PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (16 listopada 2001)


KRZYSZTOF CWIKLINSKI

Herbatka
przy Finchley Road

Z poczatkiem roku 1957 przyjechala do Londynu Hanna Malewska. Byla pierwsza pisarka z kraju i to - dodajmy - reprezentantka srodowisk Tygodnika Powszechnego i Znaku (nalezala do redakcji pierwszego z pism, zas drugiego byla redaktorem naczelnym), ktora fale topniejacych lodow stalinizmu i swieze powiewy gomulkowskiej "odwilzy" zaniosly nad Tamize. Jako pisarka cieszyla sie juz duzym prestizem; miala w dorobku Wiosne grecka, Zelazna korone, Kamienie wolac beda, Zniwo na sierpie i Przemija postac swiata; byla znana publicystka i w duzym stopniu autorytetem moralnym, osoba, ktora nie dala sie ani zlamac, ani zastraszyc. W srodowiskach emigracyjnych wysoko ja ceniono, o czym swiadczyc moga chocby entuzjastyczne omowienia jej utworow piora Marii Danilewiczowej i Jozefa Czapskiego. Tak wiec Malewska, osoba ze wszech miar szlachetna, a zatem ex definitione niezdolna do jakiegokolwiek figlarstwa i prostodusznie sadzaca, ze inni rowniez nie sa do niego zdolni, zupelnie nieswiadoma niespodzianek, jakie szykuje jej przewrotny los, stanela w Domu Pisarza Polskiego przy Finchley Road na londynskim Hampsteadzie. Pograzona w absolutnej nieswiadomosci tego, co czyni, nie tylko tam stanela, ale nawet usiadla i napila sie herbaty, a podobno - wbrew radom zyczliwych - jadla rowniez biszkopty. Byla to decyzja z rodzaju fatalnych, bowiem - jak sie niebawem przekonala - czynic tego w zadnym razie nie nalezalo; nie zeby herbate parzyl sam Tadeusz Sulkowski, ktorego herbatki mialy dzialanie smiertelne i zdolne byly powalic nawet slonia, a biszkopty wypiekala sama Herminia Naglerowa; nie - najzwyczajniej w ogole nie nalezalo pic herbaty i jesc biszkoptow. Ta zdawaloby sie prosta i zwyczajna, acz - co pokazaly dalsze wypadki - nie do konca przemyslana czynnosc, miala bowiem swe daleko idace nastepstwa. Malo tego. Malewska pokusila los i przy pelnej sali odbyla wieczor autorski w Instytucie Historycznym im. gen. Wladyslawa Sikorskiego. W marcu pisarka byla juz z powrotem w Krakowie, nadal zupelnie nieswiadoma tego, ze wypita przez nia niewinna herbatka i spozyte (ze smakiem zapewne) rownie niewinne biszkopty podzielily emigracje w stopniu nie mniejszym niz zlamanie umowy paryskiej przez Augusta Zaleskiego i temu podobne dopusty, ktore wczesniej juz spadly na polskie uchodzstwo niepodleglosciowe, zas ona sama - ku swemu niepomiernemu zdumieniu - stala sie bohaterka glosnego skandalu. Dzis nikt juz o nim zapewne nie pamieta i moze dlatego wlasnie warto go przypomniec.

Cofnijmy sie nieco w czasie. W dniach 20 i 21 pazdziernika 1956 roku mialo miejsce w Londynie walne zebranie (wg niektorych zrodel Walny Zjazd) Zwiazku Pisarzy Polskich na Obczyznie. Wzielo w nim udzial okolo piecdziesieciu pisarzy na 113 zarejestrowanych czlonkow zwiazku i glosami 23:4 i przy jednym wstrzymujacym sie podjelo znana uchwale o powstrzymaniu sie pisarzy emigracyjnych od publikowania w kraju. Najwazniejszy ustep uchwaly brzmial:

"Dopoki Kraj nasz pozostaje w politycznej niewoli i pod rosyjska przemoca, pisarze polscy na obczyznie, zgodnie ze swa uchwala z 1947 roku, winni nadal powstrzymywac sie od wszelkiej wspolpracy z instytucjami kontrolowanymi przez wladze totalistyczne. Zasada ta obowiazuje pisarzy emigracyjnych jako warunek skutecznego udzialu w walce o wyzwolenie, dopoki nie bedzie w Kraju rzeczywistej wolnosci slowa i druku.

Jednym z podstawowych warunkow tej wolnosci jest dopuszczenie do Kraju ksiazek i innych wydawnictw polskich i obcych, drukowanych w wolnym swiecie".

Ta uchwala spotkala sie z jeszcze gorszym przyjeciem w kregach artystyczno-intelektualnych rozsianego po swiecie uchodzstwa niz jej poprzedniczka sprzed dziewieciu lat i podzielila pisarzy emigracyjnych na jesli nie wrogie, to przynajmniej otwarcie sobie niechetne obozy. Nawet solidaryzujacy sie zasadniczo z uchwala Mieczyslaw Grydzewski nie przedrukowal jej w Wiadomosciach, nie bez slusznosci uwazajac, ze zrobi ona fatalne wrazenie i wywola efekt przeciwny do zamierzonego. Choc w zebraniu zwiazku udzialu nie bral i pod uchwala sie nie podpisal, solidaryzowal sie z jej postulatami. W marcu 1957 roku tak o tym pisal:

"Pisarz emigracyjny o zdecydowanej postawie ideowej nie moglby dzis wydac w kraju zadnej swej ksiazki. Moglby wydac te, ktore sa strawne dla rezimu, nie moglby wydac tych, ktore nie sa strawne. Godzac sie na taki podzial, wstepowalby w slady literackich comprachicos, znieksztalcajac wlasne oblicze. (...) Wspoldzialanie ze wspanialym wysilkiem pisarzy krajowych nie moze polegac na falszowaniu wysilku emigracji. Ruch wydawniczy w kraju jest ogromny, przescignal wszystko, czego sie mozna bylo spodziewac, i na tym tle dorobek emigracyjny uwydatnilby sie tylko wtedy, gdyby do koncertu krajowego wniosl swa nute. Kraj moze sie obejsc bez Wielkiej Niedzwiedzicy Wierzynskiego, Rubikonu Nowakowskiego czy Traktatu poetyckiego Milosza, jesli mu nie wolno poznac Krzyzy i mieczy, Ksiegi zazalen pielgrzymstwa polskiego czy Zniewolonego umyslu.

I nawet dozwoleno cenzuroju - pelne wydanie dziel Zofii Kossak, Kuncewiczowej i Wankowicza nie zastapi mu Na nieludzkiej ziemi Czapskiego, Miedzy mlotem a sierpem Grubinskiego czy Innego swiata Herlinga-Grudzinskiego, ktore pozostana zakazane".

W grudniu 1956 roku paryska Kultura rozpisala ankiete pt. "Literatura emigracyjna a Kraj", dotyczaca tej wlasnie kontrowersyjnej uchwaly. Odpowiedzialo 35 pisarzy, sposrod ktorych 32 wypowiedzialo sie zdecydowanie przeciw uchwale, uznajac ja za lekkomyslny i szkodliwy wytwor megalomanii i politycznej slepoty. Racji przeciwnikow uchwaly nie przytaczam, gdyz sa one oczywiste, choc stylistyka niektorych wystapien daleka jest od jasnosci i oczywistosci. Zdecydowanie za uchwala opowiedzial sie jedynie Andrzej Bobkowski, ktory w swej krotkiej, acz - jak to mial w zwyczaju - dosadnej odpowiedzi napisal:

"Skoro nie moge publikowac w Polsce tego, na co ja mialbym ochote, nie widze powodu przyjmowania laskawych ofert druku tego, na co mialaby ochote cenzura partyjna tam.

Albo sie pali, albo sie nie pali; troche palic lub troche nie palic nie mozna. Zagadnienie druku w kraju w obecnej sytuacji jest z tej samej kategorii. System ´biale-czarneª jest prostacki i reakcyjny, niemniej wydaje mi sie, iz sa sytuacje, w ktorych - niestety - nie ma innego wyjscia i w tym szczegolnym wypadku jest on jedynym, jaki pisarz emigracyjny moze przyjac. Ulatwi to klasyfikacje nie tylko p. Mieroszewskiemu, ale i wielkiemu odlamowi potencjalnych czytelnikow w kraju, ktorzy z komunizmem i rzadami Gomulki maja tylez wspolnego, co zamordowani powstancy w Budapeszcie".

W podsumowaniu ankiety Juliusz Mieroszewski nazwal ja obrzydliwa i antypolska, i na znak protestu wystapil ze zwiazku. Kultura zakonczyla druk ankiety w styczniu 1957 roku. I oto ledwie rozprawila sie z duchami sprawczymi owej uchwaly - Tymonem Terleckim i Jozefem Kisielewskim, a juz w Londynie pojawila sie Hanna Malewska, ktora jej tresc niewatpliwie znac musiala, bowiem szeroko o niej w prasie krajowej pisano, potepiajac i wykpiwajac na wszelkie mozliwe sposoby. Na lamach Tygodnika Powszechnego uchwale osmieszono ostrym piorem Stefana Kisielewskiego. Nie dosc, ze Malewska pojawila sie, to jeszcze pila herbate w towarzystwie nie kogo innego, jak wlasnie Terleckiego i Kisielewskiego (mozliwe, ze pierwszy nalewal "Lyonsa" lub "Pickwicka", zas drugi podsuwal wspomniane biszkopty), zas podczas wieczoru autorskiego nie odciela sie i nie potepila. Dostrzegl to natychmiast Juliusz Mieroszewski ("Londynczyk") i surowo skarcil pisarke w marcowym numerze Kultury.

"Pani Hanna Malewska - pisal - jest czlonkiem zespolu redakcyjnego tegoz Tygodnika Powszechnego. Nie przeszkodzilo to jej jednak tu w Londynie byc gosciem na herbatce w Domu Pisarza, gdzie gospodarzami byli inicjatorzy owej antykrajowej uchwaly. Nie przeszkodzilo to jej rowniez wystapic publicznie z wieczorem autorskim pod oficjalna egida tegoz Zwiazku Pisarzy. (...) Jezeli jednak pewni pisarze krajowi solidaryzuja sie z ta uchwala - wzglednie nie uwazaja ja za przeszkode we ´fraternizowaniu sieª z inicjatorami tej uchwaly - w takim wypadku owych 32 pisarzy emigracyjnych, ktorzy sie przeciwko uchwale wypowiedzieli, musi sobie zadac pytanie: po cosmy protestowali? Widocznie w Kraju sa pisarze, ktorzy przyznaja racje nie nam, tylko pp. Terleckiemu i Kisielewskiemu".

Ta niewielka notatka zawierala w sobie cos na ksztalt ladunku ekrazytowego. Natomiast zapalnik znajdowal sie w postscriptum. Oto owe postscriptum:

"W telefonicznej rozmowie starajac sie odwiesc p. Malewska od wystepowania pod firma Zwiazku Pisarzy - oswiadczylem, ze bedzie to nielojalnoscia z jej strony w stosunku do tych pisarzy emigracyjnych, ktorzy zaprotestowali przeciw uchwale. Ostrzeglem ja rowniez otwarcie, ze jezeli nie zmieni swej decyzji, porusze te sprawe na lamach Kultury. Pani Hanna Malewska byla wiec poinformowana i ostrzezona".

Zdumiewajacy szantaz w stylu bez mala bolszewickim na uzytek rodzimego piekielka! Byla poinformowana i ostrzezona! Kto nie z nami, ten przeciw nam! I zdumiewajace pojmowanie wolnosci! Z tym herbate pic mozna, z tym zas nie nalezy. I cos w rodzaju denuncjacji w smutnym stylu! I cos w rodzaju aberracji w stylu jeszcze smutniejszym i wrecz zawstydzajacym! Gdyby te sytuacje odwrocic i gdyby Malewska pila herbate z Bronclem, Niemojowskim i Mieroszewskim, trudno byloby wyobrazic sobie Terleckiego denuncjujacego ja w Orle Bialym czy np. Sakowskiego w Dzienniku Polskim.

Autorka Zelaznej korony poczula sie enuncjacjami Mieroszewskiego dotknieta.

"Z przykroscia przeczytalam w numerze marcowym Kultury notatke w Kronice Londynskiej dotyczaca mojej osoby - pisala w liscie do Jerzego Giedroycia. - Rownie przykro mi napisac, ze nielojalnosc byla tu raczej nie po mojej stronie.

Przypomina Pan sobie rozmowe ze mna w Paryzu, a Pan Mieroszewski pamieta moje odwiedziny u niego w pierwszych dniach pobytu mego w Londynie. Obaj Panowie wiedza - a wiedza rowniez wszyscy czlonkowie londynskiego Zwiazku Pisarzy obecni na spotkaniu ze mna w Londynie - ze moj stosunek do uchwaly tegoz zwiazku z dnia 21 pazdziernika ub. roku byl i jest calkowicie negatywny. Wieczor autorski w Londynie pisarza przybylego z kraju i wracajacego do kraju byl w moim pojeciu, a takze jak sadze w odczuciu wszystkich sluchaczy - zaciesnianiem, a nie rozluznianiem wezlow laczacych Polakow na obczyznie z krajem. Pan Mieroszewski byl przeciwnego zdania. Postapil jednak lekkomyslnie i nieslusznie imputujac mi ´solidaryzowanie sieª z uchwala o niedrukowaniu w kraju. Jest to nonsens nie tylko w swietle calej mojej dzialalnosci, ale przede wszystkim w swietle moich rozmow zarowno z nim, jak i z Panem. Panie Redaktorze: wypowiedzialam sie krytycznie nie tylko o uchwale Zwiazku Pisarzy, ale i o stanowisku zajetym przez p. Mieroszewskiego, ktory wzgledami pienieznymi obwarowuje sprawe druku w kraju, o ktorej powinno rozstrzygac tylko sumienie pisarza - moje stanowisko jest tu wiec dalej idace niz stanowisko Kultury (...)".

W obronie Hanny Malewskiej staneli natychmiast Konstanty Aleksander Jelenski i Jozef Czapski. Pierwszy z nich pisal:

"Pragne wyrazic moje zdziwienie notatka ´Londynczykaª o wizycie p. Hanny Malewskiej w Londynie. Wydaje mi sie, ze calkowita swoboda, z jaka poruszaja sie za granica przyjezdni z Kraju, jest jednym z najbardziej zachecajacych symptomow przemian, jakie zaszly w Polsce. Co do mnie, nie moglbym sobie wyobrazic ´wolnosciª, ktora by mnie ograniczala do widywania ludzi dzielacych nie tylko ´obowiazujace oficjalnieª, ale nawet moje wlasne przekonania. Totez ´pietnowanieª publicznie w Kulturze znanej pisarki za przyjecie zaproszenia emigracyjnego Zwiazku Pisarzy czy wystapienie z odczytem pod jego egida wydaje mi sie paradoksalne. (...)

Nie widze rowniez, dlaczego obecnosc p. Malewskiej na herbatce w londynskim Domu Pisarza mialaby byc dowodem jej ´solidaryzacjiª ze znana uchwala Zwiazku? Przypomina mi to ´geniusz konsekwencjiª Wazyka. Jest to argument idacy, na pewno wbrew zamierzeniom ´Londynczykaª, w kierunku totalizacji wizji swiata.

Wreszcie, dlaczego filizanka herbaty wypita przez p. Malewska mialaby sie stac kielichem goryczy dla emigracyjnych pisarzy i publicystow, ktorzy na lamach Kultury zaprotestowali przeciw uchwale Zwiazku? Mam wrazenie, ze pisarze ci odpowiedzieli na ankiete Kultury wlasnie dlatego, ze wystapienie Zwiazku dawalo falszywe pojecie o rzekomej ´zbiorowej solidarnosciª pisarzy przebywajacych na emigracji, a wcale nie w celu stworzenia takich czy innych frontow.

Inicjatywa ´Londynczykaª w kierunku ´niefraternizowania sieª z takimi czy innymi grupami w Kraju czy na emigracji wyda sie, mam nadzieje, rownie zabawna w tresci, jak i w gramatycznej formie. Pomysl ´kordonu sanitarnegoª wokol p. Terleckiego i p. Herminii Naglerowej jest chyba dowodem, do jakiego stopnia ´Londynczykª przesiakl angielskim nonsense-humour".

Kuriozalne postscriptum wywolalo w Jelenskim - jak stwierdza - "zywiolowy odruch sympatii" dla Hanny Malewskiej, ze "poinformowana" i "ostrzezona" zdecydowala sie zaryzykowac niestrawnosc i przyjela zaproszenie na herbatke i ciasteczka.

List Czapskiego mial nieco inny charakter, choc te sama wymowe. Autor Wspomnien starobielskich szczegolny nacisk polozyl na fakt, ze Malewska to wlasnie pisarka katolicka i jako taka sprzeniewierzylaby sie etyce chrzescijanskiej i calej swojej tworczosci, gdyby postapila, jak jej radzil Mieroszewski. W konkluzji stwierdzil, ze przyjmujac zaproszenie "moze tak wlasnie zamanifestowala (...) jak rozumie wolnosc pisarza, o ktora przecie Kultura zawsze walczyla".

Redaktor Jerzy Giedroyc byl wszakze innego zdania. Zaraz pod listem Czapskiego umiescil swoj krotki komentarz. Pisal w nim: "Zamieszczajac powyzsze listy pp. K.A. Jelenskiego i J. Czapskiego wyjasniam, celem unikniecia ewentualnych nieporozumien, ze notatka ´Londynczykaª, dotyczaca p. Hanny Malewskiej, reprezentuje stanowisko pisma.

Co do listu samej p. Malewskiej, to pragne jedynie zauwazyc, ze byloby znacznie lepiej, gdyby swoj stosunek do uchwaly Zwiazku Pisarzy w Londynie sprecyzowala publicznie na swoim wieczorze autorskim w tymze Zwiazku - o co byla proszona przez paru pisarzy. Nie probowano by wtedy w Londynie interpretowac jej postawy jako aprobaty znanej uchwaly Zwiazku Pisarzy".

Niewinna herbatka i kruche ciasteczka jeszcze przez czas jakis odbijaly sie donosna czkawka w emigracyjnych periodykach.

Oto Dziennik Polski nazwal notatke Mieroszewskiego bez ogrodek "donosem", endecka Mysl Polska zasugerowala skierowanie sprawy do Sadu Kolezenskiego Zwiazku Dziennikarzy za naruszenie zasad etyki dziennikarskiej, sugestie te podchwycil Wydzial Wykonawczy wspomnianego Zwiazku, o czym czytelnikow poinformowal Orzel Bialy.

Mieroszewskiego ostro skrytykowaly Wiadomosci. Jak sie okazalo, z Londynu niedaleko do Buenos Aires, gdzie tamtejsze Glos Polski i Kurier Polski nie pozostawily Juliuszowi Mieroszewskiemu watpliwosci co do tego, co o nim sadza. Hanna Malewska dawno juz byla w kraju, redagowala miesiecznik Znak i pracowala nad Opowiesciami o siedmiu medrcach, podczas gdy "Londynczyk" w Londynie, pomimo choroby, dzielnie stawal adwersarzom. W "Refleksjach londynskich" zamieszczonych w majowym numerze Kultury pisal m.in.:

"Notatka w sprawie p. Malewskiej miala na celu podkreslenie dwoch rzeczy. Po pierwsze, ze uchwale Zwiazku Pisarzy traktujemy serio. Po drugie, ze Kultura nie zamierza oklaskiwac tych pisarzy krajowych i emigracyjnych, ktorzy ´prywatnieª uchwale potepiaja, ale w praktyce chca byc ze wszystkimi dobrze i nikomu sie nie narazic. (...)

Inwencja w usprawiedliwianiu braku cywilnej odwagi, nawet u ludzi skadinad ubogich w wyobraznie - jest bezgraniczna. Generalna proteza zastepujaca cywilna odwage jest cyniczny humorek. (...)

Wieczor autorski p. Malewskiej pod auspicjami Zwiazku Pisarzy byl publiczna impreza oglaszana na szereg dni przedtem w prasie. Antykrajowa uchwala Zwiazku Pisarzy nie jest rowniez tajemnica, jak nie jest tajemnica fakt, ze zarzad, ktory organizowal ow wieczor autorski - sklada sie wylacznie ze zwolennikow tej uchwaly. (...) Pisarze, z ktorymi Hanna Malewska rozmawiala prywatnie, wiedzieli, ze jest ona zdecydowana przeciwniczka uchwaly. Ci, ktorzy przyszli na wieczor autorski znanej pisarki z Kraju, nie mieli zadnych danych do wnioskowania, ze jest ona przeciwniczka uchwaly. Gdyby nie notatka ´Londynczykaª w Kulturze, opinia publiczna na emigracji nie dowiedzialaby sie nigdy, ze p. Malewska jest przeciwniczka uchwaly, mimo iz zgodzila sie na wieczor autorski pod egida Zwiazku".

Nic dodac, nic ujac. I nie da sie zaprzeczyc - mistrzowskie pociagniecie! Zreszta skandal szybko sie zestarzal, polemiki ucichly i nic szczegolnego z nich nie wyniklo, poza niejakim ozywieniem w emigracyjnym zyciu literackim i towarzyskim. A wszystko to przez niewinna herbatke w Domu Pisarza przy Finchley Road na londynskim Hampsteadzie. Oto do czego doprowadzic moze spozywanie w niewlasciwym miejscu, o niewlasciwym czasie i w niewlasciwym towarzystwie napojow bezalkoholowych - do burzy juz nie w szklance wody, ale w filizance herbaty. Smiem twierdzic, ze przy "Grancie", a juz tym bardziej przy "Teachersie" podobna rzecz nigdy nie moglaby sie wydarzyc.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail