Antyk to tylko tlo
Z Jerzym Kawalerowiczem, rezyserem "Quo vadis", rozmawia Anna Bernat
Anna Bernat: - Nieoczekiwane i piekne jest zakonczenie Panskiego filmu. Swiety Piotr powraca do innego niz w powiesci Henryka Sienkiewicza Rzymu. Do miasta, do ktorego podazaja pielgrzymki, takze z Polski...
Jerzy Kawalerowicz: - Swiety Piotr wraca do wspolczesnego miasta. Dlugo zastanawialismy sie nad zakonczeniem filmu. Po pierwsze, nie bardzo widzialem mozliwosc, aby na ekranie pokazac moment objawienia sie Chrystusa apostolowi. W tak powaznej scenie filmowe efekty nie mogly wchodzic w gre. Po wtore, to przerzucenie pomostu ponad dwutysieczna historia swiadczy o uniwersalnym przeslaniu i powiesci, i - mam nadzieje - filmu.
- Zatem chodzilo Panu o to, aby swiat antyczny posluzyl do sformulowania wspolczesnego przeslania?
- Tak. O ponadczasowe, wieczne tematy. Antyczny kostium lekko tylko przeslania uniwersalne pytania: jacy jestesmy, dokad idziemy, dokad zmierza swiat.
- A wiec tak jak Pan zapowiadal na poczatku, nie chodzilo Panu o pytanie "Quo vadis, Domine?" lecz raczej o "Quo vadis, homo?".
- To pytanie: "Dokad idziesz, czlowieku?" jest wedle mnie teraz niezwykle wazne. Podobnie jak wowczas, w starozytnym Rzymie, tak i dzis scieraja sie cale systemy idei i wartosci. Dokonuje sie zasadniczy przelom.
- I taka interpretacja jest zgodna z duchem Sienkiewicza?
- Sienkiewiczowskie Quo vadis powstalo na przelomie XIX i XX wieku. Akcje powiesci pisarz umiescil rowniez na przelomie dwoch epok, tyle ze odleglych o dwa tysiace lat. Powrocil do czasow narodzin chrzescijanstwa, momentu zderzenia dwoch odmiennych systemow wartosci. Do swiata antycznego, ktory w imie cywilizowania "krajow barbarzynskich" podbijal cale obszary Azji i Europy i sam zaczal stawac sie barbarzynski. Chrzescijanstwo mialo ucywilizowac ten swiat.
Dzis tez zyjemy na przelomie tysiacleci. I tez jestesmy swiadkami barbarzynstwa. Cywilizowanego barbarzynstwa. Swiatu trzeba teraz przypomniec o wartosciach humanistycznych. A temu, mam nadzieje, moze sluzyc chocby nasz film.
- Trzy glowne tematy Pana filmu to milosc, wiara i polityka.
- Powiedzialbym: wielka milosc, wielka wiara, wielka polityka.
- Zarzucano Panu, ze watek melodramatyczny ograniczyl Pan na rzecz dwu pozostalych. Czy tak w istocie bylo?
- Tym, co porusza akcje do przodu, jest milosc Marka Winicjusza do Ligii; wiara jest wielkim tematem Sienkiewicza; sprawy wladzy, kwestia ludzkich charakterow, emocji i namietnosci zawsze mnie intrygowaly. Ale wydaje mi sie, ze zachowalem harmonie pomiedzy tymi trzema watkami.
- A jednak sam Pan twierdzil, ze akcent przesuwa na postacie Petroniusza, Nerona i Chilona Chilonidesa...
- Jest to zgodne z filozofia dziela Sienkiewicza - wedlug mnie najlepszego scenarzysty - ktore odczytuje jako dramat wladzy, wiary, milosci prowadzacy przez sytuacje ekstremalne do tragedii.
- Sienkiewicz od opisu postaci arbitra elegantiarum Petroniusza rozpoczyna powiesc. Wydaje sie, ze ta postac i Panu jest szczegolnie bliska.
- Petroniusz jest madry, szlachetny, ma wielkie poczucie smaku i humoru. Jest kochajacym zycie artysta. Bywa cynikiem, ale potrafi zachowac zdrowy osad ludzi i postaci. Popelniajac samobojstwo, upokarza i osmiesza cezara. Lubie te postac. A Linda zagral ja bardzo sugestywnie.
- Obsade filmu stworzyl Pan ze znanych aktorow, gwiazd, ale i amatorow. To w czasach dyktatu komercji smiale posuniecie.
- Okazalo sie, ze warto byc odwaznym. Powstaly bardzo dobre role, a i praca podczas krecenia filmu dawala mi wiele zadowolenia.
Moge tylko powiedziec, ze na poczatku, kiedy sprawa realizacji filmu dopiero sie zarysowywala, kiedy jeszcze nie myslalem o kompletowaniu obsady, jedno bylo pewne. W roli Chilona widzialem od razu Jerzego Trele i tylko jego.
- Ale czym sie Pan ostatecznie kierowal wybierajac aktorow?
- Przy Quo vadis bylo podobnie jak przy poprzednich moich filmach. O ostatecznym wyborze z tego kalejdoskopu twarzy i postaci decydowaly warunki psychofizyczne aktora. I moja intuicja, oczarowanie postacia.
- Chetnie stwarza Pan szanse mlodym aktorom. Dzieki temu w glownej roli w "Faraonie" mozna bylo zobaczyc Jerzego Zelnika. W "Quo vadis" jedna z najwazniejszych rol tez zagrala debiutantka.
- Zalezalo mi na tym, aby mlodzi bohaterowie z powiesci byli mlodzi tez w filmie. Ligia musi wygladac na lat 17, a Winicjusz na 24. Przeciez Neron ginie, majac zaledwie 31 lat. W amerykanskiej adaptacji Quo vadis z 1951 roku role Ligii i Winicjusza zagrali gwiazdorzy, ale wyraznie zbyt starzy do tych rol. Robert Taylor, ktory gral Winicjusza, mial wtedy 41 lat, a Deborah Kerr byla pod trzydziestke. Magda Mielecarz jest mlodziutka i odwazna. Wiele osob z ekipy filmowej nie wierzylo, ze sama zagra w scenie walki Ursusa z bykiem. Nie skorzystala z dublerki. Niemal naga, lezala na grzbiecie byka i godzila sie na powtarzanie tej sceny. Obylo sie bez trickow. Scena byla krecona kamera z reki.
- Jak sie czuje rezyser, ktorego aktorami sa tez dzikie zwierzeta?
- To pytanie trzeba by zadac producentowi. Niewielu producentow zgodziloby sie, aby w scenach z drapieznikami grali aktorzy. Dla mnie to byly bardzo wazne sekwencje. Kluczowe. Rafal Kubacki, ktory skreca bykowi kark na arenie, tak naprawde zaprzyjaznil sie z tym zwierzeciem i jeszcze czas pewien po zakonczeniu zdjec go karmil.
- Krecac "Faraona", przelamywal Pan bardzo mocna tradycje widowisk na temat starozytnosci, wloskich i amerykanskich, gdzie realia byly umowne, a wazniejsza byla dekoracyjnosc i przygodowo-romansowe perypetie. Czy z kolei "Quo vadis" jest pewna dyskusja z "Gladiatorem" Ridleya Scotta?
- Wowczas, przy Faraonie, mialem takie intencje. Teraz nie. Gladiatora po prostu nie widzialem.
- Czy pamietal Pan o mlodych widzach krecac "Quo vadis"?
- Jest to film inny, rozny od hollywoodzkich fajerwerkow, od kina akcji, z wszystkimi wybuchami samochodow, strzelanina, pogoniami. Mysle, ze film zapraszajacy do namyslu nad soba we wspolczesnym swiecie moze przyciagnac mlodych widzow do kina. To nieprawda, ze mlodziez nie mysli i jest nastawiona tylko na dyskotekowe rozrywki.
- W "Quo vadis" sa sceny tak mocne i brutalne, ze wspolczesne kino akcji wydaje sie przy nich dosc lagodne.
- To sprawa wiernosci owczesnym realiom. Zycie czlowieka nie stanowilo w swiecie antycznego Rzymu wielkiej wartosci. Czlowiek nie byl nienaruszalny. Scena, w ktorej Petroniusz zabija sztyletem pretorianina, nie przerywajac na dluzej rozmowy, jest szokujaca, ale i prawdziwa.
- "Matka Joanna od Aniolow", "Faraon", "Austeria" to filmy poruszajace sprawy wiary, ale nie religijne. A "Quo vadis"?
- Nie bylo moim zamiarem zrealizowanie filmu religijnego. Mam wielki szacunek dla spraw religii, ale powtarzam, mnie chodzilo o rzecz inna, o pokazanie, jak pewien system wartosci oddzialywal na inny, odmienny. Interesowalo mnie, jak chrzescijanstwo humanizowalo swiat barbarzynski.
- Czy podczas pracy nad filmem jakies niecodzienne odkrycie, zadziwienie swiatem antycznym stalo sie Pana udzialem?
- Przekonalem sie, ze tamtego swiata nie mozna zrekonstruowac, moze dac tylko pewna jego sugestie. Nie chodzilo mi zreszta o przykuwanie uwagi widza obrazem starozytnego Rzymu. Dla mnie istotne sa postaci i dramat miedzy nimi. Antyk to tylko tlo.
- Dwukrotnie zamierzal Pan ekranizowac "Quo vadis". Dopiero trzecia proba powiodla sie. Dlaczego?
- W 1970 roku nie udalo sie zrealizowac tego pomyslu przede wszystkim ze wzgledow finansowych, ale na drodze stanela tez cenzura. Dziesiec lat pozniej postanowilem sprobowac ponownie. MGM bylo zainteresowane nawet koprodukcja. Udalo mi sie wytlumaczyc Amerykanom, ze Quo vadis z amerykanskiej wersji zrealizowanej w 1951 roku to nie jest hollywoodzkie odkrycie, lecz powiesc napisana przez Polaka, ktory dostal za nia Nagrode Nobla. Byl juz wtedy takze gotowy scenariusz filmu w jezyku angielskim. Miala to byc produkcja miedzynarodowa. Wybuchl jednak stan wojenny i Amerykanie sie wycofali. Ale pomysl na sfilmowanie Quo vadis ciagle mi towarzyszyl. Teraz sie udalo.
- Swiatowa premiera filmu odbyla sie w Watykanie, pierwszym widzem byl Papiez.
- Bylo to jakies niezwykle nasycenie esencjami polskimi. Oto Papiez z Polski ogladal film polskiego rezysera, bedacy ekranizacja powiesci polskiego pisarza, laureata Nagrody Nobla. Jan Pawel II po obejrzeniu filmu podziekowal nam za to, ze zostal on zrealizowany z pietyzmem - nie tylko dla dziela Sienkiewicza, ale nade wszystko dla chrzescijanskiej tradycji, z jakiej ono wyrasta.
- Zbliza sie czas Oscarow...
- Ciesze sie, ze Quo vadis zgloszono w kategorii filmow nieanglojezycznych. I tyle.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |