|
Przeglad Polski (21 grudnia 2001)
|
Czytelnikom i Wspolpracownikom najlepsze
zyczenia
z okazji Bozego Narodzenia
sklada redakcja Przegladu Polskiego
|
DIANA POSKUTA-WLODEK
Boze Narodzenie
czyli tryumf teatru

Prolog
Feeria swiatel i barw. Huk fajerwerkow, blask ozdob. Odswietne
stroje, radosny gwar dzieci i doroslych, magia i cud. Nad
swiatem lsni Gwiazda.
Albo inaczej:
Pachnaca lasem choinka. Migotliwy plomien swiecy, po scianach
wedruja cienie. Na sianku Dzieciatko. Powracajace co roku,
dobrze znane slowa i gesty. Cicha koleda, za oknem bezszelestnie
opadaja platki sniegu. Widac je w bladym swietle Gwiazdy.
Akt I
Swieta to teatr...
Podstawy fenomenu swiat Bozego Narodzenia sa religijne. Ale tez jest to wynikajacy z kulturowych uwarunkowan rytual. Wreszcie - powtarzany co roku - teatr.
Zawsze w grudniu odgrywamy ten sam spektakl. Starannie dobieramy dekoracje: pamietamy o barwnych ozdobach, choince, stroikach... W naszym teatrze wazne jest swiatlo - wiec drzewko az sie mieni od kolorowych lampek, na stole ustawiamy zapalone swiece. I jeszcze oprawa muzyczna: dobrze znane koledy wprowadzaja w odpowiedni nastroj. O rekwizytach nie sposob zapomniec, choc jest ich wiele: i oplatek, i pieknie opakowane prezenty, i dzwoneczki... I jeszcze efekty specjalne - sztuczne ognie. Swoje role znamy dobrze: modlitwa, zyczenia... sufler nie jest potrzebny. Jestesmy tez widzami - tego wieczoru gramy nasze najlepsze role dla siebie nawzajem. Historia, jaka rozgrywa sie w tej scenerii, jest tragiczna i radosna zarazem - niemal szekspirowska. Chcemy w pelni utozsamic sie z trojka glownych bohaterow: Maryja, Jozefem i Dzieciatkiem. Zagraza im Herod, okrutny tyran, ale na szczescie sa i dobrzy wladcy - Trzej Krolowie. Interludium z udzialem pasterzy wywoluje usmiech. Cudowna, teatralna iluzja sprawia, ze zwierzeta mowia ludzkim glosem. Spektakl konczy sie zgodnie z zasada deus ex machina - obraca sie gwiazda, spiewaja chory anielskie.
Teatr dzieje sie tylko tu i wylacznie teraz. Kazde przedstawienie przezywane na nowo w magiczny sposob przezwycieza mijajacy czas. Dlatego co roku obchodzimy swieta i odgrywamy swiateczny teatr - zeby to, co stalo sie przed dwoma tysiacami lat, zdarzylo sie znowu tu i teraz.
Akt II
Szopka - swiateczny teatr domowy
W europejskiej kulturze swiadomosc teatralnosci swiat Bozego Narodzenia siega co najmniej czasow sw. Franciszka z Asyzu. To on pierwszy inscenizowal szopki - zywe obrazy z udzialem ludzi i zwierzat, przedstawiajace scene Narodzenia Panskiego. W kulturze polskiej od sredniowiecza odgrywano jaselka - historie betlejemska ukazana na swojski, ludowy sposob. Wystawiano je najpierw w kosciolach, pozniej na placach przed swiatyniami. Z czasem pojawila sie polska szopka - miniaturowa stajenka, w ktorej ludzi i zwierzeta zastapily kukielki i marionetki. W XVIII wieku Jedrzej Kitowicz opisal taka wlasnie szopke: "Byla wiec osobka Pana Jezusa, a na boku Maryja i Jozef, stojacy przy kolebce, w postaci nachylonej, afekt natezonego kochania i podziwiania wyrazajacej. W gorze aniolowie unoszacy sie na skrzydlach, jakoby spiewajacy Gloria...". Warto przy okazji wiedziec, ze slowem "jaselka" okreslano poczatkowo w jezyku staropolskim zbity z desek zlob przeznaczony na drobna pasze dla zwierzat. Natomiast marionetka przyjela podobno nazwe od szopkowego przedstawienia postaci Maryi.
W XIX w., wedlug relacji autora slynnej Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera, "...cywilizacja zepsula juz szopke. Z kosciolow przeniosla sie ona do zakow, ktorzy przystroiwszy sie cudacko i zbudowawszy sobie piekne teatrum, przyozdobione jaskrawym papierem kolorowym, pokazywali ludziom rozne dziwowiska. Z czasem lalki wypchane zastepowali zgola ludzie zywi, owi zacy, co tym sposobem zarabiali sobie na chleb".
Okres rozkwitu szopki przezywaly w Krakowie na przelomie XIX i XX wieku. Nic dziwnego - wszyscy pod Wawelem znali je z wlasnego dziecinstwa, kiedy to mieszkancy przedmiesc - rzemieslnicy, weglarze, woznice - przebierali sie odswietnie i zanosili swoje "teatrum" do mieszczanskich domow. Stajenke zastepowala teraz architektura krakowska - koscioly, Sukiennice, Wawel... Taki magiczny, pelen staroswieckiego uroku wieczor zapamietal ze swego dziecinstwa Karol Estreicher - znakomity bibliograf. Kazdego roku tuz po Bozym Narodzeniu w domu Estreicherow zjawiala sie trupa szopkarzy, na ktorej czele stal Michal Ezenekier, malarz pokojowy i kaflarz: "W niedziele o piatej po poludniu snieg sypal wielkimi platkami i ujrzalem w swietle latarni, jak okryta cerata zajezdza na sankach szopka. Za chwile wniesiono ja do jadalni, gdzie wstep byl dzieciom wzbroniony, i ustawiono na dwoch krzeslach. (...) Nagle swiatlo w pokoju zgaslo, zapanowala cisza. Powoli rozchylala matka drzwi jadalni ku sobie, az wreszcie stanela w aureoli szopki. Potem cicho przeszla na widownie. Ukazala sie szopka w calej krasie. Budynek to byl, ktory wysokoscia wypelnial ramy drzwi. Najpierw bily od niej barwy, potem dopiero architektura budynku zdumiewala. Dwie wieze wznosily sie na przedzie, Mariackie wieze oczywiscie, tylko bogatsze w ornamenty. Nad scena teatrzyku pod kopula krecila sie swietliscie gwiazda, dajac znac, ze aktorzy-lalki przygotowuja sie do odegrania wielkiego dramatu. Uderzyla harmonia, bas, skrzypce i szesc meskich glosow:
Wiwat Jezus, Maryja,
liczna w niebie kompanija!".
Tak oto szopka jednoczyla przedstawicieli roznych warstw spoleczenstwa. W okresie Mlodej Polski szopkami i jaselkami interesowali sie zarowno zwykli mieszkancy miasta, jak i krakowska cyganeria artystyczna. Zywe szopki urzadzano, gdzie sie tylko dalo. Od 1902 w sali klubu sportowego "Sokol" wystawiano "zywa szopke" opracowana przez Wlodzimierza Tetmajera wedlug podan i zwyczajow ludowych spisanych przez Oskara Kolberga. Jaselka odgrywaly dzieci szkolne w Lobzowie i chlopi w Bronowicach, tych samych, w ktorych odbylo sie slynne wesele Lucjana Rydla. Opisal je w 1901 r. Stanislaw Wyspianski w dramacie skonstruowanym w konwencji... szopki.
Najslynniejsze, satyryczne szopki wystawiano w latach 1906-1912 w kabarecie Zielony Balonik w legendarnej Jamie Michalika. Zaprojektowane przez krakowskich artystow lalki byly zarazem karykaturami znanych postaci - Herod mial rysy prezydenta miasta Juliusza Leo, Smierc przypominala dziennikarza Wladyslawa Prokescha. Szydzono w Zielonym Baloniku z wszystkich i wszystkiego, ale nigdy nie przekraczano granicy dobrych obyczajow. Wkrotce moda na kabaretowe szopki rozpowszechnila sie takze w innych miastach - juz w 1909 roku wlasna szopke zorganizowal warszawski teatrzyk Momus, za nim poszli inni.
W ten oto sposob w czasie swiat teatr bral gore nad codziennoscia.
Akt III
Swieta w teatrze: feeria, magia, cud
W okresie swiat teatr pod postacia obrzedu i szopek przybywal do domow, ale tez mieszkancy ochoczo wybierali sie do prawdziwego teatru.
Otwarty w Krakowie w 1893 r. gmach Teatru Miejskiego zachwycal przepychem wystroju i blaskiem pierwszych w miescie swiatel elektrycznych. Na tle pograzonego w mroku placu Swietego Ducha wygladal jak z bajki. Nic dziwnego, ze publicznosc - szczegolnie w okresie gwiazdki - nade wszystko pragnela podziwiac niespotykane dotad pod Wawelem cuda techniki teatralnej. Zdawal sobie z tego sprawe dyrektor Tadeusz Pawlikowski. Wiedzial, ze swieta sa niezawodna okazja do zapelnienia po brzegi widowni i... kasy.
Pierwsze bozonarodzeniowe spektakle w nowym teatrze byly imponujacymi - jak na owczesne warunki - "superprodukcjami". W roku 1893 wystawil Pawlikowski Podroz naokolo ziemi wedlug Jules'a Verne'a. Dekoracje sprowadzono az z Drezna. Na scenie zjawili sie: "Indyanie, Bramini, Lud, Majtkowie, Podrozni, Slon, Weze". Publicznosc zamierala z wrazenia na widok "wezowej groty w Borneo" i napadu Indian na pociag. Niestety - mozliwosci techniczne krakowskiej sceny okazaly sie w praktyce niewystarczajace. Zorientowany w zakulisowych sprawach Karol Estreicher narzekal, ze w nowym gmachu "nie ma bocznych wyjsc i wyjazdow. Dlatego sztuki, w ktorych grupy konnicy maja sie ukazac, lub ma wyjezdzac kolej zelazna, lub zaprzezony dylizans, prawie nie moga byc przedstawianymi. Niedogodnosc ta sie okazala w czasie kursowania tekturowej kolei zelaznej w sztuce Podroz naokolo ziemi, bo cala kolej nie mogla wjechac, tylko musiano kolejno dopinac wagony za kulisami, aby ciag dalszy mogl wtoczyc sie na scene". Warto bylo pokonac trudnosci - teatr zarobil na inscenizacji Verne'a niebagatelna sume 4759 zlotych renskich!
Dwa lata pozniej Pawlikowski zamowil u znanego autora Zygmunta Sarneckiego basn sceniczna Szklana gora - i osobiscie zajal sie rezyseria. Czegoz w tym przedstawieniu nie bylo! Przed oczami ukontentowanych widzow pojawialy sie: "smok, kon, kot, szczupak, sowa, golab, chrzaszcze", a "zjawiska wedlug projektow pana Spitziara wykonano w pracowniach dostawcow teatrow cesarskich w Wiedniu". Efekt byl nadzwyczajny - "jakoz wpleciono tu nadprzyrodzone dziwowiska: piec sam maszerujacy, bohater na ognistym rumaku w powietrzu, bohaterka na smoku, kochankowie na ksiezycu, Makbetowe wiedzmy, barwami lsniaca szklana gora". I tym razem - dzieki krakowskiej dzieciarni - zyskala teatralna kasa. W sytuacji utrzymujacego sie deficytu "dopiero basn legendowa Szklana gora przyniosla podczas swiat wielce pozadane finansowe rezultaty".
W nastepnych latach nie zachwycala juz ani napisana "z symboliczna pretensja" basn Cud dziewica, ani "bajka japonska ze spiewami i tancami" Handlarka usmiechow, ani Spiacy rycerze. Publicznosc wciaz domagala sie atrakcyjnych gwiazdkowych widowisk, ale nie chciala juz ogladac basni. Od teatru coraz wyrazniej oczekiwano patriotycznego pokrzepienia serc. Pokazywany zwykle w drugi dzien swiat Kosciuszko pod Raclawicami Wladyslawa Ludwika Anczyca nie nudzil nigdy. Po roku 1899, juz za dyrekcji Jozefa Kotarbinskiego, 25 grudnia grywano Kordiana Juliusza Slowackiego. Powodzeniem cieszyly sie sceniczne przerobki powiesci Sienkiewicza - W Czortowym Jarze, Zagloba swatem, Krzyzacy.
Swietnie wyczul te nastroje Lucjan Rydel. Zafascynowany folklorem podkrakowskiej wsi i idea teatru ludowego napisal Betlejem polskie - urocze, utrzymane w swojskim klimacie jaselka - jeden z najwiekszych przebojow rodzimych scen. Publicznosc szczegolnie zywo reagowala na fragmenty historyczno-narodowe, w ktorych pojawiali sie polscy krolowie. Finalowa modlitwa Matki Boskiej o odrodzenie ojczyzny doprowadzala wszystkich do lez.
Betlejem polskie nie od razu trafilo na scene przy placu Swietego Ducha, mimo ze autor byl z nia od dawna blisko zwiazany. Wokol teatralnych poczatkow jaselek Rydla wywiazala sie prawdziwa awantura. Dyrektor Kotarbinski nie lubil poety i dramaturga, ktory osmielal sie krytykowac w prasie polityke personalna teatru. W wyniku zatargu Betlejem polskie trafilo na przelomie lat 1904 i 1905 najpierw do Lwowa, potem do skromnego krakowskiego Teatru Ludowego przy ul. Krowoderskiej, gdzie doszlo do premiery juz po czterech dniach prob: "...na scenie teatrzyku zimno jak w lodowni - wspominal potem Rydel - kiedy aktorzy klapali zebami, wtedy i ja do towarzystwa zrzucalem futro i w marynarce prowadzilem rezyserie". Mimo mrozow przedstawienia szly kompletami. Kotarbinskiemu, ktory latal w tym czasie repertuar Teatru Miejskiego, czym mogl, trudno bylo przelknac gorzka pigulke. "Byl kiedys Kotarbinski w Ludowym teatrze i mial bardzo kwasna mine - pisal Rydel w liscie do przyjaciela - spotkalismy sie oko w oko, nie wiedzial co powiedziec. Wiec zaczal chrzakac swoim zwyczajem i powiada: - No, nieprawdaz, ze pan dla nas napisze na Wielkanoc cos podobnego o zmartwychwstaniu Panskim?
Odpalilem mu wiec: - Alez kochany dyrektorze, nie bede nawet czekal Wielkiejnocy, napisze dla panstwa uscenizowane na post Gorzkie zale".
Betlejem polskie wprowadzil na scene przy placu Swietego Ducha dopiero w 1905 roku Ludwik Solski. Sam zagral Dziadka z torba - jedna ze swych ulubionych rol. Wchodzil na scene z dzwoneczkiem i spiewal:
Prosi dziadus - prosi,
Torbe z dzwonkiem nosi,
Pod Panna Maryja siada
I kluski z olejem jada...
Zielony Balonik natychmiast zakpil z dyrektora Solskiego, jego pieknej zony Ireny i z finansowej zaleznosci teatru od Rady Miasta:
Przyjechal dziadzius
z ladna dziewczynka,
Sprosil se rajcow na cieple winko,
Rajca popija,
dziewczynke pleszcze,
I mowi: dawaj no, dziadku,
jeszcze...
Musi dziadus musi,
Pochlebiac radusi,
Bo radusia dla dziadziusia
subwencyjke dusi.
Epilog
Szopka kolem sie toczy...
Nie u byle kogo uczyl sie Solski grac Dziadka z torba. Zaswiadcza o tym sam Estreicher, ktory tak konczy wspomnienia z dziecinstwa:
"Po skonczonej szopce zapraszala mama cala trupe do kuchni, gdzie przygotowala zakaske. Nagle wszedl do jadalni ojciec z dwoma panami. Jednym z nich byl pan Rydel, drugim znakomity aktor pan Ludwik Solski. W teatrze wystawiano Betlejem polskie, wiec chcieli porownac oba przedstawienia. - Panie majstrze - zwrocil sie Rydel do Ezenekiera - jakze jestem zachwycony poziomem panskiego zespolu, tak wspaniale odegrana szopka, lalkami ruszanymi tak zgrabnie i glosami tak dobrze podzielonymi, ze trudno o podobna umiejetnosc nawet w teatrze. - Ho, ho! - smial sie Solski - mam w Betlejem polskim grac wlasnie Dziadka z torba, to tutaj podpatrzylem, jak trzeba to robic!".
Czyz to nie dziwna, toczaca sie kolem historia? Swieta maja wiele z magii teatru - i odwrotnie. Najlepszym dowodem na slusznosc tej teorii sa polskie domy w wigilijny wieczor.
----------------------
Zrodla cytatow
Z. Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana,
wstep J. Krzyzanowski, Warszawa 1985;
T. Weiss, Legenda i prawda Zielonego Balonika, Krakow
1976; "Pamietnik Teatralny" 1987 z. 1-2;
J. Duzyk, Droga do Bronowic, Krakow 1968;
K. Estreicher, J. Flach, Sprawozdania Komisji Teatralnej
w Krakowie, wstep, opracowanie, przypisy D. Poskuta-Wlodek,
Warszawa 1992;
Afisze Teatru im. J. Slowackiego w Krakowie.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |