PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (21 grudnia 2001)


Czytelnikom i Wspolpracownikom najlepsze zyczenia
z okazji Bozego Narodzenia
sklada redakcja Przegladu Polskiego


GRAZYNA DRABIK

Rytmy Nowego Jorku

I Bog stworzyl wspaniale wieloryby

Jest taka scena pod koniec przedstawienia And God Created Great Whales, w The Culture Project przy Bleecker St., kiedy Rinde Eckert, wspolczesny Ishmael, opisuje apokaliptyczne zakonczenie eposu Hermana Melville'a. Zatonal juz statek Pequod pod komenda opetanego pragnieniem zemsty kapitana Ahaba. Zatonal sam Ahab, ulomny cialem i dusza. Razem z nim zatonal rozsadny i niczemu niewinny Starbuck. A takze czerwonoskory Queequeg, stary Stubb, Murzyn Daggoo, odwazny Flask z wyspy Martha's Vineyard, i wszyscy inni harpunnicy.

Pojawil sie na chwile i zniknal znowu tajemniczy bialy wieloryb, ktorego Ahab tak dlugo szukal. Wszystko pochlonely niezglebione tonie rozszalalego morza. Sztorm przemienia fale w niebotyczne szczyty gor. Wicher wzmaga gluchy huk wody w ryk niepowstrzymanie spojonych zywiolow.

Melville otacza tajemnica, jak uratowal sie Ishmael, ktory lakonicznie potrafil strescic w kilku zdaniach obsesje i kleske Ahaba, a ktorych pelniejsza wersje, pelna dygresji i opowiesci w opowiesci, poznajemy blizej zawarta w 135 rozdzialach, na 600 stronach powiesci. Eckert podaje nam wlasne zakonczenie, muzyczne. Spiewa z przejeciem, jak z oka burzy wychyla sie tajemnicza postac - aniol moze, a moze wytwor wyobrazni tonacego. Opiekuncza dlonia z fal zgarnia Ishmaela, chroni od smierci. Jego spiew laczy sie z glosem Nory Cole - Muzy.

Eckert wyglada jak siedem nieszczesc. Za duzy, za gruby, niezgrabnie kartoflany. Na kanwie opowiesci Melville'a buduje wlasna, o Nathanie, wspolczesnym nam kompozytorze, ktory broniac sie przed utrata pamieci goraczkowo probuje zakonczyc opere na podstawie Moby Dicka. Raz jeszcze slowo poetyckie cudow dokonuje. Nathan jest zalosny w bezksztaltnym, pogniecionym garniturze, z magnetofonem przytwierdzonym do brzucha, gdzie nagrane ma instrukcje chroniace go od zapominania o najprostszych sprawach. A jednak jego opowiesc fascynuje. Zamykajacy przedziwne przedstawienie duet Nathana i Muzy prawdziwie wzrusza. Wierzysz, ze Ishmael sie uratowal. Chcesz wierzyc, ze Nathan swe dzielo potrafil zakonczyc, zanim w niebyt niepamieci jego "ja" sie rozplynelo.

I to jest pierwszy powod, dla ktorego nie poddam sie przygnebieniu, Boze Narodzenie i Nowy Rok witajac z nadzieja.

Poszlam kilka dni temu na dol miasta. Calkiem na dol, ponizej Canal St. Ponizej Fulton St. Bardziej na poludnie niz plac, gdzie do niedawna wznosily sie wieze WTC. Siatka miasta jest tam brutalnie rozdarta. Jezdnie rozprute, odkrywaja zawile labirynty rur i przewodow. Jarza sie swiatla, zamieniajac noc w dzien. Wyja maszyny. Barykady zagradzaja przejscia. Przed nosem zakreca nie mieszczaca sie na ulicach miasta, za grozna ciezarowka. Na platformie transportuje przeogromna rure, zgnieciona bezksztaltnie.

Niepokoj w sercu. Za wielu policjantow na kazdym rogu. Za wiele powiewajacych choragiewek. Musze wiec siegnac do zapasow. Zapraszam do szkatulki kolorowych szkielek, przezroczystych krysztalow slow, chmur, ktore udaja zamki na lodzie, odswietnych piesni. Na szali przeciw przygnebieniu. Po stronie wdziecznosci miastu.

1. A wiec raz jeszcze Moby Dick, czyli wieloryb. To z wyspy zwanej Manhattoo lub Manhattan wyruszyl Ishmael w poszukiwaniu pracy na wielorybniczym statku. Pierwsza noc w Nuntucket, gdzie zeglarski nabor sie odbywal, musial spedzic w podejrzanym hoteliku dla marynarzy, tak pelnym innych pracy chetnych, ze wlasciciel mogl mu oferowac tylko pol lozka. Nocleg przyszlo Ishmaelowi dzielic z dziko wygladajacym Indianinem, naznaczonym tatuazem na calym ciele, z tomahawkiem za pasem. Bal sie strasznie, az uswiadomil sobie, ze przeciez ten nieznajomy: "Mimo tatuazy na calym ciele, ogolnie biorac wygladal na czystego, calkiem porzadnie sie prezentujacego kanibala. Po co tyle halasu o to wszystko robie, pomyslalem sobie. To przeciez czlowiek tak jak ja. Tyle samo ma powodow, zeby sie mnie bac, jak ja mam, by bac sie jego. Lepiej przespac sie z trzezwym kanibalem niz z pijanym chrzescijaninem".

2. Cytat z autobiografii Lewisa Mumforda, kiedy gniewny i pelen watpliwosci chodzil po miescie poszukujac jakiegos sensu i skladu: "Oto moje miasto, ogromne, przemozne, przepelnione energia i swiatlem; tam, dalej lezala rzeka i port wychwytujace ostatnie blyski zlota na wodzie, czarne holowniki, uwolnione od barek, turkoczace w kierunku dokow, promy mozolace sie od mola do mola, parowce powoli pelznace ku morzu, podczas gdy tuz ponizej mnie pociagi i trolejbusy dudniace na moscie ciagnely nieustepliwa fala. I oto stalem naprzeciw marcowym wiatrom, pijac miasto i niebo - oba bezmierne, a jednak oba we mnie zawarte, rzucajac mi wyzwanie, wolajac mnie, zadajac ode mnie czegos, na co by trzeba wiecej niz calego zycia, lecz takze zywotna obietnica wzmacniajac moja energie. W tym naglym objawieniu potegi i piekna opuscily mnie wszelkie rozterki okresu dojrzewania, i oto stapam po waskich, sprezystych deskach mostu z nowa ufnoscia, ktora plynie nie z odizolowanego ´jaª pojedynczej jazni, ale ze zbiorowych sil, ktorym stawilem czolo i do ktorych sie wznioslem".

3. Okolicznosci, w jakich te slowa poznalam. Nie czytalam ksiazki slynnego urbanisty, historyka sztuki i nauczyciela Sketches From Life. Cytat uslyszalam niedawno, w czasie uroczystosci slubnej corki przyjaciol, w Central Parku, na polanie wsrod debow i swierkow nieopodal zbiornika wody. Bylo prosto i wzniosle. Niebo i chmury przegladaly sie spokojnie w tafli wody. Deby rozkladaly opiekunczo swe konary. Slubna para i gromadka gosci wygladala wielce malowniczo, kolorowo i wieloetnicznie. Katy, choc typowo jasnorozowa blond Amerykanka, po chinsku plynnie mowi, bo orientalistyke konczyla, a tuz przed slubem wrocila z dlugiej podrozy po prowincjach Chin, gdzie konczyla zdjecia do dokumentalnego filmu o tradycyjnej medycynie. John, choc czysty Chinczyk po matce i po ojcu, po chinsku zaledwie kilka slow zna, chowany i ksztalcony tutaj, bez miary pochloniety specjalizacja w wymagajacej dziedzinie kardiochirurgii. Przemowienie miala wyglosic przyjaciolka panny mlodej, gorujaca nad nami wikingowska postawa. Zamiast przemowienia jednak, Kirsten wybrala slowa Mumforda. Mialy byc podarunkiem dla Katy i Johna. Staly sie darem dla nas wszystkich.

4. Fakt, ze Nowy Jork jest rodzinnym miastem Melville'a, autora najdziwniejszego z mozliwych "narodowych" eposow, gdzie nie ma mowy o zadnych bojach z wyjatkiem konfrontacji z wielorybem i samym soba. Gruby traktat o przemysle wielorybniczym hold sklada ciezkiej pracy, ciezka prace w przygode przemienia, wielka przygode w trudna probe. Proba konczy sie porazka, lecz popiol kleski opowiesc zamienia w piesn, z dygresji w dygresje w powietrzu sie rozplywajac.

Tutaj wiec mieszkal ten antyromantyczny romantyk. Zyl skromnie, choc mial nieskromne ambicje slawy jako pisarz. Jako autor, za zycia poniosl calkowita kleske. Po opublikowaniu ambitnej powiesci w 1851 r. sprzedano zaledwie 2 tys. egzemplarzy. Przez cale jego zycie, tylko 3 tys. mu wspolczesnych bylo wystarczajaco ciekawych czy wierzacych w jego talent, by zakupic opasly tom. Z kleska Melville sie jakos pogodzil, zyl dalej, chodzil przez dwadziescia lat do pracy w urzedzie celnym. Spacerowal po ulicach miasta. Czasem zaszedl do ktoregos z przyportowych barow.

5. Dziwnie pocieszajacym wydaje mi sie takze fakt, ze Nowy Jork zaistnial jako port. Rozwinal sie jako portowe miasto. Nadal jest portem.

6. W kafejce na Manhattanie, we wrzesniu 1939 r. pewien emigrant, poruszony najazdem Niemiec na Polske, pisal goraczkowo na podrecznej bialej serwetce pierwsze szkice wiersza: I sit in one of the dives/ On Fifty-second Street/ Uncertain and afraid/ As the clever hopes expire/ Of a low dishonest decade:/ Waves of anger and fear/ Circulate...

Emigrant byl z Anglii. W Nowym Jorku znalazl schronienie, bo latwiej mu tu bylo byc katolikiem niz w rodzinnej Anglii. Wydawalo mu sie takze, ze mniej widocznym bedzie w codziennym chaosie ruchliwego miasta, iz jest homoseksualista. Choc sam W. H. Auden wiersza pozniej sie wyrzekl, uznajac go za zbyt demagogiczny, mocne strofy 1 WRZESNIA 1939 w tym roku nowego zycia nabraly, krazac po miescie, e-mailami i w dziesiatkach kopii z rak do rak.

7. 10 lat wczesniej inny przyjezdny, ze slonecznej Hiszpanii, chodzil po miejskim bruku i gniewnie sie buntowal. Gniewnie i wspaniale, bowiem z niecheci do tego miasta i z tesknoty za domem, czy po prostu za czyms innym, daleko, Federico Garcia Lorca stworzyl jeden z najpiekniejszych cykli w jezyku hiszpanskim Poeta w Nowym Jorku. Na pasterke poszedl do kosciola przy W. 58 St., gdzie cwierc wieku pozniej nasz Jozef Wittlin probowal sie zarliwie modlic.

8. W ciagu dwoch przedswiatecznych tygodni mozemy wysluchac dziesieciu roznych wykonan Mesjasza Händla. Gdzie tam dziesiec. Dziesiatki! We wszystkich glownych salach koncertowych, w audytoriach szkolnych, w skromnych kosciolach i ogromnych katedrach zbieraja sie co wieczor ludzie. Wiekszosc z chorow, to chory amatorskie czy polamatorskie, a nawet te, ktore pracuja za zaplata, z samego spiewu wyzyc przeciez nie moga i musza cos innego dla placenia rachunkow robic. Miasto niby polpoganskie. Wszyscy niby tylko praca opetani, a przeciez czas znajduja, by na proby chodzic. Uczyc sie slow na pamiec. Treme ogarniac. Cieszyc sie przyjemnoscia swoja i sluchaczy.

A jak komus juz za duzo Händla, prosze: Monteverdi u sw. Jana Chrzciciela, gospels Black Nativity Langstona Hughesa w Harlem School of the Arts, spiewak reggae Jimmy Cliff w Riverside Church, opera Menottiego Amahl and the Night Visitors w kosciele Pielgrzymow, jazzowe nieszpory u sw. Piotra, medytacje organowe w katedrze sw. Jana Boskiego, Magnificat Bacha w Avery Fisher Hall, Ave, generose Hildegardy von Bingen u sw. Szczepana, Cztery Bozonarodzeniowe motety Poulenca w synagodze Temple Israel na E. 75 St., Christmas Oratorio Bacha w Carnegie Hall, Christmas Oratorio Saint-Saënsa u sw. Patryka...

9. Wiosna zakwitna magnolie na Broadwayu. Troche pozniej, nieprawdopodobnie bujne malwy wzniosa kolorowe glowy, bezczelne i calkiem swej bezczelnosci nieswiadome. Z klombow pomiedzy jezdniami spogladac beda dumnie, z wysoka, na pedzace samochody i spieszacych sie ludzi. Jasnorozowe, pasowe, prawie czarne, prawie biale, takie same jak przed domami na Mazowszu.

10. Na off-Broadwayu narwany i natchniony Rinde Eckert tenorem i falsetto wyspiewuje elegie Mellville'owi, a na off-off-off-off-off-off Broadwayu, w drugi dzien Bozego Narodzenia, kiedy to swiat tu nie ma, bo przeciez wszyscy juz z powrotem w pracy, a wiec w drugi dzien swiat, po pracy, bedziemy wokol choinki przywiezionej z lasu spiewac koledy. Spiewajmy wiec: Bog sie rodzi, moc truchleje! Za to i za wspaniale wieloryby Bogu niech beda dzieki. Poetom dzieki, ze potrafia sie wielorybem bezmiernie zadziwic. Bliskim za to, ze bliscy. Dalekim, ze im tez otuchy trzeba. A wszystkim, serdeczne zyczenia. Niechaj Boze Narodzenie przyniesie pokoj na ziemi i radosc w sercu.

I prosze pamietac: lepiej przespac sie z trzezwym kanibalem niz z pijanym chrzescijaninem!


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail