PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (23 listopada 2001)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)

Osobliwym zrzadzeniem losu teraz dopiero przybyla do Nowego Jorku zorganizowana przed dwoma laty objazdowa wystawa poswiecona tworczosci jednego z najbardziej znanych artystow amerykanskich, Normana Rockwella. Ekspozycja prezentowana obecnie w Muzeum Guggenheima pojawila sie w miescie akurat po terrorystycznym zamachu, jakby "ku pokrzepieniu serc". Rockwell, najslynniejszy z amerykanskich ilustratorow, przedstawial wyidealizowana Ameryke pelna dobra, ciepla, a zarazem patriotycznej dumy, Ameryke mocna potega prostych, zwyczajnych ludzi kochajacych swoj kraj, wykonujacych porzadnie swe obowiazki, pragnacych po prostu normalnie zyc i pracowac. I na tym polega ich sila - nie sa fanatycznymi zwolennikami jakichkolwiek ideologii, nie snuja fantazji o podboju i dominacji. Ich ideologia, rzec mozna, jest pragnienie normalnego, zwyczajnego uczciwego zycia.

Na slynnym Rosie the Riveter z 1943 r. (a ktoraz z ilustracji Rockwella nie byla slynna?) mamy prosta mloda robotnice siedzaca na tle amerykanskiej flagi i jedzaca drugie sniadanie. Na kolanach trzyma nitownice (bez watpienia przyrzad symboliczny, jak i cala postac) niczym orez w prowadzonej wojnie, a przy tym spokojnie zajada kanapke, stope zas trzyma na nieco zszarganym egzemplarzu Mein Kampf Hitlera. Prostota i sila wyrazu tego propagandowego plakatu przemawiala do wyobrazni i uczuc zwyczajnych ludzi. Tym silniej, ze Rockwell - jesli uciekal od sentymentalizmu, ktorym czesto sie poslugiwal - z reguly przesycal swe ilustracje pewna doza humoru. Widok mlodej Rosie, ktora spokojnie, z pewna obojetnoscia przeciwstawia sie potedze III Rzeszy, tworzy pewien komiczny efekt, a zarazem budzi przekonanie o absolutnej przewadze nad faszystowskim panstwem tej mlodej kobiety z mocnymi ramionami, ktora pracuje, skoro mezczyzni poszli na front.

Na innym propagandowym obrazie z serii Cztery wolnosci, zatytulowanym Wolnosc od niedostatku, mamy po prostu liczna rodzine przy swiatecznym, rumianym indyku. Olejny obraz tej ilustracji wykonanej w 1943 r. dla pisma, dla ktorego Rockwell pracowal przez dziesieciolecia - The Saturday Evening Post - w triumfalnym objezdzie po Ameryce ulatwil sprzedaz obligacji wojennych na sume 133 milionow dolarow. Kopiami tego obrazu oblepiano wystawy sklepowe, szyby w zakladach pracy, samochody i slupy w calej Ameryce.

Dzis, kiedy wzmogly sie uczucia patriotyczne przecietnych Amerykanow, zwracamy szczegolna uwage wlasnie na propagandowe prace Rockwella, odnajdujac w nich uniwersalny charakter, tresci i sposoby jej przekazania. Artysta byl jednak przede wszystkim apologeta prowincjonalnej Ameryki, zycia prostego, uczciwego i spokojnego; apologeta zwyczajnych ludzi, nieco nawet smiesznych, nie pieknych, ale dobrych i przyzwoitych, pogodnych i szczerych; apologeta sielskiego zycia dzieci i mlodziezy; kreatorem Ameryki, jaka wlasciwie nigdy nie istniala, obrazowym tworca swoistej "Nibylandii" - kraju, ktory chcielibysmy widziec i w ktorym chcielibysmy mieszkac, swiata wyidealizowanych wspomnien z dziecinstwa i marzen na starosc.

Rockwell nie byl zasadniczo malarzem, ale ilustratorem, co znaczy, ze skonczonym, ostatecznym dzielem byl dopiero plakat, okladka do The Saturday Evening Post, a nawet reklamowy obrazek (w Guggenheim Musuem mozemy na przyklad obejrzec jego reklame rodzynek), nie zas olejna praca na plotnie. Czesto zreszta zleceniodawca wyrzucal dzielo pedzla Rockwella po wykorzystaniu go do ilustracyjnych celow. W zawodzie tym Rockwell osiagnal perfekcyjna doskonalosc. Jego niemal fotograficzny rysunek (prosze porownac obraz z 1969 r. przedstawiajacy amerykanskich astronautow na Ksiezycu ze znana fotografia) trafial do przekonania milionow odbiorcow. Tworca umiejetnie operowal metaforycznym skrotem, humorem, ciepla ironia, laczyl humor i sentymentalizm z precyzyjnie pomyslanym komunikatem, z jakim chcial dotrzec do ludzi. Byl mistrzem komunikowania sie z odbiorcami, moze niespecjalnie wyrafinowanymi, ale tez i jego sztuka nie byla dla koneserow malarstwa nowoczesnego. Miala przekazywac wprost i bezposrednio zwykle proste i zwyczajne tresci pelne ladunku emocjonalnego.

Jest wiec tez i swoista ironia, ze ow artysta trzymajacy sie jak najdalej od nowinek w sztuce, pogardzany przez znawcow wszelkich "izmow", ostatecznie trafil ze swa sztuka do Muzeum Guggenheima - placowki poswieconej nowoczesnej sztuce. No coz, dzis Rockwell jest szacownym klasykiem, cenionym i powazanym artysta, jednym ze wspoltworcow wspolczesnego malarstwa amerykanskiego.

*

Brooklyn Museum (latwy dojazd linia metra 2 lub 3), placowka o najbogatszych zbiorach egipskich zabytkow w USA, wystapila z nowa interesujaca wystawa - sztuki (zasadniczo pelniacej funkcje religijne) staroegipskiej - od czasow najdawniejszych po okres rzymski. Eksponaty (ponad 140) sprowadzono z British Museum, wiele z nich po raz pierwszy pokazano poza Anglia.

Kazdy znajdzie na niej cos dla siebie: laicy majestat i potege monumentalnych rzezb imponujacych rozmachem, np. wielka glowa faraona Amenhotepa III wykonana z czerwonego kwarcu; specjalisci i milosnicy dokonan dawno minionej cywilizacji - rzadkie przyklady dokonan dawnych Egipcjan, gdzie o innowacji i wielkiej smialosci artystycznej swiadczy lekki skret ciala drewnianej figurki meskiej w charakterystycznym wykroku (sprzed ponad 3500 lat), zachowanej w znakomitym stanie, albo odejscie od hieratycznej postawy rodziny monarszej i przedstawienie zony faraona obejmujacej swego sztywno siedzacego meza.

Wystawa nie jest duza, wiec nie meczy. Jako zwykli bywalcy muzeow i galerii mozemy traktowac zgromadzone eksponaty jako dziela sztuki i podziwiac absolutne mistrzostwo wykonania rzezb. Postaci sa wprawdzie wyidealizowane, ale zroznicowane. Wzrok przyciagaja jasne, spokojne twarze dawno zmarlych dygnitarzy, zwykle o szlachetnych rysach, z mocno zaznaczonymi wysokimi koscmi policzkowymi, o wydatnych ustach i pieknie wykrojonych duzych oczach. Niekiedy nieoczekiwanie wsrod tych figur bogow w ludzkich postaciach (za takich przeciez miano owczesnych wladcow krolestwa) natrafimy nieoczekiwanie na wykonana z ciemnego kamienia ponura twarz i grozna sylwetke faraona Sesostrisa III albo postaci mniejszych dygnitarzy w pozycji siedzacej z kolanami pod broda, o rysach twarzy bardziej zroznicowanych, mogacych nosic slady starosci, znieksztalcenia, slowem: zindywidualizowanych. W tym wysoce sformalizowanym sposobie przedstawiania w zaleznosci od urodzenia i pozycji spolecznej, poszczegolnym stanom czy klasom przyslugiwaly rozmaite stopnie swobody ulozenia ciala, jak i ekspresji twarzy - od pustych praktycznie, niezmaconych zadna emocja oblicz faraonskich po pelne wyrazu fizjonomie ludzi nizszej kondycji spolecznej (np. znakomita, bardzo nowoczesna figura w czarnym kamieniu przedstawiajaca stojacego czlowieka owinietego oponcza).

Wystawe czynna do konca lutego przyszlego roku oglada sie doskonale: bawi i uczy, zachwyca i zdumiewa, przede wszystkim budzi niezglebiony podziw dla kunsztu bezimiennych artystow, ktorych dziela przetrwaly tysiace lat.

Amatorow sztuki nowoczesnej moze zainteresuje bardzo awangardowa (choc... mocno tracaca myszka) wystawa "Into the Light: The Projected Image in American Art, 1964-77" w Whitney Museum (Madison Ave./75 St.). Przedstawiono na niej praktycznie w ogole nieznane (nawet specjalistom) najwczesniejsze z zachowanych prob eksperymentow z kamera filmowa w stworzeniu calkiem unikatowego dziela sztuki. Dzis juz wiemy, ze starania te nie powiodly sie, choc stanowily prekursorskie przedsiewziecia w stosunku do bujnie rozwijajacej sie dzis i majacej znakomite osiagniecia sztuki wideo-art.

Kamera filmowa okazala sie niewygodnym narzedziem. Jednak artysci tamtych lat penetrowali ten nietkniety teren, glownie eksperymentujac z ruchem kamery, poszerzajacym nasze wyobrazenia o mozliwosciach ksztaltowania obrazu, badz kombinowaniem obrazu i dzwieku. Echo Denisa Oppenheima z 1973 r., przedstawiajace na czterech scianach sali wielka dlon uderzajaca z halasem o ich powierzchnie, najblizej jest dzisiejszej wideosztuki, laczacej czasowo zamkniety, skondensowany ruchomy wizerunek ze skondensowana, monotematyczna anegdota. Podobnie mozna powiedziec o Helix/Spiral Dana Grahama (1973 r.), przedstawiajacym dwoch kamerzystow wzajemnie sie fotografujacych.

W sumie mozemy obejrzec okolo 20 prob o duzej historycznej wartosci, ale trzeba powiedziec, ze artystycznie sa to osiagniecia watpliwe.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail