha Pazdziernika 1956 r. A ja bylem w Ameryce zakochany od dawna, dzielilem moje zainteresowania miedzy polonistyke a amerykanistyke. Potem wydalem pierwsza ksiazke, krotki zarys tworczosci Hemingwaya (Wiedza Powszechna, Warszawa 1962 r.), a jako temat pracy doktorskiej wybralem literacka dzialalnosc jednego z czolowych amerykanskich krytykow XIX wieku, pisarza Williama Deana Howellsa.

A skad wyobrazenia? Przede wszystkim lektura, od wczesnych lat pasjonujaca, od piecioksiegu przygod Sokolego Oka po Przeminelo z wiatrem. Najmlodszemu z naszej podworzowej gromadki, szescioletniemu synkowi dozorcy nadalem dzwieczne imie Unkas i tak juz na lata przylgnelo. "Mlody i urodziwy, wcielenie wszystkich cnot rycerskich" (jak powie Roman Dyboski) Unkas Gnieciak, czy to nie wspaniale? Mysle, ze stary James Fenimore Cooper bylby prawdziwie dumny, gdyby wiedzial, ze po stu latach jeden z bohaterow Ostatniego Mohikanina ozyje na dalekiej, polskiej ulicy... Potem, juz po wojnie, nasilily sie kontakty osobiste z ludzmi takimi, jak np. wspanialy tlumacz Hemingwaya Bronislaw Zielinski, jak przyjezdzajacy ze Stanow Zjednoczonych profesorowie, ktorzy po 1956 roku tlumnie odwiedzali Polske. Sadze, ze psychicznie i intelektualnie bylem na spotkanie z Ameryka dobrze przygotowany.

- Porozmawiajmy wiecej o Stanach Zjednoczonych. Czy Pana obraz Ameryki zmienia sie z latami? Jakiej Ameryki Pan sie obawia czy nie lubi? Co sie Panu w Ameryce podoba? Zanotowalam kiedys Pana wypowiedz na temat Ameryki, ktora zamiescil Pan w przedmowie do ksiazki Szczepana K. Zimmera "Thoreau i jego otoczenie. U zrodel amerykanizmu" (1983 r.). Napisal Pan miedzy innymi: "Amerykanizm, najczesciej pojmowany dzis zarowno w Stanach Zjednoczonych, jak i poza ich granicami jako nowoczesnosc, szczytowa forma kapitalizmu, technologia czy wreszcie ´styl zyciaª, uzywany jest na ogol w splyconym, jesli nie pejoratywnym znaczeniu, podczas gdy w istocie rzeczy jest to formacja wysoce idealistyczna, wyrosla z podloza mysli i czynow nie tylko pielgrzymow i pionierow, ale ludzi typu Thoreau, gleboko idee te odczuwajacych i pragnacych nadac jej najczystszy, najpiekniejszy ksztalt. Thoreau, ´jeden z najszlachetniejszych rewolucjonistow swiataª, jak pieknie nazwal go Szczepan K. Zimmer, przemawia nie tylko do wyobrazni tworcow polskiej Solidarnosci, ale pomaga zrozumiec Ameryke wszystkim tym, ktorzy nie umieja dostrzec jej prawdziwej wielkosci przeslonietej dla wielu symbolem dolara, szklanymi sylwetkami wiezowcow i bezosobowym tlumem samochodow na zatloczonych szosach". Czy teraz, po dwudziestu latach, potwierdza Pan swoja ocene?

- Nic dodac, nic ujac. Ale kto poza specjalistami czyta dzisiaj Thoreau, Emersona, wielkich pisarzy XIX wieku, tych, ktorzy pojecie tej idealistycznej Ameryki uksztaltowali? Moje amerykanskie studia poglebily zrozumienie tego kraju, utrwalily mocniej niz zmiany, jakie w XX wieku z koniecznosci zaszly. Czy obawiam sie albo nie lubie jakiejs innej wizji Ameryki? Nie, jestem najmocniej przekonany o trwalosci idei, jej sile, jej obecnosci we wszystkich, pozornie obojetnych czy nawet krytycznie do rzeczywistosci nastawionych warstwach spoleczenstwa. Reakcja na wypadki 11 wrzesnia wrazenie to potwierdza, a glosy krytyczne tylko afirmuja zasade kraju demokratycznego, wolnosci gloszenia pogladow i swobody wypowiedzi. Nie, nie boje sie ani Ameryki, ani o Ameryke. I dlatego dziwia mnie przejawy antyamerykanizmu, tak czeste w Europie i Azji. Mcdonaldyzacja, oszolomienie coca-cola? Alez, na milosc boska, nikt nie kaze jesc hamburgerow ani pic coli tym, ktorzy tego nie lubia, wiec o co chodzi?

Moge powiedziec, ze znam Ameryke dosyc dobrze. Przejechalismy ja wraz z zona wszerz i wzdluz. Zajezdzilismy juz kilka aut, zwiedzilismy, ile sie dalo, totez czuje sie upowazniony do konkluzji, ze Ameryka to dobry kraj dobrych ludzi. A obawy mam jedynie o poziom tych ludzi, gdyz inwazja tego, co delikatnie nazywa sie pop-kultura, nie jest niczym wiecej niz kontrkultura atakujaca podstawy nie tylko moralne, ale wlasnie te wartosci, ktore stanowia o wielkosci Ameryki.- Jak przebiegala Pana kariera uniwersytecka?- Nadzwyczaj pomyslnie. W okresie jedenastu lat, pracujac na nowym dla siebie terenie, w nowym jezyku i warunkach, przeszedlem wszystkie szczeble tej stromej dla wielu drabiny - od wykladowcy do profesora zwyczajnego, a potem profesora emerytowanego, zyskalem wiele wyrazow uznania, nagrod i stypendiow. Sadze, ze osiagnalem trwale rezultaty mojej pracy. Wykladalem na pieciu duzych uniwersytetach, wychowalem osmiu doktorow, ktorzy dzisiaj zajmuja powazne stanowiska, oglosilem kilkanascie ksiazek, w tym opublikowana po angielsku monografie Reymonta (Twayne Publishers, New York 1972 r.), drukowalem w amerykanskich i polskich periodykach naukowych wiele rozpraw i artykulow, bralem udzial w miedzynarodowych kongresach reprezentujac nauke amerykanska, zdobylem, jak to sie mowi, nazwisko. Nie lubie sie chwalic, ale moge smialo stwierdzic, ze jestem z tych osiagniec dumny.- Co Pan sadzi o polonistyce w Stanach Zjednoczonych? Ewa Thompson powiedziala, ze polonistyka na poziomie akademickim nie istnieje, ze jest to gorzka prawda, o ktorej osoby zainteresowane niechetnie mowia. A takze cytuje z wlasnej ksiazki "Amerykanie z wyboru": "Polacy sa w amerykanskich mass mediach dyskryminowani nie tylko przez negatywne i rasistowskie stereotypy, ale przez zaniedbanie, usuwanie w cien, zabijanie milczeniem". Czy zgadza sie Pan z ta opinia?- Wolno pani Thompson glosic, zreszta nie po raz pierwszy, kontrowersyjne poglady, wolno mi, tez nie po raz pierwszy, z nimi sie nie zgadzac. Wydaje mi sie, ze nie bedac praktykujaca polonistka pani Thompson ma slabe rozeznanie sytuacji w tej dziedzinie, pozwole sobie zatem odeslac ja do wspomnianego wyzej artykulu w Nauce Polskiej. Nie wydaje mi sie takze sluszne negowanie dorobku uczonych tej miary, co Waclaw Lednicki, Manfred Kridl czy Wiktor Weintraub, zeby tylko tych trzech przedstawicieli starszego pokolenia wymienic. Istotnie, polonistyka amerykanska zajmowala zawsze drugie miejsce za rusycystyka i kiedy zakonczyla sie "zimna wojna", a tym samym wyschly zrodla niezliczonych funduszy i stypendiow, obie dyscypliny weszly w stadium trwajacego od dziesieciu lat kryzysu. Niemniej jednak na wielu uniwersytetach polonistyka zyje, ukazuje sie szereg cennych prac, dziala wiele instytucji, takich chociazby jak Polski Instytut Naukowy w Ameryce. Wystarczy sledzic programy dorocznych zjazdow tego Instytutu czy zjazdow organizacji, takich jak American Association for the Advancement of Slavic Studies, zeby stwierdzic, ze ta "gorzka prawda" jest prawdopodobnie wyrazem osobistego zgorzknienia wyrazicielki, niczym wiecej.A co do dyskryminacji... Czy stale, pozytywne podkreslanie w telewizji polskosci Papieza, obecnosc Zbigniewa Brzezinskiego i wielu innych nie przeczy temu stwierdzeniu? Nie wiem, co wspolnego ma ta rzekoma dyskryminacja z rasizmem, chyba ze ktos uwaza Polakow za przedstawicieli innej rasy, kogos w rodzaju Murzynow czy Latynosow, lub tez sam posluguje sie stereotypami "politycznej poprawnosci". Nie, stanowczo sie z tego rodzaju stanowiskiem nie zgadzam

Dokonczenie za tydzien

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail