JAN PIESZCZACHOWICZ
Nowy tomik Wislawy Szymborskiej
Chwila
jak wiecznosc
Ukazal
sie pierwszy po otrzymaniu przez Wislawe Szymborska Nagrody
Nobla (1996 r.) - i co wiecej, pierwszy od lat okolo dziesieciu
- tomik jej wierszy. Zbior Chwila jak zwykle poetka
przygotowywala niespiesznie i jak zawsze dala nam dawke oszczedna
- 23 utwory, ktore powstaly w okresie wielu lat. Jak bywalo
poprzednio, wszyscy milosnicy poezji czekali na te ksiazke
z niecierpliwoscia, a krytycy tak bardzo ostrzyli swoje piora,
ze recenzje zaczely sie ukazywac przed oficjalnym opublikowaniem Chwili.
Teraz do ucztowania przystapia czytelnicy i zapewne przeczytaja
niektore wiersze wielokrotnie, bo one do tego zapraszaja,
niby ulubione utwory muzyczne. Sa przyjazne odbiorcy, wchodza
z nim w dialog, nie usilujac niczego narzucac czy pouczac,
nie wynoszac sie ponad bliznich ani "braci mniejszych" - skrzydlatych,
czteronogich i wszelkich innych, a nawet nad trawe czy kamien,
albowiem - jak czytamy w Milczeniu roslin - Podroz nasza
jest wspolna, a czlowiek to tylko szczegolna czastka wszelkiego
stworzenia. Takie poczucie wszechjednosci i powszechnej solidarnosci
nie jest w literaturze i mysli humanistycznej czyms nowym
(wystarczy przywolac sw. Franciszka), ale przeciez Szymborska
umie - nie od dzis zreszta - nadac temu niepowtarzalny ksztalt.
Chcialoby sie rzec, ze poezja owa - powsciagliwie liryczna,
chwilami intelektualnie dramatyczna, zarazem prosta i wyrafinowana
- jest takze na swoj sposob epicka. Buduje stopniowo, fragmentarycznie
poetycki kosmos zarowno z wiedzy, jak i niewiedzy (chwilami
nawet bardziej z tej drugiej), gdzie kazdy wrazliwy i myslacy
czlowiek moze poczuc sie mimo wszystko czastka jakiejs - w
miare czy moze warunkowo - sensownej calosci. Nie obejmuje
ona jednak wszystkiego i nawet nie zamierza do tego pretendowac;
wszak Wszystko - /slowo bezczelne i nadete pycha tylko
udaje, ze obejmuje i skupia calosc, A tymczasem jest tylko/
strzepkiem zawieruchy. Poetka nie ufa rowniez slowu "wiecznosc",
nie na darmo jej nowy tomik zostal zatytulowany wlasnie Chwila. To ona, ulotna i zmienna jak chmury na niebie, nie
obciazona pamiecia o niczym sprawia, ze zycie wydaje sie omalze trwale i prawie ze wieczne, dokonujac sie tu
i teraz.
Tytulowy wiersz nadaje ton calosci zbioru, ktory w miare
lektury uklada sie w poetycka rozprawke o stalosci i przemijaniu,
zyciu i smierci, o gorzkim sensie istnienia, ale i jego radosciach,
o nieosiagalnej pelni bytu i podmywajacej go nicosci. W Chwili swiat zostal pokazany w postaci dialektyki pejzazu inspirowanego
przez okolice Lubomierza, ale przypominajacego takze plotna
np. mistrzow wloskiego renesansu: lagodne zielone wzgorza,
jakby rajskie, trawa i kwiatki, zamglony blekit nieba, troche jak na obrazku dla dzieci, a moze ze snu o Wieku
Zlotym?
Ta sielanka skontrastowana zostala z kryjaca sie pod powierzchnia
groza skal warczacych na siebie, wypietrzonych otchlani, plomieni i ciemnosci towarzyszacych nie tylko tworzeniu
swiata, ale takze jego dziejom do dzis (wiersz Fotografia
11 wrzesnia). Pogodny bezruch jest tu tylko jedna strona
ziemskiej rzeczywistosci; po drugiej panuje goraczkowy ruch,
niszczacy, rozrywajacy brzegi horyzontow. Trzeba miec
jednoczesnie swiadomosc jednego i drugiego, ladu i zlowrogiego
zywiolu, kruchosci i nietrwalosci.
Czlowiek nie chce jednak zyc na stoku kipiacego lawa wulkanu,
wiec Szymborska proponuje: przyjmijmy, ze w danym momencie
(a zycie sie z nich sklada) Wszystko na swoim miejscu i
w ukladnej zgodzie, czas i przestrzen przylegaja
do konkretnych zjawisk i sytuacji, a te z kolei do slow: W
dolince potok maly jako potok maly./ Sciezka w postaci sciezki
od zawsze do zawsze. Tak tworzy sie Jedna z tych ziemskich
chwil/ proszonych, zeby trwaly; podobnie mowil
stworzony przez Goethego Faust, kuszony przez Mefista. Ale
Szymborska nadaje jednak faustycznemu przeslaniu nieco inny
sens, mniej tragiczny, jakby stoicki, prozaiczny, bez teatralnych
gestow (poetka ich nie znosi) i dramatycznych efektow, ale
tez bez banalnych unikow. Robimy je przeciez przez cale zycie,
szczegolnie kiedy ustawia nas na rozstajach mysli, uczuc,
decyzji, czynow i konfrontacji z ostatecznym finalem zmagan
- smiercia. Jest w tym szczypta goryczy, troche melancholijnej
ironii, ale i jakas pociecha.
Wiersze autorki Wszelkiego wypadku nie rozgrywaja
sie na wyzynach patosu czy nazbyt emocjonalnej ekspresji,
lecz na rowninie proby porozumienia, solidarnosci ze swiatem
- nie dlatego, ze jest doskonaly, ale mimo jego dotkliwej
nieraz niedoskonalosci, mimo bolu, jaki nam zadaje, wzglednosci
jego zjawisk. To ostatnie pomaga zreszta Szymborskiej w pogodzeniu
sie z zyciem. Poetka wraca do jednego z waznych motywow swej
tworczosci - roli przypadku, ktory traktuje nie jako cos nieuchronnie
groznego i nieprzyjemnego, lecz czynnik laczacy koniecznosc
z wolnoscia, jesli potrafimy wbudowac nieuchronnosc w niezwykla
zwyczajnosc bytu, w niecodzienna codziennosc.
W napisanym z niezrownanym, delikatnym humorem wierszu W
zatrzesieniu wraca jakze znamienna dla owej tworczosci
dialektyka:
Jestem kim jestem,
Niepojety przypadek
jak kazdy przypadek. /.../
Moglam byc kims o wiele mniej osobnym. /.../
Kims duzo mniej szczesliwym /.../
Los okazal sie dla mnie
jak dotad laskawy.
Mogla mi nie byc dana
pamiec dobrych chwil.
Posrod wielkosci stworzen mozna otrzymac np. kostium pajaka,
mewy, myszy polnej, zostac kims z lawicy, mrowiska,
brzeczacego roju, badz hodowanym na futro,/ na swiateczny
stol,/ czyms, co plywa pod szkielkiem. Byc czlowiekiem
- powiada z dobrotliwa ironia Szymborska - to nie jest najgorsze
rozwiazanie, chocby dlatego, ze wlasnie czlowiekowi zostala
przypisana zdolnosc dziwienia sie sobie i swiatu, jedna z
cech arcyludzkich i kreatywnych. Poetycka rzeczywistosc, tak
bardzo przywiazana do Ziemi, nie daje sie sprowadzic w niezmierzonej
obfitosci zdarzen i zjawisk do prostych formul. Swiat ogladany
wprost lub w negatywie (jest w zbiorku wiersz pod takim tytulem)
jawi sie jako obszar wzglednosci, niekiedy sen we snie, np.
w Sluchawce: Sni mi sie, ze zasypiam/ i budze sie znowu.
Szymborskiej nie idzie jednak o modny relatywizm, chocby
w wersji postmodernistycznej, lecz o spokojna i rozwazna probe
ogarniecia pejzazu rzeki zycia w jej trwajacej zmiennosci.
Z tajemnica istnienia latwiej zmierzyc sie w ciszy i spokoju
w pojedynke i na wlasna odpowiedzialnosc niz gromadnie; "Samotnosc
jest mi absolutnie do zycia niezbedna. /.../ Ja po prostu
codziennie musze milczec" - powiedziala skadinad towarzyska
poetka w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, jakby komentujac
wiersz Milczenie roslin.
Poezja Szymborskiej to nie udzielanie gotowych odpowiedzi,
ale nieustanne stawianie pytan, dzieki ktorym jednostka moze
sie poczuc otwarta na swiat, a nie na zawsze zatrzasnieta. Ma w tym pomoc nawet specyficznie interpretowana, z pominieciem
stereotypow, dusza:
Mozemy na nia liczyc,
kiedy niczego nie jestesmy pewni,
a wszystkiego ciekawi.
Troche o duszy
Nalezy zatem nieustannie pytac o wszystko, o rzeczy wielkie
i blahe, niezwyczajne i zwyczajne. To wlasnie uczlowiecza,
nie pozwala osiasc na plaskim i banalnym poziomie egzystencji,
windujac ja ku swoistej transcendencji. Tylko istota rozumna
i obdarzona zmyslem autokrytycyzmu moze powiedziec za Kartezjuszem
"mysle, wiec jestem", a takze wziac pod uwage zalecenie
filozofa: "o wszystkim watpic". I nie jest wazne,
czy uzyskamy na pytania jednoznaczne lub nawet jakiekolwiek
odpowiedzi: poetka powiada:
Sporzadzilam spis pytan
na ktore nie doczekam sie odpowiedzi,
bo albo za wczesnie na nie,
albo nie zdolam ich pojac.
Staly natlok pytan pomaga w odbieraniu swiata w sposob bardziej
intensywny, aktywny, esencjonalny i realny. Szymborska nie
interesuja zbytnio abstrakcje: Z przyczyn niejasnych,/
w okolicznosciach nieznanych/ Byt Idealny przestal sobie wystarczac - pisze z przekora w wierszu Platon, czyli dlaczego. Woli pozostawac w zlym towarzystwie materii, nawet jesli bywa malo powabna, bo materia wlasnie uosabia
nieustannie ponawiany cud istnienia. Rzeczywistosc - jak w
mistrzowskiej Wczesnej godzinie - rodzi sie ciagle
na nowo; jestesmy swiadkami codziennego stwarzania swiata,
gdy swit przywraca zyciu, czyli swiadomemu odbiorowi jednostki
najprostsze przedmioty, ksztalty i kolory, gdy nastepuja
fakty. Szymborska komentuje:
Budze sie zwykle w roli spoznionego swiadka,
kiedy
cud juz odbyty,
dzien ustanowiony
i zarannosc mistrzowsko zmieniona w porannosc.
Prawdziwy cud istnienia spelnia sie jakby przypadkiem, ukradkiem,
pokatnie, w mikroskali, momentalnie unoszony przez czas:
Co dopiero powiedziec o jednym dniu zycia,
o minucie,
sekundzie:
ciemnosc i blysk zarowki i znow ciemnosc?
Niepozorny zascianek kosmosu, w ktorym zyjemy, zupelnie
wystarcza/ do szczescia i do nieszczescia, pod warunkiem
ze starczy nam odpowiedzialnosci i odwagi. Czlowiekiem nielatwo
byc, ale warto i trzeba probowac, bo coz innego pozostalo,
jak przezyc godnie? To przeslanie, okraszone chwilami smutnym,
ale jednak usmiechem nad naszym losem, godne jest uwagi. Czego
wiecej wymagac od wielkiej poezji?
----------------------
Wislawa Szymborska, Chwila, Wydawnictwo
Znak, Krakow 2002, s. 48.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |