PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (16 listopada 2001)


EWA ZAJAC

Czterdziestolecie Fundacji Koscielskich

Z czym moze kojarzyc sie polskiemu czytelnikowi Szwajcaria? Najpewniej z bankami, zegarkami, czekolada i Wilhelmem Tellem. Milosnicy literatury ojczystej przypomna sobie zapewne Liryki lozanskie Mickiewicza, poemat Slowackiego W Szwajcarii i ostatnie lata zycia Sienkiewicza w Vevey, zas melomani - salon Paderewskiego w Morges czy ostatnie dni Szymanowskiego w Lozannie. Polakom mieszkajacym w Stanach Zjednoczonych Szwajcaria kojarzy sie tez zapewne z ostatnimi latami zycia Kosciuszki, spedzonymi w Solurze. Warto poszerzyc te liste skojarzen przypominajac instytucje, ktora sprawuje role mecenasa mlodej literatury polskiej. Jest nia Fundacja Koscielskich, obchodzaca w tym roku czterdziestolecie istnienia. To wlasnie ona chronila niezaleznosc mlodych pisarzy w czasach, kiedy podporzadkowano literature "jedynie slusznej" ideologii. Ona tez przeciwstawiala sie dzieleniu literatury na krajowa i emigracyjna.

Ustanowiona przez fundacje nagroda nie byla zwykla tylko nagroda, ale tez prestizowym wyroznieniem, ktore w latach panowania rezymu komunistycznego w Polsce nobilitowalo mlodych tworcow majacych odwage demaskowac falszywe autorytety i swiat pozorow. Przyznawano ja nie tylko za osiagniecia artystyczne, ale takze za postawy etyczne. Zalozycielka fundacji nie przypuszczala zapewne, ze testamentowy zapis nakazujacy "przyczynianie sie do rozwoju literatury i poezji polskiej droga przyznawania nagrod mlodym pisarzom piszacym w jezyku polskim, zamieszkalym zarowno w Polsce, jak i za granica" stanie sie wkrotce fundamentem instytucji, ktorej prestiz i znaczenie wykraczac beda poza sprawy czysto literackie.

Pora zatem poswiecic kilka slow fundatorce - Monice z Krystynskich Koscielskiej, niegdys dobrze zapowiadajaca sie aktorce i piosenkarce zwiazanej z warszawskimi teatrami: Malym, Bagatela, Komedia i Nowosci. Znana pisarka Maria Danilewicz-Zielinska, jedna z grona jurorow fundacji, naszkicowala dzieje tej niezwyklej postaci w specjalnym biogramie, przypominajac, iz "w 1918 roku poslubila ona Wladyslawa Augusta Koscielskiego, dziedzica Miloslawia w Poznanskiem, poete, wydawce, mecenasa sztuki, i razem z nim organizowala w Warszawie przyjecia literackie w zabytkowej kamienicy zwanej Mansyonarya na rogu ul. Swietojanskiej i placu Zamkowego, w ´najpiekniejszym, zdaniem prof. Wladyslawa Tatarkiewicza, wnetrzu, jakie zbudowano w Polsce po wojnieª.

Przezyc jej wypadlo tragiczna smierc meza, a nastepnie jedynego syna, Wojciecha, zmarlego bezpotomnie w roku 1947. Po smierci meza, gdy sytuacja majatkowa znalazla sie w stanie krytycznym, przy pomocy ziemian poznanskich i przyjaciol rodziny Koscielskich, zdolala uratowac Miloslaw i polaczony z drukarnia w Bydgoszczy Instytut Wydawniczy ´Biblioteka Polskaª w Warszawie.

Po wybuchu drugiej wojny swiatowej opuscila Polske i mieszkala kolejno w Bukareszcie, Paryzu i Nicei. W 1944 roku przekroczyla nielegalnie granice francusko-szwajcarska i zamieszkala w Genewie, otoczona gronem przyjaciol. Zmarla w tym miescie 7 lipca 1959 roku. Dla uczczenia pamieci meza i syna ustanowila testamentem Fundacje im. Koscielskich"*).

Rade fundacji stanowili zrazu genewscy przyjaciele Moniki Koscielskiej: Aleksander Bobkowski (stryj Andrzeja), Zygmunt Estreicher, Zygmunt Kallenbach, Antoni Lanckoronski i Kajetan Morawski, bedacy zarazem jurorami nagrody. Pilna potrzeba stalo sie wkrotce rozszerzenie tego grona o autorytety reprezentujace literature krajowa. Jan Parandowski i Ludwik Hieronim Morstin uznali, ze wobec niemoznosci swobodnych wyjazdow z Polski nie podolaja temu zadaniu. Pierwszym odwaznym okazal sie Jacek Wozniakowski z Tygodnika Powszechnego, docierajacy od 1966 roku, co prawda w rytm kaprysow owczesnej wladzy, na obrady jury w Genewie, a od osmiu lat prezes fundacji. Jej wieloletnim czlonkiem byl tez Konstanty Jelenski, a do dzisiaj pozostaja w niej Maria Danilewicz-Zielinska, Jan Blonski, Andrzej Vincenz, Ewa Bienkowska, Wlodzimierz Bolecki, zeby wymienic tylko tych z najdluzszym stazem.

Piszac o jurorach trudno nie zaprezentowac w tym miejscu laureatow. Klopot z tym, ze ich lista jest rownie dluga, co znaczaca. Nie sposob jednak podac wszystkie 116 nazwisk. Osmiele sie wiec zaprezentowac swoj wybor, odsylajac wnikliwszych czytelnikow do publikacji Zabawy i mozoly Fundacji Koscielskich*). I tak do Slawomira Mrozka, pierwszego na liscie, dolaczyli przez te czterdziesci lat: Zbigniew Herbert, Tadeusz Konwicki, Zofia Romanowiczowa, Andrzej Kijowski, Gustaw Herling-Grudzinski, Jaroslaw Marek Rymkiewicz, Marek Nowakowski, Zygmunt Haupt, Waclaw Iwaniuk, Adam Zagajewski, Ewa Bienkowska, Piotr Wojciechowski, Anna Frajlich-Zajac, ks. Jan Gora, Pawel Huelle, Magdalena Tulli, Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk,Wojciech Wencel i wreszcie tegoroczny laureat Jerzy Sosnowski. Jesli lista ta wyda sie co prawda godna, ale i w miare oczywista, to prosze nie zapominac, ze nagrody otrzymywali autorzy wowczas mlodzi, najczesciej slawe zdobywali troche pozniej.

Jest wszakze jeden aspekt tej nagrody, dzisiaj moze juz mniej istotny, ale gwoli prawdy historycznej warto chyba o nim wspomniec - mlodziezy ku nauce, weteranom dla nostalgii. W tamtych, nie tak przeciez odleglych czasach, wymiar materialny nagrody to byla nie tylko spora suma pieniedzy. Wielu owczesnych pisarzy mialo czesto pierwsza okazje zobaczenia Europy, a z nia innej rzeczywistosci niz ta "jedynie sluszna". Nie minelo wiele wiecej niz dziesiec lat, a ponizsze swiadectwa wydaja sie glosem dochodzacym nas z innej epoki, przeczytajmy:

"Dostalem nagrode w 1989 roku. Tak sie dla mnie historycznie zlozylo, ze bylem ostatnim laureatem, ktory mial okazje odbycia podrozy do Szwajcarii i zjedzenia obiadu w gronie szacownego Jury, bowiem pozniej wreczenie nagrod odbywalo sie juz w Polsce.

Wszystko w tej ceremonii bylo rytualne i wszystko powodowalo, ze nawet jesli nie bylismy barbarzyncami, ale przybywalismy z Barbarii tutaj, cala sceneria stanowila dla nas przeszkode, albo byla inspirujaca, albo byla zrodlem stresu, czy tez w koncu nieslychanych przezyc. Poczynajac od karty dan, ktora wreczano na poczatku i ktora byla o dziwo zapisana w jezyku francuskim, co dla nas mlodych pisarzy peerelowskich moglo byc wielce zdumiewajace - a konczac na widelcach, nozach i szklankach: ktora jest do czego? Jak pisal Zygmunt Hertz do Czeslawa Milosza: z czym do tej ostrygi? (...) Juz nie mowie o czyms takim, ze istnialy rozne kategorie rozmowy przy obiedzie, co tez nam bylo obce - rozmowy swiatowe; tutaj przeciez siedzieli profesor Zygmunt Marzys, Franek Rosset, prezes Krzysztof Gorski, profesor Zygmunt Estreicher - w takim przynajmniej gronie ja odebralem te nagrode.

Im dawniej bylo, tym byly to wieksze pieniadze: trzy tysiace frankow szwajcarskich! Dzentelmeni nie mowia o pieniadzach, ale ja tutaj mowie o faktach historycznych"*).

Tak pisal Jerzy Pilch, natomiast ojciec Jan Gora zanotowal: "Jak tu czlowieka traktuja, w glowie sie nie miesci - i przypomnialy mi sie wszystkie posilki spozywane w pospiechu pod biczujacym spojrzeniem siostry Salomei w naszej klasztornej kuchni albo przy kioskach peronowych w czasie moich licznych podrozy. I lza zakrecila mi sie w oku. (...)

I juz na wychodnym jeszcze jedno niedyskretne pytanie: - Co ojciec zrobi z pieniedzmi? - odezwal sie ktorys z panow. - Pojade do Ziemi Swietej, jesli prowincjal pozwoli. Zawsze o tym marzylem..."*).

Tak, lza sie w oku kreci takze piszacej te slowa i zasiadajacej rowniez w jury. Tak szybko wszystko sie zmienilo; dzis nagroda jest proporcjonalnie wyzsza, a jurorzy w celu jej wreczenia udaja sie do Polski. I ta odwrocona sytuacja czesto tez przysparza nieoczekiwanych powodow do zadziwien...

Powrot do normalnosci, nadrabianie straconych lat owocuje dzis w Polsce bogactwem i roznorodnoscia zycia kulturalnego, wieloscia inicjatyw wydawniczych, a wiec i ukazujacych sie tekstow. Niejedna krajowa nagroda literacka rozglosem, a i wysokoscia przewyzsza wyroznienie Koscielskich. Swiat stoi otworem, az do zachlysniecia. Wszystko wskazuje na to, ze i rola fundacji bedzie sie zmieniac. Ale czy rzeczywiscie te zmiany maja wplyw na troske i nasze powinnosci wobec kultury narodowej? Pewnie inne sa dzis powody tego zatroskania, powinnosc pozostaje ta sama.

Jubileusz czterdziestolecia Fundacji Koscielskich jest na pewno okazja do spojrzenia w chwalebna przeszlosc, ale takze czasem refleksji nad jej przyszloscia. Odzyskana wolnosc odejmuje jej funkcje strazniczki narodowej kultury, prestiz i tradycja zobowiazuja. Odchodza w przeszlosc ludzie tacy jak Monika Koscielska z ich wspanialomyslna troska o sprawy trudno wymierne, ale przeciez bez nich zbudujemy sobie nowa Barbarie. Pytanie o przyszlosc fundacji jest takze pytaniem o sens i role emigracji, pytaniem o nas samych, i do nas wszystkich skierowanym.

-------------------------

*) Wszystkie cytaty pochodza z publikacji Zabawy i mozoly Fundacji Koscielskich. 1959-1999 wyd. Foundation Koscielski, Genewa-Krakow 2000.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail