MAREK KLECEL
Ostatnia ksiazka Zbigniewa Herberta
Wybor mitu
Ostatnia juz chyba oryginalna ksiazka Zbigniewa Herberta, wydana posmiertnie, jest Krol mrowek - zbior utworow, ktore sa wariacjami na temat mitologii greckiej, pisanymi przez poete w ciagu kilkudziesieciu lat.
Coz po micie w naszych trzezwych az do szalenstwa, sceptycznych i praktycznych czasach? Coz moga obiecywac jakies zamierzchle opowiesci o nieistniejacych bogach, herosach i pulapkach losu, jesli nie dadza jakichs zyskow, nie dadza sie wymienic na profity medialne lub chocby logo w reklamie. Tak, mityczny grecki logos jako logo reklamowe, Prometeusz zachwalajacy zapalki, Midas jako patron gieldy, Venus Anadyomene reklamujaca proszki do prania, a Antygona feminizm, Hermes jako zespolony agent kupcow, akwizytorow i zlodziei. Resztki pamieci mitologicznej mozna wystawic juz tylko na sprzedaz, uzywac jako dekoracji albo z potrzeby snobizmu.
To wszystko byloby zabawne, gdybysmy sami nie tkwili w glebi mitu, nie uswiadamiajac go sobie, gdybysmy nie byli pewni, ze jestesmy wolni, racjonalni, wyzwoleni od wszelkiej mitologii, chocby i literackiej, jak to sobie wielu wyobrazalo od czasow oswiecenia. Tkwimy bowiem we wnetrzu wielkiego mitu, mitu nowoczesnosci. Wszechstronna, totalna wiara w samodoskonalenie sie, postep, nieomal nieuchronnosc raju na ziemi, w mechanizm dziejowy, ktory popycha nas do optymistycznego konca, okazala sie na naszych oczach rowniez mitem, nie do konca tylko uswiadomionym, nazwanym, opisanym... Mit jest zatem wiecznie aktualny, stale powraca, nieraz w sposob niedostrzegalny.
Stosunek Herberta do przeszlosci, zaswiadczony w Barbarzyncy w ogrodzie, Labiryncie nad morzem, w licznych wierszach i rozproszonych utworach, ktore zostaly dopiero teraz wydane w tomie Krol mrowek, nie jest wcale jednoznaczny, choc opiera sie na zobowiazaniu wobec niej. W eseju Duszyczka z Labiryntu nad morzem wyraza go poeta w sposob nie wymagajacy komentarza:
"Jednym z grzechow smiertelnych kultury wspolczesnej jest to, ze malodusznie unika ona frontalnej konfrontacji z wartosciami najwyzszymi. A takze aroganckie przeswiadczenie, ze mozemy obejsc sie bez wzorow (zarowno estetycznych, jak i moralnych), bo rzekomo nasza sytuacja w swiecie jest wyjatkowa i nieporownywalna z niczym. Dlatego wlasnie odrzucamy pomoc tradycji, brniemy w nasza samotnosc, grzebiemy w ciemnych zakamarkach opuszczonej duszyczki.(...) Biedni utopisci, debiutanci w historii, podpalacze muzeow, likwidatorzy przeszlosci podobni sa do owych szalencow, ktorzy niszcza dziela sztuki, poniewaz nie moga wybaczyc ich spokoju, godnosci i chlodnego promieniowania".
Herbert czuje sie spadkobierca, ale przeciez nie piewca, wyznawca czy chocby badaczem oddanym calkowicie przeszlosci, ktory z samozaparciem antykwarysty chce ja zatrzymac, przywrocic. Przeciwnie, jest czlowiekiem dzisiejszym i tutejszym. Chce po prostu ogarnac jak najszerzej przypadki ludzkiego losu, niezaleznie od czasu, i chce dotrzec do meandrow najodleglejszych dziejow, ktore nie musza byc calkiem dla nas obce i oderwane. Wreszcie chce w tym wszystkim zawrzec takze przypadek wlasny, swa gre z losem, z bliznimi, przeciwnikami, wrogami i bliskimi, z ktorymi wspolnie sie bytuje. Herbert, choc jest w tworczosci czlowiekiem z krwi i kosci, nie drapuje sie na medrca, wieszcza czy moraliste, nie jest nowoczesny, bo z ironia opisuje pyche wspolczesnego czlowieka (ktory czuje sie jednak potomkiem Prometeusza), nie jest nowoczesny, to znaczy nie chce byc wykorzeniony (jak mityczny Anteusz) z tego, co wspolne, choc i odlegle w czasie, nie jest nowoczesny, choc jest wspolczesny, bo zyje w swoim, a nie innym czasie.
Opowiadajac zamierzchle z pozoru historie, posluguje sie po prostu literackimi formami pochodzacymi z najodleglejszej czesto przeszlosci, lecz wypelnia je wspolczesna i wlasna trescia, mowiac wlasciwie wiecej o sobie niz o prawdach owej przeszlosci. Uzywa mitow pochodzacych z poczatkow ludzkiej pamieci, ktore sa pierwotna opowiescia, a zarazem wzorcem, konstrukcja ludzkich losow, losow ludzi postawionych wobec kosmosu natury, jej sil, bostw, bogow i polboskich bohaterow. Mit jest heroiczna i dramatyczna opowiescia o zbiorowych dziejach ludzkich wpisanych w kosmiczne dzieje wszechswiata. Lecz Herbert uzywa mitu nie po to, by opowiadac o tym odleglym, sakralnym swiecie, ktory jest przeciwienstwem naszego swiata, a mit jest przeciwienstwem potocznej swiadomosci wspolczesnej, lecz po to, by dzieki temu kontrastowi, temu ironicznemu w skutkach zestawieniu powiedziec cos waznego o stanie naszej kondycji i miejscu, w ktorym sie znalezlismy. W istocie Herbert dokonuje zabiegu przewrotnego, wpisuje nasze indywidualne, swieckie, powszednie i nieheroiczne przypadki losowe w konstrukcje mitow o Tersytesie, Narcyzie, Kleomedesie, Atlasie i innych, raczej pomniejszych mitow. Wlasnie ten wybor jest znaczacy. Herbert nie opowiada o heroicznych przykladach Antygony, Odysa, Edypa czy Orestesa, lecz wybiera mniej wazne, czy raczej nie tak glosne postaci, niejako pomijane i pokrzywdzone w dostojnym orszaku bogow i herosow, choc majace swe nie mniej znaczace dzieje, blizsze nam dzieki swej wiekszej zwyczajnosci. Oczywiscie pisarz dopisuje wlasna ich interpretacje, czesto przewrotna i ironiczna lub gorzka w wymowie, tworzy tez wlasne wersje znanych mitow o Orfeuszu i Eurydyce, Prometeuszu, Minotaurze, Dionizosie. Sa one na miare czlowieka, ktory stracil wiare, traci wiare nie tylko w bogow, bo sa coraz bardziej odlegli, w bohaterow, herosow, bo zgineli dawno przed nim, ale i w siebie samego, gdyz przestaje byc juz nie tylko postacia z mitu, kroniki, historii, ale i z wlasnego zycia, stajac sie wirtualna fikcja znikajaca w prozni wspolczesnosci.
Bo w istocie Herbert mowi o zmierzchu i upadku wszystkich, bogow, bohaterow i ludzi. Nie jest to jego "prywatna mitologia", poeta poslugujacy sie motywami tradycji, choc przewrotnie nieraz klasycyzujacy, uzywajacy ironicznie gotowej poetyki, chce powiedziec cos wazniejszego o naszej sytuacji. Posrednio opowiada takze o naszym upadku, upadku wspolczesnych, zadufanych w swoja moc ludzi, ktorym sie wydaje, ze zyja w epoce Prometeusza.
Herbert nie pisze o tym, ale to wlasnie epoka nowoczesna przyjela nieswiadomie mit Prometeusza jako wlasny mit zalozycielski, choc bez zrozumienia, a nawet wbrew zamyslowi w nim zawartemu. Prometeusz wykradajacy tajemnice bogow i pomagajacy ludziom poskromic nature jest dzis bohaterem pozytywnym, a przeciez dla Grekow byl buntownikiem, ktory burzy lad swiata i za to musi byc ukarany.
Opowiesci, a wlasciwie skrotowe czesto parafrazy mitologiczne Herberta mowia wiec o swiecie sprzed konca swiata, o koncu swiata boskiego i nadprzyrodzonego, o zmierzchu odleglego, wielkiego i wznioslego swiata, ktory nie konczy sie zadna apokalipsa, lecz zwyczajna, powszednia i szara normalnoscia przetrwania, konczy sie nowym mitem wiecznego, syzyfowego bytowania z dnia na dzien. Przemiana Prometeusza w Syzyfa to jeden z wazniejszych elementow umyslowosci nowoczesnej, o czym Herbert juz nie pisze.
Lecz w istocie zadna nowa, wspolczesna mitologia nie da sie, po prawdzie, utrzymac. Rozlatuje sie w posadach, losy bohaterow nie splataja sie w calosc, tragiczny wezel nie zawiazuje sie: latwo sobie wyobrazic, ze wspolczesna Antygona przezyje spokojnie az do emerytury, nie muszac wybierac miedzy racjami panstwa a racjami wiary, wszystko bowiem da sie zalatwic i rozwiazac, wszystko jest przeciez sprawa kompromisu. Edyp wciela sie w dr. Freuda, ktory wszystko moze wyjasnic za pomoca nowej psychoanalitycznej teologii i wyleczyc sie z kompleksu Edypa, nie trzeba sie zaraz zabijac czy oslepiac. Coz na to bog Hermes - przewodnik dusz w zaswiaty, gdy dusz juz nie ma. Przezyje, bo ma lepszy fach w zanadrzu, jest przeciez specjalista od handlu, zdobywania rynku i od prawa (tzn. omijania go), czyli demagogii. Ulisses skonczy nedznie w Dublinie, pijany i w obledzie, zagubiony w sobie i miescie; nie musi opuszczac swojej Itaki.
Razem z odejsciem bogow upada i mitologia. Herbert spisuje jakies jej pozostalosci, fragmenty, ostatnie wersje sprzed konca jej bohaterow. Zapisuje ostatnie strony mitologii. Nie mozna wiec miec nadmiernych zludzen. Mitologia jest sztuka sama w sobie, pozostaje ekstraktem wszystkich losow, nieomal geometrycznym wzorcem nieskonczenie wielu wariantow i przypadkow nie tylko ludzkich, tworem niemal abstrakcyjnym i idealnym, ktory niczego nie zalatwia i nie przydaje sie do celow praktycznych. We Wstepie do Atlasa, do ktorego poeta dolaczyl znaczacy podtytul Nota autobiograficzna, zwierza sie w zawoalowany sposob:
"Mitologia, jakiej uczono go w szkole, napawala go odraza, byla bowiem triumfem antropologicznej bestii
- gromadzil skamieliny, odciski pazurow
- nienawidzil rasy zwyciezcow i jego przymierze z pokonanymi wydawalo mu sie odziedziczone po gorze, strumieniu, sciganym owadzie i melancholijnym olbrzymie
- cala jego sympatia kierowala sie ku zmeczonym bohaterom i dwuznacznym
(...)
- kochal potwora i skrzywdzonego kochal skrzywdzonego
- czyz wiedza o potworach nie byla dla niego propedeutyka historii?".
I tak pan (Herbert) od mitologii stawal sie takze panem od historii.
Jak podkreslalem, mitologiczne utwory Herberta sa samodzielne, same sie tlumacza. Wydawca ksiazki wykazal sie, jak sadze, nadmierna pedanteria, zaopatrujac tekst w zestaw przypisow i objasnien godnych uczonego dziela, powatpiewajac zapewne w znajomosc rzeczy dzisiejszego czytelnika. Ale autor sam przestrzegal przed owa uczonoscia, dolaczajac kpiarskie uwagi z fikcyjna, niby naukowa bibliografia zmyslonych dziel znanych lub tez fikcyjnych autorow. Wydawca potraktowal chyba zbyt serio zart Herberta, spieszac z wyjasnieniem do "Uwag narratora" z tekstu Ofiara - Dionizos: "(...) nie musimy zapewniac, ze zbieznosc nazwisk w tej zartobliwej bibliografii z nazwiskami koryfeuszy nauki i literatury jest przypadkowa i niezamierzona". Jakie to nazwiska? Umberto Ecco, Kolakowski, Pomian, a tez dr Helene Kapelusch i nieznany z imienia Baran, wydajacy w Bibliotece Postmodernisty (Harlequin 1996) dzielo pt. Umberto Ecco i jego Dionizos. Uwazam, ze zbieznosc tych nazwisk jest calkowicie zamierzona i nieprzypadkowa.
-----------------------
Zbigniew Herbert, Krol mrowek. Prywatna
mitologia, Wydawnictwo a5, Krakow 2001, s. 123 plus
przypisy, cena 20 dol. plus NY tax i 5,50 dol. porto w przypadku
zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |