[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (14 grudnia 2001)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)

Richard Wagner, The Flying Dutchman. Dyrygent: George Manahan, rezyseria: Stephen Lawless, scenografia: Giles Cadle, kostiumy: Ingeborg Bernerth, oswietlenie: Robert Wierzel, choreografia: Andrew George, kierownik choru: Raymond Hughes. Wykonawcy: Susan B. Anthony (Senta), Marion Capriotti (Mary, opiekunka Senty), Mark Delavan (The Dutchman), Kevin Langan (Daland) oraz Carl Tanner (Erik, mysliwy). New York City Opera, Lincoln Center.

Richard Wagner, Die Meistersinger von Nürnberg. Dyrygent: James Levine, rezyseria: Peter McClintock, scenografia: Günther Schneider-Siemssen, kostiumy: Rolf Langenfass, oswietlenie: Gil Wechsler, choreografia: Carmen de Lavallade. Wykonawcy: Jill Grove (Magdalene), Ben Heppner (Walther von Stolzing), Karita Mattila (Eva, corka Pognera), James Morris (Hans Sachs, szewc), René Pape (Veit Pogner, zlotnik), Matthew Polenzani (David, czeladnik Sachsa). Metropolitan Opera, Lincoln Center.

Sezon operowy w Nowym Jorku mial sie rozpoczac 11 wrzesnia premiera Latajacego Holendra. Byla to ze strony New York City Opera decyzja ryzykowna. Oferujac wielkie przezycia, Wagner domaga sie rozmachu i wielkich glosow, a City Opera dysponuje duzo skromniejszymi od Metropolitan mozliwosciami. Udany spektakl tym bardziej zasluguje na uznanie. Cieszy podwojnie, ze w tym samym sezonie mielismy okazje posluchac dwukrotnie nadzwyczajnej muzyki Wagnera w swietnym wykonaniu.

W tamten pamietny wrzesniowy wtorek budynek City Opera pozostal ciemny. Lecz trzy dni potem rozjarzyly sie swiatla i tryumfalnie rozbrzmialy pierwsze dzwieki uwertury. Na premierowej gali nie bylam, ale kiedy pozniej wzruszona wchodzilam do wypelnionej po brzegi, az brzeczacej od oczekiwan sali, czulam sie jak w przedsionku raju. Nie mialam najmniejszej iluzji, ze dramat naszego miasta jakos sie zamknal. Wprost przeciwnie, jak wiele osob wokol mnie mialam pelna swiadomosc, ze brutalny atak byl takze dopiero poczatkiem trudnego okresu niepokoju. Obezwladnialo mnie poczucie bezradnosci wobec nieszczescia tylu wspolobywateli. Nadal zaciemnialo horyzont widzenia poczucie zagrozenia i bezmierny smutek. Ale sluchajac boskiej syntezy slowa i muzyki moglam troche lepiej rownowazyc wspolne nieszczescie miasta sila wyplywajaca ze wspolnej radosci. Sztuka pozwalala glebiej odetchnac.

W stosunkowo intymnym spektaklu w City Opera wszystko wspolgralo. Sprawdzil sie chor pod kierunkiem Gary'ego Thora Wedowa. Nosny baryton Marka Delavana pozwolil wygnancowi zabrzmiec wyjatkowo lirycznie. Susan B. Anthony partie Senty spiewala z cieplym zrozumieniem i spokojna sila. Angielski rezyser Stephen Lawless, po raz pierwszy wspolpracujacy z City Opera, nadal opowiesci wstrzemiezliwy ton, bez kokieterii folkloryzowania i bez zbytniej pokory wobec szerokiego gestu Wagnera. W Gilesie Cadle'u i Robercie Wierzelu, odpowiedzialnych za strone wizualna, znalazl sojusznikow.

Minimalna sceneria zwraca nasza uwage na piekno muzyki i spiewu. Stylizacja sluzy wyraznemu celowi. Prosta, geometryczna konstrukcja z obu stron sceny. Drewniane plaszczyzny wznoszace sie rytmicznie ku gorze raz staja sie pokladem statku, innym razem wnetrzem kajuty, jeszcze kiedy indziej rysuja ramy abstrakcyjnej przestrzeni, w ktorej rozgrywa sie bardzo ludzki dramat. Muzyka w wykonaniu orkiestry pod batuta George'a Manahana rozlewa sie szeroko wokol nas, jak morski krajobraz malowany tu przez Wagnera.

Wizualna prostote zaklocily tylko niektore kostiumy. Suknia Senty byla elegancka, z ladnymi akcentami koloru, lecz Ingeborg Bernerth przebrala Holendra w toporny, wlochaty plaszcz, w ktorym ledwo mogl sie poruszac. A kiedy pod koniec trzeciego aktu ze statku duchow zaczely schodzic zjawy-zmory, ich malownicze brzydactwo - rozczochrane bialosiwe wlosy, podarte, pajeczyna powleczone strojne suknie - zwracalo na siebie uwage niby parada w Halloween. Delavan i Anthony nie dali sie jednak straszydlom zwiesc i dotarli triumfalna kadencja do koncowych fraz ogarniajacych nas tajemnicza, teskna fala.

Wagner znalazl muzyczna forme dla popularnej opowiesci. Na morzu szaleje sztorm. Wyja wichry. Dwa statki chronia sie w porcie przed burza. Norweski kapitan Daland ciekaw jest statku, ktory przycumowal obok. Fascynuje go zasobnie ubrany wedrowiec. Zdumiewa propozycja obcego, ktory chce poslubic jego corke. Skuszony bogactwem, Daland zaprasza go do domu. Oczekuje od Senty, ze poslusznie przyjmie nieznajomego za swego meza. Senta nic z pokornej corki nie ma w sobie, lecz tajemniczy mezczyzna, ktorego ojciec przyprowadza, nie jest jej obcy. W wiosce czesto opowiada sie o Latajacym Holendrze, skazanym na wieczna wloczege za blizej nieokreslona zbrodnie. Zbawic go moze tylko czyjas niezachwiana, wierna milosc. W pokoju Senty wisi portret wygnanca: twarz ukryta w cieniu, ciemna sylwetka zagubiona w przestworzach. W jej zyciu od dawna istnialo cos, jakby oczekiwanie na niespodziewana wizyte, gotowosc na nieznane. Nic nie pomoga zaklecia wiernego, zakochanego w niej Erica. Senta wybierze tajemniczego obcego, wielka szanse wielkiej milosci raczej, niz swojska codziennosc.

Poetycka opowiesc o Holendrze wpisuje sie w szersza kanwe historii o winie, karze i nadziei. Po morzach tula sie bezdomny wygnaniec. Kazdy moze sie rozpoznac w tulaczu szukajacym przystani. Nadzieja karmi sie wiara, ze gdzies w swiecie istnieje drugi czlowiek, tobie przeznaczony. Nowe spotkanie moze byc szansa, nawet jesli tylko zludna. Milosc jest sila, ktora nada sens zyciu. Stanie sie odkupieniem za wszystkie przewinienia. "Postac Latajacego Holendra - pisal Wagner - nadaje emocjonalnie znaczacy wyraz podstawowej ludzkiej tesknocie: poszukiwaniu ukojenia przed sztormami zycia".

W Latajacym Holendrze, we wczesnej, bardzo jeszcze romantycznej operze, nad ktora Wagner pracowal w Paryzu w 1841-42 r., kompozytor po raz pierwszy podejmuje zagadnienie kary, pokuty i zbawienia. Pozostanie on jednym z jego stalych punktow odniesienia, tematem rozwijanym w roznych wariantach przez cale zycie. Odnajdziemy go w Tannhäuserze, pierwszej operze skomponowanej w Dreznie; w cyklu Pierscienia Nibelungow; a takze w ostatnim dziele, z konca lat 1870., w Parsifalu przepelnionym mistyczna tesknota. (Wlasnie kilka dni temu w Covent Garden w Londynie odbyla sie premiera nowej inscenizacji przygotowanej przez Klausa Michaela Grübera w Royal Opera House. Violeta Urmana jako Kundry wspomaga tam Parsifala - Stiga Andersena, ktory pokonuje przeciwnosci, wyzwala Amfortasa - Thomasa Hampsona i ratuje Swietego Graala od zakusow czarownika Klingsora - Willaida W. White'a. Podobno wszystko jest w tym spektaklu rewelacyjne: intymne i wielkie zarazem, pelne prostoty i magiczne. Dyryguje Simon Rattle, przez piec i pol godziny prowadzac orkiestre i spiewakow pewna droga ku ostatecznemu zwyciestwu Dobra nad Zlem. Szkoda, ze Londyn za oceanem.)

Przed Parsifalem jednak byla jeszcze jedna opera, gdzie Wagner w wyjatkowo pogodny, wrecz radosny sposob polaczyl wiele ze swoich stalych watkow. Tym razem rzecz rozgrywa sie nie w jakiejs mitycznej krainie, nie na wyzynach wsrod bogow, lecz w zwyklym miescie, wsrod zwyklych ludzi. Oto bohaterowie opowiesci: szewc i jego pomocnik, stolarz, krawiec, zlotnik i corka zlotnika, radca miejski, piekarz, straznik... Jest wsrod nich madry poeta-filozof. Sklonny do zdradzieckiego podstepu urzednik. Niezbyt utalentowany aspirant do cechu spiewakow. Wielce utalentowany obcy przybysz, ktory prawo mistrzow spiewu do oceny swego talentu odrzuca. Milosc rodzi sie miedzy mlodymi na naszych oczach. I milosc na naszych oczach rosnie, pod opiekunczym spojrzeniem starszych.

Wzrusza mnie, ze wszystko tu jest na ludzka skale - dobro i zlo, ambicje i uczucia. Pragnienie Dawida, pomocnika poety-szewca Sachsa, by wreszcie byc uznanym za czeladnika. Przyjazn i szacunek miedzy Sachsem i Pognerem, ojcem Ewy. Ciepla poblazliwosc Magdaleny, sluzacej Pognera, dla Dawida. Wzajemna zyczliwosc Ewy i Magdaleny. Nauka, jakiej musi rycerz Walther von Stolzing doswiadczyc, by stac sie godnym reki ukochanej i godnym miana artysty. Nawet podstep Beckmessera, ambitnego radcy, aby przywlaszczyc cudza piesn, jest stosunkowo skromny i nieudolny. Nic nie jest nadzwyczajne ani oszalamiajace. Tylko muzyka wznosi opowiesc na wyzyny niebianskie.

Historia jest oczywiscie dluga i skomplikowana, tym bardziej ze sluzy Wagnerowi do rozwiniecia z rozmachem debaty na temat sztuki w ogole, a muzyki szczegolnie oraz na temat wspolzycia we wspolnocie. Opera jest wyjatkowa tak poprzez swe harmonijne piekno, jak i pogodne rozwiazanie wszelkich konfliktow. Zdrada Beckmessera zostanie odkryta i wysmiana. Romantyczny watek zakonczy sie szczesliwie - Walther zdobedzie serce i reke Ewy, a milosc mlodych otoczy opieka ojca Pognera i przyjazn Sachsa. Szczesliwe rozwiazanie znajdzie takze watek filozoficzno-artystyczny. Na skrzydlach talentu i milosci piesn wyspiewywana w natchnieniu przez Walthera wznosi sie na nowe wyzyny, budowana na solidnej podstawie tradycji, ujeta w ramy dyscypliny rzemiosla.

I teraz pozwole sobie na hiperbole. Jesli spotkanie z Latajacym Holendrem odbylo sie w przedsionku raju, to w towarzystwie Sachsa, Walthera i Ewy znalazlam sie w samym niebie. Karita Mattila jest obdarzona darem anielskim - piekny glos w pieknym ciele. Zachwycasz sie jej wdziekiem, a jednoczesnie zmysl sluchu rozkoszuje sie nosnym sopranem. Ben Heppner budzi zaufanie spokojna sila. James Morris... Coz, Morris po prostu kroluje. Podbija serce cieplym, silnym glosem, a jeszcze bardziej glebokim, madrym zrozumieniem samego siebie i innych, jakie jego Sachs wykazuje.

Tak intensywnie sluchasz i patrzysz, ze zapominasz nawet, by podziwiac. Po prostu uczestniczysz w pieknie przez kilka godzin. Wdzieczna, ze perfekcja pojedynczych glosow zlewajacych sie w harmonijna calosc jest mozliwa. Wdzieczna za cud spokojnego zachwytu.

*

Pamietajac o dzieciakach, dla ktorych byc moze beda mieli Panstwo ciut wiecej czasu w okresie swiatecznym: mila moze byc wspolna wyprawa w sobotnie przedpoludnie do Cultural Project na dole Manhattanu, gdzie odbywaja sie przedstawienia The Adventures of Maya The Bee. Jest to bezpretensjonalna historyjka o pierwszych dniach zycia malej pszczolki, ktora spotyka na swojej drodze przerozne przyjazne i nie tak przyjazne stworzenia. Kolysze lagodny jazz ladnie spiewany przez Nancy Harrow w aranzacji Rolanda Hanna. Ciesza pomyslowe kukielki zaprojektowane przez Zofie Czechlewska i wykonane przez Teatr Baj w Warszawie. Po przedstawieniu artysci pokazuja widzom, jak sa zrobione i jak ozywaja poruszane reka i drewnianymi drazkami.

Przedstawienie nadaje sie najlepiej dla maluchow w wieku trzy-siedem lat. Moj wnuk, siedmiolatek, chetny bywalec roznych teatralnych i muzycznych wydarzen, ocenil je z nuta krytycznej sympatii: "Ladnie bylo i milo mi sie sluchalo, ale tylko raz poczulem w srodku, no wiesz, w calym ciele, takie mocniejsze pukniecie serca". Potem rozmawialismy dluzej i zgodzilismy sie, ze dobrze, iz nie wszystko i ciagle wywoluje takie "wiesz, mocniejsze pukniecie", bo tego by nikt nie wytrzymal. Nicolas zdecydowal sie polecic przedstawienie, z powyzszym zastrzezeniem, swoim kolegom i kolezankom w szkole. (Cultural Project, 45 Bleecker St., miedzy Lafayette i Bowery Ave. Tel. 212. 529-4530.)

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail