[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (23 listopada 2001)


DIANA POSKUTA-WLODEK

100-lecie "Dziadow"
na polskich scenach

A.D. 1901

Kilka miesiecy po slynnej, otoczonej plotka i legenda prapremierze Wesela Stanislawa Wyspianskiego Teatr Miejski w Krakowie znow przezywal wielkie chwile - oto 31 pazdziernika 1901 roku na afiszu pojawily sie Dziady Adama Mickiewicza.

Powodow do sensacji bylo co najmniej kilka. Po pierwsze: nigdy wczesniej to wielkie dzielo polskiego romantyzmu nie zostalo przedstawione w calosci - przy roznych okazjach siegano zaledwie po fragmenty. Po drugie: opracowanie sceniczne powierzono najwybitniejszemu polskiemu artyscie tamtych czasow - Stanislawowi Wyspianskiemu. Po trzecie: Wyspianski potraktowal tekst Dziadow w sposob daleki od niewolniczej wiernosci, a jego nowatorska inscenizacja na stale weszla do polskiej tradycji teatralnej.

Dzialo sie to wszystko w miescie, ktore na przelomie stuleci bylo niekwestionowana stolica kulturalna podzielonej miedzy zaborcow Polski. Krakow - z jego zabytkami, Uniwersytetem Jagiellonskim i wielowiekowa historia - byl dla cierpiacych niewole Polakow ostoja narodowej tozsamosci. O randze podwawelskiego grodu decydowal w duzym stopniu takze Teatr Miejski, mieszczacy sie w pieknym, zbudowanym w roku 1893 gmachu i dysponujacy najlepszym na ziemiach polskich zespolem artystycznym.

Od roku 1899 przez szesc lat kierowal nim doswiadczony aktor i rezyser Jozef Kotarbinski. Podczas jego rzadow scena przy placu Swietego Ducha stala sie jednym z najwiekszych fenomenow Krakowa. Ferment artystyczny i intelektualny Mlodej Polski sprawil, ze sztuka, we wszystkich jej przejawach, zaczela odgrywac w swiadomosci spoleczenstwa wyjatkowa role - szczegolnie gdy podejmowala tworczy dialog z romantyzmem. Teatr stal sie waznym forum narodowej dyskusji, a Kotarbinski wszedl do historii jako ten, ktory - jak nikt przed nim - systematycznie wprowadzal na scene wielkie dziela polskiego romantyzmu. Zaczal od prapremiery Kordiana Juliusza Slowackiego w 1899 roku.

Dwa lata pozniej wpadl na pomysl przedstawienia Dziadow. Nie byl jednak w stanie sam sprostac karkolomnemu zadaniu. Najwiekszym problemem byla koniecznosc dokonania skrotow w otoczonym kultem utworze, ktory budzil zywe patriotyczne uczucia i ktory kazdy wyksztalcony Polak znal - chocby we fragmentach - na pamiec. Ingerencja w tekst Mickiewicza mogla byc poczytana za kalanie swietosci. Kotarbinski doskonale zdawal sobie sprawe z tego niebezpieczenstwa. Jego zona Lucyna wspominala: "Naglowil sie tez, naglowil biedny moj maz, kiedy ustalilo sie w nim postanowienie wprowadzenia Dziadow na scene. Ilez nocy spedzil przestawiajac cale okresy, kreslac, wiazac sceny! Widzac, ze meczy sie czlowiek, bo jednego nie chce, drugiego nie smie, trzeciego zaluje wykreslic, radze mu: - Wiesz, Jozieczku, przychodzi mi mysl taka: pros Wyspianskiego o skroty, on wtedy dostanie lanie, a przy tobie zostanie chwala, zes Dziady wprowadzil".

Trzeba wiedziec, ze Kotarbinski zawsze sluchal zony - zwykle z pozytkiem dla teatru. Powierzyl zatem prace Wyspianskiemu, ktory juz po kilku tygodniach mial gotowa koncepcje inscenizacji. Co wiecej - zazadal pelnej samodzielnosci artystycznej. Napisal do Kotarbinskiego: "Szanowny Panie Dyrektorze! Tekst juz ustalilem byl dawno. Pragne jednak, azeby rzecz byla wylacznie mnie pozostawiona. Nie mam i nie bede mial dla Szanownej Dyrekcji zadnych tajemnic odnosnie do zamierzonego wystawienia Dziadow, pragne jednak i prosze, abym w tym bardzo trudnym studium dramatycznym mial wolna reke, swobode dzialania zupelna i niezaleznosc tak odnosnie do tekstu poematu, jak interpretacji rol, jak wreszcie kostiumow i inscenizacji". W czasach, gdy dyrektor w teatrze byl wladca absolutnym, podobne zadanie graniczylo z bezczelnoscia. Mogl sobie na nie pozwolic tylko ktos taki, jak Wyspianski - pol roku po sukcesie Wesela. Kotarbinskiemu nie pozostalo nic innego, jak zgodzic sie na wiekszosc warunkow stawianych przez artyste. Ten - wedle slow Kotarbinskiej - "z pasja dorwal sie do sceny".

Wyspianski doskonale pamietal swa wspolprace z Teatrem Miejskim przy Epilogu Lucjana Rydla, wystawionym trzy lata wczesniej z okazji odsloniecia pomnika Mickiewicza. Wowczas uroczyste przedstawienie poprzedzilo odegranie fragmentow Dziadow z Andrzejem Mielewskim w roli Sobolewskiego, Jozefem Sliwickim - Konradem, Gabriela Zapolska - Rollisonowa i najbardziej chwalonym przez krytyke - Kotarbinskim w roli Senatora. Wyspianski przygotowywal dekoracje do Epilogu - stylizowane, secesyjne lilie, irysy, blawatki pomieszane z klosami zboz okalaly zlota lire. Byly to na razie drobne wprawki; nikt wowczas nie przypuszczal, ze wspolpraca z nerwowym i niepozornym mlodziencem juz wkrotce przyniesie teatrowi krakowskiemu slawe.

W roku 1901 zadanie bylo nieporownanie trudniejsze. Wyspianski podjal sie go z calym poczuciem misji, ale i z mocnym zamiarem zrealizowania wlasnej wizji artystycznej. Przede wszystkim odwaznie usunal niemal polowe tekstu. Chodzilo o cos wiecej niz techniczny zabieg, ograniczajacy czas trwania przedstawienia do czterech godzin: "Jestem zdania - powiedzial poeta w wywiadzie udzielonym na krotko przed premiera Wilhelmowi Feldmanowi - ze Dziady dla perspektywy scenicznej koniecznie wymagaja pewnych skrocen, a po ich poczynieniu sa wielkim, poteznym dramatem". Wyspianski udramatyzowal tekst, zrezygnowal z nienadajacych sie do pokazania na scenie fragmentow narracyjnych, ograniczyl monologi. Jak dopiero niedawno udowodnila Maria Prussak, znakomita badaczka tworczosci teatralnej Wyspianskiego, chodzilo tez o zabieg interpretacyjny polegajacy na ograniczeniu watkow mesjanistycznych: "W dokonanej przez [Wyspianskiego] adaptacji dramatu wiara w porzadek moralny dotyczy losow jednostki i nie wynika z niej przekonanie, ze poddaja mu sie rowniez prawa historii".

Chociaz rezyserem przedstawienia byl Adolf Walewski, o ksztalcie artystycznym calosci decydowal wylacznie Wyspianski. Spektakl porazal sila wyrazu, konsekwencja estetyczna, urzekal plastycznym pieknem. Zaczynal sie rozgrywajaca sie w polmroku scena na litewskim cmentarzu wiejskim - w tajemniczej i mrocznej przestrzeni. Widac bylo omszale kamienne groby, pochylone, poczerniale ze starosci drewniane krzyze, fragment ogrodzenia. W tej scenerii pojawial sie Starzec z Pacholeciem, Guslarz z Chorem wiesniakow spieszacych na obrzed, wreszcie Maryla grana przez znakomita tragiczke Stanislawe Wysocka i Gustaw: w tej roli wystapil Andrzej Mielewski. Jak pisal jeden z krytykow "...w glosie Maryli bylo cos bliskiego rozpaczy, ton, ktory harmonizowal z krzyzami i mogilami". Dekoracje zmieniano kilka razy. Czesc II Dziadow rozgrywala sie w kaplicy cmentarnej, ktora nie byla - jak u Mickiewicza - cerkiewka, lecz kosciolem gotyckim, na plebanii - gdzie odbywa sie IV czesc Dziadow, w celi wieziennej - gdzie odegrano Wielka Improwizacje i widzenie Ksiedza Piotra, w sypialni Senatora, w salonie warszawskim. Przedstawienie konczylo sie, jak rama, poetycka scena cmentarna.

Gre aktorow oceniano bardzo wysoko. O Mielewskim krytycy pisali, ze jego Gustaw-Konrad zachwycal piekna deklamacja, dyrektor Kotarbinski jako Senator zebral pochwaly za ekspresyjna scene snu i za to, ze jako Dziedzic-upior budzil przerazenie i groze. W ocenie wspolczesnych na wyzyny sztuki aktorskiej wzniosl sie Jozef Sosnowski, ktory w roli Ksiedza Piotra "...uzywal srodkow scenicznych jak najprostszych: unikal wszelkiego zwracania uwagi na swa gre, ruchy mial nader ograniczone i glos przytlumiony; dopiero w kulminacyjnym momencie jasnowidzenia podniosl glos".

Inscenizacja zaskakiwala konsekwentnym realizmem. Wyspianski, wykorzystujac owczesna technike teatralna, zrezygnowal z iluzji na rzecz zderzenia "prawdy scenicznej" z umowna teatralnoscia - co budzilo niemale kontrowersje. Zachwycano sie nastrojowa sceneria pierwszej i ostatniej odslony, para aniolkow-dzieci z glowkami w aureolach rozswietlonych zaroweczkami, jasnozlota postacia archaniola o teczowych skrzydlach, Zlym Duchem w rycerskiej zbroi i skrzydlami opuszczonymi ku ziemi, pantomima i efektami kolorystycznymi w scenie snu Senatora - kiedy to "twarz jego promienieje w blasku nadzwyczajnym, kapie sie w falach bladych, ciemnych, sinych...". Scene te znakomicie opisal Feliks Koneczny: "Senator, jakby lunatyk, wstaje z lozka, odsuwa sie kotara w glebi sceny, ukazuje sie to wszystko, co mu sie sni, on wchodzi pomiedzy swietne zebranie w balowych strojach, kazdy sie klania, wchodzi cesarz, spojrzal ukosem, obraca sie, inni sie odwracaja, Senator przygnebiony i zgniewany wraca na przod sceny i pada przed lozem". Z drugiej strony - zarzucano Wyspianskiemu, ze jego zjawy sa bardziej "z tego" niz "z tamtego" swiata. Ze w scenie z Zosia zabraklo tajemniczosci - zawieszona zbyt nisko "zjawe" mlodziency bez trudu mogliby "pochwycic za rece". Najwiecej pretensji wygloszono z powodu znacznego skrocenia Wielkiej Improwizacji - nie bylo fragmentu o "szklanych harmoniki kregach", o "tworzeniu niesmiertelnosci", pominieta zostala "chwila Samsona". Jednak, jak zanotowala po premierze Lucyna Kotarbinska, mimo slow krytyki "Wyspianski nic nie zmalal, a Jozef [Kotarbinski] nie byl struty".

Dziady po Wyspianskim

Znaczenia premiery Dziadow sprzed stu lat nie sposob przecenic. Wyspianski pokazal, ze poemat Mickiewicza jest dzielem przeznaczonym dla teatru - a nie wylacznie do czytania, jak sadzono. Przyczynil sie tym samym do przelamania powszechnie obowiazujacego stereotypu o niescenicznosci wielkich utworow romantycznych (dyskusja na ten temat nasilila sie rok pozniej, gdy teatr krakowski wystawil Nie-Boska komedie Zygmunta Krasinskiego). Nade wszystko jednak Wyspianski dal jeden z pierwszych na ziemiach polskich przykladow nowoczesnej inscenizacji, w ktorej artysta teatru osiaga estetyczna, podporzadkowana wspolnej idei harmonie wszystkich elementow przedstawienia - poetyckiego tekstu, scenografii, gry aktorskiej, muzyki, swiatla. Wreszcie - udowodnil, ze wczesniejsze inscenizacje jego dziel - Warszawianki i Wesela - nie byly przypadkiem, lecz realizacja wielkiego programu, ktory zakladal w sensie artystycznym wykreowanie teatru opartego na syntezie sztuk, a w sensie ideowym - stworzenie polskiego teatru narodowego.

Nic dziwnego, ze przez trzydziesci lat na wielu polskich scenach powtarzano i wznawiano inscenizacje w ukladzie ustalonym przez Wyspianskiego. Dopiero na poczatku lat trzydziestych odwazono sie na nowo odczytac dzielo Mickiewicza. Wybitnych inscenizacji bylo w ciagu minionego stulecia wiele. Ich autorami byli m.in.: przed wojna - Teofil Trzcinski, po wojnie - Bohdan Korzeniewski, Kazimierz Dejmek, Jerzy Grotowski, Maciej Prus, Jerzy Grzegorzewski. Tylko o dwoch inscenizacjach mozna rzec, ze dorownaly sile wizji Wyspianskiego, ze byly wrecz genialne: Leona Schillera (Lwow 1932, Wilno 1933, Warszawa 1934) ze slynnymi dekoracjami Andrzeja Pronaszki - z podestami, wielka otwarta przestrzenia i trzema krzyzami przywodzacymi na mysl wilenskie wzgorze, oraz inscenizacja Konrada Swinarskiego w krakowskim Starym Teatrze w roku 1973.

Schiller rozegral swoj spektakl u stop Golgoty - obrzed dziadow, bunt Konrada (we Lwowie gral go Janusz Strachocki, w Warszawie Jozef Wegrzyn) i mesjanistyczna wizja Ksiedza Piotra (Edmund Wiercinski) dzialy sie zatem w milczacej obecnosci Ukrzyzowanego. Swinarski ukazal cierpienie obrzednikow i zjaw na jednej plaszczyznie ludzkiego losu, samotnosc i bunt rozgoraczkowanego Konrada, granego bardzo emocjonalnie przez Jerzego Trele, zderzyl z farsa codziennosci i okrucienstwem konwencji - kulturowych, politycznych, religijnych, obyczajowych. Polifoniczny spektakl rozgrywajacy sie w calym teatrze osaczal widzow, wciagal ich w akcje, wkraczal w sfere najsilniejszych uczuc i intelektualna gre. To fenomen: Dziady Wyspianskiego, Schillera, Swinarskiego wciaz sa zywe w polskiej tradycji teatralnej.

Krakowski jubileusz

W dniach 29-31 pazdziernika br., w stulecie premiery Dziadow Mickiewicza w inscenizacji Wyspianskiego, na scenie dawnego Teatru Miejskiego - dzis noszacego imie Juliusza Slowackiego - odbyly sie uroczystosci przywolujace atmosfere tamtego wielkiego wydarzenia. Na prosbe dyrektora Teatru Krzysztofa Orzechowskiego patronat honorowy nad trzydniowymi obchodami objeli: premier RP, minister kultury, metropolita krakowski, marszalek wojewodztwa malopolskiego i prezydent Krakowa. Obchody zaczely sie od konkursu interpretacji wiersza, wspolorganizowanego wspolnie z krakowska Panstwowa Wyzsza Szkola Teatralna, w ktorym wzieli udzial studenci szkol teatralnych z calej Polski. Deklamowano oczywiscie fragmenty Dziadow. Pierwsza nagrode zdobyl Kamil Mackowiak, student III roku Panstwowej Wyzszej Szkoly Teatralnej, Telewizyjnej i Filmowej w Lodzi, zwanej popularnie "Filmowka". Na malej scenie MINIATURA mozna bylo obejrzec pokazy telewizyjnych przedstawien Dziadow Jana Englerta z 1997 roku i zrealizowana przez Laco Adamika rejestracje inscenizacji Swinarskiego. Odbyla sie tez promocja najnowszej ksiazki Diany Poskuty-Wlodek Trzy dekady z dziejow sceny, poswieconej dziejom Teatru im. Juliusza Slowackiego w latach 1914-1945.

Punktem kulminacyjnym byla uroczysta Wieczornica jubileuszowa. Odegrano ja w przeddzien Swieta Zmarlych, 31 pazdziernika - dokladnie w stulecie premiery Wyspianskiego. Pierwsza czesc przedstawienia (Gusla - Obrzed) wyrezyserowal Maciej Sobocinski, mlody tworca glosnej ostatnio kaliskiej inscenizacji Dziadow. Wystapili artysci Teatru im. Slowackiego, m.in. Feliks Szajnert (Guslarz), Marian Cebulski (Starzec), Marian Dziedziel (Zly Pan). Czesc druga - Wielka Improwizacje - zrealizowano wedlug pomyslu Jana Englerta. Scenografie calego przedstawienia opracowala Elzbieta Gularowska, autorem muzyki byl Boleslaw Rawski.

W najbardziej przejmujacej czesci wieczoru tekst Wielkiej Improwizacji wyglosili, niejako "przekazujac" sobie kolejno tekst, najwybitniejsi aktorzy polskich scen: Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz, Jan Englert, Jerzy Trela i Michal Zebrowski. Wsrod Konradow znalazl sie wkraczajacy dopiero w aktorskie zycie student krakowskiej PWST Michal Czernecki. Na koniec wiersz Do przyjaciol Moskali wyglosil przybyly z Paryza Andrzej Seweryn.

Na wyciemnionej, niemal pustej scenie posypanej prawdziwa ziemia punktem centralnym byl kamienny grobowiec - pelniacy funkcje stolu ofiarnego, na ktorym spoczywal na wpol omdlaly najmlodszy z Konradow. Z ciemnosci wylaniali sie: tragiczny poeta swiadom swej minionej potegi (Holoubek), Konrad-intelektualista (Zapasiewicz), ekstatyczny romantyk (Englert), Konrad skupiony na wewnetrznym cierpieniu (Trela), bezsilny wobec Boskiej mocy (Zebrowski). Niemal wszyscy przywolywali przeszlosc - Holoubek byl przeciez Konradem w pamietnym przedstawieniu Dejmka (tym samym, od ktorego zaczal sie Marzec 1968), gral tez w opartym na Dziadach filmie Lawa Tadeusza Konwickiego; Trela wciaz podaje tekst tak, jak nauczyl go przed laty Swinarski. Zebrowski byl Konradem w telewizyjnym spektaklu Englerta...

Dla widzow odpornych na podobne misteria jubileuszowy spektakl byl swoistym scenicznym pojedynkiem gigantow. Bardziej sentymentalni - a tych na widowni bylo niemalo - odnalezli tego wieczoru zywy dowod na ciaglosc tradycji teatru polskiego.

------------------

Przypisy

Cytaty wedlug: L. Kotarbinska, Wokol teatru, Warszawa 1930;
M. Prussak, Po ogniu szum wiatru cichego..., Warszawa 1993;
"Dziady" od Wyspianskiego do Grzegorzewskiego
, pod redakcja T. Kornasia i G. Niziolka, Krakow 1999.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail