PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (19 pazdziernika 2001)


Jestem jak czlowiek renesansu

Z Elzbieta Towarnicka rozmawia Agnieszka Wrzesien

Agnieszka Wrzesien: - Podobno w ogole nie dba Pani o swoj glos. Czy to prawda?

Elzbieta Towarnicka: - Te wszystkie szaliczki, golfiki - to nie dla mnie. Znam osoby, ktore w dniu wystepu nic nie mowia, a juz nie daj Boze na powietrzu... Ja jestem sybarytka, lubie przyjemnosci. Uwielbiam zimne mleko prosto z lodowki, schlodzona coca-cole, a i alkoholu czasem sie napije. Te szaliczki tyle kosztuja, a poswiecanie nie jest w mojej naturze. Musialam tak sie nauczyc, by nie rezygnowac z przyjemnosci i moc spiewac. Jesli ma sie za soba dobra szkole, zna sie swoj warsztat, to drobne grzeszki nie przeszkadzaja.

- Co jest wazniejsze, talent czy warsztat?

- Talent to wszystko... Jakas iskra Boza, ktora powinno sie pielegnowac. Jak w biblijnej przypowiesci - zeby powierzony talent zaowocowal, trzeba mu pomoc. Grzechem jest nie wyciagnac go na wierzch. Kazdy ma jakis talent, ale kazdy do czegos innego. Fryzjerka, gornik, spiewaczka - musza miec talent do swych zawodow.

- A jak bylo z Pani talentem do spiewania?

- Z opowiadan mamy wiem, ze zawsze bylam takim rozspiewanym dzieckiem, w ogole nie wstydzilam sie spiewac. Kiedys jechalismy pociagiem, a ja pobieglam za kierownikiem, zeby dal mi zaspiewac do mikrofonu. Bylo mnie slychac w calym skladzie.

Rodzice byli wyczuleni na nasze zdolnosci. Zauwazyli, ze moja siostre bardzo wzrusza taniec i tato wozil ja z Wegrzc (bo jeszcze mieszkalismy za Krakowem) na zajecia w ognisku baletowym. Pisal nawet listy do gazet, ze w Krakowie potrzebna jest szkola baletowa, ale odpisywali, ze nie ma takiej potrzeby. Do dzis moja siostra tanczy; choc jest na emeryturze, prowadzi z mezem baletowe studium.

- Czesto jak rodzice zauwaza, ze dziecko ma jakies zdolnosci, nie daja mu spokoju. Musi sleczec i "pielegnowac" ten swoj talent.

- Z moimi bylo odwrotnie. Byli tak tolerancyjni, ze czasem mialam im za zle, ze nie gonia mnie do cwiczenia. Bo czasem trzeba dopilnowac, czlowiek to stworzenie leniwe i niekiedy potrzebuje mobilizacji. Tylko bez przesady...

- Od samego poczatku wiedziala Pani, ze zostanie spiewaczka?

- Nie bylam pewna, bo interesowalo mnie bardzo wiele rzeczy. Skonczylam zwykla podstawowke, potem liceum ogolnoksztalcace, bo bylam takim niezdecydowanym cieleciem. Tam mialam wychowawczynie rusycystke, ktora namowila mnie na studiowanie rusycystyki. I poszlam do wyzszej szkoly pedagogicznej. Wytrzymalam trzy lata, ale juz wtedy chodzilam do szkoly muzycznej II stopnia. Bo po drodze odkrylam swoja rodzine - fleciste Eugeniusza Towarnickiego, ktory powiedzial, ze na spiew wcale nie trzeba chodzic od dziecka. Nawet lepiej, ze zaczelam pozniej, bo dziewczyny tez przechodza mutacje. Potem w ostatniej chwili - bo bylam taka niesmiala - zlozylam papiery do akademii muzycznej. Okazalo sie, ze wyksztalcenie muzyczne nie jest warunkiem przyjecia. Trzeba jedynie miec dobre warunki glosowe.

- Pamieta Pani swoj pierwszy koncert?

- To chyba koncert dyplomowy... Wtedy po raz pierwszy wystapilam solo. Zaspiewalam Kantate wloska J.S. Bacha (bardzo rzadko wykonywana, bo swiecka). Prowadzil nas prof. Krzysztof Misona - dyrygent, ktory umial pracowac ze spiewakami, co w tym srodowisku bardzo rzadkie... Ale juz podczas studiow musialam pojsc do pracy - do choru w krakowskiej operze. Pedagodzy nie byli z tego zadowoleni, bo moglo to grozic niekontrolowanym zdarciem glosu. Okazalo sie, ze mnie ta praca nawet wyszla na dobre. Poznalam dzieki niej duzo literatury muzycznej. Pierwszym spektaklem, w ktorym wystapilam (ale jako chorzystka), byla Carmen.

- Miewa Pani treme?

- Nie mam w ogole! Mam tylko pozytywna emocje, ktora mnie mobilizuje tak, ze nie moge sie doczekac wystepu. Zawsze trzeba byc przygotowanym nie na sto, ale na troche wiecej procent. Nadwyzka pozwala zwyciezyc treme, czasem poczatek koncertu moze byc gorszy. Wtedy tego dobrego zostaje wiecej. Znam osoby, ktore wlasnie z powodu tremy zrezygnowaly ze sceny - tylko ucza. A u mnie ten brak tremy to chyba tez czesc talentu.

- Co wtedy, gdy publicznosc czeka, trzeba spiewac i nie mozna wydobyc z siebie zadnego dzwieku?

- Rozne glosy maja rozna odpornosc. Najdelikatniejszy jest... bas. Ja spiewam sopranem, a to sa tak zwane gorne rejestry glosowe - poza chrypka. Ale mialam kiedys spiewac w IX symfonii Beethovena, a tu katar, obrzek strun. Nie bylo zastepstwa, musialam wystapic. W takich sytuacjach stosuje sie tzw. wlewke. To bardzo radykalna kuracja - dlugim szpikulcem bezposrednio do gardla aplikuje sie najpierw sole fizjologiczne, potem wszelkie mozliwe witaminy. Zaspiewalam!

- Z kim pracuje sie Pani najlepiej?

- Nie chce odpowiadac na to pytanie, by nikogo nie urazic... Zawsze swietnie ukladala mi sie wspolpraca z moimi akompaniatorami.

- Ma Pani ulubione miejsca koncertowe?

- Bardzo dobrze spiewa mi sie w La Caise Dieu we Francji. Kazdej jesieni wyjezdzam tam na festiwal muzyczny. To piekna uzdrowiskowa miejscowosc, gdzie dobrze i milo sie zyje. Ja tam odpoczywam. Lubie tez wystepy w filharmoniach, choc w Krakowie jakos o mnie zapominaja. Ale najwdzieczniejszymi i najtrudniejszymi salami koncertowymi sa koscioly. Kosciol to prawdziwe wyzwanie dla spiewaka - trudna akustyka: inna, gdy sa ludzie, inna, gdy pusto.

- Ostatnio duzo spiewa Pani w krakowskim kosciele Mariackim.

- To prawda. Ksiadz Fidelus bardzo lubi koncerty w kosciele Mariackim. Jest bardzo otwarty na takie propozycje. Kilka miesiecy temu nagrywalismy tam plyte. Dostalismy klucze i cala noc pracowalismy. To bylo niesamowite - kosciol noca, pusty, tajemniczy, istne czary... I tak powstala plyta Ave Maria - okolo dwadziescia piesni o tematyce maryjnej. Moje ulubione to: Bogurodzica i Gaude Mater Polonia. Tych piesni jest bardzo duzo. Moze na kolejna plyte?

- Ale przeciez spiewanie nie wypelnia calego Pani zycia. Co wtedy, gdy spiewac Pani nie musi?

- Umiem sie nie nudzic. Na przyklad myslenie jest bardzo dobrym zajeciem, bo do niego nie potrzeba zadnych rekwizytow. Do moich prozaicznych rozrywek nalezy rozwiazywanie wszelkiego rodzaju krzyzowek. Kupuje je namietnie! Bardzo zajmuje mnie jezykoznawstwo, etymologia. Nawet ostatnio kupilam sobie wreszcie Slownik etymologiczny jezyka polskiego. Mam w domu dwa koty, wiec biblioteka na ten temat rowniez pokazna. Czasami ogladam przyrodnicze filmy w telewizji. No i jeszcze interesuja mnie wszelkie nowinki techniczne. Jestem wszystkiego ciekawa, nadawalabym sie na czlowieka renesansu. Chociaz czasem zaluje, ze moja wiedza nie moze zostac spozytkowana. Moze jak bede na emeryturze?

- Nie ma Pani czasem uczucia niedosytu, swiadomosci, ze to, co Pani wie, to wciaz za malo, ze nie zdazy Pani poznac wiecej?

- Bardzo nad tym boleje. Czas tak szybko umyka... Wciaz chce wiecej, a przeciez wiem, ze zycia mi na to nie starczy. Wtedy powtarzam mysl (chyba Seneki, nie pamietam dokladnie): "Dopiero wtedy czas ucieka, jak czlowiek sie nad tym zastanawia". A najwazniejsze jest to, co dzieje sie teraz, na biezaco. Pamietam taki rysunek z Przekroju: stary zrezygnowany mezczyzna siedzi w srodku wspanialej biblioteki. Zona mowi do niego: "Cale zycie gromadziles te ksiazki z mysla, ze kiedys je przeczytasz, a teraz co?". Dlatego trzeba chwytac kazda chwile, choc i tak nienasycenie zostaje. Lekturowe zaleglosci nadrabiam w pociagach. A ile mam ksiazek pozaczynanych i nie skonczonych... Czasem do czytania tez trzeba miec natchnienie, jak zaskoczy, to juz czytam ksiazke za ksiazka. Bardzo lubie czytac opisy - i przyrody, i ludzi. I wyobrazac sobie wtedy...

- I lubi Pani czytac przepisy kulinarne...

- O tak! Najczesciej czytam opis przygotowania i wyobrazam sobie, jak taka potrawa by wygladala. Dopiero potem czytam liste skladnikow. I wcale nie musze juz tego gotowac. Choc pichcenie bardzo mnie odpreza. Nie przepadam za pieczeniem - no, moze jakies male ciasteczka. Ale ze wszystkich slodyczy najbardziej lubie sledzie. Jeszcze spaghetti i rozmaite salatki. Czasem chodze do baru, a czasem w ogole nic nie jem, bo nie chce byc niewolnikiem jedzenia. I nienawidze nie miec czasu na jedzenie! Do posilku trzeba usiasc w spokoju, najlepiej z przyjaciolmi. Ja jeszcze musze kazdy kes obejrzec, powachac, posmakowac...

- Czy Pani czasem marzy?

- Do niedawna marzylam o wlasnym mieszkaniu, ale juz je mam. Najwazniejsze, zeby bylo zdrowie. Jak mi cos dopiecze, to sama sie strofuje: cicho badz, zdrowa jestes. Chcialabym duzo nagrywac. Ostatnio fascynuje mnie muzyka hiszpanska, flamenco. Gdybym umiala tanczyc, tanczylabym flamenco! Z Hiszpanii przywiozlam sobie nawet kastaniety, wachlarz, no i wino... Juz dawno przestalam marzyc, zeby gdzies pojechac, zobaczyc cos, wrocic tam moze. Tak jakos sie zdarza, ze w koncu tam sie znajduje. I wcale nie musi to byc Paryz.

- A wyjechalaby Pani z Krakowa?

- Czasem mam juz dosyc tego miasta i wtedy odgrazam sie, ze wyjade gdzies na glucha wies. Ale nie - dluzszy wyjazd z Krakowa jest jak banicja. Bardzo lubie Gdansk i Torun, a z miast europejskich - Rzym. Tam moglabym nawet mieszkac. W Ameryce - nie. W Nowym Jorku brud i przytlaczajace wiezowce, a ja lubie male wypieszczone kamieniczki w starych miastach. Ale jeszcze nie bylam w Japonii, Chinach, nie widzialam Egiptu i krajow arabskich. Czyli mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.

-------------------------------------------------------

Elzbieta Towarnicka spiewala w Podwojnym zyciu Weroniki i tryptyku Trzy kolory Krzysztofa Kieslowskiego. Podczas pogrzebu rezysera wykonala skomponowane przez Zbigniewa Preisnera Requiem dla mojego przyjaciela. Od lat zwiazana jest z krakowska Piwnica Pod Baranami. Razem z Grzegorzem Turnauem i Beata Rybotycka wystepowala m.in. w oratorium Jana Kantego Pawluskiewicza Droga, zycie, milosc. O mece i zmartwychwstaniu Pana; rowniez nowojorska publicznosc miala okazje wysluchania tego dziela. Niedawno zrealizowala swoje marzenie: nagrala pierwsza niefilmowa plyte Ave Maria. W lipcu wystapila w Harfach Papuszy Pawluskiewicza.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail