ANDRZEJ ZAWADA
80-lecie Tymoteusza Karpowicza
Alchemik slowa
Tymoteusz Karpowicz. W 1974 roku wyjechal z kraju i od tego czasu stopniowo jego tworczosc zaczela znikac z biezacej swiadomosci literackiej. Sprzyjala temu przedluzajaca sie nieobecnosc nowych ksiazek pisarza. Nazwisko Karpowicza powoli stawalo sie haslem w literackich encyklopediach i leksykonach, rozdzialem akademickich wykladow o polskiej poezji XX wieku. Dla mlodszych poetow dorobek autora Trudnego lasu stanowil wazne i niezbedne ogniwo w lancuchu przemian swiadomosci estetycznej. Dzielo Tymoteusza Karpowicza zmienialo sie w zywa tradycje, przeobrazalo sie w milowy slup przy poetyckim goscincu. Jako filozofia slowa i jako wyprowadzona z niej dyscyplina artystyczna, weszlo w obieg jezyka literackiego konca XX wieku. I to nie tylko jezyka poezji. Takze jezyka szerokiego literackiego uzytku, jezyka gazet i dziennikarskich relacji. Innowacyjna konstrukcja wprowadzonej przez Karpowicza poetyckiej gry slow stala sie w ostatnich latach minionego stulecia nieomal norma stylistyczna prasowych tytulow.
Dzielo poetyckie Jubilata prowadzilo wiec zywot niejako utajony, wtorny, zylo w swoich nastepcach. Az do roku 1999, kiedy nakladem Wydawnictwa Dolnoslaskiego ukazal sie ogromny zbior wierszy, liczacy 360 stron tom pt. Sloje zadrzewne. Ta potezna nie tylko w sensie objetosci ksiazka poetycka krytyke literacka zbila z tropu tak dalece, ze niewielu krytykow odwazylo sie na recenzje. I slusznie. Sloje zadrzewne sa artystyczna summa, przez wiele lat starannie obmysliwana kompozycja, w ktorej poeta pragnie zawrzec calosc swojego pojmowania zycia, zbudowac jezykowy model wszechswiata.
"Rozbijanie tworzydel"
Taka heroiczna prace tworcza podjal Tymoteusz Karpowicz juz dawno. Dobrze pamietam, jakim wstrzasem dla czytelnikow poezji, krytykow, mlodych poetow i wrazliwych polonistow stala sie jego poprzednia ksiazka poetycka Odwrocone swiatlo. Dzielo to ukazalo sie w 1972 roku nakladem zasluzonej, po drugiej wojnie swiatowej przeniesionej do Wroclawia oficyny Ossolineum. Inaczej niz niedawno, po publikacji Slojow zadrzewnych recenzji bylo sporo, a reakcje na ogol wyraziste. Powtarzaly sie w nich dwa motywy: uznanie dla nieomal nieskonczonego bogactwa znaczeniowego ksiazki oraz skromna pewnosc, iz na odczytanie dziela potrzeba wielokrotnej, wnikliwej, erudycyjnej, czasochlonnej lektury. Zapis tej lektury wymagalby rozleglego traktatu, nie informacyjnej z natury recenzji. Ta sama swiadomosc recenzenckiej niekompetencji, czy po prostu nieodpowiedniosci formy wypowiedzi, pojawila sie w omowieniach Slojow zadrzewnych.
Podzielam ja rowniez. Dzielo Karpowicza wymaga wielomiesiecznych, moze wieloletnich studiow, lektury zamienionej na setki analitycznych stronic. Bez tej pracy mozna sporzadzic jedynie skrotowe sprawozdanie. A skoro tak, przypomnijmy, jaka droga poetycka prowadzila do tych dwoch wielkich, trudnych, zagadkowych ksiazek.
Byla to droga dosc prosta, a przede wszystkim konsekwentna. Otwieral ja w 1948 roku zbiorek pt. Zywe wymiary. Okres stalinizmu, odbijajacy sie w literaturze tzw. realizmem socjalistycznym, poeta staral sie przemilczec. Odezwal sie po dziesieciu latach tomikiem Kamienna muzyka (1958; poprzedzil go arkusz poetycki Gorzkie zrodla, 1957). Wkrotce ukazaly sie dalsze ksiazeczki poetyckie: Znaki rownania (1960), W imie znaczenia (1962) i wspomniany juz Trudny las (1964). Glownym tematem tej liryki uczynil poeta poszukiwanie granic poznawczych mozliwosci i ograniczen jezyka. Dokonywal wiwisekcji systemu jezykowego przede wszystkim metoda dekonstrukcji istniejacych struktur. Byl w tym wiernym i zdolnym uczniem przedwojennej krakowskiej Awangardy i jej mistrza Tadeusza Peipera, ktory wymagal od poezji - jak to nazywal - "rozbijania tworzydel", czyli nieustannego wyzwalania sie z jezykowego i wyobrazniowego stereotypu.
Lingwista
Krytyka szybko zakwalifikowala tworczosc Tymoteusza Karpowicza jako "poezje lingwistyczna", a jego samego widziano w roli tworcy kierunku. Poeta probowal protestowac przeciw takiemu zaszufladkowaniu i przeciw nielogicznosci samej nazwy. Wszak poezja jest "lingwistyczna" z natury. Jezyk jest jej tworzywem, nosnikiem i zrodlem znaczenia. Protestowal na prozno. Nazwa przyjela sie i weszla do slownika dziejow polskiej poezji XX wieku.
Z dzisiejszej perspektywy tak zwana lingwistyczna poezja stanowi jeden z bardziej wyrazistych kierunkow, jakie uksztaltowaly sie w liryce po 1956 roku. Oprocz Tymoteusza Karpowicza nurt ten reprezentuje przede wszystkim Miron Bialoszewski, tworca odmiennej poetyki, lecz wyprowadzonej z tych samych zalozen. Za "lingwistow" uwaza sie rowniez Zbigniewa Bienkowskiego, Witolda Wirpsze, Edwarda Balcerzana, Stanislawa Swena Czachorowskiego. Odrebnosc poezji lingwistycznej jest latwo zauwazalna, bowiem tworczosc wymienionych autorow laczy podobienstwo poetyki, wynikajace z przyjetych lub stopniowo wypracowanych przekonan artystycznych. Wlasciwoscia tej szkoly, a raczej postawy poetyckiej, jest skupienie uwagi na samym jezyku traktowanym zarowno jako jedyne tworzywo, jak i jeden z waznych watkow tworczosci. Dokonywana w wierszu analiza znaczeniowej wartosci jezyka, odbywajaca sie przede wszystkim poprzez uzycie i przeksztalcanie metafory, miala kilka celow. Pierwszym bylo wskazanie wieloznacznosci jezyka, wspomaganej zarowno przez obiektywne konteksty, jak subiektywne okolicznosci odbioru. Wieloznacznosc ta rodzila z kolei postawe podejrzliwosci wobec mozliwych zafalszowan, jakie wynikaja z potencjalnego nadmiaru znaczen. Podejrzliwosc zas dotyczyla roznych warstw znaczeniowych i funkcji jezyka: egzystencjalnej (juz Mickiewicz zauwazyl, ze "Jezyk klamie glosowi, a glos myslom klamie"), ontologicznej czy spolecznej.
Podstawowa tradycja, obszarem inspiracji i nawiazan, byla awangarda - wspomniane, istotnie nowatorskie koncepcje Tadeusza Peipera i konsekwentna w swej odkrywczosci tworczosc poetycka Juliana Przybosia. W mniejszym stopniu inspirowaly "lingwistow" rowniez takie kierunki, jak nadrealizm, z ktorym laczyla ich potrzeba wyzwalania sie z ograniczen konwencji, czy ekspresjonizm z jego dowartosciowaniem kontrastu i paradoksu. Doswiadczenia i dokonania poezji lingwistycznej staly sie najblizsza tradycja dla Nowej Fali, czyli formacji poetyckiej nastepnego pokolenia, w powaznym stopniu ksztaltujac poetyke Stanislawa Baranczaka, Ryszarda Krynickiego czy wczesnej tworczosci Adama Zagajewskiego.
Lirmian
60 lat temu w Prawdzie Wilenskiej pojawil sie nowy autor, podpisujacy sie Tadeusz Lirmian. Pseudonim zawieral wyraziste nawiazanie do liry, tradycyjnie poetyckiego rekwizytu, do liryki i do nazwiska Boleslawa Lesmiana, jednego z najbardziej oryginalnych polskich poetow pierwszej polowy XX wieku.
Po zakonczeniu wojny mlody poeta Lirmian opuscil Wilno i osiadl w Szczecinie, gdzie - juz jako Tymoteusz Karpowicz - rozpoczal prace w Polskim Radiu. Radio jako miejsce pracy i rodzaj codziennego zajecia nie bylo - jak sadze - jedynie wynikiem zyciowych okolicznosci. W Polskim Radiu od samych jego poczatkow poeci tworzyli wazna i tworcza grupe autorow. Dosc wspomniec Witolda Hulewicza, poete z poznanskiej grupy Zdroj, autora pierwszego polskiego sluchowiska. A takze redaktorow PR w latach trzydziestych, Jozefa Czechowicza i Czeslawa Milosza. Te tradycje przeniesiono w okres powojenny. Tymoteusz Karpowicz pozostawal w szczecinskiej rozglosni do 1949 roku, ale inspiracja radiowa trwala dluzej. Napisal wiele sluchowisk i kilka dramatow scenicznych, wsrod ktorych sa Zielone rekawice (wystawione w r. 1960) i Charon od switu do switu (wyst. 1972).
Gleboki zwiazek z poezja Boleslawa Lesmiana, oznajmiony w mlodzienczym pseudonimie wilenskiego debiutanta, objawil sie po latach w postaci erudycyjnego eseju o poezji autora Sadu rozstajnego. W roku 1973 Tymoteusz Karpowicz otrzymal na Uniwersytecie Wroclawskim stopien doktora nauk humanistycznych za rozprawe pt. Poezja niemozliwa. Modele Lesmianowskiej wyobrazni (opubl. 1975).
Wczesniej, w latach 1953-1958, rozpoczal prace asystenta na wroclawskiej polonistyce, pod kierunkiem ulubionego przez mlodziez profesora Tadeusza Mikulskiego. Po 1956 roku wybral jednak zycie literata. W latach 1956-1957 zostal wspolredaktorem Nowych Sygnalow, jednego z kulturalnych pism pazdziernikowej "odwilzy". Po likwidacji tygodnika wszedl do zespolu redakcyjnego miesiecznika Odra; tu przez osiemnascie lat prowadzil dzial poetycki. Pomiedzy rokiem 1957 a 1961 Karpowicz prezesowal wroclawskiemu oddzialowi Zwiazku Literatow Polskich. W latach 1965-1968 byl zastepca redaktora naczelnego miesiecznika Poezja, pisma w tym krotkim okresie znakomitego, wspolredagowanego wowczas m.in. przez Juliana Przybosia i Zbigniewa Herberta.
Mistrz
W literackim i polonistycznym Wroclawiu zamiast: Tymoteusz Karpowicz, mowilo sie Mistrz. Byl niewatpliwie mistrzem poetyckiego fachu. Mlodzi poeci budowali swa tozsamosc poprzez okreslenie sie wobec poezji autora W imie znaczenia. Granice srodowiskowych podzialow zdawaly sie wtedy, w latach 60., byc ostre i wyraziste. "Ugrupowanie 66" glosno przyznawalo sie do poezji Karpowicza jako wzoru. Zalozona nieco wczesniej studencka Agora wobec modelu Karpowiczowskiego starala sie dystansowac. Czas, ktory wszystko wygladza, czyni to nie bez kropli wyrozumialej ironii. Dorobek poetycki autorow spod znaku Agory i z Ugrupowania 66 okazal sie zadziwiajaco podobny. Za Panem Tadeuszem chcialoby sie powtorzyc: "Takie byly zabawy, spory w one lata".
Tymoteusz Karpowicz rzeczywiscie spelnial obowiazki mistrza. Bodaj najlepiej znanym przykladem jego mistrzowskiej opieki jest debiut Rafala Wojaczka. Karpowicz wydobyl na swiatlo dzienne tego zagubionego chlopca i przygotowal mu spektakularne wejscie do polskiego zycia literackiego. Dokonalo sie to na lamach Poezji w 1965 roku. Wojaczek nie stal sie uczniem Karpowicza w waskim pojeciu warsztatowego terminatorstwa, szybko natomiast osiagnal profesjonalny poziom literackiej samowiedzy.
W Odrze, miesieczniku spoleczno-kulturalnym, pismie o wysokim poziomie i humanistycznym spojrzeniu, Tymoteusz Karpowicz kierowal dzialem poetyckim, ale jego rola nie ograniczala sie do zadan redakcyjnych. Ogolnopolski zasieg Odry i jej istotny udzial w intelektualnym zyciu Polski byl w duzej mierze zasluga poety, ktory wspoltworzyl literacka wspolczesnosc i jednoczesnie nie tracil z oczu pojedynczych czytelnikow. Co moge udowodnic na wlasnym przykladzie.
Mialem wowczas 16 lat i bylem uczniem liceum w Boleslawcu, niebrzydkim miasteczku na Dolnym Slasku. Zaczynalem pisac. Dwa pierwsze, niewatpliwie nieudolne opowiadania poslalem do redakcji Odry. List, ktory nadszedl po pewnym czasie, byl odrecznie napisana recenzja. Jego autor analizowal punkt po punkcie najwazniejsze bledy mego warsztatu, zwracajac uwage przede wszystkim na wtornosc stylu. Pod listem byl podpis: Tymoteusz Karpowicz.
To wlasnie charakteryzuje Mistrza. Nie zaluje on czasu ani trudu, by objasniac i pomagac nie wiedzac, czy jego wysilek nie pojdzie na marne. W moim przypadku chyba nie poszedl. Przestalem pisac opowiadania.
W roku 1958 Tymoteusz Karpowicz odszedl od pracy akademickiej, by w roku 1974 do niej powrocic. Zaczal wykladac na Uniwersytecie Stanowym Illinois w Chicago. Przez jakis czas byl potem w Europie, prowadzil zajecia na uniwersytetach w Ratyzbonie i Monachium. W 1978 roku otrzymal na University of Illinois stanowisko profesora i kierownictwo katedry literatury polskiej. W roku 1992 przeszedl na emeryture. Byl stypendysta kilku miedzynarodowych fundacji. Otrzymal Nagrode Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego i dwukrotnie nagrode The Illinois Art Council. Mieszka w Chicago. W roku 2000 poeta przyjechal do Polski, po raz pierwszy od dwudziestu szesciu lat. W roku 2001 byl ponownie.
Wroclaw nie rozpieszczal poety uznaniem: po nagrodzie literackiej miasta, ktora 37-letni Karpowicz otrzymal w 1958 roku, nastepne wyroznienie przyszlo dopiero w roku 2000. Byla nim nagroda miesiecznika Odra, przyznana za Sloje zadrzewne.
We wszechswiecie jezyka
W dalszej tworczosci poetyckiej, ktora przypadla na lata 60., Tymoteusz Karpowicz podjal probe wieloaspektowego scalenia zdekomponowanej rzeczywistosci jezykowej. Pierwszym przykladem jest wspomniany juz, nowatorski poemat Odwrocone swiatlo, ktorego pelny i wszechstronny opis interpretacyjny nie jest wlasciwie mozliwy. Krytyka zwykle nazywa Odwrocone swiatlo poematem, chocby dlatego, ze ten liczacy ponad 400 stron tom nie jest zbiorem wierszy, ale caloscia, kompozycja zamknieta i polaczona wewnatrz wielorakimi wiezami. Naleza do nich m.in. zastosowana z podziwu godna konsekwencja trojdzielna budowa pojedynczych wierszy i zamysl calej ksiazki, ulozonej analogicznie do Nowego Testamentu.
Lektura Odwroconego swiatla nie jest wiec latwa. Kazdy wiersz jest, ze wzgledu na wlasciwa Tymoteuszowi Karpowiczowi poetyke, utworem esencjonalnym, wymagajacym nie lektury, ale zadumy nad poszczegolnymi slowami, wymagajacym analizy slow i ich zwiazkow, zwrotow frazeologicznych, wersow, zdan. Po pokonaniu tego poziomu mozemy przejsc na pietro calego wiersza. Po rozszyfrowaniu pietra wiersza - zakladajac, ze dokonalismy tego rozszyfrowania, co nie jest ani proste, ani pewne - czeka nas nastepny poziom. To pietro najblizszych wariantow danego wiersza. Poeta nazywa te warianty kalkami logicznymi i kalkami artystycznymi. Jak ekwilibrysta stwarza przed oczami czytelnika kolejne byty poetyckie, ktore natychmiast wchodza w znaczeniowe i estetyczne zwiazki z poprzednimi. Kiedy pokonamy i ten poziom - wciaz jeszcze podstawowy - znajdziemy sie na poziomie rozdzialow tomu, tytulowanych wzietymi z Nowego Testamentu okresleniami kolejnych okresow zycia Chrystusa. Otwiera sie perspektywa ontologiczna, teologiczna i metafizyczna.
Odwrocone swiatlo jest wiec tylez poematem, co i traktatem, ktorego sensy rozrastaja sie w dwu co najmniej kierunkach. Jeden z nich to zespol znaczen literackich, nawiazan, aluzji, parafraz, jezykowych wynalazkow i walorow autotematycznych. Drugi to zespol sensow uniwersalnych, prowadzacy w przeciwna strone, w strone znaczen zyciowych, filozoficznych, religijnych. Oba te obszary znaczeniowe poetyckiego traktatu Tymoteusza Karpowicza nie maja zakreslonych przez autora granic. Kazdy czytelnik znajdzie w nich wiecej lub mniej, w zaleznosci od wlasnej erudycji, wiedzy, doswiadczenia, intuicji, sluchu jezykowego.
Opus magnum
W 17 lat po Odwroconym swietle Tymoteusz Karpowicz opublikowal Rozwiazywanie przestrzeni. Poemat polifoniczny (1989). Byla to kontynuacja metody, poetyki i swiatopogladowych ambicji poprzedniego traktatu. To samo mozna powiedziec o Slojach zadrzewnych. Jednakze nalezy cos jeszcze dodac. Ten najnowszy zbior, zarazem poemat i traktat, jest wynikiem nieustannej pracy poety nad dzielem, ktore byloby slownym odbiciem wszechswiata. Ludzkiego wszechswiata, bo innego nie znamy. "nie da sie wszechswiata otworzyc szerzej, niz ludzkich ramion" - czytamy w wierszu pt. otwieranie. Wszechswiata naszych marzen, radosci, bolow, wiedzy, przeczuc, lekow.
Tymoteusz Karpowicz nalezy do tej odmiany artystow, ktorzy swego dziela nie uznaja za doskonale. Wracaja don wielekroc, poprawiaja, uzupelniaja, zmieniaja, przekomponowuja. Sloje zadrzewne sa taka wlasnie poprawiona, przeksztalcona, dopowiadana - bo zapewne jeszcze, zdaniem autora, nie w pelni dopowiedziana - wersja zamierzonej, wyobrazonej calosci. Zostala ona zbudowana z elementow nowych i uprzednio juz gotowych. Wewnatrz tego tomu znajdziemy fragmenty wziete z Rozwiazywania przestrzeni, z Odwroconego swiatla, z Trudnego lasu, z W imie znaczenia. Polaczone z nowymi czesciami, umieszczone w nowym sasiedztwie, nabraly nowych, dodatkowych, innych znaczen. Sloje zadrzewne to Karpowiczowe opus magnum.
Poeta i teoretyk poezji, ktorego mysl przeobrazila polska poezje XX wieku, Tadeusz Peiper powiadal, ze projektuje "poezje dla dwunastu". Nie bylo moze przesadnej skromnosci w tym stwierdzeniu, ale byla pewnosc swoich racji. Peiper wiedzial, jakiego rodzaju gruntowna zmiana swiadomosci poetyckiej jest niezbedna, i zmiany tej dokonal. Tymoteusz Karpowicz jest jednym z najwierniejszych uczniow Peipera i zapewne najbardziej konsekwentnym. W epoce przyjemnej i zarazem przerazajacej globalizacji przyjal role pustelnika i alchemika, ktory w tajemnicy przed niepowolanymi oczyma pracuje nad receptura nowego jezyka. Ma to byc jezyk tak bogaty i tak zwiezly, by stal sie vehiculum pelni czlowieczenstwa. Nosnikiem calej samowiedzy i srodkiem dotarcia do obszarow, ktore do samowiedzy nalezy przylaczyc.
Tadeusz Peiper sie nie mylil. Wytyczyl droge nastepnym pokoleniom poetow. Poezja Tymoteusza Karpowicza z epoki W imie znaczenia zbudowala fundament dla generacji Stanislawa Baranczaka. Jaka bedzie rola Odwroconego swiatla i Slojow zadrzewnych? Nie znamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie.
Debniki, listopad 2001
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |