EWA SULKOWSKA-BIEREZIN
Festiwal Filmu Polskiego
Po raz trzynasty w Chicago
Festiwal
i dziennikarze
W tym roku - podobnie jak w poprzednich - dziennikarze zostali zaproszeni na konferencje prasowa z glownymi goscmi festiwalu na dzien przed otwarciem festiwalu . Gosciny udzielil Konsulat Generalny RP, gospodarzem byl konsul Mariusz Brymora, gosci powital - po raz trzynasty - dyrektor Towarzystwa Sztuki i glowny animator FFP Krzysztof Kamyszew, konferencje w dwoch jezykach poprowadzil - bodajze rowniez po raz trzynasty - krytyk filmowy i wspolautor festiwalu Zbigniew Banas, blyskawicznie i bezblednie tlumaczacy wszelkie dialogi "w obie strony". Na pytanie dziennikarzy odpowiadala trojka gosci zwiazanych z otwierajaca festiwal superprodukcja Quo vadis: rezyser Jerzy Kawalerowicz, odtworca roli Winicjusza Pawel Delag i producent Miroslaw Slowinski.
Rozmowa o filmie byla nie w pelni wartosciowa, odbywala sie bowiem w przeddzien projekcji filmu, na ktora zaproszono dziennikarzy, jeszcze przed oficjalnym otwarciem festiwalu. Na samo otwarcie dziennikarze zaproszenia nie otrzymali, a takze po raz pierwszy nie otrzymali wejsciowek umozliwiajacych obejrzenie chocby wybranych filmow. Mam mniej powodow do skarg niz inni, poniewaz na niektore filmy zostalam wpuszczona; nie bardzo wiem - po starej znajomosci czy na skutek perswazji. Trudno jednak upominac sie o dziennikarskie przywileje za kazdym razem, jeszcze trudniej chodzic na wszystkie zwiazane z festiwalem imprezy i filmy, w tym i na te malo atrakcyjne (a jak inaczej napisac o festiwalu rzetelnie) placac z wlasnej kieszeni wiecej niz wynosi honorarium autorskie.
Dziennikarze pytali, jak wszedzie, o koszta realizacji Quo vadis i perspektywy ich zwrotu, o wiarygodnosc i wiernosc historyczna, o dzieje scenariusza oraz o nieprzychylne - w ogromnej wiekszosci - opinie krytykow. Na to ostatnie pytanie Miroslaw Slowinski odpowiedzial, ze z podobna rozpietoscia recenzji "od zachwytu po oskarzenia" spotkala sie sama ksiazka, Jerzy Kawalerowicz natomiast oswiadczyl, ze najwazniejsza sprawa bylo dla niego przekazanie filozofii ksiazki Sienkiewicza, a nie "akcyjnosc" filmu. Pierwsi chrzescijanie znalezli sie w sytuacji, kiedy nowa rodzaca sie wiara "przeciwstawiala sie i starala sie zhumanizowac barbarzynski starozytny Rzym; a to jest aktualne, bo dzis wlasciwie swiat jest takze barbarzynski".
Co do szans filmu na nominacje do Oscara, ktore wielu krytykow widzi jako zerowe, Pawel Delag oswiadczyl, ze to glownie krytyka od wielu lat rzuca klody pod nogi tworcom filmowym, a Krzysztof Kamyszew dodal, ze prowadzenia kampanii promocyjnej podjela sie renomowana i skuteczna firma Block-Korenbrot, ktora najwidoczniej ocenia szanse Quo vadis wysoko.
Publicznosc o Quo vadis
Przecietna opinia wyprowadzona z wielu dyskusji i rozmow po obejrzeniu filmu jest mniej wiecej taka: film jest widowiskowy, ma bardzo dobre role (Linda, Bajor, Trela), urodziwa pare glownych bohaterow i kilka niezlych scen. Ma jednak takze dluzyzny, sceny przegadane i chybione (np. Ursus z bykiem; las krzyzy na arenie; wyjasnianie tego, co mozna pokazac skrotem, obrazem, metafora). Dla polskiej widowni jest to dzielo z pewnoscia atrakcyjne, mimo poslugiwania sie przestarzalym jezykiem filmowym, a w dialogach - archaicznym.
Nasuwa sie szereg pytan: jak mialo zostac zauwazone tak istotne dla tworcy przeslanie, skoro dbalosc o efektownosc i akcje grala z zalozenia drugorzedna role? Jak film ma przekonac mlodego widza, ze owo przeslanie jest bardzo na czasie, gdy slyszy te wszystkie "milowania" i "jam zona twoja" (dobrze, ze zginie to w anglojezycznej wersji), gdy wiele tez wynika z kazan, a nie z przezycia i samej akcji? Zastrzezenia te sprawiaja, ze raczej do rzadkosci nalezy przekonanie o sporych szansach filmu w wyscigu do Oscara.
Niemniej wszystkie trzy dotychczasowe projekcje odbywaly sie przy pelnej widowni (na blisko 2000 miejsc). Na wyrazne zyczenie publicznosci zobowiazano sie zorganizowac dodatkowe seanse w sasiedztwie Dnia Dziekczynienia. Bilety na te seanse sa juz w wiekszosci wykupione.
Od poczatku do konca
Festiwal trwal od 3 do 18 listopada, przy czym w pierwszym tygodniu pokazano filmy fabularne na seansach w zabytkowym kinie Fundacji Kopernikowskiej, a w drugim - filmy dokumentalne i kilka fabularnych z tasmy magnetowidowej w komfortowej sali Towarzystwa Sztuki. W sumie mozna bylo obejrzec 14 nowych filmow fabularnych i 18 nowych dokumentow, w tym osiem na specjalnych pokazach filmow Marii Zmarz-Koczanowicz.
Poziom festiwalu bynajmniej nie obnizyl sie, ale - poza Quo vadis - przyzwoita frekwencja cieszyly sie pozakonkursowe filmy obcojezyczne, tj. Strzal w serce Agnieszki Holland i Corka kapitana, a z polskich niezla - Angelus Lecha Majewskiego, Daleko od okna Jana Jakuba Kolskiego (wedlug opowiadania Hanny Krall), Czesc Tereska (poprzedzony informacjami o licznych nagrodach) oraz W te i z powrotem Wojciecha Wojcika ze swietna rola Janusza Gajosa (pokazany na trzy miesiace przed wejsciem na polskie ekrany).
Co najmniej osiem filmow fabularnych bylo szczegolnie wartych obejrzenia (oprocz dotad wymienionych), w tym Weiser - sfilmowana przez Wojciecha Marczewskiego powiesc Pawla Huelle i co najmniej tylez dokumentow, na czele ze wstrzasajaca Schizofrenia Vity Zalakeviciute (o rosyjskich "psychuszkach", gdzie przymusowo leczono przypadki "schizofrenii bezobjawowej", tzn. takiej, ktorej jedynym objawem byl krytyczny stosunek do "przodujacego ustroju").
Oficjalne zakonczenie Trzynastego FFP w Chicago odbylo sie w poniedzialek, 19 listopada. Ogloszono wyniki plebiscytu i tytul filmu uznanego za najbardziej interesujacy. Nagrode te, czyli Zlote Zeby, wprowadzona w 1994 roku, przyznawala publicznosc w drodze plebiscytu. Ostatnio widzow reprezentuje osmiu jurorow, wybranych sposrod uczestnikow poprzednich festiwali, przy czym wynik plebiscytu jest traktowany jak dodatkowy, dziewiaty glos. W tym roku Zlote Zeby zdobyl film Quo vadis, czyli publicznosc zdecydowala sie poprzec dzielo zgloszone do oscarowej nominacji.
W oczach ojca
Krzysztof Kamyszew jest pomyslodawca, wspoltworca i od poczatku glownym organizatorem FFP. Festiwal to jego dziecko, kto wie, czy nie najbardziej kochane, o czym swiadczylby fakt, ze choc co roku mowi, iz "wiecej z nim klopotow niz satysfakcji" - festiwal doczekal sie pod jego batuta trzynastej edycji.
Zapytany o dotychczasowe osiagniecia stwierdza, ze przez wszystkie lata pokazano okolo 500 polskich filmow, ze Festiwal Filmu Polskiego w USA jest jednym z najwiekszych, jesli nie najwiekszym festiwalem prezentujacym polska kinematografie na swiecie. "Zaczynalismy skromnie, bo pierwsza edycja zgromadzila tylko trzy tysiace widzow, dzis w samym Chicago jest ich ponad trzydziesci piec tysiecy. Od poczatku chcielismy docierac do srodowisk opiniotworczych anglojezycznych, wprowadzac film polski na amerykanskie festiwale i na rynek, co - od pewnego czasu - zaczyna sie udawac. Coraz wiecej mamy publicznosci anglojezycznej - jej udzial siegal ostatnio 40 procent - coraz wieksze zainteresowanie z tej strony". Przyznaje jednak, ze frekwencja spadla bardzo wyraznie: "Skladamy to na karb generalnego oslabienia ludzkiej aktywnosci. Filmy byly nie gorsze niz w latach poprzednich, informacja i reklama rowniez, a jednak ten spadek byl bardzo widoczny". Nie wspomina o obnizeniu zainteresowania ze strony publicznosci anglojezycznej, choc na wszystkich prawie seansach jezyk angielski slyszalo sie nieczesto. W kazdym razie daleko bylo do sytuacji, by niemal co druga osoba rozmawiala w tym jezyku (a wypada jeszcze zauwazyc, ze w wypadku konwersacji prowadzonej po angielsku grupa sklada sie czesto z Polakow i ich amerykanskich gosci).
"W tym roku wprowadzona zostala pewna nowosc, czyli program goscinny - wyjasnia dyrektor festiwalu. - Mam nadzieje, ze wejdzie to do tradycji, ze bedziemy w ramach festiwalu pokazywali jakis film obcy, chetnie z polskimi akcentami, choc niekoniecznie. W ogole staramy sie zainteresowac nowe srodowiska, nowe grupy etniczne. Na pokazie tegorocznego filmu rosyjskiego - Kapitanskiej corki Aleksandra Proszkina wedlug Puszkina, z Mateuszem Damieckim w roli glownej - zjawila sie znaczna grupa publicznosci rosyjskojezycznej i frekwencja byla bardzo dobra".
Festiwal odbyl sie w tym samym mniej wiecej czasie w innych miastach Stanow Zjednoczonych. Glowna gala w tym roku miala miejsce 6 listopada w Los Angeles. Wreczono tam nagrody festiwalowe, w tym nagrody "Skrzydel" przyznawane za dokonania w dziedzinie filmu poza Polska. Za rok poprzedni odebral ja Janusz Kaminski, a w tym - zbyt pozno, jak stwierdzil dyrektor Kamyszew - przyznano ja posmiertnie Janowi Lenicy, ktory wspieral chicagowski FFP od poczatku i byl autorem festiwalowego znaku firmowego oraz licznych plakatow. Nagrode Przyjaciela Polski, przyznawana przez rzad Rzeczypospolitej Polskiej, otrzymal Stacy Keach, aktor teatralny i telewizyjny. Uhonorowano go za zaslugi, jakie ma wraz z zona Malgorzata w dziele promowania polskiej kultury.
Na pytanie o festiwal w Nowym Jorku pada odpowiedz, ze tak, ale dopiero w marcu, przy czym takie przesuniecie jest planowane takze na przyszlosc. "Moze to nie byc dokladnie ten sam zestaw filmow, ale program bedzie bardzo podobny: filmy fabularne i dokumentalne, wyswietlane rowniez w dwoch miejscach. Chcielibysmy urzadzac festiwal w kilku kinach, ale - niestety - dysponowanie z reguly jedna kopia i koniecznosc obsluzenia kilku osrodkow powoduje, ze praktycznie nie ma sensu wynajmowanie dodatkowych kin".
Podczas konferencji prasowej Krzysztof Kamyszew poinformowal, ze funkcje dyrektora festiwalu pelni po raz ostatni i wyrazil nadzieje, ze "mlodsi koledzy", ktorzy obejma kierownictwo w marcu przyszlego roku, "beda w stanie jeszcze dynamiczniej rozwijac te impreze". Jesli rzeczywiscie zrezygnuje, wypada mu podziekowac za wieloletnia prace, a nastepcom zyczyc powodzenia.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |