CZESLAW KARKOWSKI
Swietnosc Polski
w Milwaukee
Na Dame z lasiczka Leonarda da Vinci mozna sie natknac w Milwaukee niemal wszedzie. Na okladkach informatorow kulturalnych, na plakatach ulicznych,w gazetach lokalnych i w przewodnikach turystycznych. Tamtejsze Milwaukee Art Museum, nieslychanie efektowne w architektonicznym wygladzie zorganizowalo nieslychanie efektowna wystawe malarstwa: Leonardo da Vinci and the Splendor of Poland. Jest to pierwsza wielka ekspozycja w nowym skrzydle muzeum, otwartym w pazdzierniku 2001 r. Ma stanowic glowna atrakcje kulturalna miasta w jesiennym sezonie 2002 r. Wspierac ja beda imprezy towarzyszace - koncerty, sympozja, jarmarki uliczne, pokazy. Wszystkie tematycznie zwiazane z Polska i bogatymi dziejami zwiazkow polsko-amerykanskich z miastem.
Kuratorka wystawy Laurie Winters przez szesc lat starala sie o przygotowanie tej wystawy. Wymagalo to licznych wyjazdow do Polski i rozmow z licznymi placowkami kulturalnymi, aby zgodzily sie na wypozyczenie cennych dziel; wymagalo zmudnych zabiegow o pieniadze potrzebne do zorganizowania ogromnego przedsiewziecia. Wiele polonijnych instytucji, miedzy innymi Fundacja Kosciuszkowska, Zwiazek Narodowy Polski czy An American Center for Polish Culture, przyczynilo sie finansowo do doprowadzenia projektu do skutku. LOT zapewnil transport, a Milwaukee Journal Sentinel - lokalna oprawe propagandowa.
Rezultat autentycznie przeszedl oczekiwania. Nowe skrzydlo muzeum zaprojektowane przez jednego z najbardziej wzietych architektow swiata, Hiszpana Santiago Calatrawe, polozone nad jeziorem Michigan, sklada sie z dlugiego bialego pawilonu, zakonczonego strzelistym "namiotem", wyposazonym w ruchome dlugie plaskie betonowe belki, ktore rozkladaja sie jak wachlarz i w pelni rozpostarte przypominaja jasne skrzydla mewy, ptaka zrywajacego sie do lotu nad wode; zlozone zas ukladaja sie w ksztalt strzelistego indianskiego wigwamu. Wraz z lekka kladka przerzucona nad ogrodami w "stylu francuskim", polaczona linami z glowna konstrukcja budynku, tworza wrazenie nadbudowki bialego okretu z rozwinietym zaglem.
W tej czesci muzeum zgromadzono 77 dziel przywiezionych znad Wisly, z czego polowe stanowia obrazy obcych mistrzow w zbiorach polskich, druga polowe zas - wybrane arcydziela rodzimej sztuki od czasow najdawniejszych po modernizm. Najwieksza atrakcje stanowi oczywiscie Dama z lasiczka - umieszczony za pancerna szyba niewielkich rozmiarow portret Cecilii Gallerani. Jest to jeden z trzech najslynniejszych portretow kobiecych wloskiego mistrza. Obok zdecydowanie przereklamowanej Mony Lisy w paryskim Luwrze jeszcze jest trzeci wielkiej pieknosci obraz przedstawiajacy Ginevre de'Benci - w zbiorach waszyngtonskiej National Gallery.
Dama z lasiczka - lansowana w Milwaukee jako Dama z gronostajem (Lady with Ermine) - znalazla sie w rekach polskich okolo 1800 r., kiedy kupil dzielo we Wloszech ksiaze Adam Jerzy Czartoryski, aby wzbogacic kolekcje malarstwa Izabeli Czartoryskiej.
Obraz na desce przechodzil burzliwe dzieje, w czasie ostatniej wojny zostal oczywiscie przechwycony przez Niemcow i zwrocony Polsce w 1945 r. Kilka zaledwie razy od tego czasu opuszczal Polske; w Stanach Zjednoczonych znalazl sie po raz drugi. Poprzednio eksponowano go w National Gallery w Waszyngtonie w 1991 r.
W Milwaukee tlumy gromadza sie takze przed innym slynnym dzielem w polskich zbiorach - Sadem ostatecznym Hansa Memlinga. Tryptyk ow, przez dlugi czas mylnie datowany i przypisywany Janowi van Eyckowi albo Rogerowi van der Weydenowi, powstal w 1467 na zamowienie zamoznego wloskiego bankiera w Bruggii, Angelo di Jacopo Taniego z przeznaczeniem do wystawienia go w jednym z kosciolow florenckich. Skonczony oltarz znalazl sie na okrecie plynacym do Wloch w czasie wojny Hanzy z Anglia. Korsarz na uslugach hanzeatyckiego miasta Gdansk przechwycil ow statek wraz z calym ladunkiem. Dzielo Memlinga przekazal kosciolowi Mariackiemu.
Rozne byly koleje losow tego dziela. W 1945 r. po wkroczeniu armii sowieckiej do Gdanska tryptyk zabrano i oddano go dopiero w 1956 r.
Wiele obrazow spotkal podobny los, na przyklad dzielo Holendra Ferdynanda Bola pt. Hagar i Aniol takze Sowieci zabrali ze Stadtmuseum w Gdansku i zwrocili dopiero po 1956 r.
Jednak przede wszystkim Niemcy kradli polskie zabytki kultury. Starannie przygotowane, a zwiezle informacje dolaczone do kazdego z wystawionych dziel mowia nie tylko o historii danego obrazu, ale zawieraja takze wiadomosci o historii Polski. Widz na tej podstawie moze sie zorientowac w dziejach kultury polskiej, jej bogactwie, ale rowniez w rozmiarze strat, jakie poniosla od potopu szwedzkiego po druga wojne swiatowa.
Widzow na wystawe przychodzi mnostwo. Tlumy zbieraja sie nie tylko przed Dama z lasiczka i Sadem ostatecznym, ale takze i pod innymi wystawionymi obrazami - przed slynnym portretem "krola Stasia" w pelnych regaliach pedzla Marcello Bacciarellego, w poblizu pieciu znakomitych miejskich krajobrazow Warszawy wykonanych przez innego wloskiego mistrza - Bernardo Bellotto (Canaletto). Wysluchuja komentarzy z "audioprzewodnikow", ogladaja, dziela sie miedzy soba uwagami. Wystawa jest na najwyzszym swiatowym poziomie. Dziela zagraniczne w polskich kolekcjach naleza do najwiekszych mistrzow malarstwa (Jan Massys, Caravaggio, Johann Friedrich Overbeck). Na tym tle doskonale widac, jak wcale nie ustepuja im obrazy rodzimych tworcow. Ekspozycje otwiera wspanialy, wielki portret w zlocie i purpurze biskupa Tomickiego autorstwa Stanislawa Samostrzelnika. Zamyka - takze niezwykle kolorowy, z przewaga soczystej zieleni - Dziwny ogrod Jozefa Mehoffera.
Wystawa, ktora z Milwaukee powedruje do San Francisco i do Houston, daje okazje Amerykanom obejrzenia wybranych, najbardziej znanych przykladow polskiego malarstwa, jak powiedzmy powszechnie znany, romantyczny obraz Jozefa Simmlera Smierc Barabary Radziwillowny, Aleksandra Gierymskiego - Swieto trabek, Wladyslawa Maleckiego - Widok Wawelu, Jacka Malczewskiego - Polski Hamlet. Portret Aleksandra Wielopolskiego i wiele innych. Jest Jozef Brandt, jest Jan Matejko, jest Olga Boznanska; znakomici polscy artysci, znakomicie dobrane dziela.
Idee wystawy wyjasnia Laurie Winters tym, ze chciala amerykanskiego widza zapoznac z bogactwem polskiej kultury, a decyduje o niej nie tylko rodzima tworczosc malarska, ale takze (czy w rownym stopniu) liczba dziel wielkich mistrzow Zachodu w polskich zbiorach. Swiadcza one o smaku kolekcjonerow, o zorientowaniu w sztuce, o gotowosci do zakupu nawet najdrozszych plocien.
A przy tym, jak zachecic przecietnego Amerykanina do przyjscia na te wystawe? Reklamowac Boznanska czy Gierymskiego? Niewielu sie tym zainteresuje, skoro nazwiska te wiekszosci ludzi w USA nic nie mowia. Jesli natomiast zareklamuje sie: przyjdzcie obejrzec Dame z lasiczka Leonarda da Vinci - przybeda tlumy. I tlumy te przy okazji zapoznaja sie z arcydzielami polskiego malarstwa.
Sadzac przynajmniej po licznych zwiedzajacych w Milwaukee Art Museum, zamysl sie powiodl. Wystawa stanowi znakomita okazje do promocji polskiej kultury, a to zainteresowanie polska sztuka zawdzieczamy kuratorce placowki, pani Winters. Jest to juz druga w ostatnich latach ekspozycja polskiej sztuki w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza Skrzydlaci jezdzcy, takze ominela Nowy Jork i takze zostala zainaugurowana w wielkim osrodku polskosci w Stanach Zjednoczonych - w Chicago, by pozniej wyruszyc w objazd po Ameryce.
Takich przedsiewziec potrzebujemy w USA wiecej. Robia one wspaniala reklame Polsce, pozwalaja przyblizyc Amerykanom ten kraj lepiej niz dziesiatki ksiazek i artykulow przekonujacych o wielkosci polskiego dziedzictwa. Po dwoch pierwszych ekspozycjach "przedstawiajacych" kraj w Stanach Zjednoczonych o nastepne bedzie juz latwiej, w tym w Nowym Jorku. Promocja Polski przez sztuke udaje sie znakomicie.
A kuratorce Milwaukee Art Museum Laurie Winters nalezy sie od wladz RP medal za propagowanie naszej kultury.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |