|
Przeglad Polski (28 grudnia 2001)
|
W Nowym Roku 2002 wielu radosci i sukcesow
Czytelnikom i Wspolpracownikom
zyczy redakcja Przegladu Polskiego
|
DIANA POSKUTA-WLODEK
Teatr 2001
czyli wymazywanie pamieci o rajskim ogrodku
Koniec roku kalendarzowego wlasciwie nie powinien sklaniac do teatralnych podsumowan. W scenicznym swiecie uplyw czasu liczy sie inaczej: rok trwa od wrzesnia do czerwca, a udany sezon oznacza czasem cala epoke. Rok 2001 wymaga jednak specjalnego potraktowania. Na miano epoki w polskim teatrze wprawdzie nie zasluzyl, ale przeciez przyniosl pierwsze kleski i zwyciestwa w nowym stuleciu. Poniewaz przeglad artystycznych porazek zajalby zbyt wiele miejsca, latwiej (i milej) wymienic sukcesy - tym bardziej ze krytycy i recenzenci oglosili je zgodnym chorem.
Na teatralnej mapie Polski juz od kilku lat widoczny jest proces przemieszczania sie glownych osrodkow z Warszawy i Krakowa na tzw. prowincje. Nadal silna pozostaje Warszawa, ale scisla czolowke tworza w niej tylko trzy teatry: Narodowy pod dyrekcja Jerzego Grzegorzewskiego, Dramatyczny Piotra Cieslaka i Rozmaitosci Grzegorza Jarzyny. Drastycznemu oslabieniu ulegl Krakow - spora grupa najlepszych aktorow Starego Teatru, ktory od niedawna ma w nazwie okreslenie Narodowy, owszem, gra w Narodowym - ale w Warszawie. Teatr im. Juliusza Slowackiego wciaz zyje wlasna legenda; w ubieglym roku obchodzil - z udzialem gosci z calej Polski - dwa wielkie zwiazane z dziejami tej sceny jubileusze, bedace zarazem swietem calego teatru polskiego: 16 marca stulecie prapremiery Wesela Wyspianskiego i 31 pazdziernika stulecie Dziadow Mickiewicza w inscenizacji Wyspianskiego. Wciaz silny jest Wroclaw (od ubieglego sezonu dyrekcje Teatru Polskiego objal po Jacku Wekslerze Pawel Miskiewicz) i Szczecin, gdzie we Wspolczesnym od kilku lat znakomite rezultaty osiaga pierwsza dama polskiego teatru, Anna Augustynowicz. W ostatnich dwoch sezonach do grona najciekawszych scen dolaczyl Teatr Nowy w Lodzi pod dyrekcja Mikolaja Grabowskiego. Z niebytu wylonila sie Legnica - w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej z zapalem eksperymentuje Jacek Glomb. Umacnia sie model teatru autorskiego: Grzegorzewski, Miskiewicz, Augustynowicz, Glomb, Grabowski sa w "swoich" teatrach zarazem dyrektorami artystycznymi i rezyserami. Stworzyli wlasne zespoly i konsekwentnie realizuja wlasna wizje teatru.
Nastapilo przeakcentowanie repertuaru. Od dwoch, trzech sezonow wielka fala na polskie sceny naplynela dramaturgia tak zwanych "nowych" albo - jak kto woli - "mlodych brutalistow", autorow na ogol z niemiecko- i anglojezycznego kregu jezykowego, ukazujacych wspolczesna rzeczywistosc w najbardziej drastycznych jej objawach: brutalny seks, narkotyki, rozpad wartosci. Wstrzasajace utwory, bedace juz nie objawem buntu, lecz krzykiem bezsilnej rozpaczy mlodego pokolenia, zajmuja poczesne miejsce na afiszach wielu teatrow. Nazwiska Wernera Schwaba, Mariusa von Mayenburga, Sary Kane, Anny Reynolds, Moiry Buffini, Thomasa Vinterberga, Magnusa Rukova zna w Polsce kazdy, kto choc troche interesuje sie teatrem.
Takze polska dramaturgia ma nowego, modnego autora. Od dwoch sezonow furore robi dramaturg o niby-skandynawskim pseudonimie Ingmar Villqist. Tylko w ubieglym roku jego Noc Helvera gral Teatr Powszechny w Warszawie (rezyseria Zbigniew Brzoza), Teatr Telewizji i krakowski Teatr im. Juliusza Slowackiego (oba przedstawienia rezyserowala Barbara Sass), Beztlenowce - Teatr Nowy w Lodzi (rezyseria Lukasz Kos) i Rozmaitosci (rezyseria autora), Fantom - Stary Teatr (rez. Agnieszka Lipiec-Wroblewska), a to jeszcze niepelna lista. Najlepszym z tekstow Villqista jest bez watpienia Noc Helvera - mocna psychodrama o milosci i przemocy rozgrywajaca sie w blizej nieokreslonym totalitarnym kraju miedzy dojrzala kobieta i jej niedorozwinietym podopiecznym, chlopcem ogarnietym faszystowska obsesja.
Najlepiej i najwiecej pisano o przedstawieniu Auslöaschung - Wymazywanie Krystiana Lupy, zrealizowanym w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Szesciogodzinny spektakl oparl Lupa na prozie swojego ulubionego pisarza, Austriaka Thomasa Bernhardta, ktory wlasna ojczyzne i kochal, i nienawidzil jej, a pod koniec zycia zabronil wystawiania w Austrii swoich sztuk i nie przyjmowal panstwowych nagrod. Bernhardt dawal rodakom rzecz bezcenna - poczucie winy. Obnazal zarowno polityczna, jak i moralna dwulicowosc mieszczanskiego spoleczenstwa, kompromitowal faszystowskie resentymenty, analizowal bankructwo moralne elit, dla ktorych zbudowane na falszu panstwo staje sie deprawatorem i wrogiem zarazem. Pierwszy w Polsce wystawial Bernhardta przed laty Erwin Axer. Jednak naprawde odkryl, a raczej wykreowal tego autora Lupa w swoich glosnych adaptacjach zrealizowanych w ostatnich latach na scenie Starego Teatru w Krakowie.
Rozliczajacy sie z grzechami wlasnego spoleczenstwa Bernhardt interesuje Lupe jakby mniej. Bardziej pasjonuje rezysera to, co daje sie wykorzystac jako materia dla wykreowania wlasnego, misteryjnego swiata: intelektualna i metafizyczna psychodrama wypelniajaca emocjonalna przestrzen pomiedzy bohaterami, rytualy codziennych czynnosci stajace sie surogatem egzystencji, narastajacy latami wewnetrzny bol, ktory w koncu nie daje ludziom ani pamietac, ani zapomniec o niszczacej przeszlosci. Bo Wymazywanie to spektakl o pamieci. Opowiada pozornie prosta historie Franza Josefa (Piotr Skiba), ktory otrzymuje wiadomosc o smierci rodzicow i udaje sie na ich pogrzeb. W jego wyobrazni powracaja obrazy i postacie z czasu minionego. Oniryczna opowiesc staje sie powoli historia poszukiwania tozsamosci. Tytulowe wymazywanie moze prowadzic do katharsis, ale rownie dobrze moze sie okazac, ze podroz w glab wlasnej, minionej egzystencji stanie sie stopniowym wymazywaniem samego siebie. Albo tez - po "wymazaniu" przeszlosci - moze wylonic sie czyste, wolne od ciezaru pamieci "ja". Przedstawienie zaprawione jest spora dawka humoru, autoironii, przewrotnej gry z widzem i z jego pamiecia. Lupa od lat ma bowiem swoja wierna publicznosc, ktora bez trudu odnajduje w Wymazywaniu sytuacje i miejsca akcji znane ze slynnych przedstawien rezysera w Starym Teatrze: Kalkwerku, Maltego, Lunatykow, Braci Karamazow. Stad, obok zwyczajnej juz na spektaklach Lupy naboznej ciszy, raz po raz rozlega sie na widowni oczyszczajacy smiech.
Pamiec - i ta indywidualna, i zbiorowa - jest podstawowa materia dramaturgii Tadeusza Rozewicza, ktory po latach przerwy powrocil ze zdwojona sila do polskich teatrow. Tylko w ciagu ostatnich kilkunastu miesiecy utwory Rozewicza realizowali m.in: Kazimierz Kutz w Teatrze Narodowym (Na czworakach), i w Starym Teatrze (Spaghetti i miecz), Andrzej Baranski w Teatrze Telewizji (Moja coreczka). Pawel Miskiewicz, ktory dwa lata temu zrealizowal w krakowskiej PWST Pulapke, byl jako dyrektor Teatru Polskiego gospodarzem pazdziernikowych, wielkich obchodow z okazji osiemdziesiatych urodzin poety. Wyrezyserowal takze najlepszy rozewiczowski spektakl ostatnich lat: Rajski ogrodek - dyplom studentow wydzialu aktorskiego krakowskiej PWST. Przedstawienie zostalo zbudowane z fragmentow Grupy Laokoona, Dzidzibobo, Swiadkow albo naszej malej stabilizacji, Wyszedl z domu, Co tu macie oraz z tytulowego Rajskiego ogrodka. Miskiewicz, niegdys student Lupy i niezapomniany Alosza z obu wersji Braci Karamazow, skonstruowal scenariusz tak konsekwentnie i perfekcyjnie, ze ma sie wrazenie obcowania ze spojnym dramaturgicznie utworem. Zajmujaca kilka przenikajacych sie planow przestrzen wypelniaja sprzety i rekwizyty z lat 60., co uruchamia ukryte sentymenty i wzmaga poczucie wszechobecnego absurdu. Swiat zwyklych, zamknietych w pulapce codziennosci ludzi wypelnil Miskiewicz pelna smutku i naiwnej nadziei tesknota za utraconym sensem i pieknem. Spektakl jest rewelacyjnie zagrany, szczegolnie zapada w pamiec Matka Katarzyny Straczek, Synek Mateusza Przyleckiego, Ona Joanny Liszowskiej.
Pamiec zbiorowa - tym razem w historiozoficznym i kulturowym wymiarze - jest tematem nowej sztuki Tadeusza Slobodzianka Sen pluskwy, czyli towarzysz Chrystus zrealizowanej przez Kazimierza Dejmka w Teatrze Nowym w Lodzi. Piszacy o przedstawieniu recenzenci maja pole do erudycyjnego popisu, odczytujac niezliczone tropy, ktorymi posluzyl sie autor - od inspiracji literackich (Dostojewski, Solowiow, Blok, Babel, Majakowski, Bulhakow, Pasternak itd.) po liczne cytaty zaczerpniete wprost z historii. Spektakl opowiada o Prisypkinie z Pluskwy Majakowskiego (swietna rola Mariusza Saniternika), przetrzymywanym w miejskim zoo razem z pluskwa wlasnie (ktore to zwierzatko sni cala przedstawiona historie). Jest to przejmujaca, epicka, sentymentalna panorama wspolczesnej i dawnej Rosji, ukazanej w ludzkim, tragicznym wymiarze.
Podobny klimat, choc w bardziej kameralnym wydaniu, odnajduje publicznosc w Balladzie o Zakaczawiu, spektaklu wyrezyserowanym przez Jacka Glomba. Oryginalny scenariusz na podstawie faktow, legend i opowiesci o najubozszej dzielnicy miasta napisali Maciej Kowalewski, Krzysztof Kopka, Jacek Glomb (premiera odbyla sie jeszcze w pazdzierniku 2000 r.). To chyba najglosniejszy spektakl ubieglego sezonu, wciaz budzacy emocje w minionym roku. Obsypany nagrodami, odniosl tez sukces na festiwalu w Edynburgu. Swietnie czujacy polska prowincje Glomb (pochodzi z Tarnowa) "wpisuje" teatr w miejsce powstania przedstawien, ktore grane sa w starych koszarach, opuszczonych fabrykach i kosciolach. W Balladzie o Zakaczawiu rezyser poszedl dalej - male, zmarginalizowane miasto, ktore zaledwie kilka lat temu opuscily stacjonujace tam wojska sowieckie, przenika do teatru. Opowiesc o sentymentalnym zlodziejaszku Benku i jego przyjaciolach jest zarazem opowiescia o dziejach calej dzielnicy. Na wystawiane w opuszczonym kinie Kolejarz przedstawienie przychodzi nie tylko "normalna" publicznosc, ale takze ludzie z polswiatka, dawni znajomi glownego bohatera Ballady... Podobno, popijajac tanie wino, sprawdzaja, czy teatr pokazuje prawde.
W Polsce liczy sie teraz teatr o bardzo wyraznej stylistyce i silnym pietnie indywidualnosci tworcow. I to bez wzgledu na to, czy rozglos zyskuja wymienione wyzej inscenizacje, czy postmodernistyczne Bachantki Eurypidesa w rezyserii Krzysztofa Warlikowskiego, czy tez ukazujaca okrucienstwo i zaklamanie w rodzinie Uroczystosc (Festen) Vinterberga i Rukova w rezyserii Grzegorza Jarzyny (Rozmaitosci). Istotna wydaje sie zaskakujaca zgodnosc zainteresowan jakze przeciez roznych rezyserow. Chyba to nie przypadek, ze w Polsce robi sie tyle spektakli o sprawach, miejscach i ludziach minionych. Co istotne - teatr powrotu i tesknoty za utraconymi wartosciami jest teatrem sentymentow, nie zas rozliczen. A przede wszystkim jest okazja do bardzo krytycznej oceny wspolczesnosci.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |