AGNIESZKA WRZESIEN
Elementarz dla starych koni
Centrum
Warszawy, luksusowy hotel Bristol, duze pieniadze i nieznosny
halas... Ale zaraz obok, tuz za murem - maly drewniany dom
(ma trzysta lat i cudem ocalal podczas wojny) z zielonymi
drzwiami i okiennicami, w ktorych wyciete sa serca. Cisza,
spokoj, ogrod jak na wsi. To tu mieszka ksiadz-poeta.
Narzekasz ze swiat surowy jak grzyb niejadalny
A w swiecie stale usmiech niewidzialny
- Otoz ja widze w swiecie wiecej dobra niz zla - mowi.
- Nie wszystko jest zle. Naprawde... Mysle, ze to straszne
zlo, ktore fascynuje, jednak przegrywa. Ono jest, ale ono
szybko sie meczy.
Ksiadz Twardowski przekonuje, ze naprawde w naszym swiecie
jest bardzo duzo dobra i piekna. To jest pocieszajace i
stanowi dla niego zrodlo nadziei. Wierzy, ze swiat jest
w dobrych, a nie w zlych rekach. Kiedy jednak patrzymy na
to, co dzieje sie w swiecie, jakos nie chce nam sie wierzyc,
ze dobra jest wiecej. Zadziwiajace, skad czerpie te wielka
nadzieje?
Obecnosc nadziei kazdego dnia sprawia, ze uchronimy sie
od rozpaczy, z przekonaniem, iz nie ma sytuacji przegranych,
uczuc niepotrzebnych.
- To, co dzieje sie z nami mozna nazwac taka choroba rozpaczy,
niepotrzebna zupelnie. Sa grzechy na swiecie, dlatego wlasnie
jest tez nadzieja. Jest rozpacz, dlatego obok niej jest
nadzieja - powtarza z przekonaniem. I nie mozna mu nie wierzyc.
No bo jak nie wierzyc komus, kto ma ponad osiemdziesiat
lat, poznal to, co najgorsze w czlowieku, a jednak wciaz
sie do niego usmiecha. Skad w nim tyle zyczliwosci?
- Wiara daje mi to pogodne spojrzenie. Bo wiara mowi, ze
wszystko dobrze sie skonczy, ze przyjdzie nowy, lepszy swiat.
Koniec swiata nie jest koncem w ogole, jest koncem swiata
zlego.
W jednym ze swoich wierszy napisal: "Wiara to nie nauka,
to doswiadczenie". Latwo dzisiaj byc wierzacym? Ksiadz Twardowski
uwaza, ze trudno i latwo jednoczesnie.
- Wiary nie mozna sobie wyrozumowac. Sa wydarzenia w zyciu,
ktorych nie da sie rozumowo wytlumaczyc. Tak jak nic nie
dzieje sie przypadkiem. Wielu to rozumie, przeczuwa, choc
nie umie nazwac. I to juz jest wiara... Bardzo duzo takich
ludzi spotykam, oni mowia: ktos jest, cos jest... Calkiem
niewierzacych nie spotkalem. Trudno jest zyc bez wiary.
Cieszenie sie w nieszczesciu takze jest aktem wiary - tlumaczy.
W zyciu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i zle.
Kiedy jest nam tylko dobrze - to niedobrze.
W cierpieniu czlowiek dojrzewa, a my sie tak go boimy.
Do czego potrzebne jest cierpienie?
- Wedlug wiary cierpienie nie jest nieszczesciem - tlumaczy
ksiadz Twardowski - ono jest doswiadczeniem. Czlowiek nieraz
sam widzi, ze to, co bardzo go boli, mija; buntuje sie,
narzeka, a potem widzi, ze niepotrzebnie. Czlowiek madrzeje
w cierpieniu. Uczy sie, poznaje siebie, innych, poznaje
Boga... Ktos mi kiedys powiedzial: "Niech ksiadz zyczy mi
radosci w cierpieniu". Bo czlowiek nawet w nieszczesciu
moze czuc sie szczesliwy.
...a przeciez nie tylko najlepsze pomaga. I to, co najgorsze,
nie jest najgorsze.
Ksiadz Twardowski mowi o sobie, ze jest szczesliwym czlowiekiem.
Wszystko mu sie tak jakos szczesliwie uklada. Bo zeby byc
szczesliwym, nie trzeba miec za duzo wymagan.
- Jak ciesza sie narzeczeni, matka z malych sukcesow swoich
dzieci... Cieszyc moze spowiedz, to, ze ktos zobaczyl troche
swiata na wycieczce, ze byl z przyjaciolmi na nartach...
Radosc sprawiac moze tysiac innych rzeczy... Poza tym na
swiecie jest bardzo duzo humoru! Nie wszystko jest smetne
i powazne. Zdarzaja sie sytuacje komiczne, wesole... Jak
na slubie: "Masz wolna wole?". "Nie mam wyjscia", odpowiedzial
pan mlody - ksiadz usmiecha sie serdecznie. Zreszta podczas
calego naszego spotkania pieknie sie usmiecha, nie smieje,
a usmiecha wlasnie.
Bo usmiech dla niego jest ratunkiem, pewna laska.
- Komik to najwiekszy dobroczynca ludzkosci. Ludzie go
potrzebuja. Ksiadz Twardowski ma Order Usmiechu... Chwalipieta
ze mnie, ale tym orderem pochwalic sie mozna - znow widze
usmiech ksiedza.
Ale my coraz rzadziej sie usmiechamy, coraz bardziej tesknimy.
Smutne, ze nie umiemy sie zachwycac naszym swiatem, ze ciagle
czegos oczekujemy, zadamy. Ciagle tylko myslimy o tym, jak
najwiecej zdobyc dla siebie. Moze wlasnie dlatego ksiadz
Twardowski pisze dla nas wiersze?
Wiersz czasem bardziej trafia do czlowieka niz homilia.
Nie lubi mowic o sobie "poeta", woli - "ksiadz, ktory pisze
wiersze".
- Jestem takim osiemnastoletnim, moze dwudziestoletnim
poeta. Najlepiej pisze mi sie podczas wakacji. Ale nie czuje
sie wprawnym pisarzem. Nawet nie wiem, czy ktos czyta te
moje wiersze... A jak mowi, ze czyta, to zawsze sie dziwie
- troche kokietuje.
Ksiadz Twardowski najbardziej lubi czytac stare ksiazki
dla mlodziezy. Filozofia, ksiazki bardzo madre dzis go juz
mecza, twierdzi, ze juz jest na nie za stary. Bardzo chetnie
czyta tez ksiazki o przyrodzie i zielniki. Sam tez ma swoj
zielnik. Doskonale zna sie na roslinach i gatunkach zwierzat.
Nauczyl go tego emerytowany przyrodnik.
Melisa - znal ja Hipokrates
Leczyl nerwy zolc uspokajal
Meliso najdrozsza kochana
Spi sie po tobie do rana
Na pytanie, co najbardziej go wzrusza, ksiadz Twardowski
bez wahania odpowiada: - Jednak milosc! Naprawde! Taka milosc
za Bog zaplac. Milosc jest matka dobrych rzeczy. Jak ktos
jest zakochany, to ladnie sie ubiera, lepiej zachowuje...
Ciekawe tez, ze jak ktos jest zly, a sie zakocha, to staje
sie lepszy, delikatniejszy... Milosci trzeba sie uczyc,
ona nie jest dana. To ciezka praca, ciagla walka z egoizmem.
Milosc prawdziwa, szczera, potrafi wzruszac...
Jest swiadkiem wielu szczesliwych milosci. - Nie jest tak
zle - przekonuje. - Chociaz niektorzy nie uczyli sie milosci,
czasem nie umieja jej po prostu rozpoznac i pielegnowac...
Mysle, ze wroca do tej nauki, bo widza, ze zycie bez milosci
nie ma sensu. Milosc to wielka tajemnica, ale tez wielka
potrzeba ludzka.
Milosne spojrzenie jest zawsze poczatkiem nowych cudow.
Trzeba sie zegnac, bo dzwonia na Aniol Panski. Razem z
ksiedzem Twardowskim wychodzimy z jego mieszkania, gdzie
mnostwo drewnianych ptaszkow (bo ksiadz je kolekcjonuje),
pamiatek po jego matce, i gdzie stoi kaflowy piec, na ktorym
podpisuja sie goscie, a ci, co nie umieja pisac (bo sa dziecmi)
- zawsze cos rysuja (chocby ksiedza jadacego na osiolku).
Ks. JAN TWARDOWSKI
Rachunek dla doroslego
Jak daleko odszedles
Od prostego kubka z jednym uchem
Od starego stolu ze zwykla cerata
Od wzruszenia nie na niby
Od sensu
Od podziwu nad swiatem
Od tego co nagie a nie rozebrane
Od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
Od tajemnicy nie wykladanej na talerz
Od matki ktora patrzyla w oczy zebys nie klamal
Od pacierza
Od Polski z rana
Ty stary koniu
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |