GRAZYNA DRABIK
W tancu
Woda, ziemia, powietrze
Jest taki wspanialy moment pod koniec pierwszej czesci przedstawienia Piny Bausch Masurca Fogo, kiedy na scenie wydaje sie panowac czysta, radosna anarchia. Dwoch mezczyzn wlasnie skonczylo ustawiac ogrodowy basen; unosza do gory konce wielkiej plachty przezroczystej folii. Inni, przekomarzajac i zasmiewajac sie, wypelniaja basen woda. Dwie dziewczyny sciagaja kwieciste suknie. W kolorowych kostiumach kapielowych, w plywackich okularkach, z przesadnym rozmachem wskakuja do basenu. Sa niebotycznie szczesliwe. Rozpryskuja wode na wszystkie strony, smiejac sie i gadajac bez ustanku. I wszyscy wokol smieja sie razem z nimi, rownie szczesliwi jak one, taplajace sie z rozkosza w wodzie. Czuje sie powiew beztroski. Cudowny rytm energii bycia razem i udanej wspolnej zabawy. Dla takich momentow warto zyc.
Scena sie nieco komplikuje, kiedy zza kulis wtacza sie na pierwszy plan staroswiecka wanna na zakrzywionych nozkach. Pietrza sie nad wanna mydlane banieczki. Wsrod bialej pianki siedzi piekna panna. Mydli powoli ramiona. Kokietuje polusmiechem, nagim ramieniem wynurzajacym sie z mydlanej chmuro-gory, naga noga oparta o brzeg wanny. Pewnie cala jest naga, podsuwa ochoczo wyobraznia. Za chwile obrazek staje sie jeszcze bardziej surrealistyczny, bowiem na scene wsuwa sie wielki mors. Porusza ociezale, niezgrabne ciemne cielsko. Pochrzakuje chrapliwie.
Dziewczyny pluskaja sie niewinnie w basenie. Piekna pani kapie sie nie tak niewinnie w wannie. Mors sapie, podskakuje ciezko, przesuwa sie z uporem. Teraz scena jest juz calkiem skomplikowana, ale zachowuje pogodny nastroj, podszyty szczypta absurdu i szczypta szczescia.
W pelni beztroski moment jest rzadki - w prawdziwym zyciu jak i w sztuce niemieckiej tancerki-choreografa, ktora zdobyla uznanie prowokacyjnymi spektaklami obnazajacymi ciemne strony zycia spolecznego, a szczegolnie pelne konfliktu zderzenia miedzy mezczyzna i kobieta. I tutaj, w Ognistym mazurku jest wiele o stereotypach zachowan mesko-damskich. Przewija sie, jak we wczesniejszych spektaklach Bausch, watek o podgladackich ciagotkach wspolczesnej kultury zachodniej, ktora woli pozadliwie patrzec i patrzec cierpiac z niespelnienia, niz cieszyc sie spelnieniem. Ale calosci patronuje cudowny duch zabawy. Ostrze satyry lagodzi nuta zrozumienia.
Od kilku lat Pina Bausch korzysta z przywilejow slawy. Otrzymuje atrakcyjne zaproszenia, ktore pozwalaja jej pracowac z rozmachem. Przyjela zamowienia od kilku miast, tworzac dla Palermo, Hongkongu i Los Angeles specjalne spektakle. Masurca Fogo powstal na zaproszenie Lizbony, z okazji World Expo '98. Lizbona jest miastem portowym, schodzi szerokimi schodami do samego skraju oceanu. Na filmach wideo wyswietlanych w tle widac uklon w strone miasta: zdjecia waskich lizbonskich uliczek, kafejek, popularnych ulicznych gier. Wszechobecny jest morski pejzaz. Ale imponujaca scenografia Petera Pabsta oraz dramatyczna gra swiatlem Andreasa Rinkesa prowadza nas daleko poza specyficzne geograficzne odnosniki. Sliczne kostiumy Marion Cito wpisuja w wielkie kontrasty natury kolorowe akcenty sylwetek ludzkich.
Rozlegla, pusta przestrzen pierwszego planu zamyka kaskada ciemnych skal wznoszacych sie w tyle sceny. Za glazami domyslamy sie morza. Ziemia zderza sie z niebem. Jawia sie trzy podstawowe elementy, trzy zywioly. Efekt wzmaga sie, kiedy obrazy wideo wypelniaja scene bezkresem morza, pulsujacego oddechem fal. Tancerze tancza wsrod fal, na falach, niebezpiecznie porywani fala, cudownie slizgajac sie po fali.
Woda. Ziemia. Powietrze. I plomien w sercu. Plomien pozadania. Kuszenia i odpychania. Poszukiwania partnera. Tesknoty za miloscia. Jak kruchy wydaje sie w tym bezmiarze czlowiek! Jak nieuchronnie jest on czescia swiata natury, od zywiolow i instynktow beznadziejne uzalezniony. A jednak jak i odmiennym od wszystkich innych jest stworem, samoistnym, nadajacym instynktom ksztalt w kulturze. Szukajacym zrozumienia i porozumienia poprzez slowo.
Spektakl jest zbudowany z szybko zmieniajacych sie scen, z anegdot slownych i wizualnych. Solowe i grupowe wariacje lacza sie w fascynujaca kompozycje. Solowe tance sa bardziej abstrakcyjne. Daza do tego, by samym ruchem, poetyckim rysunkiem w przestrzeni wyrazic nienazwane, a wiec nie w pelni pojete ludzkie pragnienia. Czasem sa wyraziscie czytelne, jak sensualny taniec-piosenka Reginy Armenta. Innym razem pozostaja tajemnicze, jak smutno-zabawne gesty Dominique'a Mercy'ego czy liryczne rozkolysanie wsrod fal Beatrice Libonati.
W grupowych scenach Bausch swobodnie uzywa slowa. Gest niekiedy je ilustruje, niekiedy na odwrot, slowa dopelniaja znaczenie gestow. Ruth Amarante dyszy w parodii orgazmu do mikrofonu, zwaleni z nog mezczyzni wija sie u jej stop, unosza ja do gory, podaja sobie z rak do rak. Wysoka Julie Anne Stanzak, na wysokich obcasach wrecz niebotyczna, domaga sie pocalunku. Jej partner, nader chetny, ale o dwie glowy nizszy Rainer Behr, nawet wspinajac sie na palcach nie dosiegnie jej ust. Przywoluje na pomoc Michaela Streckera. Strecker podnosi Behra do gory, pocalunek moze byc spelniony. Nazareth Panadero opowiada, jak to mezczyzni wzdychali z zachwytu, kiedy byla dziewczynka. I mezczyzni obecni na scenie zaczynaja z przejeciem wzdychac, chodzac za nia poslusznie.
Poszczegolne sceny rozgrywaja sie przy wielce zroznicowanej muzyce: powolny rytm tesknego fado, porywajaca samba, srebrno-lekkie melodie z Cabo Verde, popularne piosenki k. d. lang (sic!), jazzowe spirale Duke'a Ellingtona. Takze projekcje wideo przenosza nas w rozne miejsca: do faweli w Rio de Janeiro, na konkurs tanca gdzies w Cabo Verde, na plaze ocieniona palmami o szerokich jasnozielonych lisciach... Muzyka, wideo i tance buduja kontrapunkty kontrastow. Polnocna Europa obserwuje z zaciekawieniem, wrecz z zawiscia rozmilowane w sloncu Poludnie. Europa przysluchuje sie uwaznie swobodniejszym rytmom Trzeciego Swiata. Wyrafinowana, stajaca sie wlasna karykatura kultura wielkomiejska poszukuje odnowienia w prostocie kultury ludowej.
Wolni w naszych wyborach, swiadomi tylu mozliwosci, tkwimy we wlasnej nieszczesnej niemoznosci, wydaje sie sugerowac Pina Bausch. Kultura komercjalna, globalna i globalnie manipulacyjna, oferuje tylko wypaczona namiastke doswiadczenia. Poddajemy sie stereotypom i lekom. Zatracilismy poczucie wspolnoty - wspolnoty pracy i celu, wspolnoty zabawy. Jestesmy uwiezieni w samotnosci. Nie potrafimy sie cieszyc darem zycia.
Lecz przeciez potrzeba drugiego czlowieka tkwi w nas nieublaganie. Nieublaganie i wspaniale, bo w kazdym istnieje takze mozliwosc tej potrzeby spelnienia. Beztroski moment zabawy przypomina o odnawiajacej sile radosci. Krag taneczny czyni nas mniej zdanymi na rozpacz. Trzeba tylko odnalezc swiety rytm. Poddac sie. Zatanczyc.
Pina Bausch ukonczyla w tym roku 61 lat. Jej zespol Tanztheater Wuppertal obchodzi 25. rocznice istnienia. Obyscie tanczyli nam dlugo, wspaniali tancerze! Obrigada, Pina. Dzieki.
*
Bardzo udany sezon mial American Ballet Theater, pokazujacy bogaty program w czasie dwutygodniowych wystepow w City Center. Pierwszy wieczor przyniosl rozczarowanie. Czekalam niecierpliwie na okazje zobaczenia Black Tuesday w ukladzie Paula Taylora. Szeroko komentowany po wiosennej premierze taniec na kanwie piosenek z okresu wielkiego kryzysu lat 30. budzil ciekawosc. Pomysl wciaz jest zaskakujacy. Obietnica pozostaje jednak niespelniona.
Taylor nie znalazl tanecznego odpowiednika dla dramatycznych piosenek o porazkach zyciowych i sile ducha czlowieka opierajacego sie porazce. Ilustruje ten problem skoczny taniec bardzo niby ciezarnej tancerki. Kragly brzuch ani jej nie obciaza, ani rytmu nie zwalnia, jest tylko dekoracyjnym elementem, akcentem, ktory dodaje pikantnosci kankanowi wysoko w gore wyrzucanych nog. W rzadkim momencie - w trudnym The Boulevard of Broken Dreams w wykonaniu Erica Cornejo, w poruszajacym Brother, Can You Spare a Dime? imponujaco tanczonym przez Ethana Stiefla - Taylor potrafi skupic nasza pelna uwage. Calosc jednak wyglada jak skladanka gladkich numerow z modnego musicalu, w zgrzycie z wymowa piosenek.
Pozostaje w pamieci sila tamtych slow, szczegolnie sluchana dzisiaj, na skraju recesji:
Mowili mi ze buduje marzenie, sluchalem...
Zawsze bylem tam, gdzie potrzebna byla moja praca...
Dlaczego mam teraz stac w kolejce, czekajac na kawalek chleba...
Kiedys budowalem tory kolejowe, teraz pociag po nich biezy...
Bracie, czy mozesz mi dac grosz? ... Kiedys budowalem wieze siegajaca slonca, cegla po cegle, teraz jest skonczona... Bracie czy mozesz mi dac grosz?
Klasyczny uklad Sylvia Pas de Deux, stworzony przez George'a Balanchine'a do baletowych popisow przy dzwiekach Leo Delibesa, przemienil sie w konfrontacje gwiazdorow. Irina Dvorovenko i Maxim Belotserkovsky nie tanczyli razem, lecz przeciw sobie, wspolzawodniczac o uwage widza. Budzilo obawe, ze ktos kogos popchnie albo zdradziecko podetnie noge. Parada puszacych sie ego niweczyla jakiekolwiek wspolne osiagniecie. Z kolei zaskakujaco niepewne wykonanie Symphony in C przez zwykle bardzo pewnych swego solistow tej miary co Susan Jaffe, Paloma Herrera i Vladimir Malakhov, przemienilo elegancki uklad Balanchine'a w nuzace cwiczenie uwidaczniajace braki niezbyt ciekawej muzyki Bizeta.
Dopiero druga wizyta pozwolila docenic urode ciekawych ukladow tanecznych i swietna kondycje zespolu. Z kazdym nastepnym numerem w programie 30 pazdziernika rosl podziw tak dla czolowych solistow ABT, jak i dla corps de ballet, gdzie az buzuje od energii gotowych do skoku w przyszlosc mlodych tancerzy.
Clear w neoklasycznie pieknym ukladzie australijskiego choreografa Stantona Welcha oferuje czysta radosc. Nic tu zbednego, ani jednego niepotrzebnego ornamentu. Jak w kalejdoskopie mieni sie plynna wielosc: duet przechodzi w trio, trio rozszerza sie w chor siedmiu tancerzy, solowa sylwetka wylania sie sposrod grupy, zaprasza do duetu... Kadencje ruchu lacza sie harmonijnie ze wspaniala muzyka Johanna Sebastiana Bacha. Tym razem Maxim Belotserkovsky imponowal swobodna pewnoscia kazdego gestu, w zgodnej wspolkreacji z Ethanem Stiefelem, Marcelo Gomesem i Gillian Murphy.
Po raz drugi ogladany Sylvia Pas de Deux w swietnym wykonaniu Niny Ananiashvili i José Manuela Carreno uwidocznil delikatne bogactwo miniatury Balanchine'a. Z kolei nowy Gong Marka Morrisa jest ciekawym "zartem na serio". Zartem, bo z usmiechem traktuje konwencje baletowe. Isaac Mizrahi tworzac zabawne kostiumy, geometrycznie przesadne kregi sterczacych sztywno spodniczek, dodaje tu udany, nieco zlosliwy komentarz. Inspirowana balijskimi rytmami muzyka Colina McPhee stwarza dodatkowy dystans. A jednak jest to rzecz bardzo na serio, bo przygladajac sie z ukosa przesadzie i manierom, Morris jednoczesnie oddaje hold kunsztowi, jakiego balet wymaga od tancerzy.
W Marimbie choreograf Robert Hill i kompozytor Minoru Miki proponuja ciekawe polaczenie modernistycznego tanca Zachodu i rytmow Wschodu. Oba nurty zachowuja wyrazista odrebnosc, a jednak tworza zaskakujaca, nowa calosc. Mocny, monotonny rytm wybijaja na ogromnych bebnach muzycy obecni na scenie. Ukryci w polmroku, stanowia tlo dla tancerzy. Lecz sila szerokiego gestu staja sie integralna czescia spektaklu. Jest w perkusyjnym piesnio-tancu tajemnicze piekno. Wylania sie z ciemnosci, narasta rytmem. Rozwija w pulsujacym korowodzie zbiorowych powtorzen. Rozswietla w krotkich solowych momentach. Przyspiesza rytm serca. Niknie w wyciszeniu.
-------------------------
Tanztheater Wuppertal Pina Bausch, Masurca
Fogo, Next Wave Festival, Brooklyn Academy of Music,
6-11 listopada.
American
Ballet Theatre, City Center, 23 pazdziernika - 4 listopada.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |