PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (28 grudnia 2001)


W Nowym Roku 2002 wielu radosci i sukcesow
Czytelnikom i Wspolpracownikom
zyczy redakcja Przegladu Polskiego


MARIA KORNATOWSKA

Polskie kino na rozstajach

Niby wszystko jest w porzadku. Na XXV Festiwalu Polskich Filmow Fabularnych w Gdyni pokazano 31 obrazow, w tym 3 superprodukcje i 12 debiutow. Brzmi to calkiem niezle. Debiutantom, bez wzgledu na wiek i przekonania artystyczne, przyczepiono ukuta ponoc przez telewizje dla celow promocyjnych etykietke "Pokolenie 2000". Zaliczono don z czasem nie tylko debiutantow, ale i takich tworcow, ktorzy juz maja cos na koncie tudziez tzw. offowcow, ktorych namnozylo sie ostatnio, chocby i ze wzgledu na mozliwosci taniej produkcji, jakie oferuje sprzet cyfrowy.

W naszej skomplikowanej epoce etykietki sa wazne, nawet jesli nic nie znacza, bowiem ulatwiaja reklame. Nazwa "Pokolenie 2000" ma wiec wziecie, aczkolwiek, jak wszyscy przyznaja, nie do konca wiadomo, co sie za nia kryje. Jak dotad nie zauwazylam, zeby pojawily sie w niej jakies olsniewajace indywidualnosci lub by jej dzielem byly wybitne wydarzenia filmowe.

Wsrod offowcow na plan pierwszy wysuwaja sie Grzegorz Lipiec studiujacy zaocznie montaz w lodzkiej szkole filmowej oraz Przemyslaw Wojcieszek, ktory zdawal dwukrotnie na rezyserie, nie dostal sie, ale w przeciwienstwie do wielu dyplomowanych absolwentow lodzkiej szkoly zdazyl w krotkim czasie zrobic dwa filmy. Pierwszy obraz Wojcieszka Zabij ich wszystkich odczytano jako manifest buntu i totalnej negacji. Mlody rezyser twierdzi teraz w wywiadach, ze nigdy nie uwazal sie za buntownika. W swoim debiucie, jak mowi, dal tylko wyraz drzemiacej w nim potrzebie anarchii i nihilizmowi. Film uznany za wyjatkowo mroczny, gorzki portret rowiesnikow autora "chwycil" i oto zobaczylismy w Gdyni Glosniej od bomb, dzielo realizowane w calkiem juz profesjonalnych warunkach - acz i Zabij ich wszystkich nie bylo filmem czysto offowym, niezaleznym, jak go reklamowano. W drugim filmie Wojcieszek zdecydowanie rozjasnil barwy, jakimi maluje portret swego pokolenia. Pozwolil sobie nawet na nutke nadziei. Te nadzieje niesie milosc. Pelen mlodzienczej czupurnosci rezyser dobrze rokuje. Jest wrazliwym, bystrym obserwatorem.Umie pracowac z aktorami. Czuje kino.

...ze zycie ma sens Grzegorza Lipca jest klasycznym filmem offowym - chropawym, niedbale, wrecz niechlujnie zrobionym, uderzajacym jednak autentyzmem. Kolejny portret tzw. blokersow, tym razem z prowincji. Opowiesc o narkotykach jako remedium na nude, bezrobocie, frustracje, bezradnosc wobec zycia i ludzi.

Blokersi stali sie praktycznie bohaterami mlodego polskiego kina. Ich wulgarny jezyk rozbrzmiewa z ekranow. Ich styl bycia wydaje sie byc jedynym modelem egzystencji. Estetyka blokowisk - tandetnych, odrapanych, brudnych mrowisk ludzkich - nadaje ton obrazowi Polski w najnowszym kinie. W takiej scenerii, w takim srodowisku rodziny sie rozpadaja, mnoza sie rozmaite patologie, rodzi agresja, zbrodnia. Ginie wszelka nadzieja. Mlodzi pokazuja mlodych w ciemnych barwach. Rozkwita obficie polska "czarnucha". Ekrany zaludniaja postaci szpetne, nieciekawe, prostackie, by nie powiedziec chamskie. I ten wizerunek nie znajduje wlasciwie zadnego przeciwstawienia. Kino opanowali blokersi, dorobkiewicze i gangsterzy. Jakby wszyscy inni przedstawiciele gatunku homo sapiens wymarli juz w kraju nad Wisla i Odra.

Nad polskim kinem zawisla wiec ciezka, burzowa chmura frustracji. Zawezily sie horyzonty. Przewaza plaska, dziennikarska publicystyka. Mlodzi tworcy utracili dystans myslowy wobec rzeczywistosci. Dali sie przez nia obezwladnic. A moze - chwilami mam takie wrazenie - na jakis sposob fascynuje ich turpistyczna egzotyka blokowisk i ich mieszkancow, pociaga ich ten lepki, nie wymagajacy refleksji pesymizm, sami sobie wydaja sie wowczas ciekawi i odkrywczy, zwlaszcza kiedy kamera cyfrowa trzesie im sie w reku. Niektorzy poszli po prostu na zywiol, na latwizne, rezygnujac nie tylko z prob intelektualnej syntezy, ale i z jakiegos szerszego, bardziej humanistycznego, powiedzialabym, ludzkiego podejscia.

W tym kontekscie najbardziej ludzki jest obsypany nagrodami film Roberta Glinskiego Czesc, Tereska. Glinski, tworca z dorobkiem, doswiadczony, zrobil film niskobudzetowy, czarno-bialy, surowy, o fakturze dokumentu, do glownych rol zaangazowal dziewczyny z poprawczaka. I nagle z ekranu przemowila prawda. Bez patosu, latwego moralizowania, bez epatowania obyczajowa egzotyka. Dramat tytulowej Tereski ma swoje konkretne psychologiczne przyczyny. Jest nie tylko jeszcze jednym przypadkiem z kroniki gazetowej. Wzrusza. Zarazem Glinski glebiej wnika w stan spoleczenstwa. Ukazuje powszednia glupote, obojetnosc, nieczulosc, nielojalnosc, rozpad wszelkich wiezi. Zwyczajnosc zla, ktore czai sie na kazdym kroku.

Z dosc niezroznicowanej fali debiutow wybijaja sie dwa: Portret podwojny Mariusza Fronta i Bellissima Artura Urbanskiego. Filmy dojrzale, interesujaco zrobione, dobrze zagrane, prezentujace wlasny glos, wlasne spojrzenie. Bohaterem Fronta jest mlody filmowiec, ktory chce nakrecic dzielo ambitne. Obserwuje rzeczywistosc, przyglada sie sobie. Szuka, niepewny, pelen watpliwosci z kamera cyfrowa w reku. Kamera cyfrowa otwiera przed filmowcami zupelnie inny swiat. Pobudza, niepokoi, bawi. Jest jak zabawka i kamien filozoficzny zarazem. I te dwoistosc swietnie sie u Fronta wyczuwa. Urbanski poszedl w innym kierunku: stworzyl ciekawe studium psychologiczno-obyczajowe. Zarysowal niebanalne portrety, zwlaszcza kobiece.

Mlode kino wprowadzilo na ekrany nieznane twarze. Pojawila sie nowa zmiana aktorska, glownie kobiety: Elzbieta Piekacz, Sylwia Juszczak, Magdalena Scheybal, Maria Goralczyk.

W opozycji do tego nurtu prob, szkicow, reportazy kinematografia nasza blysnela kolejnym rzutem ekranizacji lektur szkolnych. Moga one, jak wiadomo, zawsze liczyc na publicznosc. Producenci sklonni sa wiec inwestowac w tego rodzaju przedsiewziecia. Z W pustyni i puszczy Gavina Hooda wyszedl przyzwoity film dla mlodziezy. Film akcji i przygod. Do ogladania. Gorzej z Quo vadis. Wbrew pozorom powiesc Sienkiewicza nie jest najlepszym materialem na film. W kazdym razie wymaga tworczego przetworzenia. Koncepcji myslowej i estetycznej. Jerzy Kawalerowicz nie znalazl jednak odpowiedniego klucza. W dodatku od poczatku szedl na kompromisy, chocby w kwestii obsady. W rezultacie powstal film ciezki, statyczny, w istocie rzeczy pusty. Niegodny wielkiego mistrza, tworcy Faraona.

Najwiekszym jednak rozczarowaniem okazalo sie Przedwiosnie Filipa Bajona. Na powiesci Stefana Zeromskiego wychowalo sie kilka pokolen polskiej inteligencji. I dzis, kiedy inteligencja przezywa najpowazniejszy w swych dziejach kryzys, oczekiwalismy, ze Bajon uczyni ze swego filmu wydarzenie, zaczyn jesli nie fermentu, to przynajmniej ideowej, myslowej dysputy. Nic z tego jednak nie wyszlo. Na ekranowym Przedwiosniu zaciazyly kompromisy komercyjne, a juz kardynalnym bledem bylo obsadzenie Mateusza Damieckiego w roli Baryki.

Kleska Filipa Bajona, rezysera wybitnie utalentowanego, jest nader znamienna dla sytuacji polskiego kina. Cierpi ono na niedowlad intelektualny, brak wlasnego glosu, brak - jakby powiedzial Cezary Baryka - idei. Nie ma nic albo bardzo niewiele do powiedzenia. Ulega modom medialnym, ulotnym fascynacjom, powtarza za innymi, imituje, mizdrzy sie do mlodocianej widowni, ale w gruncie rzeczy nie wie, jak do niej trafic. Inna rzecz, ze w okresach swojej swietnosci kino karmilo sie tym, co dzialo sie wokol. Kino moralnego niepokoju istnialo w symbiozie z "nowa fala" w poezji i literaturze. Mlodzi pisarze ostrzyli piora piszac scenariusze dla kolegow-filmowcow. Teraz we wszystkich niemal dziedzinach zycia intelektualno-artystycznego panuje marazm. Szczegolnie w literaturze. Najlepszym swiadectwem nagroda Nike dla ksiazki Jerzego Pilcha Pod Mocnym Aniolem.

Kryzys myslowo-artystyczny potwierdzaja rowniez filmy wlasciwie udane, ale jakby nie do konca. Weiser Wojciecha Marczewskiego na podstawie slynnej powiesci Pawla Huellego Weiser Dawidek, Cisza Michala Rosy wedlug scenariusza Krzysztofa Piesiewicza, Requiem Witolda Leszczynskiego. Sa to niewatpliwie dziela szlachetne, ambitne, wolne od komercji. Z pieknymi scenami, ktore zapadaja w pamiec. A jednak czegos im nie brak: sily wewnetrznego przekonania, prawdziwej emocji, oryginalnosci artystycznego wyrazu?

Wydarzeniem mijajacego roku byla wybitnie interesujaca etiuda studenta rezyserii lodzkiej "Filmowki" Slawomira Fabickiego pt. Meska sprawa. Zagarnela mnostwo nagrod na miedzynarodowych festiwalach, w tym na festiwalu krotkiego metrazu w Nowym Jorku, ktora to nagroda daje szanse na nominacje do Oscara w krotkim metrazu fabularnym. Prawdziwa jaskolka, ktora oby zwiastowala wiosne w polskiej kinematografii.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail