GRAZYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
August
Strindberg, Dance of Death. Rezyseria: Sean Mathias,
scenografia i kostiumy: Santo Loquasto, oswietlenie: Natasha
Katz, muzyka i dzwiek: Dan Moses Schreier. Wystepuja: Ian
McKellen (Edgar), Helen Mirren (Alice), David Strathairn
(Kurt), oraz Anne Pitoniak (Maja), Keira Naughton (Jenny),
Eric Martin Brown (Sentry). Broadhurst Theatre, 235 W. 44
St. Premiera 11 pazdziernika, przedstawienia do 13 stycznia
2002 r.
Henrik Ibsen, Hedda Gabler. Rezyseria: Nicholas
Martin, scenografia: Alexander Dodge, kostiumy: Michael
Krass, oswietlenie: Kevin Adams, dzwiek: Jerry Yager. Wystepuja:
Kate Burton (Hedda Tesman), Jennifer van Dyck (Mrs. Elvsted),
Michael Emerson (George Tesman), David Lansbury (Eiler Lavborg),
Angela Thornton (Julia Tesman). Ambassador Theatre, 219
W. 49 St. Premiera 4 pazdziernika, przedstawienia do 13
stycznia 2002 r.
Przypadek lubi sobie poigrac. Tym razem tak zgotowal, ze dwie sztuki z klasyki przelomu XIX/XX wieku, rzadko goszczace na Broadwayu, grane sa w sasiadujacych z soba salach. Dwaj skandynawscy giganci, Ibsen i Strindberg, ktorzy zrewolucjonizowali nasz sposob patrzenia na stosunki miedzyludzkie, wspolzawodnicza o uwage publicznosci. Premiery odbyly sie prawie tego samego dnia. Wystepy trwaja do tego samego dnia. W obu sztukach wystepuja znani aktorzy. Tak bliskie sobie, a jednak przedstawienia Tanca smierci i Heddy Gabler oferuja dramatyczny kontrast w skomplikowanej relacji aktor-tekst-widz.
Strindberg buduje obraz niszczycielskiej sily zla, dzialajacego z wyrachowaniem i bez skrupulow. W scenerii skalistej wyspy na krancach cywilizowanego swiata rozgrywa sie mroczny dramat dwojga ludzi tkwiacych w potrzasku zaleznosci i niemocy. Kiedys, byc moze, laczylo ich uczucie. On, samotnik, zawodowy oficer, ciezko doswiadczony bieda i walka o zapewnienie bytu mlodszemu rodzenstwu, w malzenstwie z mlodziutka aktorka widzial szanse na spelnienie marzen, by stworzyc wlasna rodzine. Ona rzucila dla niego teatr i miasto, wybrala odlegly posterunek-twierdze na swoj dom.
Po 25 latach wspolnego zycia sa sobie obcy i wrodzy. Rozgoryczeni, obwiniajacy sie wzajemnie o wlasne porazki, skloceni z calym swiatem, kapitan artylerii i jego zona potrafia sie juz tylko dreczyc, karmiac nienawiscia. Edgar jest potworem z nadmiaru wladzy. Od niego zalezy byt podleglych mu zolnierzy. Od niego zalezy byt zony, zdanej li tylko na jego wole. Alicja jest potworem z bezsily, ekspertem w strategii obronnej agresji. Zywi sie nadzieja smierci meza-przeciwnika. Malzenstwo jest polem brutalnej bitwy, twierdzi Strindberg. Maz i zona - mistrzami wzajemnego ranienia. Z tego pola nikt nie zejdzie caly. Kiedy po 15 latach nieobecnosci odwiedza ich Kurt, dawny przyjaciel Edgara i odlegly krewny Alicji, on takze wpada w sidla niszczycielskiej pasji. Mimo dobrej woli i miekkiego serca wciaga go potezny wir nienawisci.
Skomplikowany tekst Strindberga stwarza szanse do aktorskich popisow. I popisy tu otrzymujemy. Ian McKellen jest wspanialy. Elegancka sylwetka, wielka sprawnosc fizyczna, dzwieczny glos. Helen Mirren takze jest wspaniala. Lekkosc ruchu, wielki wdziek, precyzyjnie modulowany glos. Oboje potrafia dostrzec grzeczny frazes podszyty zdrada. Trafnie strzelaja pociskami slow. Wiedza, jak dramatycznie dlugo wytrzymac pauze. Jak skupic na sobie pelna uwage.
Kiedy McKellen puszcza sie w tan do dzikich taktow Wejscia bojarow, oczu oderwac nie mozna od triumfalnego kroku: "Nie, nie, nie! Nie umre ci na zlosc, bys nie mogla sie cieszyc zwyciestwem nade mna!!!". Kiedy Hellen Mirren zstepuje ze stromych schodow rozpietych nad scena przez Alexandra Dodge'a, oczu nie mozemy oderwac od eleganckiej sylwetki w czarnej sukni. Zachwyca szczupla talia. Zachwycaja kragle polkule piersi wychylajace sie z glebokiego dekoltu. Z zapartym tchem przyswiadczamy nastepnemu slownemu pojedynkowi.
W koncepcji Seana Mathiasa i wykonaniu McKellena i Mirren otrzymalismy za duzo aktorstwa, za malo Strindberga. Dokladniej mowiac, dostalismy jego slowa. Uklucia zlosliwostek i fajerwerki gniewu. Blyskotliwie wypunktowany czarny humor. Halas, atrakcyjny, lecz plaski w wymowie. Zabraklo cierpienia. Tego, co Strinberg mowi miedzy wierszami. Milczenia, ktore mrozi serce. Obnaza kleske roztrwonionego zycia i beznadzieje nienawisci, ktora jak dzuma sieje wokol zaraze.
Los Davida Strathairna dobrze ilustruje problem przedstawienia. Strathairn jest swietnym aktorem. Inteligentny, gotow do podjecia ryzyka, dobrze sie sprawdza w trudnych sztukach Harolda Pintera, Caryl Churchill czy Vaclava Havla. Tu wychodzi na dudka. Kurt jest postacia tragiczna: pelen dobrej woli powraca na wyspe, chcac przebaczyc wyrzadzone mu krzywdy i szukajac przebaczenia. Zlo jednak i jego skaze, niweczac szanse na odrodzenie. Ta kleska powinna wywolac nasz lek i litosc. W omawianej inscenizacji Kurt jest li tylko kukielka, ktorej nitki pociaga najpierw kapitan, pozniej Alicja szukajaca wspolnika w intrydze knutej na zgube meza. Kiedy wymyka sie z ich szponow, widownia smieje sie glosno. Coz, w rozpietej koszuli, bezwolny, z glupim wyrazem na twarzy - smiech budzic musi.
Widownia zreszta chetna jest do smiechu od samego poczatku. Przyglada sie z ciekawoscia choreografii okrucienstwa. Podziwia tancerzy. W rekach gwiazdorow jest jak Kurt: rozmamlana smiechem, nieswiadoma grozy kryjacej sie w mrokach. Na koniec bije entuzjastycznie oklaski, owacja dopominajac sie: zatanczcie taniec smierci raz jeszcze! Brawo, brawo!
W Heddzie Gabler przeciwnie, tekst tak swojski, ze grozi nieuchronna nuda, wzbogaca sie w nowej interpretacji. Rezyser i aktor swym talentem sluza slowu. Slowo nabiera wagi, rozjasnia sie nowym swiatlem. Oferuje nowe przezycia.
Ogolnie biorac, inscenizacja wcale nie jest tak udana. Dekoracje i kostiumy sa przedobrzone: niebotyczne sufity salonu, bogate bukiety kwiatow, ogromny portret generala Gablera, coraz elegantsze suknie bohaterki. Adaptacja tekstu dokonana przez Jona Robina Baitza razi gladka gra slow, przybiera a to krotochwilny, a to sarkastyczny ton.
Poszczegolne role brzmia monotonnie, grane na jednej strunie. Paradoksalnie, tylko dwie najbardziej prostolinijne postacie, skromna ciotka Julia i Mrs. Elvsted, opiekunczy duch Eilerta, wypadaja dobrze dzieki subtelniejszej grze Angeli Thornton i Jennifer van Dyck. Eilert Loveborg w wykonaniu Davida Lansbury'ego jest nieatrakcyjnym gburem. Trudno do niego czuc sympatie, jeszcze trudniej uwierzyc w jego niby natchniony bunt. Tesman Michaela Emersona jest dobrodusznym glupcem, nieswiadomym, co sie wokol dzieje.
Kate Burton tez mozna wiele zarzucic. Niektorzy krytycy wypomnieli jej, ze bedac po czterdziestce jest za stara, by prawdziwie wypasc w roli mlodej, zachlannej i samolubnej Heddy. Dojrzaly wiek mi nie przeszkadza; Burton wyglada bardzo atrakcyjnie i z latwoscia wierzymy jej Heddzie, ze potrafi wykorzystywac swa wladze nad pozadajacym jej mezczyzna. Denerwuja za to pewne zbyt efektowne zagrania: glosny smiech z odrzucona w tyl glowa, szybkie przemarsze tam i z powrotem krokiem pantery w klatce. Uzyte raz wywoluja mocne wrazenie. Powtorzone - zblizaja sie do nuzacych manieryzmow.
A jednak, mimo tych niedociagniec, wersja Heddy Gabler w Ambassador Theatre jest fascynujaca. Efekt sztuki zalezy przede wszystkim od ustawienia glownej roli. Pod kierunkiem Nicholasa Martina Kate Burton buduje postac Heddy wielopoziomowo i nadzwyczaj ciekawie. Hedda jest jednoczesnie bardziej ludzka, niz dotad nam znana, i bardziej okrutna. Nie rozni jej od otoczenia ambicja ani gotowosc do bezwzglednego dzialania w imie wlasnego interesu. Tak czynia tez inni. Hedda przerasta otoczenie inteligencja i poczuciem ironii sytuacji. Jest bolesnie swiadoma hipokryzji stosunkow spolecznych i wlasnych slabosci.
Chce byc dumna z siebie, a strasznie jej niedobrze we wlasnej skorze. Marzy o wolnosci, lecz leka sie ryzyka wolnego dzialania. Pragnie niezaleznosci, lecz odkrywa, ze sama na siebie zastawia sidla i w nie wpada - w potrzask malzenstwa z Tesmanem, ktorego wyobrazala sobie jako czlowieka wiekszej miary niz akademicki urzedniczyna. W potrzask uzaleznienia od dobrej woli Sedziego, ktory dobrej woli ani krzty nie ma.
Fakt, ze winna jest swej kleski, nie umniejsza rozmiaru porazki. Jej sila zwraca sie przeciw niej. Inteligencja, dzialajaca bez serca, czyni spustoszenie. Hedda budzi w nas odruch protestu i niecheci. Wywoluje niepokoj nie dlatego, ze jest tak od nas inna, lecz ze w swych sprzecznosciach jest do nas podobna. W rekach Nicholasa Martina i Kate Burton tekst Ibsena znowu zabrzmial niebezpiecznie.
*
W Teatrze La MaMa Ellen Stewart raz jeszcze oferuje goscine grupie z Polski. Wystepy w slynnej sali przy Wschodniej 4 Ulicy sa rodzajem Legii Honorowej przyznanej przez niewidzialne jury. Wpisujesz sie wtedy w imponujaco bogata kronike awangardowego teatru, w korowod, w ktorym przed toba tanczyli Kantor i Andrei Serban, aktorzy z Gardzienic, The Living Theatre, Odin Theatre... Teatr Provisorium & Kompania "Teatr" z Lublina po raz drugi goszcza w Nowym Jorku, z laurami zdobytymi latem w czasie Fringe Festival w Edynburgu. Przedstawienia Ferdydurke na podstawie powiesci Witolda Gombrowicza mozna obejrzec do 25 listopada. (La MaMa E.T.C., 74 E. 4 St., tel. 212-475-7710.).
*
Najciekawsze obecnie wydarzenie odbywa sie calkiem na marginesie, z boku, na dolnym Manhattanie. Tak, dolny Manhattan zyje. Wazna jego czescia sa takie postacie jak Bill Talen, skupiajacy wokol siebie podobnych mu prowokatorow i pelnych pasji aktywistow. W przebraniu Pastora Billa, razem z murzynsko-hiszpanska grupa The Welfare Poets i gromadka innych spontanicznych uczestnikow, odprawia w niedzielne wieczory rodzaj zebrania-nabozenstwa, przedstawienia anarchistycznego w formie i madrego w intencji.
Troche jak dworski klaun, a troche jak natchniony kaznodzieja mowi z ironia o swietosciach i bardzo powaznie o tym, o czym przyzwyczajeni jestesmy dzisiaj na glos mowic tylko z ironia. Pastor Billy i jego The Church of Stop Bombing! jest kontrapunktem dla wszystkich jednomyslnosci, szczegolnie cennym obecnie. Stawia pytania, zaprasza do dyskusji, zmusza do rewizji zajetych pozycji. Razem mozemy sie rozesmiac na glos z wlasnego strachu. Czujemy sie troche mniej bezsilni. (The Culture Project, 45 Bleecker St., 212-253-9983.).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |