PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (9 listopada 2001)


KRYSTYNA LIPINSKA-ILLAKOWICZ

Gombrowicz
w Ameryce

I. Powroty: Ferdydurke po latach
na nowo w Ameryce narodzona

Przez wiele lat przesladowal mnie pewien koszmar literacki. Ten koszmar to widmo okaleczonej, pocietej Ferdydurke w angielskiej wersji Erica Mosbachera, ktora od 1961 roku byla jedynym dostepnym anglojezycznym przekladem arcydziela Witolda Gombrowicza.

Na szczescie koszmar juz nas nie bedzie nawiedzal, poniewaz pod koniec ubieglego roku nakladem Yale University Press ukazalo sie nowe, mozna by powiedziec jedyne prawdziwe tlumaczenie Ferdydurke, bo raz pierwszy bezposrednio z jezyka polskiego. Dokonala go Danuta Borchardt i dzieki jej za to.

Ferdydurke, podobnie jak Trans-Atlantyk i inne dziela Gombrowicza, uchodzila w latach 50. i 60. za utwor nieprzetlumaczalny i do tego mitu, trzeba to jasno powiedziec, w duzym stopniu przyczynil sie sam autor. Wobec tego sam fakt, ze w 1961 roku na fali rosnacego zainteresowania polskim autorem Ferdydurke zostala przetlumaczona, wystarczal. Gombrowicz docenial potege angielskiej sfery jezykowej, nie znal jednak jezyka angielskiego i prawdopodobnie nie byl w stanie ocenic tlumaczenia. Mozna by sie tu zastanowic, dlaczego inne, rownie "nieprzetlumaczalne" dziela, jak Ulisses, Finnegan's Wake czy Alicja w Krainie Czarow zostaly z pietyzmem przetlumaczone z angielskiego na polski, podczas gdy innowatorzy jezyka z tak zwanej mniejszej strefy jezykowej, jak Gombrowicz czy np. Lesmian, sa albo kwitowani okresleniem "nieprzetlumaczalny", albo ich utwory podlegaja procesowi przekladu, ktory mozna jedynie okreslic mianem kastracji.

Mosbacherowska wersja pozbawila Ferdydurke pierwszych egzystencjalnych rejestrow, ktore rozbrzmiewaja na poczatku tekstu w opisie przebudzenia narratora - stan niepewnosci, narastanie niepokoju i trwoga istnienia. Dlugie zdania i powtorzenia, budujaca estetyka nadmiaru w prozie Gombrowicza najwyrazniej wydawaly sie Ericowi Mosbacherowi (lub wydawcy) zbedne. Brak tych poczatkowych fragmentow pozbawia czytelnika subtelnego wprowadzenia nie tylko w finezyjne konstrukcje jezykowe tekstu, ale rownoczesnie ubozy filozoficzne podteksty nawiazujace do Kierkegaarda czy Schopenhauera. Znika podtekst Kafkowskiej poetyki przemiany. Wyciecie koncowego kupletu "Koniec i bomba, kto czytal ten traba" pozbawilo te pierwsza anglojezyczna wersje Ferdydurke jej metafikcyjnej wymowy polegajacej na zakwestionowaniu wiarygodnosci tekstu przez sam tekst.

Sa to sprawy wazne, zwazywszy, ze Ferdydurke ukazala sie w koncu 1937 roku, a egzystencjalizm wykrystalizowal sie jako kierunek filozoficzny w latach 50., z kolei pojecie samoswiadomosci fikcji literackiej, okreslanej jako metafikcyjnosc uksztaltowalo sie wraz z rozwojem poststrukturalizmu w latach 70. Jak wrazliwy byl Gombrowicz na punkcie awangardowosci swego pisarstwa, mozemy zaobserwowac czytajac Dziennik, listy do Jerzego Giedroycia czy tak zwane wyklady z filozofii, w ktorych czesto wypowiada sie na temat prekursorstwa Ferdydurke.

Jednak nie czas w eseju o nowym tlumaczeniu tej powiesci rozdrapywac stare rany. W slowie wstepnym do swego tlumaczenia Danuta Borchardt z duza doza powsciagliwosci i pokora zapoznaje czytelnika z trudami pracy translatorskiej, wspominajac o zmaganiach z indiosynkratycznym, pelnym dezynwoltury jezykiem Gombrowiczowskiego tekstu. Praca nad tekstem Ferdudurke to jakby tlumaczenie z dwoch jezykow rownoczesnie, polskiego i Gombrowiczowskiego. Kiedy w Kafkowskiej Przemianie Gregor Samsa przeistacza sie w monstrualnego karalucha, ulega rownoczesnie przemianie caly otaczajacy go swiat fizyczny, psychika i uklad spoleczny. Nietkniety pozostaje jednak jezyk narracji. W Gombrowiczowskiej wersji przemiana dokonuje sie poprzez jezyk, ktory ulega defamiliaryzacji. Gwalt dokonany na trzydziestolatku wrzuconym w swiat szostoklasisty przekazuje bezlitosnie przeksztalcony jezyk niezwyklych zwiazkow frazeologicznych i skojarzen. Narrator powiesci Jozio mowi "ubogo" i "mentalnie", a inzynier Mlodziak zasmiewa sie "smiechem tylnym" i "gloryfik[uje] sie w dziecku nieslubnym". Gombrowicz igra z wszelkimi elementami skladni i slowotworstwa, bawi sie zaimkami zwrotnymi, ktore sa standardem w jezyku polskim, a prawie nie wystepuja w angielskim, stosuje powtorzenia, zawiesza zdania. Absurdalne sytuacje wypowiadaja rownie absurdalne, na pierwszy rzut oka niewykonczone zdania typu: "Na co ona podobnie zapytywala, oganiala mnie i okazywala mi", opisujace stosunek Jozia i Zosi w koncowych scenach Ferdydurke.

Danuta Borchardt wychodzi zwyciesko ze zmagan z oryginalnoscia Gombrowiczowskiego stylu, czesto nie tylko znajdujac angielskie odpowiedniki, lecz niejako tworzac nowe slowa. Jedna z wazniejszych, najbardziej widocznych, chociaz prawdopodobnie nie najtrudniejsza z decyzji bylo pozostawienie polskiej wersji slowa "pupa". Tekst Gombrowicza tak bardzo rozszerzyl zakres znaczeniowy tego slowa, ze wlasciwie stworzyl nowa wartosc. "Pupa" funkcjonuje jako metafora okreslajaca kontakty miedzyludzkie (rowniez miedzykulturowe), ktore Gombrowicz zawsze postrzega jako antagonistyczne. Jako integralny komponent Gombrowiczowskiej teorii formy "pupa" wyraza subtelne podporzadkowywanie i umniejszanie oraz rownoczesne ponizanie jednych przed drugich. Zakres znaczeniowy tego pojecia nie ma granic i przeksztalca sie wraz z kazda nowa sytuacja w warstwie tekstualnej i interpretacyjnej Ferdydurke. Wydaje sie wiec sluszne, ze tlumaczka pozostawila je w formie oryginalnej, tym bardziej ze fonetyczny odpowiednik "pupy", angielskie slowo poop kojarzy sie z atmosfera swiata dziecinnego i przywodzi dziecinna estetyke milusinskosci (cuteness).

Dylematy, ktore musiala pokonac tlumaczka tekstu Gombrowicza, sa oczywiscie duzo powazniejsze. Tlumaczenie kazdego tekstu oznacza przyblizenie go do nowej kultury. Potencjalna trudnosc w odbiorze Ferdydurke nie polega jedynie na dystansie jezykowym. Jest to jeden z najbardziej wyrafinowanych stylistycznie tekstow, jakie stworzyla literatura swiatowa w pierwszej polowie XX wieku. Jednak od pierwszego wydania powiesci w kraju w roku 1937 minely 64 lata. Czy w dzis Ferdydurke bedzie w stanie zafascynowac amerykanskiego czytelnika, bawic go, zaskoczyc, wprawic w oslupienie i zadume?

Takie pytania podejmuje we wstepie do obecnego wydania nestorka amerykanskich intelektualistow Susan Sontag. W przeciwienstwie do pierwszego wydania z 1961 r., ktore bylo jedynie poprzedzone kilkoma datami odnoszacymi sie do historii tekstu, tlumaczenie Danuty Borchardt zostalo opatrzone wstepem torujacym mu droge na trudny amerykanski rynek czytelniczy. Z Dziennika czy korespondencji z Jerzym Giedroyciem wiemy, jak Gombrowicz - swiadomy awangardowosci swoich tekstow - dbal o ich odpowiednie przedstawienie czytelnikowi. W listach do redaktora naczelnego Kultury Gombrowicz okresla swoje utwory jako "trudne teksty" (s. 71), a w 1954 roku, a wiec 17 lat po pierwszym polskim wydaniu Ferdydurke, przypomina Giedroyciowi, ze "ta ksiazka to, Redaktorze, bomba atomowa, utwor o dzialaniu piorunujacym" (Listy 1950-1969, s. 100). Znana jest historia wstepu Jozefa Wittlina poprzedzajacego pierwsze wydanie Trans-Atlantyku (1953 r.), ktory wprowadzal czytelnika w zawila materie Gombrowiczowskiego stylu. W korespondencji z Giedroyciem Gombrowicz z pelnym uznaniem i podziwem wypowiada sie na temat tego wstepu.

Tak wiec, chociaz Gombrowicz nonszalancko i bezkompromisowo podchodzil do norm i form obyczajowych, trzezwo ocenial wymogi rynku wydawniczego, znal wage tego, co we wspolczesnym, zekonomizowanym jezyku nosi nazwe promocji. Krotki esej Susan Sontag znakomicie prezentuje proze Gombrowicza amerykanskiemu czytelnikowi, ktory zazwyczaj szuka sensacji i szybko sie nudzi. Sontag zwiezle i dynamicznie kresli sylwetke pisarza, zarysowuje tematyke i wprowadza w atmosfere utworu. W pierwszych slowach buduje napiecie, intryguje czytelnika takimi pojeciami, jak niedojrzalosc, eros, pozadanie, kompleks nizszosci, wokol ktorych rozwija sie akcja powiesci.

We wstepie Sontag przedstawia Gombrowicza jako przedstawiciela europejskiej tradycji filozoficznej i literackiej i zarazem wnikliwego krytyka tejze tradycji. Gombrowicz, autor z malo znanego, marginalnego obszaru kulturowego (Polski) dokonuje zaskakujaco trafnej wiwisekcji jednostek i spoleczenstw, wnika gleboko w poklady subiektywnej i intersubiektywnej swiadomosci. Z lekkoscia i brawura laczac psychoanalize z krytyka kulturowa ukazuje, jak cala europejska kultura i polityka staje sie terenem zmagan z ukrytymi pragnieniami i dazeniami, jak jest jednym slowem "podszyta" erosem. Tak wiec juz w 1937 roku Gombrowicz dostrzegl i opisal zjawiska kulturowe i spoleczne jezykiem, ktory w latach 80. XX wieku zaczelismy okreslac mianem praktyki postmodernistycznej. Pytanie podstawowe, ktore stawia Sontag, dotyczy tego, w jaki sposob tekst Ferdydurke przemawia do wspolczesnego, w tym rowniez oczywiscie anglojezycznego, czytelnika. Z pewnoscia juz nikogo nie obraza i nie bulwersuje. Natomiast niezmiennie zadziwia trafnoscia i zakresem stawianych pytan, maestria formy, a nade wszystko bawi.

Po 40 latach tekst Gombrowiczowskiej jeremiady na temat nowoczesnosci, powrocil niejako do kolebki tejze nowoczesnosci. Ameryka pojawia sie bowiem w Ferdydurke jako synonim stechnologizowanego, nowoczesnego trybu zycia. Czy obecne tlumaczenie przyblizy powiesc amerykanskiemu czytelnikowi? Wydaje mi sie, ze w duzym stopniu tak, poniewaz narracja plynie wartko i nawet czytelnik niespecjalnie wprowadzony w arkana Gombrowiczowskiej poetyki wybucha co chwila smiechem. Zawsze mozna miec jednak pewne zastrzezenia do tlumaczenia. Sama tlumaczka przyznaje, ze zaden przeklad nie jest ostateczny. Wspomnialam juz o kluczowych dylematach dotyczacych podstawowych metafor, takich jak slynna "pupa". Czeste zmiany narracji z czasu przeszlego w terazniejszy moga sprawic trudnosc anglosaskiemu czytelnikowi przyzwyczajonemu do sztywniejszych norm w tym zakresie. Jednak jezyk i poetyka Gombrowicza, jak zaswiadcza o tym sam autor, nie naleza do latwych ani popularnych. Na pewno tekst Ferdydurke nie trafi pod amerykanskie "strzechy". Sadze jednak, ze zjedna sobie czytelnikow w srodowiskach uniwersyteckich i studenckich, jako ze od czasu do czasu teksty Gombrowicza sa jednak czytane w kregach zainteresowanych nie tylko rodzima kultura popularna.

W tym miejscu chcialabym wspomniec o adaptacji teatralnej Ferdydurke, dokonana przez Allena Kuharskiego w 1999 roku na podstawie omawianego przekladu Danuty Borchardt. Przedstawienie Teatru Provisorium & Kompania Teatr z Lublina, ktore grano w dwoch wersjach - polskiej i angielskiej - odnioslo duzy sukces w Filadelfii i w Nowym Jorku wiosna 2000 roku. Publicznosc angielskojezyczna wybuchala gromkim smiechem i zywo reagowala na sytuacje sceniczne. Oczywiscie, adaptacja sceniczna nie mogla uwzglednic wszystkich subtelnosci Gombrowiczowskiego tekstu, jednak tematyka spoleczna, sceny szkolne i elementy homoerotyczne po mistrzowsku rozegrane przez polskich aktorow z Lublina zaoferowaly wersje Ferdydurke w jezyku, ktory byl czytelny i atrakcyjny dla amerykanskiej publicznosci. Obecnie Teatr Provisorium & Kompania Teatr wrocily do Ameryki, tym razem do nowojorskiej La Mamy. Przedstawienia odbywaja sie w tym teatrze od 8 do 25 listopada.

Konczac, chce pogratulowac Danucie Borchardt, ktorej trud translatorski, jak sie dowiedzialam od dyrektora Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku Pawla Potoroczyna, zostal niedawno uhonorowany National Translation Award przyznawana przez American Literary Translator Association za najlepsze tlumaczenie roku.

Czesc druga za 2 tygodnie

-----------------------------

Witold Gombrowicz, Ferdydurke. Przeklad - Danuta Borchardt. Wstep - Susan Sontag. Yale University Press, New Haven 2000.
Witold Gombrowicz, Ferdydurke. Przeklad - Eric Mosbacher,Grove Press New York 1961.
Jerzy Giedroyc, Witold Gombrowicz, Listy 1950-1969. Opracowanie - Andrzej Kowalczyk. Czytelnik, Warszawa 1993.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail