ANDRZEJ KORASZEWSKI
Dwadziescia lat
pozniej
Nie bylo mnie wtedy w Polsce i uczciwie mowiac, nie bardzo wiem, czy powinienem o stanie wojennym pisac. Dwadziescia lat temu mieszkalem w Szwecji i w niemym przerazeniu obserwowalem rozwoj sytuacji po drugiej stronie Baltyku. Wielu przyjaciol zostalo internowanych, o innych nie bylo zadnej wiadomosci.
W przeddzien dwudziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, w Polsce rozpetala sie sprawa Andrzeja Kaucza, bylego wroclawskiego prokuratora, ktory w okresie stanu wojennego oskarzal zarowno Wladyslawa Frasyniuka, jak i Barbare Labude, dwoje najbardziej znanych wowczas dzialaczy "Solidarnosci" z Wroclawia. Frasyniuk jest dzis przewodniczacym Unii Wolnosci, Barbara Labuda jest jednym z najblizszych wspolpracownikow prezydenta Kwasniewskiego.
Andrzej Kaucz kilka miesiecy temu zatrudniony zostal w Ministerstwie Sprawiedliwosci przez ministra z ramienia Akcji Wyborczej Solidarnosc, natychmiast po wyborach otrzymal kolejny awans od pani minister z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rozpetala sie burza, w ktorej Wladyslaw Frasyniuk popieral filozofie grubej kreski, zas Barbara Labuda powiedziala prasie, ze prokurator Kaucz zachowywal sie w czasie stanu wojennego wyjatkowo podle. Ostatecznie o rezygnacji prokuratora Kaucza zadecydowalo udowodnienie mu klamstwa. Podlosc byla historyczna, ale klamstwo bylo swieze.
Sprawa Andrzeja Kaucza rozbudzila ponownie nie do konca uspione demony. Ostre slowa Adama Michnika pod adresem Kaucza po raz kolejny spowodowaly konsternacje i pytania o to, jak redaktor naczelny Gazety Wyborczej laczy potepienie malo znaczacego prokuratora i szerokie gesty wybaczenia wobec glownych aktorow dramatu, a wiec generala Jaruzelskiego czy generala Kiszczaka. Nie jest to wszystko latwe i nie moze byc latwe. Dla mnie idea grubej kreski wydawala sie jedynym wyjsciem. Niczego nie zapominac, ale wybaczyc, karac zbrodnie, naruszanie prawa (owczesnego prawa), ale uznac, ze mamy tylko jedna ojczyzne, w ktorej musimy zyc razem. Unikac jak ognia blednego kola slepej zemsty.
Wszystko sie jednak straszliwie pokrecilo. Lustracja znacznie silniej uderzyla w ludzi "Solidarnosci" anizeli w bylych komunistow, system sprawiedliwosci okazal sie w najwyzszym stopniu niesprawny i nie jest w stanie osadzic nawet tych, ktorzy powinni byc osadzeni w majestacie prawa. Czesc spoleczenstwa nie umie sie rowniez pogodzic z faktem, ze sady nie moga sie kierowac oburzeniem moralnym i ze wyrok historii i wyrok sadu to dwie rozne kategorie zjawisk.
Na pytanie, czy stan wojenny zostal osadzony, nie mamy i nie bedziemy juz mieli jednoznacznej odpowiedzi, a dla najmlodszego pokolenia sprawa ta powoli traci jakiekolwiek znaczenie. Wojciech Jaruzelski od lat powtarza, iz byl gleboko przeswiadczony, ze wprowadzenie stanu wojennego uratowalo Polske przed wkroczeniem wojsk sowieckich. Przeswiadczenie jest odczuciem subiektywnym i nikt nie moze udowodnic, ze bylo inaczej. Bez watpienia mial powody do takich obaw i co wiecej, znaczna czesc mieszkancow Polski podzielala te jego obawy.
General nie budzil i nie mogl budzic sympatii. Byl przedstawicielem rodzimej dyktatury, poslusznie wykonujacej polecenia plynace ze stolicy obcego mocarstwa. Trzeba jednak przyznac, ze terror stosowany byl z pewnym umiarem. Ze strachu, z wyrachowania, czy tez kierujac sie ludzkimi odruchami, General i jego ludzie starali sie powstrzymywac przelew krwi i fizyczne tortury, wprowadzili lagodny rezim dla internowanych czlonkow opozycji. Byc moze byly to pierwsze objawy slabosci, zapowiedz zblizajacego sie upadku systemu komunistycznego? Nie to jest wazne. Dzis mamy pretensje do nazbyt dyspozycyjnych prokuratorow, a nie do komendantow obozow koncentracyjnych, w ktorych bez sladu gineli wiezniowie. Przywoluje tu tragedie bylej Jugoslawii, gdyz wlasnie byla Jugoslawia pokazuje skale tego, co byc moglo, a co w Polsce okazalo sie wrecz niewyobrazalne.
Wielu ludzi do dzis nie moze pogodzic sie z decyzja przystapienia do rozmow okraglego stolu. Patrza na historie przez pryzmat tego, co stalo sie pozniej, i twierdza, ze mozna bylo dostac wszystko bez koniecznosci kalania sie rozmowami z przeciwnikiem i bez zbednych ich zdaniem kompromisow.
Jakze latwo zapomina sie dzis, ze Polska nie byla systemem demokratycznym, ze tak zwane resorty silowe to bylo kilkaset tysiecy zindoktrynowanych, uzbrojonych i porazonych strachem ludzi. W przypadku wybuchu opozycja mogla liczyc tylko na bunt armii. Zdaniem Adama Michnika niebezpieczenstwo takiego wybuchu bylo zneutralizowane przez postawy ludzi takich, jak Wojciech Jaruzelski czy Czeslaw Kiszczak, oni wlasnie stali sie gwarantami pokojowego przejscia od dyktatury do demokracji, oni obezwladnili uzbrojone po zeby struktury wladzy. Wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku bylo poniekad wstepem do tego pokojowego przekazania wladzy, bylo ostatnia proba przeprowadzenia reform pod oslona dyktatury, proba, ktora sama wladza ocenila jako bezskuteczna.
W czasie stanu wojennego, po drugiej stronie Baltyku probowalismy informowac o poczynaniach komunistycznych wladz. Jednym z takich dzialan bylo wydanie albumu fotograficznego, ktory ilustrowal rozmiary terroru w Polsce, setki zdjec z demonstracji rozpedzanych przez palkarzy, bicie studentow, ukladanie kwietnych krzyzy i zniczow, tryumf tzw. drugiego obiegu, podziemnych publikacji, ktore stopniowo przekreslaly jakikolwiek sens cenzury.
Dla wielu ludzi z owczesnej opozycji byl to jeden z najpiekniejszych okresow w ich zyciu. Obrzydliwy byl lek, ale wlasnie lek wzmacnial poczucie misji i sensu zycia, niemal bezgranicznego zaufania do uczestniczacych w dzialaniach opozycji przyjaciol i znajomych, poczucie wspolnoty z ludzmi oddalonymi o setki kilometrow, glebokiego przekonania o slusznosci tego, co sie robi i rownie glebokiego przekonania, ze kiedy tylko komunizm upadnie nastapi czas pokoju, braterstwa i madrosci.
Utopijny charakter tych odczuc skutecznie opieral sie doswiadczeniom. Wiare w ludzi podkopywaly nie tylko przypadki wspolpracy z bezpieka, ale i chore ambicje, wojny podjazdowe, czasem zwyczajna nieuczciwosc, czasem przenikajacy do opozycji nacjonalizm i antysemityzm, wzajemne animozje skutecznie wykorzystywane przez aparat bezpieczenstwa. A jednak intensywnosc przezyc zwiazanych z dzialaniem w opozycji, intensywnosc tamtych przyjazni dawaly bez watpienia poczucie uczestnictwa w czyms szczegolnie pieknym, dawaly poczucie moralnej wyzszosci nad komunistycznym przeciwnikiem, ktory odwolywal sie wylacznie do nagiej, brutalnej przemocy. Slonce wolnosci kusilo, a im wyzszy lot, tym wieksze zagrozenie dla skrzydel Ikara. Byc moze nalezalo przypuszczac, ze wolnosc okaze sie znacznie trudniejsza, niz sie to wowczas wydawalo, byc moze przypisujemy przesadne znaczenie tamtej walce, gdyz nie ma watpliwosci, ze system rozpadal sie tak czy inaczej i zapewne rozpadlby sie bez niepotrzebnych ofiar. Najmlodsi wzruszaja ramionami i oczekuja od politykow, by mysleli o przyszlosci, weterani tamtych walk obrzucaja sie gorzkimi krytykami, historycy nadal zbieraja fakty i prezentuja je gwoli potwierdzenia swych glebokich przekonan. Na szczescie dla bardzo nielicznych 13 grudnia jest rocznica budzaca rozpacz zwiazana z utrata najblizszych.
Po dwudziestu latach trudno o wiekszy kontrast miedzy tamtym poczuciem wspolnoty i dzisiejsza prywata. Jeszcze jeden powod, zeby szczegolnie uwaznie sluchac glosow najmlodszego pokolenia i nie poswiecac nazbyt wiele czasu na rocznicowe akademie.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |