WIESLAW PIOTR KECIK
Nie tylko bitwe pod Grunwaldem
politycznie przegralismy...
Sierpien 1980 roku spedzalem w warszawskich aresztach. Wedlug owczesnego prawa kazdego czlowieka mozna bylo, bez decyzji prokuratora, przetrzymac w areszcie przez 48 godzin. W goracym czasie rozlewajacych sie po calym kraju strajkow i protestow wladze chwycily sie tego srodka w sposob tragikomiczny. Kilkaset osob z owczesnej opozycji przez prawie dwa tygodnie przewozono co 48 godzin z aresztu w jednej dzielnicy do aresztu w innej dzielnicy. W ten sposob zwiedzalem areszty Mokotowa, Pragi, Bielan, Woli, Srodmiescia... Az wreszcie, gdy strajki w Gdansku, Szczecinie, Jastrzebiu i innych miastach polaczyly sie w jeden organizm, zapadla decyzja o prokuratorskim areszcie dla jakiejs setki opozycjonistow. Wsrod "osadzonych" w mokotowskim wiezieniu bylem i ja.
Chyba kazdy czlowiek tego doswiadczyl, ze w pewnej sytuacji, ktora nas przerasta, mowi sie i zachowuje w sposob instynktowny, nie bardzo rozumiejac, dlaczego, a potem nasza reakcja okazuje sie gleboko sluszna. Tak bylo wowczas i ze mna. Dostalem "sankcje prokuratorska" na trzy miesiace. Z wczesniejszej mej praktyki wiedzialem, ze te "sankcje" mozna przedluzac latami. Doprowadzono mnie wtedy do "wychowawcy oddzialowego", ktory chcial mi wreczyc "talon" - zezwolenie na przyslanie mi przez rodzine paczki higienicznej i zywnosciowej. Podziekowalem mu grzecznie i powiedzialem, ze nie skorzystam, bo i tak za kilka dni wyjde z wiezienia i zadna paczka nie zdazy przyjsc. A on ze zdziwienia zmienil peerelowska forme "wy" na "pan" i powtarzal wielokrotnie: "Jak to, przeciez pan ma sankcje na trzy miesiace". Mimo ze nie mialem prawie zadnej wiedzy o strajkach w Polsce, z atmosfery aresztow i ulic Warszawy ogladanych z okien milicyjnych samochodow podczas przewozenia mnie z aresztu do aresztu czulem, ze sytuacja zbliza sie do radykalnego przesilenia. Czulem, ze tym razem to przesilenie dla mnie i dla Polski bedzie pozytywne.
1 wrzesnia poznym popoludniem wypuszczono mnie z wiezienia mokotowskiego, bo nazwiska wszystkich aresztowanych opozycjonistow byly na liscie - aneksie do porozumienia gdanskiego i wladze polityczne zobowiazaly sie do natychmiastowego wypuszczenia aresztowanych, co bylo jednym z koniecznych warunkow zakonczenia strajkow robotniczych.
Zanim zostalem aresztowany, obserwowalem z napieciem fale strajkow i pytalem sam siebie: jak to sie skonczy? To samo pytanie zadawalem innym, ale nikt z nas nie mial daru proroctwa. Wsrod opozycjonistow za najwybitniejszego uwazalem i uwazam Jacka Kuronia. Zupelnie inne bylo srodowisko mego pochodzenia, zupelnie inna pozniejsza moja droga, ale zawsze Jacka ogromnie szanowalem i szanuje. Tegoz Jacka rowniez zapytalem: "Jacek, jak to sie skonczy?". Pamietam jego rozpalone oczy i goraczkowy ton. "Sluchaj - mowil - strajkowalo okolo czterystu tysiecy ludzi. Niech co dziesiaty zdecyduje sie przystapic do zwiazku zawodowego, to bedziemy miec prawdziwy zwiazek o czterdziestu tysiacach czlonkow. Ty wiesz, co to bedzie za potega?". Trzy, cztery miesiace pozniej bylo kilkanascie milionow czlonkow w "Solidarnosci", Niezaleznym Zrzeszeniu Studentow, Solidarnosciach Rolniczych...
Najintensywniejszy okres mego zycia, potworna harowka po 16-18 godzin dziennie, rozliczne podroze, niekonczace sie spotkania, dyskusje, konferencje, wywiady, pisanie, narady z prawnikami, strajki w Ustrzykach i Rzeszowie, porozumienia, procesy sadowe o rejestracje zwiazkow chlopskich i wreszcie najwiekszy moj i mych przyjaciol sukces - rejestracja Solidarnosci Rolniczej 12 maja 1981 roku. Radosc ogromna, ale zaledwie jednodniowa, bo nastepnego dnia zamach na Papieza...
Radosc rzeczywiscie byla krotka. Dzis z tamtego zwiazku nie zostaly nawet szczatki. Grupka politykow o gminnych horyzontach i powiatowej, co najwyzej, wyobrazni trzyma w reku stempel: "Niezalezny Samorzadny Zwiazek Zawodowy Solidarnosc Rolnikow Indywidualnych" i tym stemplem stempluje wlasne interesy. Bez czlonkow we wsiach i gminach, bez wlasnych centrow oswiatowych, bez zjazdow, bez wyborow, bez wlasnej bazy spoldzielczo-gospodarczej, bez mlodziezy przejmujacej funkcje swoich ojcow... To nie rokuje zadnej nadziei. Ogolnopolskie interesy zawodowe i srodowiskowe polskich rolnikow nie sa dyskutowane i rozwiazywane pod stemplem "Solidarnosci" Rolnikow Indywidualnych. A ze sytuacja jest rzeczywiscie tragiczna, stad rodzi sie miejsce dla wszelakich demagogow i krzykaczy. Nie ma co ich atakowac, bo podstawowe problemy sa nierozwiazywane i ludzie od kazdego pragna uslyszec odrobine nadziei na cud polepszenia ich sytuacji gospodarczej i spolecznej.
Pisze o tym, co znam najlepiej, co mi najblizsze. Analogia miedzy "Solidarnoscia" a "Solidarnoscia" Rolnikow Indywidualnych nie jest prosta i bezposrednia. Problemy sa zupelnie inne i na inna skale. Innego opisu wymaga historia i czas obecny "Solidarnosci" pracowniczej. Inna tez krancowo jest jej rola w swiadomosci Polakow, a i swiata calego. To nie temat na felietonik. "Solidarnoscia" przez wieki zajmowac sie beda historycy, politolodzy, socjologowie... Wiele prac doktorskich juz powstalo i ciagle powstaje dla opisania jednego z najwspanialszych procesow i wydarzen w historii Polski. Jak mozna bylo stanac z golymi rekoma przeciw calej potedze Sowietow i calego swiatowego komunizmu?
Stanac calym spoleczenstwem, jeden kolo drugiego, broniac wiezniow, biedniejszych, mlodziez, chlopow, uczelnie, historie i pamiec narodu, ludzi - wspolwiezniow - z innych barakow komunistycznych... Stanac z golymi rekoma, ale z podniesiona glowa. I wygrac. Zmusic wszechwladna ekipe bolszewikow swiatowych i krajowych do ustapienia, Chocby i czasowego, ale jednak. Nawet jesli ustapili na dobrze zaplanowane pozycje, to jednak ustapili.
Jaka byla tego geneza? Jaka rola tradycji akowskiej? Jaka byla rola Kosciola, a zwlaszcza Ojca Swietego i jego wizyty rok wczesniej w kraju? Jaka byla rola opozycji, a zwlaszcza dzialacza Komitetu Obrony Robotnikow Bogdana Borusewicza w Gdansku? Pytania mozna dlugo mnozyc, chocby o doswiadczenia strajkow z 1970 i 1976, a nawet z 1956 roku.
Jak przyczynila sie "Solidarnosc" do upadku komunizmu swiatowego, a zwlaszcza Zwiazku Sowieckiego? Jak sie przyczynila do upadku muru berlinskiego i zjednoczenia Niemiec? Jak przyczynila sie do upadku Markosa i do demokratyzacji Filipin? Jak przyczynila sie do rozbrojenia bomby "teologii wyzwolenia" w krajach Ameryki Poludniowej? Wiele podobnych watkow latami bedzie badanych.
Co to jednak obchodzi mnie? Jak za komunistow nie mialem pracy, tak nie mam i dzis. Jak za komunistow sasiedzi sie ze mnie smiali, tak smieja sie i dzis. Tylko ze wtedy na mojej uliczce staly skody i fiaty, a dzis sa to bmw, lancie, alfy-romeo, renault, volva, saaby... Tyle ze Marek, kolega mojej zony z maturalnej klasy, codziennie rano na rowerku przyjezdza i wszystkie smietniki oglada, co by sie dalo wziac i sprzedac, chocby papier, ktorego kilogram kosztuje 10 groszy, czyli jedna czterdziesta dolara. Na sasiedniej ulicy starym wozkiem dzieciecym makulature zbiera Ela, magister chemii, z wszelkimi mozliwymi chorobami, wlacznie z padaczka. A ja w tym wszystkim z bezrobotnym od pieciu lat, czyli dawno bez prawa do zasilku, Romkiem, magistrem handlu zagranicznego, przy papierosie i kawie, za pozyczone pieniadze, wspominamy wspaniala solidarnosc "Solidarnosci".
Zawiedziona milosc latwo przeradza sie w nienawisc. Naprawde wielu ludzi nienawidzi dzis w Polsce "Solidarnosci". Naprawde nie chca nawet wspominac tego, co kiedys przezywali z entuzjazmem i nadzieja. Pomijajac rozne krotkie momenty, jak na przyklad wizyty Ojca Swietego, w Polsce od wielu juz lat dominujacym uczuciem jest rozgoryczenie i poczucie zawodu. Nie tego oczekiwalismy, nie tego sie spodziewalismy. Oczekiwalismy, ze te miodowe miesiace trwac beda zawsze. Ze juz zawsze moje zdanie bedzie moglo zaistniec, ze inni wezma je pod uwage, ze mam prawo myslec i mowic o wszystkich sprawach ogolnonarodowych i tych z mojego podworka. Ze zawsze ja, slaby, bede mial obrone wspolnoty przed pazernymi i pewnymi siebie politykami. Ze... Ze... Ze...
Ale to mrzonki. Zadne normalne spoleczenstwo na swiecie tak nie funkcjonuje. Dlatego tez moj kolega z KOR-u Andrzej Celinski, jeszcze pod sztandarami Unii Wolnosci, grzmial w Senacie, ze musimy dokonac alokacji srodkow finansowych dla stworzenia klasy sredniej. Sam slyszalem. Co to znaczy "alokacja srodkow finansowych"? Po prostu, zeby jeden mial duzo, wielu musi nie miec wcale. Plan wykonany w stu procentach, Andrzeju. Nie wiem, czy jestes szczesliwy z twoimi alokowanymi srodkami, ale to juz inna sprawa. Dla stworzenia klasy "inwestorow" trzeba bylo dac im mozliwosc umocnienia sie finansowego. Jak? Profesor, wicepremier i minister finansow Leszek Balcerowicz powiedzial w swoim pierwszym przemowieniu sejmowym: "Dopiero za dwa lata wprowadzimy kontrole zrodel finansowych firm". Cytat wolny, jak i wolne me tlumaczenie: "Ludzie, macie dwa lata na wszelkie mozliwe przekrety". W tysiacu procentach wykorzystane. Sam slyszalem. To naprawde bylo powiedziane i zrobione.
Takie przyklady dlugo mozna przytaczac. W ciagu kilku miesiecy z milionow entuzjastow "Solidarnosci" wybrano i stworzono partie - kluby kolezensko-srodowiskowe, by potem cale zycie polityczne w kraju sprowadzic do "demokratycznej gry partyjnej". Dla milionow entuzjastow "Solidarnosci" pozostala duma, ze "nasi" rzadza, a my mozemy, co cztery lata, wspomoc ich kartka wyborcza. Och, jakze szybko "nasi" zmienili sie w "oni".
Dla mnie najwieksza bolaczka jest brak debaty, powaznej rozmowy o sytuacji roznych grup spolecznych i kondycji calego panstwa. Bez przerwy robione sa rozne konferencje, ale tam zawsze "swoi" rozmawiaja ze "swoimi". I tylko brawa sie rozlegaja, a mowcy wpadaja w samozachwyt. A dla zwyklego czlowieka pozostaje mozliwosc spluniecia i przejscia obok.
"Panie Wolodyjowski! Larum graja! Ojczyzna w niebezpieczenstwie, a pan spisz!". Spie. Bo juz nie mam sily. Bo juz sie wypalilem. Bo zona, Marzena, z ktora wszystko razem robilem, obumarla mnie kilka lat temu... Wiele, ogromnie wiele trzeba w Polsce zaorac, zasiac, ponawozic i podlewac. Ale to juz zadanie dla nastepnych pokolen.
Mnie pozostaje tylko satysfakcja i radosc, ze uczestniczylem w jednym z najwspanialszych momentow w historii Polski. Dla mnie "Solidarnosc" jest porownywalna z bitwa pod Grunwaldem. Wszystkie przyszle pokolenia o niej uczyc sie beda. Ale, jak mnie uczono w szkole, wygrana bitwe pod Grunwaldem politycznie przegralismy przez lenistwo jednych, egoizm drugich, pyche trzecich...
Sa dzis w Polsce tysiace uprzywilejowanych politykow, ktorzy biora jawnie i ukrycie pieniadze za to, ze "wiedza lepiej": co, komu i dlaczego. Tylko wizji kraju sie nie dorobilismy. Meza stanu nam brakuje. Ale tacy nie przychodza na zawolanie, tacy rodza sie w ucisku. Jest nadzieja, bo ucisku nam nie brakuje, wiec i maz stanu przyjdzie. Co to, jak Stefan Czarniecki, powie: "Jam nie z soli ani z roli, jeno z tego, co mie boli...".
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |